DROGI CZYTELNIKU

Mam nadzieję, że nie trafiłeś tutaj przypadkowo, a jeżeli tak, to zdecydujesz się zostać ze mną na dłużej.
Zapraszam Cię w podróż po świecie, który nie należy do najłatwiejszych.
Jestem kasjerem i codziennie walczę o przetrwanie. Powalczysz ze mną?

Category: kasjer

Dzień z życia kasjera – codzienność na sali sprzedaży

Praca na kasie to jeden z bardziej niewdzięcznych zawodów świata. Utożsamiana jest często z brakiem wykształcenia, niską kulturą osobistą oraz znikomym poziomem ambicji i aspiracji życiowych. Problem jednak polega na tym, że to często sami klienci snują tak fałszywy obraz kasjera, zapominając że za każdym człowiekiem, stoi osobna historia. Artykuł ten dedykuję wszystkim tym, którzy spędzili choć jeden dzień na sali sprzedaży – bo nie ukrywajmy… to prawdziwa szkoła życia. Zapraszam do przeczytania: DZIEŃ Z ŻYCIA KASJERA.

Artykuł ten, powstał na skutek wieloletnich obserwacji, jakie miały miejsce w centrach handlowych oraz pozostałych marketach lub mniejszych, osiedlowych sklepach. Czyli wszędzie tam, gdzie być może klient czyni z siebie pana – bo skoro już przyszedł i ma pieniądze, to może wszystko. Zaznaczam jednak, że nie chciałabym uogólniać – wszak nie każdy klient zachowuje się w dziwny i mało wytłumaczalny sposób. Jest też cała masa kulturalnych i miłych klientów. Jednak są i tacy, których postawa względem kasjera lub sprzedawcy pozostawia wiele do życzenia… – właśnie o takich, zdecydowałam się napisać. 

Klienci, jak dzieci błądzące we mgle

Każdy człowiek ma prawo do pewnych frustracji. Przyczynia się do tego wiele aspektów życia. Być może szef Cię zdenerwuje niesłuszną uwagą lub uciekający termin oddania sprawozdania, napędza Twój układ nerwowy w tak niepohamowany sposób, że sam tracisz nad nim kontrolę. Zakupy to rzecz normalna, każdy je robi.  I teraz Ty – wchodzisz do sklepu, nie do końca świadomy i skupiony. W głowie masz setki myśli, a gdzieś pomiędzy jest ta, że musisz kupić masło i pewnie całą masę innych rzeczy, o której i tak zapomnisz. Jak zwykle jesteś nieprzygotowany i nie zrobiłeś listy zakupów. W sklepie oprócz Ciebie jest sporo innych klientów, co jeszcze bardziej natęża frustracje. W końcu dostrzegasz kogoś z obsługi. Nie witasz się z nim (bo i po co), tylko od razu atakującym tonem pytasz o masło. Sprzedawca zwraca się w Twoją stronę z uśmiechem i mówi do Ciebie “Dzień dobry.” Zaczyna Ci być głupio przez kilka sekund, bo dał Ci do zrozumienia Twój brak kultury. To jeszcze bardziej wyprowadza Cię z równowagi. W końcu sprzedawca odprowadza Cię do półki, gdzie leży masło, wskazując na nie. Okazuje się, że leży ono tuż obok wejścia i wystarczyło się zwyczajnie rozejrzeć, by bez trudu je odnaleźć. Jeszcze bardziej zażenowany zaistniałą sytuacją, zapominasz podziękować za pomoc. Większość sklepów ma formułę samoobsługową, jednak klienci, niemalże jak dzieci – błądzą we mgle i od wejścia, zamiast do półek, kierują się wprost do obsługi, która ma całą masę innych obowiązków, od których jest odrywana. 

– pyta klientka, znajdująca się na dziale z farbami i akcesoriami do włosów. Każdy sklep podzielony jest na działy i logicznym jest fakt, że ów papier znajdzie na dziale z chemią. Takich klientów dziennie jest cała masa… ale przecież kasjer/sprzedawca po to jest, by służyć pomocą. 😉

Na szczególną uwagę zasługują również klienci płci męskiej, których żony lub partnerki życiowe, wysyłają na zakupy z kilkunasto punktową listą zakupów. ¾ z listy, stanowią kosmetyki i artykuły dla kobiet, o których przeciętny mężczyzna nie ma zielonego pojęcia. Taki klient bezbronny, jak dziecko nie ma wyjścia. Musi poprosić o pomoc obsługę – i o ile robi to w grzeczny i nienachalny sposób, to wszystko w porządku. Gorzej jednak, gdy od wejścia wymachuje kartką i bez słów przywitania niemalże taranuje kasjera, by z płaczliwym głosem oznajmić “mam listę zakupów…” – w tym miejscu należałoby mu serdecznie pogratulować, odwrócić się na pięcie i wrócić do swoich obowiązków.

Doliczyć reklamówkę?

Przeciętny człowiek, niezwiązany z handlem, nie ma pojęcia o zasadach funkcjonowania sklepu. Każdy z nich ma swoje zasady i procedury, które są ściśle przestrzegane przez każdego pracownika – w przeciwnym razie, za brak ich respektowania grozi nawet zwolnienie, czy utrata premii (która często stanowi znaczący dodatek do i tak ubogiej płacy). I teraz Ty – klientka w średnim wieku, dobrze ubrana, podchodzisz do kasy z wypchanym po brzegi koszykiem. Nie zdążyłaś go wypakować na ladę, bo w międzyczasie zadzwonił Ci telefon, który oczywiście odebrałaś. Z rozmowy wynika, że dzwoni Twoja najlepsza przyjaciółka, która opowiada Ci, jak to bardzo nie może doczekać się wieczornego wyjścia. Ty jej przytakujesz i obie niczym nastolatki chichotacie, obgadując jednocześnie swoich partnerów. Cała rozmowa jest na tyle głośna, że słyszy ją nie tylko kasjer, który próbuje nawiązać z Tobą choć minimum kontaktu (zupełnie nieskutecznie), ale także pozostali klienci, którzy ustawili się w długiej kolejce. Wg procedur kasjer zadaje Ci pytanie o to, czy posiadasz kartę lojalnościową oraz czy doliczyć reklamówkę – Ty kompletnie oderwana od rzeczywistości, nawet nie mrugniesz, odwracając głowę od lady:

– odchodzisz od kasy i biegniesz z telefonem przy uchu w poszukiwaniu rajstop. Kasjer nie może wycofać paragonu, bo rozpoczął transakcję, więc czeka potulnie na Twój powrót. Klienci w kolejce rozpoczynają batalię. Kasjer tylko czeka, aż cała ta sytuacja obróci się przeciw niemu. I jest… trzeci klient z kolejki wymachując ręką, krzyczy, czy nie można otworzyć kolejnej kasy. Niestety nie można – jest godzina 10:00, a kolejny kasjer przychodzi dopiero o 11:00, o czym informuje kasjer. Atmosfera się zagęszcza. Część klientów nie kryje niezadowolenia z faktu braku możliwości otwarcia drugiej kasy. Pozostali przewracają oczami, dając znać kasjerowi, że go rozumieją i swoje żale kierują w stronę klientki, która zablokowała całą płynność kolejki. Wreszcie jesteś. Znalazłaś rajstopy o czym informujesz koleżankę przez telefon. Kasjer kończy transakcję i wręcza Ci paragon. W tym samym momencie rozłączasz rozmowę i kierujesz słowa pretensji w stronę kasjera:

Kasjer spokojnym tonem informuje Cię, że wcześniej zadał pytanie o kartę lojalnościową i reklamówkę, ale Ty nic nie odpowiedziałaś, na co nie wytrzymujesz i wybuchasz:

Klientowi z kolejki również puszczają nerwy i wygłasza swoje niezadowolenie względem kasjera. Prawdziwa wojna dopiero się zaczyna… Kasjer dolicza nieszczęsną reklamówkę za 50 groszy na kolejnym paragonie i przez cały czas trwania transakcji wysłuchuje jeszcze pretensje klientki, której nie zostały naliczone punkty (bo zajęta rozmową przez telefon, nie wyciągnęła karty lojalnościowej), a przecież zrobiła tak duże zakupy (za całe 76,99 zł). Jest godzina 10:05, klientka z grymasem na twarzy opuszcza sklep. Na do widzenia rzuca zdanie:

– a to jest dopiero początek kolejnego dnia z życia kasjera.

Zaraz, zaraz... w jakim sklepie ja to jestem?

Wspomnieliśmy wcześniej o obowiązujących procedurach i zasadach, jakimi rządzą się sklepy. Warto wspomnieć o audytach, które przeprowadzane są w każdym sieciowym sklepie. Jest to tzw. badanie tajemniczego klienta. Dlatego, nie zdziw się, jeżeli ktoś z obsługi, będzie chciał do Ciebie podejść, przywitać się z Tobą, zaproponować pomoc lub wręczyć Ci koszyk, jeżeli jeszcze go nie masz. Zawsze możesz odmówić. Nikt na siłę nie będzie chciał Cię przekonywać do skorzystania z pomocy – uwierz, ten element obsługi jest najmniej wdzięcznym dla kasjera, ale stanowi jego obowiązek. Dlatego, czasami możesz czuć się “atakowany” zaraz po tym, jak wejdziesz do sklepu. Pamiętaj jednak, że procedury pochodzą z centrali firmy i nie jest to wymysł pracownika obsługi.

