DROGI CZYTELNIKU🛒

Mam nadzieję, że nie trafiłeś tutaj przypadkowo, a jeżeli tak, to zdecydujesz się zostać ze mną na dłużej.
Zapraszam Cię w podróż po świecie, który nie należy do najłatwiejszych.
Jestem kasjerem i codziennie walczę o przetrwanie. Powalczysz ze mną?
💪

Monthly Archive: październik 2020

Kasjer na urlopie: Na zakupach sprawdzam daty ważności

Nie od dziś wiadomo, że kasjer to też człowiek, który chce od czasu do czasu iść na urlop wypoczynkowy, przysługujący mu jak psu pełna miska!
A co z nim zrobi? Jak wykorzysta ten czas? To zależy tylko i wyłącznie od niego. Kasjer na urlopie.

Cześć. Jestem Paulina i jestem pracoholiczką.

W tajemnicy muszę się Wam przyznać, że ja chyba nie potrafię odpoczywać. I żaden z dotychczasowych urlopów w moim życiu nie był idealny. Pół biedy jeśli gdzieś wyjechałam. Wtedy chociaż na chwilę zapominałam o pracy. Aczkolwiek to też nie tak do końca. Potrzebuje zmian, więc tydzień w tym samym miejscu to dla mnie za dużo. Poza tym  tęskniłam za psem, zaś jeśli chodzi o mieszkanie, to w mojej głowie krążyły jakieś katastroficzne wizje na temat jego zalania lub pożaru (Haaaalo?! Czy jest na sali lekarz?). 

Obecnie z powodu braku towarzysza lub ekipy do wspólnych wypadów moje urlopy ograniczają się do siedzenia w domu, a zanim udam się na upragnione wolne to muszę się zmierzyć z koszmarami sennymi. Jakieś kilka dni przed wybiciem godziny zero zaczyna się jazda bez trzymanki. Jeżeli po ośmiu godzinach pracy zrobię sobie drzemkę to bardzo szybko zrywam się na równe nogi i nie wiem jaki jest dzień, która godzina i czy muszę zaraz lecieć do pracy.😨 To dla mnie kluczowy znak, że czas na reset. Gdy jestem na skraju wyczerpania to śnię o aktywnej sprzedaży oraz za bardzo rozpamiętuje przykre zachowania ze strony klientów. Mogę się tak zadręczać nawet przez cały dzień.

A gdy wreszcie nadchodzi czas mojej wolności i swobody to z uporem maniaka za każdym razem planuje listę rzeczy do zrobienia, czyli chcę nadrabiać zaległości. 

Oprócz tych wyzwań, których nigdy nie mogę zrealizować, mam jeszcze jeden sekret. Jako nałogowy pracoholik lubię iść do siebie na zakupy i posprawdzać terminy ważności na nabiale, a także mimochodem ogarnąć warzywniak.😅 Ot, takie nieszkodliwe hobby.  A jak zadbam o swoje miejsce pracy to w takim Kauflandzie pościągam kilka nieaktualnych cen z gazetki, w Biedronce podomykam lodówki , a w Szachownicy zrobię rozmiarówkę (rok pracy w odzieżowym zrobił swoje) i wtedy spokojnie wracam do domu.

Niech rzuci kamieniem ten, kto tego nie robi...

Ten urlop, który właśnie dobiega końca jest dla mnie prawdziwym przełomem. Nigdzie nie wyjeżdżałam, ale pierwszy raz w życiu udało mi się wrzucić na luz i cieszyć błogą bezczynnością. To wspaniałe uczucie. Koniec z marnymi postanowieniami i nadrabianiem zaległości! Warto znaleźć czas na zwyczajną radość z życia i zasmakować w powolnym jedzeniu śniadania o 11, długiej kąpieli czy wylegiwaniu się na łóżku i wpatrywaniu się w sufit. Teraz naładowana pozytywną energią wracam do klientów i koleżanek.

Autor: Paulina Obara

FANPAGE FACEBOOK

Dołącz do mojej społeczności

 

DOŁĄCZ DO GRUPY NA FB

Jestem kasjerem🛒

Archiwa

Kasjer z COVID-19 | Wywiad z pracownikiem sklepu

UWAGA! KASJER Z COVID-19!

atrybut alt kasjer z COVID-19

Od wielu miesięcy tematem nr 1 w Polsce i na świecie jest COVID-19. Nie da się ukryć – spryciarz mocno namieszał w życiu politycznym, gospodarczym i społecznym. Media wciąż donoszą, że kolejne grupy zawodowe  narażone są w mniejszym lub większym stopniu na zakażenie. Najczęściej wspomina się o górnikach lub służbach medycznych. Mało kto, zwraca uwagę na osoby pracujące w handlu, które przecież każdego dnia, mają styczność z ogromną ilością osób.

