fbpx
DROGI CZYTELNIKU

Mam nadzieję, że nie trafiłeś tutaj przypadkowo, a jeżeli tak, to zdecydujesz się zostać ze mną na dłużej.
Zapraszam Cię w podróż po świecie, który nie należy do najłatwiejszych.
Jestem kasjerem i codziennie walczę o przetrwanie. Powalczysz ze mną?

Category: kasjer

2. urodziny bloga Jestem kasjerem | Roczne statystyki

Marzec 2019 r. już na zawsze będzie kojarzył mi się z przełomowym wydarzeniem w moim życiu. Wielokrotnie już Wam pisałam, że był to okres nie tylko przeorganizowania mojego życia zawodowego, ale też początek przygody, która trwa nadal. Przygody z blogosferą, która wbrew pozorom może dawać i daje ogromne możliwości. Mijają właśnie 2 lata, kiedy to powstał projekt Jestem kasjerem.

Być może będzie to dziwne, aby podsumowywać rok 2020 w marcu, a nie na początku stycznia, jednak to właśnie marzec jest dla Jestem kasjerem miesiącem wyjątkowym. Dwa lata temu stworzyłam projekt, który wbrew ogólnej opinii nie zakończył się jednym lub dwoma wpisami. Dzięki systematyczności, którą sama sobie narzuciłam i ogromnej wiary w to, że ma to sens i może dać mi wiele możliwości – już dzisiaj mogę ogłosić, że jest to jeden z moich większych sukcesów życiowych.  A wszystko to dzięki dostrzeżeniu potencjału, jaki niesie ze sobą wykonywany zawód kasjera i mówieniu o nim we wszystkich, możliwych kolorach głośno i wyraźnie. Czasem nawet bez ogródek, przełamując tematy, o których nigdy wcześniej publicznie się nie rozmawiało.

Daje mi to ogromną satysfakcję, że wokół Jestem kasjerem zgromadziło się tak wiele osób, których liczba czasami przyprawia mnie o dreszcze. Dziękuję, że ze mną jesteście, bierzecie tak chętnie udział w dyskusjach, dzielicie się swoim doświadczeniem, a nierzadko wspieracie mnie, gdy mam słabszy moment. A słabszych momentów przez ten rok było kilka. Nie ma co ukrywać, że pogodzenia pracy etatowej z tworzeniem i publikowaniem treści to nie do końca łatwe zadanie. Jakby tego było mało, od lutego 2019 prowadzę firmę, dzięki której mogliście poznać drugie oblicze Jestem kasjerem. To nie tylko blog, ale także marka osobista, która stawia coraz śmielsze kroki w świecie e-commerce. Mowa rzecz jasna o SKLEPIE Z GADŻETAMI DLA KASJERÓW (⬅kliknij, aby sprawdzić), w którym dostępnych jest 15 gadżetów przyjaznych kasjerom, mających na celu ułatwienie pracy wszystkim osobom związanym z handlem. 

13 kwietnia 2020 r. ruszył w pełni legalny sklep internetowy. Po opublikowaniu strony z gadżetami, sklep przeżył prawdziwe zatrzęsienie. Pamiętam doskonale, po kilku minutach od jego premiery usiadłam na podłodze i powiedziałam głośno:

- BOŻE, PRZECIEŻ JA TEGO NIE OGARNĘ!

Zaczęłam płakać. To były zarazem łzy szczęścia, jak i ogromnego przerażenia. Nie miałam kompletnie żadnego doświadczenia w prowadzeniu sklepu internetowego. Byłam przecież tylko kasjerem. Zamówienia spływały co kilkanaście sekund. Do tego doszły prywatne wiadomości na Facebooku i Gmailu odnośnie zmian w zamówieniach lub sposobie wysyłki. Na pokładzie tylko ja i moja druga połowa ❤, która studziła wszelkie moje niepokoje. Na szczęście kryzys trwał krótko. 

Otrząsnęłam się i wzięłam się do pracy. Pakowałam pół nocy. Wasze zamówienia rozwoziłam po kilku Paczkomatach, bo każdy po krótkiej chwili był już przepełniony. Mogłam oczywiście zrobić sobie przerwę, ale uparłam się, aby wszystko ode mnie wyszło w ten sam dzień. Nie chciałam nikogo zawieźć. Wiedziałam doskonale, że każda osoba, która coś zamówiła, chciałaby otrzymać swoją przesyłkę tak szybko, jak to tylko możliwe. Nazajutrz szłam do pracy na 12h zmianę. Pomimo chęci nie zdążyłam ze wszystkim, ale nie mogłam też zaniedbać swoich etatowych obowiązków.

W pracy targały mną emocje. Chciałam jak najszybciej już ją skończyć, by wrócić do pakowania i wysyłania Waszych zamówień, których nie było widać końca. Po trzeciej dobie wszystko zaczęło się uspokajać. Nic dziwnego, bo wykupiliście praktycznie cały asortyment.😂  Mogłam odetchnąć z ulgą, bo zorientowałam się, że ze wszystkim mogę sobie poradzić i chyba nie dałam nigdzie żadnej plamy… Niestety – tylko mi się wydawało.  