Wyobraź sobie kolejną sytuację, która ma miejsce przy kasie. Nikt nie lubi stać w kolejce. Czas tak wolno wtedy płynie, a myśli krążą wokół kasjera, jakoby to on był winien wciąż wydłużającej się kolejce. Na nic idą jego starania i szybkie skanowanie kolejnych produktów, gdy pomimo czasu, który spędza się w  oczekiwaniu w kolejce każdy klient może przygotować się do transakcji. Czas w kolejce można przecież bez przeszkód spożytkować na wyciągnięcie karty lojalnościowej (jeżeli się ją posiada), pieniędzy lub karty płatniczej. To wszystko znacznie usprawnia kasowanie i przyczynia się do zmniejszenia kolejki. Niestety, większość klientów podchodząc do lady, pytana o kartę lojalnościową dopiero sobie o niej przypomina. I tu zaczyna się kolejna przygoda i zapytania ze strony klientów:

Gdy zostaje on uświadomiony pojawia się kolejny problem i pytanie:

Klient wyjmuje więc swój portfel i zaczyna wyciągać wszystkie karty, które się w nim znajdują. Standardowo pojawia się stwierdzenie:

 – jakoby miało go to usprawiedliwiać przed jego roztargnieniem i brakiem przygotowania. W międzyczasie kasjer tłumaczy, że może podać swój nr telefonu w celu odnalezienia go w bazie danych, jednak klient nie słucha go, uporczywie przeglądając całą zawartości portfela. W końcu zrezygnowany klient, dyktuje kasjerowi nr telefonu. Kasjer kończy całą transakcję, a Klient sięgając ręką do kieszeni triumfalnie oznajmia, że znalazł zaginioną kartę w płaszczu – cała transakcja zajmuje ok. 5 minut. W ten właśnie sposób tworzą się kolejki przy kasie – ale wiadomo… wszystkiemu winien jest kasjer.

Wy oszukujecie ludzi, już nigdy do was nie przyjdę…

Ile razy zdarzyło Ci się, że robiłeś zakupy i po zakończonej transakcji sprawdzasz paragon, by upewnić się, że na pewno zostały uwzględnione wszystkie promocje? Być może zdarzyła Ci się także nieprzyjemna sytuacja, gdy ku Twojemu zdziwieniu, produkt został policzony dwa razy, albo w znacznie wyższej cenie. Takie rzeczy się zdarzają i uwierz – czasami kasjerzy nie mają na to wpływu. Kasy działają w oparciu o wewnętrzne systemy, które często są zawodne. Na pulpicie kasjer może widzieć cenę promocyjną, a po przejściu do płatności, nagle cena zmienia się na cenę regularną (czyli wyższą). Stąd zdarzają się pomyłki. I oczywiście wymaga się w tym momencie od kasjera przeprosin i szybkiej korekty tak niefortunnego błędu, ale to nie uprawnia klientów do tego, aby oczerniać i nazywać kasjera oszustem lub złodziejem.

Każdemu przytrafiają się pomyłki i błędy – tym bardziej, jeżeli są to pierwsze dni pracy kasjera, a uwierz mi te mogą stanowić jedne z najtrudniejszych w jego życiu. Wszystko oczywiście zależy od tego na jakich klientów się trafi. Są i tacy, którzy nieśmiało zwrócą uwagę, choć oczywiście powinni odważnie domagać się zwrotu. W końcu są to ich pieniądze. Odważnie jednak, nie oznacza wulgarnie… a jeżeli już zdecydowałeś się głośno mówić o niezadowoleniu i stwierdzasz, że już nigdy nie przyjedziesz do danego sklepu na zakupy – bądź w tym konsekwentny. Obsługa doskonale Cię zapamięta i na pewno zauważy, że pomimo wygrażania, kolejny raz robisz u niej zakupy. 😉

Podsumowując… niezależnie od tego, jaki jest Twój status społeczny lub jaki zawód wykonujesz, okazuj zawsze szacunek drugiemu człowiekowi. To, że dana osoba pracuje na kasie, nie oznacza że jest to człowiek niewykształcony (co często jest zarzucane kasjerom). Często bywa, że to pracownicy obsługi wykazują się większym zrozumieniem i wyższą kulturą osobistą niż wydawać, by się mogło klient, którego wygląd z pozoru może świadczyć o tym, że jest kimś ważnym. Zapamiętaj, że to jak zachowujesz się przy kasie, odzwierciedla to, jakim jesteś człowiekiem. Jeżeli oczekujesz od innych szacunku i profesjonalizmu na co dzień, dawaj to samo od siebie na każdej płaszczyźnie życia.

Dołącz do naszej drużyny i stań się częścią kasjerskiej społeczności!⬇

FANPAGE FACEBOOK

DOŁĄCZ DO GRUPY NA FB

Archiwa

Współczesny kasjer: redukcja etatów, presja czasu

To będzie nieco inny wpis, tym razem być może strzelę sobie w stopę, ale to ważne, żeby zacząć uświadamiać sobie, że czasem nasze zachowanie, na pozór niewidoczne – może zostać zauważone… najgorzej, gdy dostrzeże je klient. Darku, dziękuję że do mnie napisałeś. I choć znamy się kupę lat, to jeszcze nigdy nie mieliśmy okazji pogadać o klientach w odniesieniu do bloga. A to ciekawe, gdy moi znajomi sprzed lat, odzywają się do mnie, by właśnie o tym pogadać – fajnie, zawsze to jakaś forma kontaktu, ale do sedna.

Mam sporo przemyśleń, które związane są z tym, jak zachowujemy się w pracy. I to nie chodzi wyłącznie o handel. Mam wrażenie, że tak jest wszędzie. Każdy bywa przepracowany, a natłok obowiązków potęguje jeszcze bardziej niechęć i być może czasem nieadekwatne komentarze.

Po odczytaniu Jego wiadomości miałam mieszane uczucia. Z jednej strony rozumiałam Darka frustrację, bo idąc na zakupy każdy chciałby po prostu kupić to co chce bez zbędnych komentarzy obsługi sklepu. To w oczywisty sposób mało profesjonalne, gdy obsługa wypowiada takie teksty, tym bardziej, gdy zawierają one wulgaryzmy. Na takie komentarze (w ramach odreagowania) można pozwolić sobie na zapleczu, tak aby nikt tego nie słyszał. W moim odczuciu niedopuszczalne jest to, aby prawić takie tezy w obecności klientów. To bardzo źle rzutuje nie tylko na osobę, która je wypowiada, ale także na wizerunek całej firmy – należy pamiętać, że każdy z nas reprezentuje jakieś logo i to od nas głównie zależeć będzie, jak dana firma będzie postrzegana przez osoby z zewnątrz. W kontrze do tego, chciałabym jednak zwrócić uwagę na jedną kwestię.

Richard Branson – brytyjski przedsiębiorca, miliarder i twórca Virgin Group twierdzi:

Klienci nie są najważniejsi. Pracownicy są najważniejsi. Jeśli zadbasz o swoich pracowników, oni zatroszczą się o klientów.

I to jest święta prawda. Nie będzie dobrych pracowników, jeśli warunki w jakich przychodzi pracować pozostawiają wiele do życzenia. Redukcja etatów, zwiększenie wachlarza obowiązków, nieustanna presja – oto z czym współczesny kasjer / sprzedawca / konsultant musi się mierzyć. To stało się pewnego rodzaju normą. Niestety, prezesi czy dyrektorzy wielkich przedsiębiorstw zapominają, że takie działanie na pewno przełoży się na gorszą jakość obsługi klienta, a z czasem nawet jej brak. To rodzi frustracje, poczucie ciągłego niezadowolenia – liczy się ilość, a nie jakość i to jest PRZYKRE. Choć na co dzień jestem etatowym kasjerem, to po godzinach wcielam się w klienta. Nie trzeba rozległych analiz, by wysnuć wniosek, że właściwie w każdym, większym sklepie widoczny jest chaos. Palety, kartony, wózki widłowe na środku alejki – brak rąk do pracy. Oto współczesny sklep na miarę XXI w. Jest to mało komfortowa sytuacja zarówno dla pracowników, jak i dla klientów. Winę takiego stanu rzeczy ponosi zawsze centrala – nie dany pracownik, o czym warto pamiętać. Nie sztuka zredukować etaty do minimum. To zawsze będzie się równać z nieporządkiem i złą organizacją pracy. 

Z drugiej jednak strony należy wziąć też pod uwagę czynnik ludzki. Byłbym obłudna, gdybym powiedziała, że zawsze – każdego dnia wypełniam swoje obowiązki w należyty mi sposób. Nie mam na myśli migania się od pracy, bo tego raczej w handlu zrobić się nie da, tym bardziej, gdy jest się takim cholerykiem jak ja, którego wprost do szewskiej pasji doprowadza nieład panujący na zapleczu lub na sklepowych półkach.😉Chodzi mi głównie o to, że natłok klientów, potrafi czasem mocno nadszarpnąć nasz stan psychiczny i wtedy mogą dziać się cuda. Wszystko oczywiście zależy od tego, jak radzimy sobie ze stresem i emocjami. I tak jest wszędzie – nie tylko w handlu. Nasza praca jest szczególnie narażona na ocenę, gdyż nie jest to tylko np. zwykłe układanie produktów na półkach, ale nieustanne obcowanie z klientami. Chciałabym mimo wszystko zrozumieć kobietę, która w tak niedopuszczalny sposób zwróciła się do swojej koleżanki po fachu. Prawdopodobnie ten komentarz miał zostać usłyszany tylko przez pracowników sklepu, jednak stało się inaczej. 