Jeszcze do niedawna, mogłam śmiało powiedzieć, że należę do grona tych szczęśliwców, których wirus nie dotyka bezpośrednio. Oczywiście nadal jest to prawda, bo mnie osobiście nie dosięgnął (chyba, że o nim nie wiem), ale w gronie moich znajomych co rusz słychać o kolejnych przypadkach. To tylko potwierdza fakt, że nie jest wyimaginowany i obala tezy niedowiarków, którzy ciągle próbują ogłaszać światu swoje racje o braku podstaw przestrzegania wszelkich obostrzeń.

Wojtka znacie doskonale – to moderator naszej grupy, z którym rozmawiam niemalże codziennie. Razem z pozostałymi moderatorami prowadzimy prywatne rozmowy na temat grupy, swojej pracy, ale też dzielimy się prywatą. Tym bardziej wiadomość od Wojtka wstrząsnęła mną do tego stopnia, że wspólnie postanowiliśmy opisać Jego przypadek – tak ku przestrodze. To też świetne źródło informacji – wszystko z pierwszej ręki, bez koloryzowania i fakenewsów.

ZAPRASZAM NA WYWIAD - KASJER Z COVID-19

- Jakie było Twoje nastawienie do COVID-19 przed zakażeniem?
- Byłem sceptycznie nastawiony do tego wirusa. Byłem pewien, że to zwykła grypa, że jest to coś wymyślonego. Taka zwykła choroba, którą każdy z nas przejdzie i szybko z niej wyjdzie.
- Czy w pracy przestrzegałeś nakazu zasłaniania ust i nosa - korzystałeś z maseczki lub przyłbicy?
- Mimo mojego nastawienia, nosiłem podczas każdej zmiany maseczkę oraz rękawiczki. Tak samo zachowywałem się w miejscach publicznych poza pracą.
- Jaki stosunek do pandemii mają Twoi przełożeni?
- Pracodawca już nie przypomina o zasadach przestrzegania obostrzeń, bo wszyscy z automatu przed wejściem na salę sprzedaży zakładają maseczki. Chociaż jest kilka osób, które bagatelizują sprawę i nie zasłania ust i nosa.
- Jak myślisz, czy mogłeś zarazić się tym wirusem w pracy?
- Ciężko tutaj gdybać. Choć nie ukrywam, że ostatnio klienci bez maseczek to standard. Przestałem zwracać im uwagę, bo ileż można. Tak naprawdę nie ma zamiany, aby jakiś klient nie kichnął. Pomimo sytuacji, jaka panuje często ludzie ślinią ręce, gdy sięgają po reklamówki i kichają w rękę, a nie w łokieć.
- Kiedy po raz pierwszy pomyślałeś, że możesz być zakażony?
- Kilkanaście dni temu czułem, że coś się ze mną dzieję. Czułem się rozbity, trochę niespokojny. Gardło mnie w ogóle nie bolało, kataru też nie miałem. Gdy już myślałem, że jest po wszystkim we wtorek (6 października 2020) wieczorem - czułem się już tak słabo, że stwierdziłem, że zmierzę sobie temperaturę. Spojrzałem na termometr, a tam 39,8ºC. Rano straciłem smak - zrobiłem sobie zimową herbatę (imbir, goździki, cytryna, miód) - zamiast wyrazistego smaku herbaty, czułem, że pije samą wodę. To mnie mocno przeraziło.
- Co było później? Jak dowiedziałeś się, że jesteś pozytywny?
- Tego samego dnia zadzwoniłem do sanepidu. Jednak tam, Pani powiedziała, abym zadzwonił najpierw do lekarza rodzinnego. Rodzinny od razu stwierdził, że to nie jest COVID-19. Nawet próbował mnie wystraszyć, twierdząc, że jeżeli zrobię badanie i się potwierdzi, to zostanę uziemiony na 2 tygodnie. Nie dałem za wygraną i podszedłem do tematu odpowiedzialnie. Powiedziałem, że jeśli jestem pozytywny nie chcę stanowić zagrożenia dla innych. Po moich słowach lekarz rodzinny polecił, abym poinformował sanepid raz jeszcze o konieczności zrobienia testu.
