DROGI CZYTELNIKU🛒

Mam nadzieję, że nie trafiłeś tutaj przypadkowo, a jeżeli tak, to zdecydujesz się zostać ze mną na dłużej.
Zapraszam Cię w podróż po świecie, który nie należy do najłatwiejszych.
Jestem kasjerem i codziennie walczę o przetrwanie. Powalczysz ze mną?
💪

Monthly Archive: lipiec 2019

Jak zachowują się mamy z dziećmi podczas zakupów?

Długo wzbraniałam się przed tym wpisem. Uważałam, że temat, który zamierzam poruszyć może zetknąć się z dużą falą krytyki. Niemniej muszę o tym napisać, bo to ludzkie pojęcie przechodzi, co nam współczesny świat zmalował…

Czy ktokolwiek z Was spotkał się może z tabliczką wywieszoną na drzwiach sklepu, na której widnieje zakaz wjazdu wózkom dziecięcym? Takie praktyki były stosowane jeszcze kilkanaście lat temu i budziły spore kontrowersje.

Opinia Internautki z 2008 r.

Współcześnie nikt nie zdecyduje się na taki ruch. W opinii Rzecznika Praw Obywatelskich:

I to jest dla mnie jasne i zrozumiałe. Każdy ma prawo do zrobienia zakupów, ale to nie oznacza, że matce z dzieckiem wszystko wolno lub wszystko się należy. A niestety taka postawa jest coraz częściej przez nie przybierana. Obserwuję to nie tylko stojąc na kasie, ale także podczas zwykłej obsługi na sali sprzedaży. Nie każdy sklep jest przystosowany do robienia zakupów przy pomocy wielkich wózków zakupowych – dlatego też, do dyspozycji klientów zostają oddane tylko te mniejsze, które trzyma się w ręku. Stąd , gdy kobieta (matka) postanawia wjechać wózkiem dziecięcym do takiego sklepu, sytuacja ta staje się problematyczna (delikatnie rzecz ujmując).

Wyobraźcie sobie sytuację, w której to wykonując swoje obowiązki w postaci towarowania brakujących produktów, kilka razy przez ten sam wózek, a właściwie przez matkę, która go prowadzi, zostajecie “trącnięci”🤕​, bo wózek ledwo mieści się w szerokości alejki. Dlatego każdy napotkany karton lub człowiek, zostaje uznany za przeszkodę, którą należy zepchnąć. I jasne, można uznać, że obsługa sklepu nie powinna robić z tego tytułu problemu, bo przecież zawsze można ustąpić, odejść kawałek, zrobić miejsce… tylko do jasnej Anielki, nikt nie zastanowi się nad tym, że PiS-owskie 500+ doprowadziło do tego, że co piąty klient to matka z wózkiem. Czasami w moim sklepie – zwłaszcza w godzinach okołopołudniowych zaobserwować można “zlot” pchających wózkami. Bywa, że na sali sprzedaży jest na raz 5 kobiet z wózkiem, które na dodatek potrafią przepychać się do kasy z pierwszeństwem – bo przecież im się należy. Dodam, że nie pracuje w wielkim molochu, dlatego 5 kobiet z wózkiem stanowić może spory problem. To nic, że potrafią spędzić one w sklepie 20 minut, często odbywając rozmowy z napotkaną znajomą osobą, a gdy przychodzi moment zapłaty, nagle muszą być pierwsze. Absurd! 

Kiedyś to było...

Pamiętam doskonale, kiedy to jako dziecko, mama zabierała mnie na zakupy. Zawsze przed wejściem do sklepu prosiła mnie o zachowanie ciszy, tłumacząc po co dokładnie przyszłyśmy. Pamiętam też, że lubiła mi robić niespodzianki. Gdy tylko udało jej się pozbierać wszystkie niezbędne produkty, pytała na co mam ochotę i mogłam sobie wybrać jedną rzecz, nie zapominając oczywiście o dwójce rodzeństwa, która została w domu pod opieką taty. Mam wrażenie, że współczesne dzieci są jakieś inne. I choć nie chciałabym kategoryzować na lepsze lub gorsze, to czasami ze zdumieniem obserwuje to, w jaki sposób artykułują swoje potrzeby… a raczej żądania. Sklep jest idealnym miejscem na tego typu obserwacje. I jasne, że nie wolno mi wrzucać wszystkich mam do jednego worka, bo bywają i takie, które w świetny sposób potrafią wyperswadować coś swojemu dziecku. Jednak te stanowią wyjątek. 

Dżesika, Mercedes i inne Brajany

Wychodzę z pomieszczenia służbowego. Ledwo trzymam się na nogach, bo ciężar produktów ukrytych w kartonach ciągnie ku ziemi. 