Mogłabym upiększać ten wpis i mówić o samych zaletach całego przedsięwzięcia, jednak brak doświadczenia spowodował, że odezwało się kilka osób, do których kubki doszły doszczętnie potłuczone. Oczywiście całą winę i poniesione koszty wzięłam na siebie, bo jak się później okazało nie zabezpieczyłam ich odpowiednio na czas podróży. Człowiek uczy się na własnych błędach. Drugi raz już tego błędu nie popełniłam. Od tamtego czasu już nigdy więcej nie zgłosiła się ani jedna osoba z reklamacją i jestem z tego bardzo dumna.❤

Rok 2020 to także mój debiut związany z medialnym wizerunkiem Jestem kasjerem. W kwietniu zeszłego roku zostałam zaproszona przez program Dzień dobry TVN do nagrania materiału na temat bloga oraz stworzenia krótkiej charakterystyki polskich klientów. Materiał ten zbiegł się wraz z ogłoszeniem pandemii w Polsce, dlatego miałam spore pole do popisu, bo jak doskonale pamiętacie – przestrzeganie narzuconych obostrzeń przez klientów początkowo wcale nie było takie łatwe. Dzięki temu wystąpieniu zyskałam wielu nowych Czytelników. Niewątpliwie była to szansa, na zdobycie większych zasięgów. Po kilku dniach odezwała się także TVP z propozycją stworzenia podobnego materiału, niemniej nie czułam się na siłach, aby drugi raz opowiadać o tym samym – nie widziałam w tym sensu. Po drodze przez ten rok o blogu pisało kilka większych i mniejszych portali internetowych. 

Jestem kasjerem zyskało zdecydowanie większą popularność, którą zupełnie tak jak w zeszłym roku przedstawię w liczbach:

149 opublikowanych postów na Facebook
 o łącznym zasięgu:

0

(+68% w stosunku do roku 2019)

3 opublikowane filmy o łącznej liczbie wyświetleń ponad:

0
atrybut alt jestem kasjerem

15 opublikowanych wpisów na blogu o łącznej liczbie wyświetleń:

0

(+150% w stosunku do roku 2019)

12 500 polubień fanpage 

(+113% w stosunku do roku 2019)

20 000 Członków grupy Jestem kasjerem

(+158% w stosunku do roku 2019)

(+84% w stosunku do roku 2019)

66 000 odsłon sklepu z gadżetami dla kasjerów

600 zadowolonych (mam nadzieję😉) Klientów

Miniony rok napawa mnie dumą. Zbudowałam wspaniałą społeczność, do której gdy choć raz się wejdzie – zostaje w niej na zawsze. Kasjerem bowiem, zostajesz na całe życie, nawet wtedy, gdy zmienisz swoją profesję. To zawód, który uczy niesamowitej pokory, zrozumienia drugiego człowieka (zwłaszcza tego, który stoi po drugiej stronie lady). Dziękuję za te 2 lata i życzę nam zdecydowanie jeszcze więcej! Dziękuję też, że tak ciepło przyjęliście gadżety. Ten projekt stworzyłam po to, aby poświęcony mój czas w budowaniu marki Jestem kasjerem zaprocentował. W głowie wciąż mam wiele pomysłów. Ogranicza mnie tylko brak czasu. 

Widzimy się wkrótce, bo to nie jest jeszcze moje ostatnie słowo!

FANPAGE FACEBOOK

DOŁĄCZ DO GRUPY NA FB

Archiwa

Newsletter

Wizerunek kasjera. Z punktu widzenia KLIENTA

Zakładając bloga przyświecał mi jeden, główny cel. Odmienić tak fałszywy i niesprawiedliwy wizerunek kasjera. Być może wynikało to wtedy z wewnętrznej manifestacji, która ogarnęła mnie wraz z degradacją na niższe stanowisko – z kierownika zmiany na konsultanta ds. obsługi klienta – w skrócie KASJER. W życiu nigdy nie kategoryzowałam – lepszy, czy gorszy zawód. Zawsze z szacunkiem odnosiłam się zarówno do Pani w okienku na poczcie, jak i Pani w kiosku z warzywami. Jednak w końcu przyszło mi się zmierzyć i poczuć na własnej skórze to, w jaki sposób inni ludzie oceniają i jak łatwo przypinają obcym łatkę nieudolnych i mało ambitnych. W ten oto sposób powstał blog JESTEM KASJEREM.

Przez ostatnie 2 lata starałam się bronić naszej grupy zawodowej. Powstało wiele wpisów, w których ja jako kasjer zwracałam uwagę na zachowania klientów, które można uznać za mało wysublimowane. Nigdy nie próbowałam Klientów obrażać – nie taki jest cel Jestem kasjerem. Raczej nakreślam właściwe podejście do ludzi, którzy wykonują jedynie swoją pracę, a tak często narażeni są na zniewagę, tylko dlatego, że stoją za kasą.

Staram się publikować tak często, jak to tylko możliwe. Moje minimum to 1 wpis na miesiąc – być może niewiele, ale chcę, aby treści które publikuję niosły ze sobą wartość, a nie były napisane tylko dla sztuki. Przyszedł luty i choć plan na marzec już miałam zarysowany, to wciąż zastanawiałam się, jaki temat mogłabym poruszyć tym razem. Temat, który nigdy wcześniej nie był tutaj omawiany.