Myślę, że warto wyciągnąć z tej sytuacji wnioski na przyszłość. Jeżeli czujemy, że po prostu mamy słabszy dzień, wszystko nas irytuję – no losie, jesteśmy tylko ludźmi! – to zejdźmy na zaplecze, wystosujmy kilka soczystych epitetów sami do siebie lub do zaufanego nam człowieka, tak by powrót na salę sprzedaży nie musiał przynieść nam kłopotów i być może niepotrzebnego wstydu. A Tobie Darku w imieniu tamtej dziewczyny – dziękuję, że nie poszedłeś na skargę. W tym wypadku, byłoby to całkowicie uzasadnione, wszak niektórzy klienci lubią pisać donosy z byle powodu…

Gadżety kasjera🛒

Kubek kasjera Jestem bohaterem bo jestem kasjerem!
Kubek: Jestem bohaterem, bo jestem kasjerem
Kubek kasjera Królowa na kasie jest tylko jedna
Kubek: Królowa na kasie jest tylko jedna!
https://jestemkasjerem.pl/jestem-kasjerem-i-zakladam-bloga/
Kubek: Kasa nieczynna, bo kawa stygnie
kubek kasjera
Kubek: Najlepszy kasjer na zmianie
kubek kasjera
Kubek: Jestem kasjerem i jest mi z tym dobrze
Kubek jestem kasjerem
Druga strona kubków - logo Jestem kasjerem
Smycz na identyfikator z nadrukiem sublimacyjnym
torba bawełniana zachowaj dystans
Torba zakupowa bawełniana
Długopisy jestem kasjerem
Maseczka ochronna (bawełniania)
Opaska silikonowa z tłoczeniem

FANPAGE FACEBOOK

DOŁĄCZ DO GRUPY NA FB

Archiwa

Kulisy projektu: sklep – gadżety kasjera i DDTVN

W dzisiejszym wpisie, dowiecie się nieco więcej o zeszłotygodniowym reportażu w Dzień Dobry TVN. Zdradzę także kulisy projektu sklep – gadżety kasjera. Miłej lektury!

Sporo się u mnie ostatnio dzieje. Mam wrażenie, jakbym żyła nieustannie na pełnych obrotach. Nawet teraz, gdy mam urlop, w ogóle nie czuję, że odpoczywam. Najlepsze w tym wszystkim jest jednak to, że dobrze mi z tym i tylko czasami wracam do wspomnień, gdzie swój wolny czas marnowałam przed TV oglądając “Trudne sprawy”. To były czasy!😉 Ale do sedna…

7 kwietnia otrzymałam wiadomość:
Dzień dobry, jestem reporterką Dzień dobry TVN. Chciałabym nagrać z panią rozmowę na Skype o pani blogu i o tym jak kasjerzy patrzą na klientów. Będę wdzięczna za kontakt. 

Po odczytaniu wiadomości, stwierdziłam, że to chyba jakiś żart. Jednak po sprawdzeniu profilu osoby, która do mnie napisała, powoli zaczęło docierać do mnie, że to jednak rzeczywiście dziennikarka ddtvn. Odpisałam z dużą dozą ostrożności, że potrzebuję więcej szczegółów, jak to miałoby niby wyglądać. Nie ukrywam, że było we mnie sporo niepewności i obawy, że słowa które wypowiem mogą zostać niewłaściwie odebrane, a w najgorszym wypadku – sens wypowiedzi zmanipulowany. Po wymianie kilku wiadomości, zorientowałam się jednak, że mam do czynienia z bardzo pozytywną osobą, która w żaden sposób nie chce mi zaszkodzić, a wręcz przeciwnie, po prostu dać szansę na przedstawienie tego, jak wygląda praca kasjera od kuchni. Zgodziłam się, a na rozmowę za pośrednictwem Skype, umówiłyśmy się na 15 kwietnia.

Osoby, które mnie znają, wiedzą doskonale, że raczej takie sytuacje mocno mnie stresują. Nie jestem raczej dobrym mówcą, zdecydowanie lepiej czuję się w słowie pisanym.😏Jednak stwierdziłam, że taka szansa może już nigdy więcej mi się nie przytrafić. Rozmowa przebiegła bardzo sprawnie i płynnie. Pani Marta (reporterka) była dobrze przygotowana i chociaż bombardowała mnie wieloma pytaniami, były one na tyle jasne i w fajny sposób sformułowane, że odpowiedzi w zasadzie same przychodziły mi do głowy. Całość naszej rozmowy trwała ok. 20 minut. Na samym początku zostałam poproszona, aby skupić wzrok na kamerze – co jest totalnie nie do zrobienia! I tutaj należy się niesamowity szacunek dla dziennikarzy, którzy opanowali tą sztukę. Jak można zobaczyć na reportażu, moje oczy non stop biegały z góry do dołu, z prawej do lewej. Z ciekawości, spróbujcie sami opowiedzieć coś o sobie, patrząc tylko w jeden punkt – napiszcie, czy Wam się to udało.🙄

Po rozmowie, przesłałam na e-mail kilka swoich zdjęć, które były potrzebne do zmontowania całości. Jedyny minus całej sytuacji był taki, że nie zobaczyłam finalnego materiału przed emisją, co stresowało mnie jeszcze bardziej. Z jednej strony, byłam świadoma swoich wypowiedzi i wiedziałam, że raczej nie powiedziałam nic, co mogłoby nie spodobać się mojej centrali – bo wiecie, pracując w sieciówce, każdy z nas, reprezentuję firmę. Jednak z drugiej strony, tliła się we mnie niepewność efektu końcowego. Tak więc 17 kwietnia, zasiadłam razem z Wami przez TV i premierowo oglądałam swój pierwszy występ w telewizji. Trochę przez palce, bo to dość dziwna sytuacja, gdy można zobaczyć i usłyszeć siebie. Mój głos serio tak brzmi? Strasznie dziwnie!😅 

Finalnie, bądź co bądź jestem bardzo zadowolona z całości realizacji. To była świetna szansa na zyskanie nowych odbiorców i być może utwierdzenie stałych czytelników w przekonaniu, że ja naprawdę jestem etatowym kasjerem i przeżywam identyczne sytuację na sali sprzedaży, zupełnie tak jak oni. Jednak przede wszystkim, co warto podkreślić – miałam możliwość opowiedzenia o tym, jak praca kasjera potrafi być niewdzięczna. I choć są to znikome przykłady lub sytuacje, to każdy, kto pracuje w naszej branży zapewne wie, o czym mówię. To dla mnie bardzo ważne, aby głośno komunikować społeczeństwu kwestie stygmatyzacji i patrzenia z góry na sprzedawców. Jak wiecie, ja się na to nie godzę i nieustannie to podkreślam.

Dziękuję Wam wszystkim za każdą prywatną wiadomość lub komentarz w trakcie i po emisji reportażu. Było tego tak wiele, że chyba jeszcze nie odgrzebałam się z całości, za co przepraszam. Niemożliwym było odpisanie na wszystkie wiadomości, ale wiedźcie, że przeczytałam każdą! Bardzo Wam dziękuję, że darzycie mnie sympatią i stoicie za mną murem w każdej sytuacji, o czym przekonałam się już niejednokrotnie choćby na naszej grupie. 🙂 Dziękuję też sporej ilości osób, które do mnie napisały i nigdy nie pracowały w naszym zawodzie, a są klientami – to bardzo miłe i tylko utwierdza mnie w przekonaniu, że Polacy to naprawdę świetni konsumenci,  choć zdarzają się pojedyncze przypadki niestosownych zachowań. 

To ciekawa przygoda, którą warto było przeżyć.

Niemal równocześnie z reportażem, ruszyłam z otwarciem sklepu internetowego, w którym dostępne są gadżety kasjera. Ten projekt zrodził się w mojej głowie już jakiś czas temu i musiał porządnie dojrzeć, żeby wdrożyć go w odpowiedniej formie. Nie ukrywam, że targały mną mieszane uczucia. Nie chciałam bowiem, być posądzona, że dorabiam się czegoś na Was. Na szczęście, właściwie nie pojawił się żaden tego typu komentarz. Dwóch czytelników jednak napisało:

Co do pierwszego komentarza – odsyłam do obejrzenia mojej parodii pewnego, znanego utworu – warto skupić się na refrenie😉 (kliknij, aby zobaczyć).

Co do drugiego, że za drogo – w mojej ocenie za tanio. Nie pisałam o tym, ale chyba właśnie pora na przedstawienie faktów takimi, jakie one są. Od 1 lutego Beata Salamon, to już nie tylko etatowy kasjer i osoba fizyczna, ale także jednoosobowa działalność gospodarcza. Musiałam założyć firmę, bo bez niej, nie byłoby mowy o sprzedawaniu Wam tych wszystkich rzeczy. Dlatego, sklep działa totalnie legalnie i jestem z niego rozliczana. Korzystam z usług biura księgowego oraz opłacam składkę ZUS. Jak możecie się domyślać, to nie są tanie rzeczy. Do tego dochodzą materiały, w które pakuję Wam te gadżety. Nie chciałam, żeby wyglądało to mało profesjonalnie, dlatego sięgnęłam po materiały z wyższej półki. Jak się okazało, kubek nie jest łatwym produktem do wysyłki – należy go odpowiednio zabezpieczyć, żeby przetrwał podróż. Kolejny czynnik to kwestie utrzymania serwera, opłata za domenę i certyfikat SSL, który zapewnia widoczność strony. Warto zwrócić też uwagę na ilość poświęconego czasu, który wkładam, aby przygotować Wam zamówienie. 

Bardzo się cieszę, że tak wiele osób utożsamia się z blogiem i tak chętnie sięgacie po te gadżety. Miniony tydzień, minął mi pod znakiem pakowania paczek i nieustannych wysyłek do tego stopnia, że w 4 dni wykupiliście mój cały magazyn smyczy – niewątpliwie one cieszą się największym zainteresowaniem (pomijam już fakt, że moje mieszkanie aktualnie bardziej przypomina tekturowy świat, niż miejsce do życia😅). Już niebawem uzupełnie braki, o czym na pewno Was poinformuję. Nie mogę się doczekać momentu, kiedy ja jako klient, zobaczę kogoś na sali sprzedaży z opaską, albo smyczą. Od razu ostrzegam, że będę się na Was rzucać i przybijać z Wami piątki! 😀 W sklepie, co jakiś czas będą pojawiać się nowości – mam wiele pomysłów, ale nie wszystko na raz.