Brajanku… serio? Kto w ogóle wybiera takie imię dla dziecka?  Staram się nie mieć uprzedzeń do nikogo, naprawdę w życiu jestem bardzo tolerancyjna. Ale Brajanku? No dobra, jak zwykle przybieram kamienną twarz i wlokę się z tymi kartonami. Brajanek w najlepsze ogląda szczoteczki. Coś tam sobie śpiewa pod nosem, jak to dziecko. W końcu ciągnie dwie szczoteczki, tak że jedna zahacza o drugą, a ta zaś o kolejną. W ten sposób wyrywa cały metalowy hak, na którym wisiały wszystkie i ciągnie je po płytkach, udając się w poszukiwania za mamą. 

Ja pierdziele. Słucham tego i nie wierzę. Idę więc na dział z lakierami do paznokci, żeby przyglądnąć się tej mamie. Szukam w niej choć odrobiny zaniepokojenia tym, co robi oraz gdzie znajduje się jej synek. Ale gdzie tam. W najlepsze przebiera w kolorach, tak jak Brajanek wcześniej w szczoteczkach. W głowie klaruje już sobie słowa, żeby zwrócić jej uwagę, że jej syn zdemolował nam metalowy hak, a szczoteczki leżą sobie rozsypane na podłodze. Jednak w tym samym momencie podchodzi do niej koleżanka, która wita się z nią tak, jakby conajmniej nie widziały się od roku. Cofam się więc, bo z doświadczenia wiem, że gdy zwraca się uwagę dwóm osobom, te czują się zbyt pewnie i całe zło odwraca się w stronę kasjera. Idę więc w poszukiwaniu Brajanka. Trochę nawet z niepokojem, bo przestał nawoływać mamy. Odnajduję go i czuję, jak krew napływa mi do głowy.

– wewnętrzny głos stara się mnie uspokoić. Ale, żeby nie było tak łatwo, spróbujcie się wcielić we mnie i wycelować poprawną odpowiedź:

Co robi Brajanek?

A) Układa autostradę z wszystkich dostępnych szczoteczek do zębów.

B) Sprząta po sobie bałagan.

C) Nadgryzione jabłko odkłada na sklepową półkę.

D) Przebija paluchem foliową osłonkę od kremu.

Swoją odpowiedź możecie zostawić pod tym wpisem w komentarzu.💬 Trochę jednak potrzymam Was w niepewności, a o tym co tak naprawdę robił Brajanek, dowiecie się z Facebooka, gdzie umieszczę poprawną odpowiedź. Dlatego, żeby niczego nie przegapić śledźcie mnie na bieżąco.

Wracając jednak do Brajanka…

Krew niemalże chciała wystrzelić mi z uszu. Na szczęście, na ratunek przybyła klientka, która potrzebowała pomocy. Cała moja uwaga została zwrócona ku niej i tylko kątem oka dostrzegłam, jak kobieta wraz z Brajankiem i koleżanką wychodzą ze sklepu. Szybki ruch głową w stronę “pogorzeliska” wskazywał na to, że mama Brajanka pojęcia nie miała, co jej synuś zmalował. Nie trudno jest się domyślić, że odpowiedź B. to 100% fikcja (daję Wam fory.)😉

I teraz pytanie. Gdzie leży granica po stronie obsługi? Z doświadczenia wiem, że zwrócenie komuś uwagi, ostatecznie może skończyć się skargą – a te niejednokrotnie przyczynić się mogą do zwolnienia pracownika. Oczywiście, wszystko zależy od firmy, w której się pracuje, ale nie oszukujmy się… centrale uważają, że KLIENT – NASZ PAN i może wszystko, tym bardziej gdy klient odwróci całe zło sytuacji przeciw kasjerowi. Tę sztukę niektórzy mają opanowaną do perfekcji. Warto jednak czasami poćwiczyć nad pokorą, której w naszym narodzie z roku na rok coraz mniej. Tym razem mamie Brajanka się upiekło. Gdyby nie fakt, że inna klientka odwróciła moją uwagę, zwróciłabym się do niej z informacją o poczynaniach jej syna. Pewnie broniłaby go jak lwica🦁, a ja dostałabym odłamkiem śliny. No cóż… dobrze, że moje ślinianki funkcjonują prawidłowo. Przy następnej okazji na pewno nie pozostanę dłużna!

[player id=1090]

Ty zostawiasz mi swojego maila, ja informuję Cię na bieżąco o nowej aktywności!

Newsletter

Masz ciekawą historię z sali sprzedaży? Napisz do mnie, a całkiem możliwe, że trafi ona na bloga, jako wpis gościnny.

    FANPAGE FACEBOOK

    Dołącz do mojej społeczności

     

    DOŁĄCZ DO GRUPY NA FB

    Jestem kasjerem🛒

    Archiwa

    Czy klient musi zapłacić za uszkodzony towar?