Wpadłam na pomysł, aby skonfrontować wreszcie to, co o nas myślą i mówią osoby nie będące związane z handlem. Sprawdzić, dlaczego być może wśród społeczeństwa wciąż trwa stereotyp nieuka kasjera, który wiecznie z nadąsaną miną obsługuje klientów. W rozmowie wzięła udział moja Przyjaciółka, która śledzi bloga od początku i często komentuje coś na przekór mi i moim poglądom. Była więc idealną osobą, która bez owijania w bawełnę podejdzie do tematu niezależnie od naszej znajomości.

KASJER VS KLIENT

Mała dygresja: Jeżeli jesteście młodymi mamami, kobietami w ciąży i miałyście jakieś nieprzyjemne sytuacje podczas robienia zakupów - piszcie na:
atrybut alt jestem kasjerem
E-mail
jestemkasjerem.pl@gmail.com

Ciężko jest przyjmować krytykę, ale to umiejętność, którą każdy z nas powinien zdobyć. To ważne, aby mieć świadomość tego, jak klient może nas postrzegać. Czasami swoje obowiązki wykonujemy mechanicznie, nie zastanawiając się nad tym, że nasz brak uśmiechu lub rozkojarzenie, może przez klienta zostać odebrane w kiepski sposób. Też jestem klientem i też mam swoje “ulubione” Panie kasjerki i te, których unikam jak ognia. Jednak lata pracy w handlu wypracowały u mnie ogromny poziom wyrozumiałości do kasjerów, bo wiem, że wypalenie zawodowe to coś w co całkiem łatwo wpaść, a trudniej się z niego wydostać. 

Obecnie mamy ciężkie czasy. Rynek pracownika zmienia się na korzyść dla pracodawcy. Nawet jeśli ktoś nie jest zadowolony ze swojej pracy, nie tak prosto jest znaleźć inną. Dlatego argument, który przytacza Natalia kompletnie do mnie nie przemawia. Ludzie potrzebują pieniędzy, dlatego wykonują często pracę, która nie jest dla nich stworzona. To oczywiście nie upoważnia kasjerów do tego, aby przeprowadzać obsługę w niemiły sposób. Jednak czasem należy przymknąć oko, bo nikt idealny nie jest, a i Klienci bywają coraz bardziej rozkapryszeni i pretensjonalni co znacznie wpływa na nastrój Kasjera, który przekłada się na kolejnych Klientów – i tu koło się zamyka.😉

wizerunek kasjera

FANPAGE FACEBOOK

DOŁĄCZ DO GRUPY NA FB

Archiwa

Kasjer – opowieść jednej zmiany | Jestem Kasjerem

Codziennie przed snem sprawdzam grafik. Choć znam go już niemal na pamięć, wciąż się łudzę, że być może jakimś cudem coś mi umknęło i pomyliłam rubryki. No nie. Nie tym razem. Beata, jutro znów musisz rano wstać i pójść do pracy, aby spędzić w niej 12 godzin Twojego życia. Na pocieszenie powiem Ci, że gdy wrócisz o 21:00 do domu, pójdziesz się wykąpać i znów podejdziesz do lodówki, gdzie wisi Twój grafik, aby dowiedzieć się, że kolejny dzień będzie dniem świstaka. Zapraszam do wpisu Kasjer – opowieść jednej zmiany, którym wspólnym mianownikiem jest ironia. Nie bierzcie tego jakoś bardzo do siebie.🛒

Pobudka 6:30. Jeszcze ciemno. Odsuwam rolety, aby sprawdzić co dzieje się za oknem. Cholera, nasypało lekko śniegu. Niby dobrze, bo zima od tego jest, ale czemu akurat dzisiaj? Stan porannego narzekania ON. 

Szybkie ogarnięcie, śniadanie i obowiązkowa dieta pudełkowa własnego autorstwa – rzecz jasna na wynos. Pakuję wodę, kawę do kubka termicznego i jedzenie jak dla wojska. Nie ma nic gorszego niż głodny kasjer – przysięgam, wiem co mówię. Zamykam za sobą drzwi, schodzę schodami w dół, a w głowie tylko jedna myśl. Oby przeżyć do 21:00. 

Szlag! Auto zasypane, jakby Rzeszów leżał, gdzieś w okolicach Arktyki. Nie ma co się użalać nad sobą. No dalej Beata, wsiadasz, odpalasz i odśnieżasz, bo jak ci się nie podoba, to zawsze możesz iść na autobus. Ach to alter ego – mistrz mojej motywacji. Auto odśnieżone, a pech dzisiejszego poranka polega na tym, że szyby od środka też czasem lubią zamarznąć. Właśnie trafiło na ciebie. Na ratunek przybywa karta klienta jednej z sieciówek. Po tylu latach wreszcie odkryłam ich prawdziwe przeznaczenie. Teraz już rozumiem, gdy pytam klienta o kartę, dlaczego w odpowiedzi ciągle słyszę: “Nie mam przy sobie” / “Zostawiłam w aucie”. Tyle lat zastanawiałam się, co oni robią z tymi kartami. Wreszcie znalazłam odpowiedź.