Gadżety kasjera🛒

https://jestemkasjerem.pl/jestem-kasjerem-i-zakladam-bloga/
Kubek: Kasa nieczynna, bo kawa stygnie
kubek kasjera
Kubek: Najlepszy kasjer na zmianie
kubek kasjera
Kubek: Jestem kasjerem i jest mi z tym dobrze
Kubek jestem kasjerem
Druga strona kubków - logo Jestem kasjerem
Smycz na identyfikator z nadrukiem sublimacyjnym
Opaska silikonowa z tłoczeniem

Przesłane przez Was zdjęcia:⬇

FANPAGE FACEBOOK

DOŁĄCZ DO GRUPY NA FB

Archiwa

Premia dla kasjerów vs. koronawirus

Media wciąż się rozpisują na temat wysokości premii, uzyskanych przez pracowników sklepów w związku ze szkodliwymi warunkami pracy związanymi z epidemią koronawirusa. W gupie JK trwa nieustanna dyskuja i licytowanie, która firma da więcej. Zapraszam do artykułu: Premia dla kasjerów vs. koronawirus.

Mam bardzo mieszane uczucia, co do dodatkowego wynagradzania pracowników w obecnej sytuacji. Oczywiście, super że pracodawcy chcą w ten sposób docenić swoich podwładnych, bo co tu dużo mówić – aktualnie praca w handlu, to jak balansowanie nad przepaścią. Ryzyko zarażenia się koronawirusem na sali sprzedaży, z minuty na minuty zwiększa się coraz bardziej. To niezwykle ciężkie wyzwanie dla całej branży handlu. Niemniej jednak, najpierw należy zapewnić wszystkim pracownikom maksimum środków ochrony, a dopiero później wodzić ich za nos…

Pieniądze od zawsze były głównym motywatorem do wykonywania pracy. Im większe – tym wyższa satysfakcja pracownika. Jednak, czy dzisiaj możemy mówić o jakiejkolwiek satysfakcji, gdy w oczach kasjerów dostrzec można nieustanną walkę: strachu, obawy i frustracji? Obciążenie psychiczne, które towarzyszy wszystkim sprzedawcom odbić się może trwale na ich zdrowiu. Ci, których obawy przewyższają ich możliwości, zdecydowali się skapitulować i wybrali opcję pójścia na L4. Pracodawcy doskonale zdają sobie sprawę, że gdyby nie oferowana przez nich premia, zwolnień byłoby dużo więcej. Czy można zatem powiedzieć, że ludzie ślepo podążają za pieniędzmi, nie licząc się z ewentualnym zagrożeniem? Jak zweryfikować i ustalić stawkę za zdrowie i życie człowieka?

0
zł premii❓
0
zł premii❓
0
zł premii❓
0
zł premii❓

Można byłoby wysnuć wniosek, że ci którzy wybrali pracę w obecnej sytuacji, kierują się zwykłą pazernością. W komentarzach internautów pod różnymi artykułami, odwołującymi się do kasjerów, są setki wypowiedzi, które atakują sprzedawców, tylko dlatego, że ich pracodawcy chcą ich dodatkowo wynagrodzić.  Należy jednak PODKREŚLIĆ, że nie każdy może sobie pozwolić na urlop, płatną opiekę lub zwolnienie L4. W handlu bywa różnie. Wiele osób pracuje w oparciu o umowę zlecenie, a i ci, którzy mają umowę o pracę nie myślą o kapitulacji, bo traktują swoją pracę, jak misję. Inni z kolei zostają na polu bitwy, bo najnormalniej w świecie boją się późniejszych konsekwencji, które mogą zostać nałożone po powrocie, a premia (o ile jest) to sprawa najmniej istotna. ⬇

… czyli: “Nie Ty, to będzie następny. Na Twoje miejsce mamy 100 chętnych”.

Tymczasem, pracodawcy za pracę w ciężkich warunkach proponują:

FIRMA

WYSOKOŚĆ PREMII

ALDI

Do 1000 zł brutto za przepracowany marzec. Wysokość uzależniona od tego jak bardzo dana osoba przyczynia się do utrzymania łańcucha dostaw.

BIEDRONKA

300 zł brutto za okres 9 -14 marca i 250 zł brutto za okres 16 – 21 marca. Trzeba być w pracy, nie być na zwolnieniu i nie brać uż.

CARREFOUR

0 zł (trwa analiza sytuacji)

DELIKATESY CENTRUM

0 zł

DINO

0 zł (trwa analiza sytuacji)

HEBE

0 zł 

KAUFLAND

 500 zł brutto jeśli się przepracuje do 16 marca i 500 zł brutto jeśli od 16 już do końca miesiąca.

LIDL

 1-15.03 100% premii
16-31.03 kolejne 100% jeśli nie pójdzie się na L4, UŻ czy opiekę (za miesiąc od 500 – 600 zł brutto)

LEWIATAN

Każdy sklep = inny właściciel / indywidualne rozwiązania 

NETTO

Premia 500 zł brutto. L4 lub opieka nie zabiera premii, ale takie osoby będą miały tę premię odpowiednio niższą (zależy od przepracowanych dni).

POLO MARKET

Trwa analiza sytuacji.

ROSSMANN

750 zł brutto za okres 16.03. – 15.04. Premia (jej wysokość) jest uzależniona od wyrobionych godzin w czasie wymienionym.
 Jeśli ktoś pójdzie na l4 albo opiekę nie dostaje premii nawet, jeśli ma wyrobione godziny.

STOKROTKA

100 zł brutto.

TESCO

500 zł brutto za przepracowanie
165 h w marcu.

Dane z dnia 24.03.2020 r.

Jak widać, premia za wykonywanie tych samych obowiązków w innych miejscach pracy jest bardzo zróżnicowana. Wszystko zależy od kondycji firmy, a powyższe zestawienie służy jedynie celom informacyjnym – warto, aby każdy kasjer wiedział na przyszłość, gdzie najbardziej “docenia się” pracownika. 😉 Pamiętać jednak należy, że spory procent kasjerów, nie otrzyma ŻADNEGO dodatkowego wynagrodzenia za pracę w ciężkich warunkach, a mimo to ciągle pracują i należy Im się bezwzględny szacunek!

Po drugie… w dalszym ciągu, nie we wszystkich placówkach zostały wdrożone wszelkie środki ostrożności. Kasjerzy wciąż skarżą się na brak podstawowych środków, np. rękawiczek, maseczek lub pleks odgradzających stanowiska kasowe. W niektórych placówkach, wprost prowizorycznie zostały zamontowane pleksy, jakby ich obecność miała zostać odhaczona zaledwie na liście – bez znaczenia w jakiej postaci one będą (kliknij, aby obejrzeć filmik ⬇). Mimo to, pracownikom oferuję się premię – nonsens! Wkurza mnie fakt, szerzenia propagandy w social mediach przez osoby zasiadające w centrali różnych firm, jakoby zapewniają pełną ochronę swoim pracownikom we wszystkich placówkach. Internet przyjmie wszystko – rzeczywistość jednak, wygląda totalnie inaczej. Komuś powinno być po prostu wstyd! Budowanie pozytywnego wizerunku powinno opierać się na pełnej transparentności, zaufaniu i prawdzie. Ludzie nie są głupi – pamiętajcie.

W moim odczuciu, pracodawcy w pierwszej kolejności, powinni zabezpieczyć swoich pracowników w sposób maksymalny, a dopiero później motywować ich do pracy dodatkowymi pieniędzmi. Pamiętać należy, że nikt zdrowia i życia nie zwróci. Takie jest moje zdanie – nie każdy musi się ze mną zgadzać. Trzymajcie się wszyscy w zdrowiu – zarówno psychicznym, jak i fizycznym. Oby to świństwo, z którym zmaga się cały świat szybko minęło i wszyscy mogli z powrotem odetchnąć pełną piersią.

Z kodem rabatowym: jestemkasjerem każdy może otrzymać rabat na darmową wysyłkę🚚 szyb ochronnych lub pleks. Więcej szczegółów oraz cała oferta dostępna pod: www.szybyochronne.pl 

🟥WARTO PRZECZYTAĆ…⬇🟥

FANPAGE FACEBOOK

DOŁĄCZ DO GRUPY NA FB

Archiwa

Warunki pracy kasjerów w czasie koronawirusa

Od wielu dni otrzymuję od Was wiadomości, w których zwracacie uwagę na podjęte działania przez Waszych pracodawców w związku z pandemią koronawirusa. Postanowiłam przyjrzeć się temu tematowi jeszcze bliżej, tym bardziej, że jak się okazuje – nie każdy pracodawca dba o swoich podwładnych w należyty sposób. W tym wpisie, zwracam uwagę na warunki pracy kasjerów w czasie koronawirusa.

Zaczęło się niewinnie. Najpierw ostrzeżenia i prośby o zachowanie odpowiedniej  higieny rąk. Z dnia na dzień, wśród wielu osób rosło napięcie, aż w końcu nastąpiła totalna jego eskalacja. Wielu kasjerów uważało, że są przysłowiowym mięsem armatnim, wystawionym na pierwszej linii frontu, o którym nikt nie mówi głośno. 