    Każdemu z nas przytrafiają się codziennie mniejsze lub większe gafy. To całkiem normalne, w końcu nie jesteśmy idealnymi maszynami, tylko po prostu ludźmi. Zastanawiam się czasami nad tym, dlaczego ludzie, gdy przydarzy im się coś nieoczekiwanego, zachowują się w tak dziwny sposób. Praca w handlu sprawia, że człowiek ma mocniej wyostrzone zmysły. Dzieje się tak z różnych przyczyn. Często sam zakres obowiązków zmusza nas kasjerów do takiej postawy (kliknij, by przejść do zakresu obowiązków). Stąd też klienci powinni wiedzieć, że to, co niewidzialne jest dla niektórych, z całą pewnością nie umknie uwadze kasjera. Od zawsze czułam, że widzę “więcej” niż przeciętny człowiek. I może jest to dość śmiałe stwierdzenie, ale to co jest dostrzegalne przez innych po określonym czasie, ja widzę właściwie natychmiast. Ale to rozważanie pozostawię dla siebie. Znajdą się tutaj osoby, które na pewno niewłaściwie zinterpretują moje słowa. A mi nie zawsze chce się tłumaczyć, dlatego odpuszczam. 

    Wbrew temu, co może przyjść Wam na myśl, nie chodzi mi wcale o sytuacje kradzieży. To wciąż problematyczny temat i nie zawsze jesteśmy w stanie właściwie zareagować. Tym bardziej, jeżeli nasza uwaga jest odciągana, bo np. pojawia się klient, który przybiera postawę:

    Już spieszę z wyjaśnieniem…

    Nie tak dawno temu, przydarzyła mi się mała gafa. W tym dniu miałam wolne od pracy, dlatego aby uzupełnić zapasy domowej spiżarni, udałam się na zakupy. Żeby nie szwendać się bez celu i z wielkim rozkojarzeniem, przygotowałam sobie wcześniej listę zakupów. Zabrałam ze sobą także torby zakupowe, aby kolejny raz nie dokładać się do rujnacji naszego środowiska. Można rzec, że całkiem dobrze byłam przygotowana. Zadowolona z siebie, rozpoczęłam odwiedzanie kolejnych, sklepowych alejek. Już prawie kończyłam. Ostatni punkt z listy: MAKARON.

    Podeszłam więc do półki z makaronami i rozpoczęłam pakowanie ich do koszyka. Miałam sporego niefarta. Kiedy sięgałam po jedną z paczek (musiałam stanąć na palcach i daleko sięgnąć ręką, aby w ogóle je dostać), strąciłam 4 opakowania tego makaronu na podłogę. Nieco poniżej stały słoiki wypełnione jakąś pomidorową pulpą, które także zatańczyły i tylko cud sprawił, że nie trachnęły one o posadzkę. Ufff! – pomyślałam. Co prawda słoiki zostały uratowane, jednak gdy spojrzałam w dół, zobaczyłam że 3 z 4 paczek makaronu są rozerwane. Część makaronu rozsypała się, śmiejąc mi się prosto w twarz –  w ten sposób radośnie oznajmiała mi WOLNOŚĆ.

    Co za niefart. Jako dziecko często byłam taką ciamajdą. Myślałam, że mam ten etap za sobą, ale jak widać nieidealność dopada mnie nadal. 🙊 Nie zastanawiając się zbyt długo, zaczęłam zbierać wszystko, co było rozsypane. Instynktownie rozglądnęłam się wokół siebie, aby sprawdzić, czy ktoś mi się przygląda. Nie było żywej duszy. Jednak nie dajcie się zwieść – nie rozglądnęłam się po to, by maskować swoje “dowody zbrodni”. Myślę, że to taki odruch bezwarunkowy, bo bądź co bądź jest to mało komfortowa sytuacja dla osoby, która chcąc zrobić zakupy, sprawia że towar zostaje uszkodzony. W oczywisty sposób posprzątałam wszystko, co zostało przeze mnie rozwalone i udałam się w poszukiwaniu kogoś z obsługi. W kolejnej alejce odnalazłam pracownika:

    - Dzień dobry… bardzo przepraszam, ale sięgając po makaron strąciłam te 3 paczki, które niefortunnie spadły i się rozsypały. Mogę za nie zapłacić, w końcu to moja wina.

    atrybut alt jestem kasjerem
    Niezdarna i ciamajdowata
    - Beata

    - Nie, nie, nie. Nie trzeba, naprawdę nic się nie stało.