Dotarłam pod drzwi mojej pracy. Zanim sięgnę do dzwonka, aby poprosić o otwarcie w głowie pojawia się myśl: “A gdyby tak rzucić wszystko i pojechać w Bieszczady?” Nie zdążę sobie odpowiedzieć na to genialne, retoryczne pytanie, bo drzwi uchylają się, a z wnętrza wyłania się znajoma twarz, której mina mówi wszystko. Kasjer Jestem Kasjerem

Na więcej nas nie stać. Tak wygląda nasz poranny entuzjazm. No nic. Czas się przebrać i logować. Kilka rutynowych zachowań sprawia, że następuję rozruch mojego organizmu i wreszcie zaczynam funkcjonować, jak człowiek. Można nawet ze mną swobodnie porozmawiać, chyba że Menadżer przerwie nam rozmowę w połowie zdania i zapyta, czy byłam już na sklepie i fejsowałam. To znak, że czas się ewakuować i zniknąć z pola widzenia (najlepiej na kolejne 12h). 

Biorę więc kubek termiczny z kawą i idę na sklep. Nic się nie zmieniło od 20:30 dnia poprzedniego, kiedy to ściągnęłam się z kasy. No ale ok, idę więc fejsować to, co sfejsowałam wieczorem i czekam, aż sklep zostanie otwarty i przyjdą klienci, którym zawsze służę pomocą. Kolejny pracownik ma rozpisaną zmianę od 13:00. Świetnie. Jesteś sama na sali sprzedaży i tylko ratuję Cię magazynier, bez którego na pewno nie dałabyś rady. Ciesz się, że go masz – kolejna jakże cenna uwaga mojego alter ego. Gościu – uwielbiam Cię!

Pierwsi Klienci zaczynają pojawiać się na horyzoncie. To dobrze. Teraz każdy jest na wagę złota. Zaczynasz rutynową obsługę na stanowisku kasowym: kasjer

Pik, karta zeskanowana, a ludzkość została uratowana. 🦸‍♀️🌎

Jest godzina 9:45, a ludzie przed sześćdziesiątką próbują niczym na zawodach sportowych zdążyć przed godzinami dla seniorów. Niektórzy wpadają do sklepu z prędkością światła, bo chcą jeszcze kupić chleb w sąsiednim sklepie, a czasu pozostało niewiele. Zostawiają często komentarz przy kasie, że te całe godziny dla seniorów to największy cyrk naszego rządu. Uśmiecham się i przytakuję, bo co innego mi pozostaje. Łączę się z Nimi w bólu, bo też uważam to za totalny nonsens, ale muszę zbierać siły psychiczne na prawdziwą batalię, która niedługo się zacznie…

10:00 - 12:00

Magazynier porzuca swoje obowiązki i przychodzi mi na ratunek. Stoi niedaleko drzwi i odprawia z kwitkiem wszystkich nieuprzywilejowanych. Pech chce, że mamy osobno wejście i wyjście. Droga od wejścia do wyjścia to jakieś 10 metrów. Klient, który wszedł i usłyszał, że nie może zostać obsłużony ze względu na godziny dla seniorów może wylać na nas fale goryczy, którą musimy wysłuchać aż do momentu przebycia przez niego wcześniej wspomnianych 10 metrów. Od marca 2020 r. nasłuchałam się tego tyle, że aż uszy więdną. Dowiedziałam się, że jestem pozbawiona uczuć, prosta, niewykształcona, nie znam się na prawie, że karma do mnie wróci, że tak naprawdę to nie chce mi się pracować i jest mi to na rękę. Były też próby zastraszania, a zdanie: “JUŻ NIGDY WIĘCEJ DO WAS NIE PRZYJDĘ” to hasło przewodnie wielu nieuprzywilejowanych Klientów. 

Nie chcielibyście obsługiwać Klienta, którzy pomimo wcześniej rzucanych słów decyduje się przyjść po 12:00 i zrobić zakupy. Ja wykonuje jedynie to, co do mnie należy, a on wtedy postanawia ulżyć sobie i lekceważyć każdy mój ruch i słowo. Nie wiadomo wtedy, czy w ogóle się odzywać, czy może obsługiwać w milczeniu. No nic, już się tego nauczyłam i staram się nie zwracać na to uwagi. Taki mamy naród – tak to sobie tłumacze. Jest też garstka zakręconych Klientów, którzy zwyczajnie zapomnieli o godzinach dla seniorów i stać ich nawet na słowo “przepraszam” za swoje gapiostwo, choć nikt od nich tego nie wymaga. Niemniej, milej się robi na sercu, gdy ktoś Cię szanuję, a nie miesza z błotem. 

Bo kasjerkę to przecież można. To przecież tylko kasjerka.

Czas nawet jakoś leci. Jest już blisko 15:00. Dobrze, że pojawił się drugi kasjer. Wszystkim od razu pracuje się lepiej i jest czas, by pójść na przerwę. Nie trwa ona jednak zbyt długo, bo przerwę dzwonek na kasę przerywa. Jak trafisz na fajną zmianę, to Menadżer wybawi Cię i pozwoli Ci zjeść w spokoju, zastępując Cię na kasie, chyba że sam pochłonięty jest milionem raportów, z których musi się tłumaczyć, a gdy się już wytłumaczy pojawia się kolejny i tak w kółko. Choćby chciał pomóc – nie zawsze może. Zakres obowiązków, który podpisujesz na papierze nagle z gumy się staje i okazuje się, że możesz wciąż więcej i więcej. Ciekawe tylko, kiedy ta guma pęknie… bo pęknie kiedyś na pewno. Kasjer Jestem kasjerem