W dobie pandemii koronawirusa wszyscy myślą tylko o jednym – co zrobić, aby nie zostać zarażonym. Jedni decydują się na zwolnienia L4, inni wybierają możliwość płatnej opieki nad dziećmi, a jeszcze inni wykorzystują zaległe urlopy. Jest jednak spora grupa kasjerów, która nie może sobie pozwolić na tego typu “przywileje”, bo pracę traktuje jako swoje być, albo nie być. Dlaczego? Uwaga cytuje:

Przykładów takich, jak te powyżej jest dużo więcej. Nie ma właściwie dnia, w którym nie otrzymałabym od Was alarmujących wiadomości na temat postawy Waszego pracodawcy. Postawy, która pozostawia wiele do życzenia. I to jest dziwne, bo jak się okazuje w sytuacji zagrożenia zdrowia i życia pracowników w miejscu pracy, pracodawca jest zobowiązany do zapewnienia im środków ochrony indywidualnej. 

Szczegółowe zasady stosowania środków ochrony indywidualnej reguluje załącznik nr 2 do rozporządzenia Ministra Pracy i Polityki Socjalnej z dnia 26 września 1997 r. w sprawie ogólnych przepisów bezpieczeństwa i higieny pracy (Dz. U. z 2003, Nr 169, poz. 1650, ze zm.).
Zgodnie z § 2 tego załącznika pracodawca dokonując doboru środków powinien pamiętać by:
– były one odpowiednie do istniejącego zagrożenia i nie powodowały same z siebie zwiększonego zagrożenia,
– odpowiadały warunkom panującym na stanowisku pracy,
– uwzględniały wymagania ergonomii oraz stan zdrowia pracownika,
– były odpowiednio dopasowane do użytkownika po niezbędnym wyregulowaniu.

W teorii całkiem nieźle to brzmi. A jak się ma do tego praktyka?

warunki pracy kasjerów w czasie koronawirusa

Fot. Magdalena Dobrowolska

Zdjęcie zostało zrobione w ubiegłym tygodniu w jednej z warszawskich sieci dyskontów i choć dla wielu z Was może wydawać się głupim żartem – to nie był dowcip, tylko rzeczywistość. Pracodawca być może, nie zdążył na czas zapewnić maksimum ochrony, dlatego pracownicy na własną rękę zadbali o poczucie własnego bezpieczeństwa. Tak, czy inaczej – sytuacja ze zdjęcia to kompletny absurd! Zamiast skupiać się na produkcji nikomu niepotrzebnych i nic nie wnoszących filmików, warto może czasem zatroszczyć się o to, co naprawdę ważne – o pracowników, którzy są filarem Waszej firmy.

W grupie Jestem Kasjerem  19.03.2020 r. opublikowałam ankietę, w której zapytałam o:

Czy w obecnej sytuacji Wasz pracodawca zapewnił Wam maksimum ochrony? Jeśli tak, to proszę o zaznaczanie w jakim zakresie. Można wybrać wiele odpowiedzi, a także dopisać swoją - jeśli nie została wcześniej ujęta.

 (kliknij w wykres, aby przybliżyć)

Z odpowiedzi wyraźnie wynika, że pracodawcy w pierwszej kolejności postawili na rękawiczki ochronne oraz żele antybakteryjne. Tylko nieliczni, zdecydowali się o zamontowaniu płyt plexi w obrębie kas. Niepokojącym sygnałem, jest także odpowiedź 65 kasjerów, którzy twierdzą, że sami sobie muszą zapewnić środki ochrony osobistej, co można połączyć z odpowiedzią kolejnych 35 osób – mój pracodawca nie zapewnia nam żadnych środków ochrony / jak sama nie zadbam o siebie to nie będę miała nic. I ten fakt jest przerażający. 

Znajdą się oczywiście komentujący (choćby klienci), którzy z przekąsem podkreślą, że taka ochrona i tak nie da nikomu pewności, co do zachowania zdrowia (w kontekście koronawirusa). Trzeba jednak zwrócić uwagę na komfort psychiczny wszystkich kasjerów, którzy zostali wyposażeni w maksimum środków ochrony osobistej. I to jest niepodważalne!

Kolejne zdjęcie prezentuje prowizoryczne zabezpieczenia, poczynione przez pracowników banku. W tym wypadku wykorzystana została folia stretch. Brawo za Ich kreatywność, jednak z perspektywy klienta – wygląda to co najmniej nieestetycznie. Wiele firm w tym okresie chcąc zabezpieczyć swoich pracowników, nie zwraca kompletnie uwagi na estetykę wyglądu danej placówki. Często sięgają po półśrodki, które mają funkcjonować tylko tu i teraz. Jednak, jak przewidują eksperci, koronawirus to tylko jedna z pandemii, która aktualnie opanowała świat. Podobnych może być w przyszłości wiele więcej. 

warunki pracy kasjerów w czasie koronawirusa

Źródło: Boxiterior

Dlatego, warto aby pracodawcy przy montowaniu choćby płyt plexi wzięli pod uwagę wykorzystanie ich długoterminowo. Pandemia koronawirusa w końcu zostanie opanowana, ale ja osobiście jestem za wdrożeniem we wszystkich placówkach usługowych zabezpieczeń typu plexi – i to nie tylko na czas epidemii. Klienci są różni, niektórzy naprawdę lubią sobie pochuchać na sprzedawcę, a ten nie ma możliwości nic z tym zrobić. Każdy sprzedawca na pewno potwierdzi, że nie jest to nic przyjemnego. 

Spójrzcie dalej na warunki pracy kasjerów…⬇

warunki pracy kasjerów w czasie koronawirusa

Fot. Joanna Świrta

warunki pracy kasjerów w czasie koronawirusa

W tym wypadku, pracodawca zatroszczył się o zapewnienie kasjerom bezpieczeństwa, jednak estetyka, jaka idzie za tym pozostawia wiele do życzenia. W obu przypadkach, po ok. 20 minutach kasjerzy skarżą się na zawroty głowy, wynikające z  formy ochrony – kolor mat, pofalowanie nie są korzystne dla naszych receptorów. Na dłuższą metę, takie rozwiązanie nie ma sensu i nie zapewnia komfortu pracy. Najwyższy czas, zastanowić się nad wdrożeniem rozwiązania, które będzie mogło posłużyć długoterminowo, a nie jak zwykle sięgać po półśrodki. Tym bardziej, gdy wygląd kasy dla klientów też ma olbrzymie znaczenie. Wszyscy lubimy przebywać w estetycznych miejscach, a te z wyżej załączonych zdjęć, do takich nie należą. Postanowiłam nieco poszperać w internecie w poszukiwaniu alternatywy w trosce o bezpieczeństwo kasjerów. Znalazłam wiele firm, które proponują akceptowalne rozwiązania. Jedną z nich jest firma Boxinterior.

Materiały źródłowe:
www.pip.gov.pl
warunki pracy warunki pracy warunki pracy kasjerówkasjerówkasjerówwarunki pracy kasjerów

FANPAGE FACEBOOK

DOŁĄCZ DO GRUPY NA FB

Archiwa

Kasjer w obliczu koronawirusa – poradnik dla klientów

W taki sposób pracodawcy “podnoszą na duchu” pracowników handlu. Z jednej strony, ciężko oczekiwać czegoś więcej, bo sytuacja rzeczywiście jest wyjątkowa. Z drugiej jednak, za kasą stoi człowiek, który najzwyczajniej w świecie chce być zdrowy. Choć na co dzień staram się podchodzić do wielu rzeczy na chłodno, temat z koronawirusem nieco mnie przerósł… a wszystko za sprawą klientów. Zapraszam do artykułu: kasjer w obliczu koronawirusa.

Od wielu dni, media trąbią o zaleceniach, które są związane z epidemią koronawirusa. Zaczęto od zamknięcia przedszkoli, szkół, uczelni. Następnie wprowadzono ograniczenia dla placówek kulturalnych – zamknięto kina, teatry, opery, filharmonie i muzea. Jeszcze do wczoraj, w trybie normalnym funkcjonowały wszystkie galerie handlowe. Od północy handel świadczą wyłącznie apteki, drogerie, pralnie oraz wszystkie sklepy spożywcze.

A jak zachowuje się typowy klient w obliczu epidemii?

Przychodzi do sklepu i od progu obwieszcza wszystkim, że szuka środków dezynfekujących. Z wielkim niezadowoleniem przyjmuje do siebie, że nie ma dostępnej już ani jednej sztuki. No i się zaczyna…

Postanawia, jakby na przekór przebierać w kosmetykach. Nagle przypomina sobie, że potrzebuje tuszu do rzęs, lakieru do paznokci, maseczki na twarz i wielu niezbędnych w tym okresie produktów, które jakże dziwnym trafem – nie stanowią deficytów magazynowych. Zdąży w międzyczasie zaczepić, kogoś z obsługi i pomimo zalecanej bezpiecznej odległości 1,5 m zbliżyć się do niej, by trzy razy otulić jej twarz ciepłym oddechem (nierzadko nieświeżym) i stwierdzić: “Mniejszy ruch coś u Was dzisiaj, dobrze że wszyscy stosują się do zaleceń”. Tak, to prawda. Szkoda jednak, że Ty się do tego grona nie zaliczasz.

Wiecie już doskonale, że pracuje w drogerii. Dlatego, sytuacji takich jak wyżej przez ostatnie dni miałam na pęczki. Wprost się we mnie gotuję, bo o ile potrafię naprawdę zrozumieć klientów, którzy kupują mydła, produkty toaletowe, itd., tak nie rozumiem i nawet nie chce zrozumieć tych, którzy przychodzą do nas, wykorzystując wolną przestrzeń i swobodnie, jakby nigdy nic, spacerują po każdej alejce, spędzając w sklepie po 30 minut. 