- Ile czekałeś na badanie i jak ono wyglądało?
- Wymazobus przyjechał do mnie do domu dzień później. Lekarze pobrali ode mnie wymaz z nosa i gardła. Byli ubrani w specjalne kombinezony, wyglądali jak kosmici. Widzieli, że mam zaostrzone objawy. Kazali mi czekać spokojnie na wynik. To była środa, a już w czwartek o 6 rano zadzwonili do mnie, że mam pozytywny wynik. Test zrobili bardzo szybko, bo musieli dać znać szpitalowi o kolejnym przypadku w razie, gdyby była konieczność podłączenia mnie pod respirator. Sanepid zapytał, czy mogłem kogoś zarazić. Na szczęście miałem kilkunastodniową przerwę w pracy, więc nie było konieczności przeprowadzania sklepowej dezynfekcji.
- Jakie towarzyszyły Ci objawy?
- Na początku gorączka nie była wysoka. Przez ok. 5 dni nie czułem w ogóle smaku. Towarzyszyły mi ciągłe bóle mięśni i stawów, ale takie, których nigdy wcześniej nie miałem. Do tego dochodzi dziwny ucisk w klatce piersiowej. Jednej nocy dostałem strasznego ataku duszącego kaszlu i gorączka sięgnęła 41,5ºC. Wystraszyłem się, bo mieszkam sam, więc zadzwoniłem na pogotowie. Przełączono mnie na oddział zakaźny, gdzie lekarz stanowczo powiedział, że nie ma szans, żeby mnie przyjęli, bo mają przepełnione sale. Tylko jednej doby przyjęto 150 osób w ciężkim stanie. Pani doktor poleciła mi, abym jak najszybciej poszedł pod zimny prysznic, żeby zbić gorączkę. Dosłownie doczołgałem się do łazienki. Nie byłem w stanie stać na nogach, dlatego usiadłem w brodziku i polewałem się zimną wodą. Wszystko pamiętam, jak przez mgłę. Na szczęście udało mi się zbić gorączkę do 39ºC. Lekarz na końcu dodał, że jeżeli rzeczywiście nie uda mi się zbić gorączki tym prysznicem, to dopiero wtedy po mnie przyjadą.
atrybut alt kasjer z covid-19
Archiwum prywatne Wojtka
- Co chciałbyś powiedzieć osobom, które nie wierzą w wirusa?
- Jeżeli ktoś tego sam nie doświadczy, albo gdy wirus nie zaatakuje kogoś bliskiego z rodziny, to nadal pewnie będzie twierdził, że wirusa nie ma. A wirus był, jest i będzie. Nie mylcie wirusa ze zwykłym przeziębieniem, czy grypą, bo to tak nie jest. Ja mam osłabioną odporność, choruje bardzo często, ale nigdy przenigdy nie miałem tak silnych objawów, jak teraz. Czuje się bardzo słabo, choć już teraz mam nadzieję, że najgorsze jest za mną.
- Co myślisz o nowym rozporządzeniu, które 15 października przywraca ponownie godziny dla seniorów?
- Jestem za. Ja też mam starszych dziadków i dla Nich to jest najlepsze rozwiązanie. Moja babcia jest po zawale serca. Teraz, gdy moi dziadkowie namacalnie widzą, że wirus dotknął ich wnuka, jeszcze bardziej będą stosować się do obostrzeń. Zresztą już moja w tym głowa, żeby ich edukować i nieustannie przypominać, żeby korzystali z przywileju godzinowego podczas zakupów. Mam nadzieję, że reszta starszego społeczeństwa poważnie potraktuje ten temat i wreszcie będzie on zasadny, bo spacerowanie po sklepie w dobie pandemii nie jest najlepszym rozwiązaniem.

FANPAGE FACEBOOK

Dołącz do mojej społeczności

 

DOŁĄCZ DO GRUPY NA FB

Jestem kasjerem🛒

Archiwa

atrybut alt kobiety na zakupach
Kobiety na zakupach
atrybut alt dzień z życia kasjera
Dzień z życia kasjera
Wyznanie byłej kasjerki - Walić to! Jutro piątek!