Roznosisz więc towar. Fajne zajęcie. Możesz sobie uporządkować dział, który jest do ciebie przypisany. Ja lubię. Od czasu do czasu zaczepią Cię klienci, którym musisz pomóc aż przychodzi czas zamiany i znów stajesz na kasie. Reszta zmiany przebiega spokojnie. Masz szczęście, bo przychodzą neutralni klienci, którzy odpowiadają na Twoje dzień dobry i do widzenia. Z reguły jest całkiem przyjemnie. Wyjątkiem od reguły są klienci, którzy w dłoni dzierżą telefon komórkowy i prowadzą video rozmowę – ostatnio modny trend zakupowy. Spacerują po sklepie z dobre 15 minut w totalnym rozkojarzeniu nie wiedząc nawet w jakim sklepie obecnie się znajdują. W połowie rozmowy decydują się podejść do kasjera, żeby zapytać go, gdzie znajduje się żel pod prysznic. To nic, że klient przechadzał się tą alejką już z 4 razy. Mógł przecież nie zauważyć. 

O ironio – moja siostro. Nie wiem, jak u Was zawodowo przebiegał styczeń, ale u mnie nie był zbyt ciekawy. Mam nadzieję na lepszy luty. Trzymam kciuki za otwarcie galerii handlowych i zniesienie godzin dla seniorów, które śnią mi się już po nocach. Wraz z opadami śniegu, spadł mój poziom motywacji. Chcę go odzyskać. Mam nadzieję, że się uda. Nie wstydzę się swojej słabości – z resztą z czegoś ona wynika. Czasem trzeba głośno wypowiedzieć co się czuje i myśli. Może coś się zmieni? A co u Was?

Kasjer Jestem kasjerem

FANPAGE FACEBOOK

DOŁĄCZ DO GRUPY NA FB

Archiwa

atrybut alt kobiety na zakupach
Kobiety na zakupach
atrybut alt dzień z życia kasjera
Dzień z życia kasjera
Wyznanie byłej kasjerki - Walić to! Jutro piątek!

kasjer jestem kasjerem

kasjer jestem kasjerem

Kasjer Jestem Kasjerem

Grudniowi klienci. Zabawne historie z sali sprzedaży

Święta zbliżają się wielkimi krokami. Już nie tylko wyrwane kartki z kalendarza o tym świadczą. W każdym sklepie witryny zachęcają do wejścia swoim świątecznym klimatem. Magia marketingu z pewnością robi swoje. Plakaty, świecące ozdoby i obietnice wielkich wyprzedaży. Tak w skrócie można opisać grudzień. Tak też jest i u nas, co najlepiej obrazuje fakt, znikających zestawów świątecznych z przeróżnymi kosmetykami. Grudniowi klienci – bo to o Nich głównie będzie mowa w tym wpisie – to niewątpliwie specyficzna grupa konsumentów, na których trzeba się mentalnie przygotować…

Ostatnio stojąc za kasą, podeszła do mnie klientka, która wykorzystując fakt, że nie ma kolejki rozpoczęła ze mną dialog:

Rozbawiło mnie to, bo nigdy nie spotkałam się z takim pomysłem. W całym sklepie znalazłam zaledwie 3 marki, które rozpoczynały się na literę “F”. Żadna jednak, nie odpowiadała Jej wymaganiom. Na domiar złego, wylosowała mężczyznę. Dlatego, produkty do pielęgnacji twarzy nie byłyby trafionym prezentem. Tak samo było z produktami do zmywarki, gdyż nie była pewna, czy mężczyzna ten jest w posiadaniu tego kuchennego sprzętu. Na koniec zaproponowałam zestaw kosmetyków, jednak wybór był niewielki. Jej mina oznaczała lekki zawód i rozczarowanie. Wszak do Świąt zostało raptem kilka dni. Mogłam odwrócić się na pięcie i powiedzieć, że muszę wracać na kasę, jednak szybki uśmiech do koleżanki i porozumiewawcze mrugnięcie, sprawiło, że szybko znalazłam zastępstwo i mogłam bez przeszkód zająć się dalszą obsługą. Zaczęłyśmy dłużej się nad tym zastanawiać i doszłyśmy do wniosku, że trzeba zmienić tok myślenia i nie szukać marek na “F”, a przedmiotów codziennego użytku. W ten sposób, mój sklep odnotował stratę, bo wypuściłam klientkę z pustymi rękoma. Jednak Jej zadowolenie z przebiegu dialogu i pomysłu, na który wspólnymi siłami udało nam się wpaść, było w tamtym momencie cenniejsze. Okazało się, że mężczyzna to wielki koneser wysokoprocentowego alkoholu – a FLASZKA na “F”, będzie dla niego idealnym prezentem.🎄🍾

Kilka dni później ta sama klientka wróciła do naszego sklepu i już od progu drzwi, gdy tylko mnie zauważyła, tryumfalnie oznajmiła, że zakup flaszki na “F” się powiódł. Wstąpiła, mając nadzieję, że będę w pracy, bo w międzyczasie dowiedziała się, że wylosowany przez nią mężczyzna jest posiadaczem zmywarki. Dlatego, poprosiła, żebym skompletowała jej dodatkowo zestaw produktów, który rozpoczynał się na F. Jaki z tego morał? Nie każdy klient, musi wyjść ze sklepu z pełnymi siatkami. Czasami wystarczy dobre nastawienie i ludzkie podejście, które zostanie przez niego zapamiętane, a to często owocuje jego powrotem i nadrobieniem ewentualnie straconych szans sprzedażowych.