Jakby tego było mało, ignorują kartki przy kasie, które komunikują klientom, że rekomendowane są płatności kartą. W ten sposób sugerujemy Im, aby unikali transakcji gotówkowych. Nie od dziś wiadomo, że kontakt z pieniędzmi = kontakt z różnymi patogenami, a tych ostatnio przecież mamy po dziurki w nosie. W nosie natomiast te komunikaty mają niektórzy klienci, którzy jeszcze z kpiną na ustach postanawiają negować zalecenia, uznając że świat zwariował. Właśnie przez takie osoby pozbawione wszelkiej odpowiedzialności (jeśli nie za siebie, to przynajmniej za innych) dochodzi do tak szybkiego rozprzestrzeniania się wirusa.

Co więcej, trzeba być już totalnie pozbawionym rozumu, aby toczyć wojny o to, że zapomniało się podać kasjerowi kartę na punkty, a transakcja została już dokonana. Kilka kropel śliny klienta dalej następuje zwrot. Bo przecież punkty (których i tak nie wykorzysta) są dla ludzkości w tej chwili najważniejsze. Boże, daj cierpliwość i masę zdrowia wszystkim kasjerom, bo obawiam się, że któregoś dnia oni po prostu tego nie wytrzymają.🙏

W mediach wciąż trwa etos lekarzy, pracowników medycznych, służb sanitarnych, a nie ma ani wzmianki o tym, jak bardzo narażeni na zakażenie są kasjerzy. O ile pracownicy służby zdrowia przed podjęciem pracy, składali przysięgę Hipokratesa, tak dla pracowników spożywczego lub drogerii jest im ona obca. Stąd, etos niesienia pomocy bez względu na wszystko nie dotyczy zwykłych pracowników handlu, a mimo to my kasjerzy nie odpuszczamy i pracujemy, będąc mocno narażeni. To my kasjerzy, jesteśmy wystawieni na pierwszej linii frontu, mając kontakt z 1000 osób podczas tylko jednego dnia. Co więcej, atmosfera która panuje od kilku dni napędza każdego i ciężko o uprzejmość podczas obsługi. Każdy klient = potencjalne źródło wirusa. I taka jest rzeczywistość. 

Co możesz zrobić, aby ułatwić sobie i innym ten ciężki czas?

– Zredukuj swoje zakupy do minimum. Jeżeli mieszkasz blisko sklepu, nie przychodź do niego 3 razy dziennie, bo i takie są przypadki, które zdarzają się nagminnie. To nie jest też czas na rodzinne spacery po sklepie. Nawet jeżeli nosisz maseczkę i rękawiczki – to nie jest 100% zabezpieczenie przed wirusem.

– Płać za zakupy kartą. A jeżeli nie masz takiej możliwości, nie rozsypuj wszystkich pieniędzy jakie masz na całą powierzchnię blatu. Są do tego wyznaczone specjalne podkładki.

– Zapomnij o kartach na punkty, które przedłużają Twój kontakt z kasjerem. Co gorsza, odpuść podawania nr telefonu, jeśli zapomniałeś tej karty – to naprawdę jest teraz najmniej istotne.

– Jeśli stoisz w kolejce, zachowaj bezpieczną odległość 1,5 m od pozostałych oczekujących. 

– Swoje zakupy rób w miarę szybko bez zbędnej zwłoki.

– Jeżeli masz jakieś pytanie, podejdź do obsługi, ale nie przyklejaj się jej do twarzy.

– Bądź uważny, czytaj komunikaty zawieszone przy wejściu, kasach, na podłodze i się do nich stosuj.

– Jeżeli nie musisz nigdzie wychodzić – #zostańwdomu 

Wystarczy, że jedna osoba z zespołu zostanie zainfekowana. Cała załoga wówczas będzie musiała odbyć kwarantanne. A wtedy, sklep zostanie zamknięty. Wszystkim zależy na zdrowiu, dlatego tylko współdziałanie ma sens i może przynieść pozytywny skutek. Pamiętaj, że kasjer też ma rodzinę. Nie bądź egoistą i pomyśl też o ludziach, dzięki którym codziennie możesz kupić niezbędne dla Ciebie produkty.

Poznaj też moją kasjerską historię: Jestem kasjerem i zakładam bloga!
Kasjer w obliczu koronawirusa
Kasjer w obliczu koronawirusa
Kasjer w obliczu koronawirusa

FANPAGE FACEBOOK

DOŁĄCZ DO GRUPY NA FB

Archiwa

Kubek kasjera na pierwsze urodziny bloga ?

Równo rok temu, na blogu pojawił się mój pierwszy wpis. W najśmielszych snach, nie przypuszczałam wtedy, że Jestem kasjerem przeorganizuje mi całe życie. To niesamowita przygoda, która mam nadzieję, trwać będzie jeszcze przez lata… W tym wpisie przedstawiam roczne statystyki oraz podsumowuję akcję Kubek kasjera.

Zgadzam się w 100% z tezą, że wszystko jest po coś. Kiedy, w zeszłym roku, nastąpiły zmiany w strukturze firmy, w której pracuje – uważałam, że to już koniec. Mój koniec. Nie wyobrażałam sobie, siebie w roli kasjera. Nie dlatego, że to mało prestiżowy zawód. Głównie dlatego, bo doskonale zdawałam sobie sprawę z faktu, jak bardzo jest on wyczerpujący. To niewątpliwie było dla mnie wyzwanie – stanąć po drugiej stronie lady, niby łatwe, a jednocześnie nie takie proste.

Niemniej, dzięki zmianom, które wtedy zaszły, wpadłam na pomysł stworzenia Jestem kasjerem i jestem pewna, że gdyby nie one, nigdy nie powstałby ten blog, a już na pewno nie ja byłabym jego autorem. Wniosek nasuwa się tylko jeden. Każda zmiana jest po coś i każda z nich daje nowe możliwości. Wystarczy tylko otworzyć szeroko oczy i wyciągnąć z obecnej rzeczywistości wszystko, co tylko możliwe. 

dlatego stąd ponieważ

Ostatnio, w związku ze zbliżającą się rocznicą bloga – zadałam sobie samej pytanie:

Odpowiedź była prosta. NIE CHCIAŁABYM! I to nie chodzi wcale o moje ambicje, bo one się nie zmieniły. Nadal zależy mi na rozwoju. Chodzi o zmiany, które zaszły w mojej głowie przez cały ten rok. Nie ma nic fajniejszego, jak czerpać inspiracje z pracy etatowej i przenosić je na treści, które mogę Wam publikować w ramach mojej pasji. Dla mnie to ogromna frajda. 

Ponadto, czuję że nawiązała się między nami (mną, a Czytelnikami) fajna więź. Najbardziej widoczna jest ona w grupie na FB, gdzie codziennie dodawane są Wasze posty. Opisujecie wiele zdarzeń z sali sprzedaży, które każdego dnia uczą mnie czegoś nowego. Dzięki nim, mogę sprawdzić siebie i wyobrazić sobie ewentualne reakcje, gdy np. mamy do czynienia z trudnym klientem. To też miejsce, w którym uzyskuje od Was wsparcie, gdy przychodzi jakiś słabszy moment – a te zdarzają się przecież każdemu.

Ten rok uzależnił mnie od Was. Mój dzień zaczyna i kończy się z Wami. Mam nadzieję, że wśród Was znajdzie się choć kilka osób, które bez zawahania stwierdzą, że cały projekt Jestem kasjerem, to strzał w dziesiątkę i pozostaniecie na długo jego wiernymi fanami. 🖐

A teraz kilka statystyk z minionego roku:

116 opublikowanych postów na Facebook
 o łącznym zasięgu:

0

7 opublikowanych filmów o łącznej liczbie wyświetleń ponad:

0

19 opublikowanych wpisów na blogu

ikonka wp

blisko 100 000 odsłon bloga

5845 polubień fanpage 

7745 Członków grupy Jestem kasjerem

kilkaset rozdanych wizytówek Jestem kasjerem

3 rozdane bransoletki Jestem Kasjerem

23 kubki Jestem Kasjerem

1 T-shirt Jestem Kasjerem

Dane z 04.03.2020 r. godz. 12:00

Ten rok, był dla mnie niesamowity. To rok ciężkiej pracy, ale takiej, która nie została przez nikogo narzucona. W tym miejscu, pragnę zdementować doniesienia, jakoby właścicielem bloga była Biedronka – kilkakrotnie, otrzymywałam od Was wiadomości z hejtem, w których twierdziliście, że za całym projektem Jestem kasjerem, stoi ktoś z zarządu Biedronki. Nie mam pojęcia skąd taki pomysł, ale to stek bzdur – musicie mi uwierzyć na słowo. A niedowiarków zapraszam do Rzeszowa – chętnie pokaże Wam miejsce, w którym pracuję. Będziecie zaskoczeni, jak bardzo różni się ono od Biedronki (przy okazji pozdrawiam wszystkie biedronkowe siostry i biedronkowych braci).🐞 Pamiętajcie jednak, że handel w Polsce nie kręci się wyłącznie wokół sklepu z owadem w logo. 

Na koniec, nie pozostaje mi nic innego, jak pożegnać się z Wami moim ulubionym zdaniem, które przez ostatnie miesiąca wiernie mi towarzyszyło…

Mam na imię Beata, jestem kasjerem i jest mi z tym dobrze!

P.S. Kubki rozeszły się wczoraj w niecałą godzinę.🙆‍♀️ Obiecuję, pomyśleć o jakiejś dodatkowej akcji z nimi związanej. Pozostajemy w kontakcie, jeżeli kubek kasjera będzie dostępny – dam Wam szybko znać. Ponadto, jeżeli przegapiłam jakąś wiadomość prywatną – bardzo Was przepraszam. Dostałam ich wczoraj tyle, że mój mózg tego nie ogarnia. Dobijajcie się do mnie, jeśli coś jest niejasne. Postaram się każdemu odpisać.