    Miła i wyrozumiała
    - Pani kasjerka

    Pani z obsługi zabrała ode mnie makaron i udała się na zaplecze. Była naprawdę miła, a ja nie poczułam ani przez chwilę, że zrobiłam coś złego. Znam zasady panujące w handlu. Wiem, że pewne rzeczy mogą pójść w tzw. ubytki/straty i nie jest to żadna katastrofa. Codziennie sama obsługa sklepu dokonuje kilku ubytków – oczywiście nieumyślnie i każdy sklep jest na takie wypadkowe przygotowany. Jak lubiła powtarzać moja managerka: “Tylko ten kto nic nie robi, nie popełnia błędów” – no i święta prawda. Jednak ja z racji tego, że pracuje na co dzień z klientami, znam zupełnie inne ich zachowanie w takich sytuacjach:

    Zastanawiam się z czego to wynika. Czy bardziej z bycia sknerusem i obawy przed tym, że obsługa będzie jednak wymagać tego, że należy za taki produkt zapłacić? Czy może chodzi o strach wywołany chwilową słabością? No tak, nikt nie lubi być słabym. Ale drodzy klienci uwierzcie mi, że pokazanie ludzkiej twarzy jest o wiele lepszym rozwiązaniem, niż zgrywanie nieustannie kogoś idealnego, komu nie przytrafiają się takie historie, jak moja. Ostatnio, stojąc na kasie usłyszałam TRACH. Bez problemu zlokalizowałam miejsce hałasu oraz osobę, która była za niego odpowiedzialna. Zazwyczaj nie podchodzę od razu do takiego klienta, tylko czekam na bieg wydarzeń. Wciąż się łudzę, że taki klient przyjdzie i poinformuje o zaistniałej sytuacji. No niestety, nie tym razem. Wspominałam już wcześniej, że ludzie w handlu widzą więcej, niż się niejednemu wydaje. To, że w danej alejce nie ma żywego ducha, nie oznacza, że jesteśmy ślepi. Mamy swoje sposoby na obserwowanie, których zdradzać nie mogę.👀

    Oczywiście już doskonale wiedziałam co się święci. Klient, który wcześniej spędził kilka minut przy danym produkcie, nagle zaczyna szybkim krokiem szukać wyjścia.  W sekundzie decyduje, że nic mu nie jest już potrzebne i nie chce kontynuować zakupów. Nie tym razem. Zatrzymuję więc go i pytam, czy przypadkiem nie przytrafiła mu się przykra historia i nie uszkodził nam towaru. O Boże, jacy ludzie są dziwni. Teraz klient udaje, że to nie on, bo jest mu jeszcze bardziej wstyd za to, że chciał uciec, a ktoś przyłapał go na gorącym uczynku. Oczywiście rzuci słowem “przepraszam”, bo tego wymaga po prostu sytuacja i chociaż nikt nie każe mu sprzątać ani płacić za uszkodzony towar, to i tak zachowuje się, jak dzik. 

    - Wie Pan, wystarczyło tylko zgłosić ten fakt komuś z obsługi. Gdybym nie zwróciła na to uwagi, produkt leżałby bliżej nieokreślony czas w takim stanie na posadzce i ktoś mógłby się zranić. Uszkodzony produkt był ze szkła - więcej tłumaczyć chyba nie trzeba.

    atrybut alt jestem kasjerem
    Kasjer - Detektyw 🕵️‍♀️
    - Beata

    - Przecież mogę za to zapłacić, w czym w ogóle problem?!

    Zbulwersowany klient
    - z wyglądu Czesław

    Oczywiście, nikt nie lubi, gdy zwraca się komuś uwagę. Ja też mam z tym kłopot, ale staram się nad tym pracować. Jasne, że nie chodzi o to, aby klient ponosił koszt za uszkodzony produkt, kiedy ubytek wynika z przypadku. Nie rozumiem natomiast, dlaczego ludzie boją się odpowiedzialności i wolą od niej uciekać, niż pokazać ludzką twarz. Chyba wszyscy kasjerzy oraz pozostała obsługa sklepu przyzna jednogłośnie, że w przypadku ubytku towaru, za który odpowiada klient po stokroć lepiej pokornie przyznać się do “gafy”, aniżeli liczyć na to, że nikt nie zauważy i próbować uciekać. Gorzej, gdy obsługa zainterweniuje – wstyd dopiero wtedy przybierze kulminacyjną formę, która kipi z uszu klienta. Skoki ciśnienia nikomu nie służą – zapamiętaj to proszę, drogi Kliencie, gdy następnym razem produkt trachnie Ci na podłogę i oznajmi wolność.

    A na koniec serwuje punkt wzięty z podręcznik kasjera, który funkcjonuje od lat w jednej z sieciówek. 

    Jeżeli Klient uszkodzi towar na sali sprzedaży :

    [player id=977]

    FANPAGE FACEBOOK

    Dołącz do mojej społeczności

     

    DOŁĄCZ DO GRUPY NA FB

    Jestem kasjerem🛒

    Archiwa