Ostatnio klienci przechodzą samych siebie. To chyba ten szał zakupów tak na nich wpływa. Ich kreatywność czasem powala mnie na łopatki i to dosłownie. Nie tak dawno koleżanka opowiedziała mi historię, która miała miejsce w naszym sklepie. Uwielbiam takie akcje, które doprowadzają mnie do łez – oczywiście łez szczęścia.

Zrobiła się spora kolejka, dlatego koleżanka wezwała drugą kasjerkę do sąsiedniej kasy, żeby rozładować nieco natłok klientów. Klientka, która do niej podeszła, rozpoczęła wypakowywanie swoich zakupów.

Gdy wszystkie produkty zostały już spakowane i można było przejść do płatności klientka zaczęła rozglądać się wokół kasy. Za plecami kasjerek, wystawione mamy zawsze produkty promocyjne, a nieco wyżej w okresie świątecznym zestawy kosmetyków, po które chętnie sięgają klienci. To takie zakupy na ostatni dzwonek.

Cała kolejka wybuchła śmiechem, łącznie z klientką, która wystąpiła w roli głównej. To świadczy tylko o tym, że w sklepie na zakupach nie musi być zawsze nudno i standardowo. Czasami dobrze jest się pośmiać, o ile ma się dystans do siebie, bo nie zawsze trafimy na klienta, który zrozumie nasz żart. Tym razem jednak się udało.

Podobnych historii znalazłoby się jeszcze sporo. Grudzień obfituje w zabawne sytuacje. Mimo tego ciągłego pędu i wzmożonego natłoku klientów lubię ten czas. Tym bardziej, gdy na horyzoncie pojawia się kilka wolnych dni, które można spędzić w rodzinnym gronie. Jestem też ciekawa Waszych odczuć, i przeżytych sytuacji z sali sprzedaży w tym najgorętszym handlowo czasie.

Wesołych Świąt kochani Kasjerzy!

KUBKI DLA KASJERÓW

FANPAGE FACEBOOK

DOŁĄCZ DO GRUPY NA FB

Archiwa

atrybut alt kobiety na zakupach
Kobiety na zakupach
atrybut alt dzień z życia kasjera
Dzień z życia kasjera
Wyznanie byłej kasjerki - Walić to! Jutro piątek!

Ekspedientka nasz Pan! Klient nasz pachołek…

Przeważnie na blogu poruszam temat, który dotyczy bezpośrednio klientów, ale z mojego punktu widzenia. Po drugiej stronie lady, nie trudno dostrzec ich dziwne zachowanie. Kasjerom na ogół łatwiej też o krytyczne uwagi w stosunku do obsługiwanych osób. Czas więc najwyższy sprawdzić, jak społeczeństwo postrzega nas kasjerów i odpowiedzieć na pytanie:  Czy ich przemyślenia są słuszne?

Do napisania tego wpisu, zainspirowało mnie nagranie na YouTube, na którym jedna z twórczyń opowiada o tym, jak to jest być w Polsce po 8 latach przerwy, podczas których przebywała ona w USA oraz w Anglii. 

CZŁOWIEK PRZYPOMINA SOBIE, JAK TO JEST BYĆ W POLSCE I NIESTETY, NIEKTÓRE RZECZY MI NIE PASUJĄ…

TRAKTOWANIE KLIENTA W SKLEPACH

Autorka filmu porównuje kasjerów w Polsce do ekspedientów w Wielkiej Brytanii i w Stanach Zjednoczonych. Twierdzi, że na zachodzie kasjerzy ZAWSZE są mili dla klientów. Niezależnie od nastawienia (w myślach kasjer może klienta przeklinać) – nigdy nie daje tego po sobie poznać i zawsze profesjonalnie traktuje każdego nabywcę. Autorka filmu, uważa że klient zawsze jest na pierwszym miejscu. Natomiast w Polsce (w jej mniemaniu) to ekspedientka jest nr 1 – tak było zawsze i jest do tej pory – dodaje. Twierdzi, że problem jest większy w mniejszych miejscowościach, gdzie ludzie cierpią na małomiasteczkowość. 

EKSPEDIENTKA - KRÓLOWĄ SKLEPU

Ja o tym wspominałam, jak byłam na początku roku w Słupsku i udałam się do sklepu Apart i słuchajcie, wyjęcie spod lady biżuterii było dla Pani bardzo ciężkim zajęciem. Ja jej chyba  w kontemplowaniu o życiu przerwałam i musiała obsłużyć nachalną klientkę, która chce obejrzeć łańcuszki, więc no to było bardzo z łaską…

Kolejna, nieco “świeższa” sytuacja z kasjerem w roli głównej wyglądała następująco:

Tutaj natomiast było z opryskliwością… i ja zareagowałam. Ja się nie spodziewałam mojej reakcji, ale opowiem Wam historię, która podniosła mi dzisiaj ciśnienie (…) 2 dni temu poszłam do sklepu kosmetycznego i tam po zakupie, po wydaniu 90 zł zapytałam o reklamówki. W odpowiedzi dostałam takie coś (tu autorka nagrania robi ostentacyjny ruch, celem naśladowania kasjerki, która wskazała ręką miejsce z reklamówkami). Bez słowa Pani wskazała na kosz z reklamówkami materiałowymi po 6 zł. Okazało się, że w tym sklepie nie ma innych reklamówek i również nie ma dźwięku, żeby przedstawić, że ich nie ma. Przykładowo: “Niestety nie mamy zwykłych, ale są takie dostępne”. Było tylko w milczeniu wskazanie. W masce nie umiałam mojej dezaprobaty wyrazić, ale kupiłam, bo nie miałam wyboru. 