Kubek kasjera / Fot. Kaśka Kura

Widzimy się wkrótce, bo to nie jest jeszcze moje ostatnie słowo!😋

 Lajka daj kasjerowi. Palcem swym przycisk ten dotknij.❤🔽✅oznacza polubienie   👍oznacza brak polubienia

FANPAGE FACEBOOK

DOŁĄCZ DO GRUPY NA FB

Archiwa

Praktyczny poradnik fatalnego klienta w 26 punktach

Wpis ten, jest kolejnym wpisem gościnnym. Tym razem autorzy, poprosili o anonimowość. Chcę jednak podkreślić, że Ich wspólne dzieło jest fenomenalne, a jeżeli ktoś pozbawiony jest poczucia humoru – proszę o wyłączenie tej strony. Nie potrzebuję tutaj wylęgarni frustratów. 😉 

UWAGA: poniższy tekst ma wydźwięk wyłącznie satyryczny i nie ma na celu urażenia kogokolwiek!

1. Wejdź do sklepu, nie witając się z nikim. Olej “dzień dobry” sprzedawcy. Mrucz półsłówka pod nosem, a zapytany po raz kolejny o to samo, zaprezentuj swoją imponującą skalę głosu, narzekając donośnie na nieuprzejmą i niekompetentną obsługę.

2. Ostentacyjnie machaj kasjerowi pieniędzmi przed nosem, gdy ten obsługuje jeszcze inną osobę. Niech wiedzą, że Cię stać!

3. Rzucaj pieniędzmi w kasjerkę. Przecież pozbiera.

4. Zaraz po otwarciu sklepu, kup pierdołę za 2.49 zł. Rzuć banknotem stuzłotowym o blat. Odegraj scenkę dantejską pt. “ALE JAK TO NIE MACIE WYDAĆ?!”

5. Po zakończeniu poprzedniego punktu, przypomnij sobie o gumach do żucia za 3.29 zł. Rzuć w kasjerkę wydaną ci przed chwilą pięćdziesiątką.

6. Kulturę zostaw w domu, nie potrzebujesz jej przecież na zakupach. Do sprzedawcy zwracaj się tylko per ty i wyłącznie w trybie rozkazującym.

7. Głośno oświadczaj swojej latorośli, że jak nie będzie się uczył to skończy na kasie, jak ten pan. Upewnij się, że kasjer to słyszy. Rozkoszuj się jego smutną miną, kiedy wspomina swoje trzy z trudem ukończone fakultety i obronioną magisterkę. 

8. Pamiętaj, że będąc w sklepie ze swoją progeniturą, nie powinieneś jej ograniczać. Niech pobiega, pokrzyczy, postrąca rzeczy z półek. Rozbiło kosmetyki za łączną kwotę równowartą połowie twojej wypłaty? Oj tam oj tam, to przecież tylko dziecko. 

9. Bądź święcie zbulwersowany, że pół godziny przed zamknięciem sklepu nie ma już świeżego pieczywa, a to, które jest, nie opuściło pieca przed chwilą.

10. Domagaj się prywatnego numeru do kierownika, dobrze wiesz, że infolinia nie odbierze po raz dziesiąty tego samego frustra… to znaczy, zirytowanego klienta.

11. Narzekaj absolutnie na wszystko. Bułki za suche, owoce za miękkie, warzywa za mało dojrzałe, z mięsem też coś nie tak. Domagaj się niekończącej się wymiany towarów, po czym ureguluj zawrotny rachunek na kwotę 3.29 zł.

12. Zrób dokładnie to samo, uprzedzając wcześniej pytaniem: “A bo ja wiem, co mi pani poleci?”

13. Pytaj o skład/pochodzenie/historie życia dziesięciu różnych produktów, a po usłyszeniu satysfakcjonującego Cię długością elaboratu stwierdź, że jednak nie jesteś zainteresowany.

14. Będąc trzeci w kolejce, domagaj się otwarcia drugiej kasy w trybie natychmiastowym, bo strasznie Ci się spieszy. Wychodząc ze sklepu idź spacerkiem na przystanek, zatrzymując się by odpalić fajkę.

15. Widząc, jak kasjerka obsługuje właśnie kogoś przy kasie, zażądaj podania sobie piw z lodówki. Nic z tego, że to sklep samoobsługowy. I tak jej za to płacą.

16. Na dosłowną chwile przed zamknięciem, idź na spore zakupy, bo przecież nie ma nic na śniadanie. Informacje obsługi o zamknięciu zignoruj, bo i tak Cię nie wyrzucą. Rób zakupy bardzo powoli.

17. Zacznij oskarżać kasjera o brak towaru, którego nigdy w sklepie nie było. Zażądaj dodatkowo rozmowy z kierownikiem, bo inaczej pójdziesz gdzie trzeba, by załatwić ten sklep.

18. Gadając przez telefon w najlepsze podejdź do kasy, rzuć prośbę o fajki i pięćdziesiąt złotych na ladę. Ignoruj pytania ze strony kasjera, bo plotki są ważniejsze od jakiejś płotki. Po przebiciu paragonu, weź fajki do ręki i naubliżaj kasjerowi, bo dał Ci złe i na dodatek pewnie sprzedał droższe.

19. Wejdź do sklepu i poproś o setkę wódki. Zapytany o dowód osobisty powiedz, że masz to gdzieś i chcesz fajki. Na info o procedurach, odpowiedz że procedurę to Ty zrobisz, jak zadzwonisz na policję i dodatkowo poczekasz sobie aż ten kasjer wyjdzie i skończy prace.

20. Widząc na terminalu odmowę, związaną ze zbyt małą ilością gotówki powiedz kasjerowi, że to Jego wina i nie umie go obsłużyć, a pewnie dodatkowo i tak Ci ściągnął pieniądze z konta. Powiedz, że wrócisz z policją i kontrolą i rzuć w ścianę alkoholu przedmiotem, który chciałeś kupić. Pokaż w końcu, kto tu rządzi.

21. Na dworze minusowa temperatura. Wchodząc do sklepu zaczynasz się wściekać na kasjerkę za to, że ma włączone ogrzewanie, a Tobie się robi za ciepło i za chwilę się spocisz i Ciebie zawieje, jak wyjdziesz.

22. Widząc, że kierownik przyjmuje dostawę, wchodzisz do sklepu, jak pan na włości. Na informację, że sklep otwarty od siódmej, odpowiedz że drzwi są otwarte i nie ma informacji o godzinach pracy. Zaprowadzony pod drzwi, z kartką pod nosem, odpowiadasz że nic nie widać i wychodzisz obrażony.

23. Krążąc po sali piszesz romantyczne poezje do dziewczyny. Zrzuć piwo ze stojaka i idź do kasy z zakupami. Gdy kierownik każe doliczyć do rachunku zbite piwo, to mówisz że nie zapłacisz i co ci teraz zrobią?

24. Żądaj napoczęcia nowej partii produktu. Zawsze.

25. Wejdź do sklepu z koleżanką, której nie widziałaś całe dwa miesiące i przez kwadrans głośnym tonem wymieniajcie się intymnymi nowinkami ze swojego życia. Dodatkowe punkty za pieluchy, kupy, nietrzymanie moczu i wizytę u proktologa.

26. Poproś o podanie Ci jednej sztuki/plasterka/kawałka z każdego posiadanego przez sklep w asortymencie produktu na wagę. Mrucz pod nosem, że trwa to strasznie długo.

Autorzy: Pokrzywa i Rafał

Ty także możesz współtworzyć tego bloga! Jeżeli tylko masz ciekawą historię z sali sprzedaży, z którą chciałbyś się ze mną podzielić, napisz do mnie! (Historia może być opisana zarówno z perspektywy kasjera, jak i klienta). Istnieje duża szansa, że nawiąże z Tobą kontakt, a Twój wpis trafi na bloga. Poniżej załączam formularz kontaktowy. 

Jesteś tu nowy? Poznaj moją kasjerską historię:
– Jestem kasjerem i zakładam bloga!

FANPAGE FACEBOOK

DOŁĄCZ DO GRUPY NA FB

Archiwa

Biedronka zatrudniła Ewę! Ewa znalazła pracę!

Ponad miesiąc temu, a dokładniej – 12 grudnia 2019 r., umieściłam post na Facebook-u, w którym to zwracam się z prośbą o pomoc w znalezieniu pracy dla Ewy, która nie słyszy od urodzenia (dla przypomnienia wrzucam post).

Zasięg posta był bardzo duży. Dotarł on do ok. 35 tys. odbiorców. Dostałam wiele wiadomości od Was z radą, gdzie Ewa mogłaby złożyć CV, żeby wreszcie Jej się udało. Każdą Waszą radę, przekazywałam Ewie z nadzieją, że w końcu los się do Niej uśmiechnie. I udało się!

7 stycznia 2020 r. pod postem, napisała Biedronka.

Niemal natychmiast, napisałam do Ewy, aby nawiązała kontakt z Biedronką w tej sprawie. Jak się później okazało, Ewa kilkukrotnie aplikowała już do tej firmy, jednak bezskutecznie. Tym razem się udało! W ten sposób, Ewie udało się zdobyć pracę w jednej z rzeszowskich Biedronek i chociaż musi dojeżdżać do niej ok. 50 km to i tak jest to niesamowity sukces. Sukces, który wypracowaliśmy wszyscy razem.

Poniżej, kilka słów od Ewy:

Witaj moja droga. Pierwszy dzień bardzo udany. Połowa czasu pracy to czytanie przepisów BHP itp. A druga połowa, to praca na sklepie. Stali klienci od razu poznali, że jestem nowa.  Nawet rozmawiali ze mną.  A jeden starszy Pan, był tak zapatrzony, aż powiedział mi, że zapomniał co miał kupić!