Nazajutrz wybrałam się ponownie do tego samego sklepu i stwierdziłam, że zapłacę w kasie samoobsługowej , gdzie samemu skanuje się rzeczy. Takie kasy są dwie i przede mną była również pani skanująca swoje rzeczy, która też w miły sposób zapytała się, gdzie może dostać reklamówkę. Pani ekspedientka do niej krzyknęła, bo była trochę w dalszej odległości: “NO PRZECIEŻ SĄ W KOSZU!”

Przyszła moja kolej i nie mogłam zeskanować sobie sama i mówię do tej Pani kasjerki. A Pani do mnie mówi: “NO PRZECIEŻ JEST NAPISANE, ŻE NACISNĄĆ NAJPIERW TRZEBA. SIĘ NACISKA NAJPIERW, ŻEBY ROZPOCZĄĆ!” Jak mnie to strzeliło. Ja się po sobie nie spodziewałam, ale ja do tej Pani momentalnie odpowiedziałam: “A CZEMU PANI JEST TAKA ZŁOŚLIWA?” A ona: “JA TYLKO MÓWIĘ.” Więc jej odpowiadam: “PROSZĘ PANI, JA DOPIERO CO PRZYJECHAŁAM DO POLSKI, W KAŻDYM KRAJU SĄ INNE AUTOMATY, NIE MUSI PANI W TAKI OPRYSKLIWY SPOSÓB MÓWIĆ DO MNIE”. I trochę jej ten ton przygasł. Przecież ona mogła to samo powiedzieć w sposób normalny. Ja się nie spodziewałam tego po sobie. Może te podróże dodały mi odwagi, a może to maska, bo jestem mniej więcej anonimowa, jak Pani zwrócę uwagę. Ale tak mnie to oburzyło, ja jestem nieprzyzwyczajona, a powinnam być przyzwyczajona, bo w Polsce zawsze tak było. Tak, jak mówiłam w większych miastach to się zmienia, ale jeszcze te małomiasteczkowe no to niestety…

EKSPEDIENTKA NASZ PAN! KLIENT NASZ PACHOŁEK!

I tak sobie oglądam ten film, słucham przemyśleń autorki i nawet jakoś bardzo mnie on nie rozdrażnił. Bardziej rozśmieszył, bo chyba wiem, z jakim typem kasjera, spotkała się twórczyni nagrania. Wszystkim się jednak wydaję, że opanowanie, zachowanie pełnego profesjonalizmu dzień po dniu, niezależnie od wszystkiego co nas otacza jest banalnie proste. Od obsługi sklepu zawsze się wymaga. Jedno potknięcie, niewłaściwa mina i wojna gotowa. Człowiek za ladą musi nieustannie przybierać maskę. Zatrudniając się w sklepie, nikt mi nie powiedział, że powinnam posiadać kompetencje zbliżone do aktorów. A teraz pomyśl przez chwilę sam… Stoisz za kasą, obsługujesz klienta za klientem, który nieustannie pyta o reklamówkę, który nieustannie ma problem z kasą samoobsługową. Twój układ nerwowy prędzej, czy później tego po prostu nie ogarnie. Uwierz mi. Choćbyś był najbardziej opanowanym człowiekiem na świecie, czasami emocje biorą górę. Oczywiście, nie jest to powód to rozgrzeszania sprzedawców, którzy z natury po prostu nie są stworzeni do tej pracy. Do Klienta powinno się pochodzić zawsze z uśmiechem. Jednak rozumiem jednorazowe potknięcia, bo sama je przeżywam i  choć staram się panować w najtrudniejszych sytuacjach – czasami mi się to zwyczajnie nie udaje. 

Po drugie… nie chce mi się też do końca wierzyć, że amerykańscy lub angielscy sprzedawcy nie mają na swoim koncie gorszych momentów. Nikt robotem nie jest. Porównywanie w taki sposób polskich kasjerów do kasjerów z zagranicy jest głupotą. Oglądam dużo filmów i seriali. W niemal każdej amerykańskiej produkcji, wizerunek kasjera przedstawiany jest zawsze w ten sam, stereotypowy sposób – znudzona Pani za ladą, żująca gumę z wiecznym dąsem na twarzy, gdy musi obsłużyć klienta. Tak jest łatwiej o nas myśleć i mówić. Łatwiej też “sprzedają się” sytuacje, w których kasjerzy nie zachowali swojego profesjonalizmu, niż te, które zasługiwałyby na pochwałę i uznanie. O tym się nie mówi. O tym nikt nie chce powiedzieć, bo to się zwyczajnie nie opłaca. Zresztą, w sklepie jesteśmy po to, żeby pracować i “usługiwanie” klientom należy się im jak psu buda. Takie jest podejście społeczeństwa do wykonywanego przez nas zawodu. 