Witaj! Wczoraj miałam drugi dzień pracy. Dalsze czytanie procedur itp. Potem towarowanie – jak ja to kocham . Czas zleciał szybko. Dziś trzeci dzień i również towarowałam, a potem już sprzątanie. Całe zaplecze dla pracowników. umycie wszystkich drzwi wraz z podnoszoną kurtyną do magazynu. Dziewczyny super i kierownik też.  Aż się dziwię… tyle się naczytałam, jak to ciężko w Biedronce.  Guzik prawda!  W Tesco miałam dużo, dużo więcej roboty. Jutro i pojutrze mam wolne, a do pracy wracam w środę, na drugą zmianę. Jestem mega happy, to nic że daleko. Tyle miałam strachu i obaw. A idzie, jak po maśle. Nie spodziewałam się, że taka miła  atmosfera będzie. Wreszcie czuje się potrzebna.

Kochany blogu, kochany Facebook-u, kochana Biedronko – DZIĘKUJĘ! To dla mnie także ogromna ulga i kamień z serca, bo każdego dnia myślałam o Ewie, która w wyniku likwidacji Tesco, straciła stałą pracę. Dziękuję także portalowi Praca.pl, który również zaangażował się w pomoc. Dziękuję za każde udostępnienie, bo tylko dzięki temu mamy szczęśliwy finał tej akcji.

Fot. archiwum prywatne (za zgodą Ewy)

Dziękuje w imieniu Ewy i własnym...

Jesteś tu nowy? Poznaj moją kasjerską historię:
– Jestem kasjerem i zakładam bloga!

FANPAGE FACEBOOK

DOŁĄCZ DO GRUPY NA FB

Archiwa

Jak sklepy oszukują na datach ważności produktów?!

Oszukiwanie na datach ważności produktów spożywczych, to temat, który na tyle mnie zezłościł, że musiałam stworzyć coś bardziej obszernego, niż zwykły post na Facebook-u. Ci, którzy śledzą moje social media, widzieli zapewne post, w którym to zwracam uwagę na łamanie norm i zasad przez pracowników jednej z sieciówek spożywczych. Klientem tego sklepu może być każdy z nas. Każdy więc, narażony jest na uszczerbek na zdrowiu, a nawet i życiu…

W związku z tym, chciałabym opublikować moją rozmowę z czytelniczką bloga, która w tej sprawie wie na tyle dużo, żeby móc się z Wami podzielić cennymi informacjami. W artykule nie została ujęta nazwa sieci, ale chyba każdy jest świadomy, o którym sklepie mowa – liczę na Waszą spostrzegawczość. 

- Jak długo pracujesz w tej firmie?

– Nie pracuje tu długo, bo od dwóch lat, ale to wystarczyło, żebym mogła zobaczyć rzeczy, które nigdy nawet nie przyszłyby mi do głowy.

- Kiedy zauważyłaś jakieś nieprawidłowości, tak jak przeterminowane produkty, które z powrotem trafiają na sale sprzedaży po zatuszowaniu daty ważności?

– Jakoś w listopadzie ubiegłego roku. Najpierw kierowniczka poprosiła mnie, abym sprawdziła lodówkę z nabiałem. To było chyba po 11 listopada, więc dwa dni sklep był zamknięty. No i cały taki wózek rzeczy, 1-2 dni po terminie zebrałam. Zawiozłam je na magazyn, sądząc że trafią one do odpisu.

- Co się później stało z przeterminowanym towarem? Jak reagowała kierowniczka na ilość produktów po terminie?

– Kierowniczka była w szoku, że tyle rzeczy aż zebrałam. Ona nie odpisuje tych rzeczy po terminie. Robią to inne osoby, tak zwani zastępcy kierowniczki. Kiedy kierowniczka poszła do domu, to koleżanka z drugiej zmiany przeglądała te rzeczy i  zaczęła je sortować. Myślałam, że może coś wsadziłam tam z dobrym terminem, ale pół godziny przed moim końcem pracy, kazała mi połowę tych rzeczy wsadzić do lodówek z powrotem. Kiedy zobaczyłam zmienione daty, to aż ręce mi opadły.

- A czy kierowniczka jest w pełni świadoma tego, co zastępcy robią z przeterminowaną żywnością? Rozumiem, że cała załoga sklepu jest wtajemniczona w ten proces i stało się to dla Was niejako normą?

– Szczerze? Nie mam pojęcia. Nie wiem, kto to wie i czy w ogóle. Za bardzo nie chce pytać, bo nie mogę stracić pracy.

- Czy zdarzyło się, że klienci wracali i skarżyli się, że zakupili produkt po terminie?

– Tak. Raz byłam tego świadkiem. Produkty np. dzień przed końcem terminu, zostają przełożone do wózka i wystawiane na promocji. Zdarza się, że stoją tak nawet po kilka dni, więc ich data przydatności skończyła się jakiś czas temu. I kiedyś pewien klient, kupił śmietanę na takiej promocji, a ona była 2 dni po terminie. Przyjęli zwrot, a koleżanka co mu to sprzedała, aż czerwona się zrobiła.

- A czy w Waszym sklepie nie istnieje możliwość dogadania się z przedstawicielami handlowymi co do wymiany produktów z krótką datą? To częsta praktyka, dzięki której sklep nie odnotowuje straty.

– Wydaje mi się, że chyba jest taka możliwość, choć do końca nie wiem. Na pewno owoce i warzywa podlegają wymianie. Są odkładane te nadpsute i je wymieniają. Tak samo soki – te w szklanych butelkach, które mają krótką datę ważności. Też te niesprzedane zabierają i wymieniają. Nie dam sobie ręki uciąć, co do reszty towaru.

- Czyli można wysnuć wniosek, że wina leży po stronie kierownictwa, bo źle zarządza sprawdzaniem przydatności produktów? Czy w Twoim sklepie macie wyznaczony np. jeden dzień w tygodniu, w którym regularnie sprawdzacie towar pod względem dat ważności, czy robicie to z przypadku?

– Nabiał sprawdzany jest codziennie. Przynajmniej ja tego pilnuje w 100%. A reszta towaru np. długoterminowego, to nie wiem. Od początku tego tygodnia sprzątamy sklep. Mycie półek, nowe ceny. Ja właśnie myłam półki ze słoikami. Ogórki, surówki, dżemy itp. No i cały koszyk “kwiatków” zdjęłam. Ostatnio robiłam porządek z mąkami. Znalazłam 3 sztuki z roku 2018.

- Co będzie z tymi zdjętymi produktami? Rozumiem, że data ważności zostanie zamazana i zostaną one wystawione ponownie?

Pojęcia nie mam. Możliwe, że nie zostaną wystawione ponownie, bo niektóre strasznie w środku wyglądały. Przecież tam dużo chemii i innych. To nie domowe ogórki, czy inne takie. Aczkolwiek, co z tym się stanie nie wiem. Te słoiki, niektóre nawet pół roku były po terminie. 

- A jak jest z pieczywem?

Pieczywo jest dostarczane z kilku piekarni. Z jednej, czasem mrożą chleb. Na drugi dzień go rozmrażają i każą kroić i sprzedawać. U nas się kroi pieczywo na sklepie. Przeważnie po południu go rozmrażają. Z tej piekarni właśnie pieczywo 2 razy dziennie przychodzi. Rano i w południe, więc po co oni to robią, to ja pojęcia nie mam. Ja pracuje na środkowej zmianie, więc widzę takie rzeczy, a o chlebie niedawno się dowiedziałam.

- A czy są widoczne etykiety z informacją dla klientów, że dane pieczywo było mrożone?

Nie. To są całe bochenki bez żadnych etykiet, dlatego klient nie ma pojęcia, że pieczywo było wcześniej mrożone. Mięso też mrożą i potem rozmrażają, a mięsa się dwa razy nie mrozi przecież. A ktoś np. kupi nieświadomy i zamrozi drugi raz. Ryby tam w lodówce leżą zamrożone, niektóre od września 2019. Po etykietach widać, kiedy były drukowane ceny. A to mięso, jak oni rozmrażają, to skąd pewność, że klient, który to kupi, nieświadomy, że już było mrożone, nie zamrozi raz jeszcze. Pracowałam wcześniej w innym sklepie spożywczym. I tam było wszystko normalnie. Nikt nic nie mroził, żadnych przeterminowanych rzeczy. Owszem czasem coś się znalazło, ale na bieżąco było to ściągane. Dlatego, tu jak zobaczyłam co jest grane, to szczękę z podłogi zbierałam tydzień czasu. Z tego co słyszałam, to w tej sieci, to norma. Nie tylko u mnie w mieście. Ja wiem, że to sklepy, co czasy PRL pamiętają, ale bez przesady – szok, szok i jeszcze raz szok. U nas sklep położony jest na osiedlu przy blokach. Większość klientów to emeryci. Kurczę, słabo mi się robi. Czasami taka starsza pani czy pan, nie pomyśli, żeby sprawdzić datę ważności. Głównie o ten nabiał mi chodzi, bo tego jest najwięcej. I kto ma wziąć odpowiedzialność za ewentualny uszczerbek na zdrowiu?

Ty także możesz współtworzyć tego bloga! Jeżeli tylko masz ciekawą historię z sali sprzedaży, z którą chciałbyś się ze mną podzielić, napisz do mnie! (Historia może być opisana zarówno z perspektywy kasjera, jak i klienta). Istnieje duża szansa, że nawiąże z Tobą kontakt, a Twój wpis trafi na bloga. Poniżej załączam formularz kontaktowy. 

Jesteś tu nowy? Poznaj moją kasjerską historię:
– Jestem kasjerem i zakładam bloga!

FANPAGE FACEBOOK

DOŁĄCZ DO GRUPY NA FB

Archiwa