Dodatkowo jeśli już tak się nas porównuje, warto też może wziąć pod uwagę mentalność narodu polskiego i np. amerykańskiego. Wszyscy chyba wiemy, co mam na myśli. Być może jest tak, że praca za ladą w USA byłaby łatwiejsza dla ludzkiej psychiki, niż nierzadko “użeranie” się z pretensjonalnymi klientami, których jest całkiem spora garstka, jakby na to nie spojrzeć.

atrybut alt candysox.pl
www.candysox.pl

Podsumowując: Kij zawsze ma dwa końce.  A skoro wszyscy jedziemy na tym samym wózku, to spróbujmy bardziej się do siebie zbliżyć, niż dzielić i wytykać sobie wszystko, bo hejt staje się drugim imieniem Polaków.

Źródło: YouTube, kanał: Świat Gosi

FANPAGE FACEBOOK

DOŁĄCZ DO GRUPY NA FB

Archiwa

atrybut alt kobiety na zakupach
Kobiety na zakupach
atrybut alt dzień z życia kasjera
Dzień z życia kasjera
Wyznanie byłej kasjerki - Walić to! Jutro piątek!

Kasjer na urlopie: Na zakupach sprawdzam daty ważności

Nie od dziś wiadomo, że kasjer to też człowiek, który chce od czasu do czasu iść na urlop wypoczynkowy, przysługujący mu jak psu pełna miska!
A co z nim zrobi? Jak wykorzysta ten czas? To zależy tylko i wyłącznie od niego. Kasjer na urlopie.

Cześć. Jestem Paulina i jestem pracoholiczką.

W tajemnicy muszę się Wam przyznać, że ja chyba nie potrafię odpoczywać. I żaden z dotychczasowych urlopów w moim życiu nie był idealny. Pół biedy jeśli gdzieś wyjechałam. Wtedy chociaż na chwilę zapominałam o pracy. Aczkolwiek to też nie tak do końca. Potrzebuje zmian, więc tydzień w tym samym miejscu to dla mnie za dużo. Poza tym  tęskniłam za psem, zaś jeśli chodzi o mieszkanie, to w mojej głowie krążyły jakieś katastroficzne wizje na temat jego zalania lub pożaru (Haaaalo?! Czy jest na sali lekarz?). 

Obecnie z powodu braku towarzysza lub ekipy do wspólnych wypadów moje urlopy ograniczają się do siedzenia w domu, a zanim udam się na upragnione wolne to muszę się zmierzyć z koszmarami sennymi. Jakieś kilka dni przed wybiciem godziny zero zaczyna się jazda bez trzymanki. Jeżeli po ośmiu godzinach pracy zrobię sobie drzemkę to bardzo szybko zrywam się na równe nogi i nie wiem jaki jest dzień, która godzina i czy muszę zaraz lecieć do pracy.😨 To dla mnie kluczowy znak, że czas na reset. Gdy jestem na skraju wyczerpania to śnię o aktywnej sprzedaży oraz za bardzo rozpamiętuje przykre zachowania ze strony klientów. Mogę się tak zadręczać nawet przez cały dzień.

A gdy wreszcie nadchodzi czas mojej wolności i swobody to z uporem maniaka za każdym razem planuje listę rzeczy do zrobienia, czyli chcę nadrabiać zaległości. 

Oprócz tych wyzwań, których nigdy nie mogę zrealizować, mam jeszcze jeden sekret. Jako nałogowy pracoholik lubię iść do siebie na zakupy i posprawdzać terminy ważności na nabiale, a także mimochodem ogarnąć warzywniak.😅 Ot, takie nieszkodliwe hobby.  A jak zadbam o swoje miejsce pracy to w takim Kauflandzie pościągam kilka nieaktualnych cen z gazetki, w Biedronce podomykam lodówki , a w Szachownicy zrobię rozmiarówkę (rok pracy w odzieżowym zrobił swoje) i wtedy spokojnie wracam do domu.

Niech rzuci kamieniem ten, kto tego nie robi...

Ten urlop, który właśnie dobiega końca jest dla mnie prawdziwym przełomem. Nigdzie nie wyjeżdżałam, ale pierwszy raz w życiu udało mi się wrzucić na luz i cieszyć błogą bezczynnością. To wspaniałe uczucie. Koniec z marnymi postanowieniami i nadrabianiem zaległości! Warto znaleźć czas na zwyczajną radość z życia i zasmakować w powolnym jedzeniu śniadania o 11, długiej kąpieli czy wylegiwaniu się na łóżku i wpatrywaniu się w sufit. Teraz naładowana pozytywną energią wracam do klientów i koleżanek.

Autor: Paulina Obara

FANPAGE FACEBOOK

DOŁĄCZ DO GRUPY NA FB

Archiwa

Kasjer z COVID-19 | Wywiad z pracownikiem sklepu

UWAGA! KASJER Z COVID-19!

atrybut alt kasjer z COVID-19

Od wielu miesięcy tematem nr 1 w Polsce i na świecie jest COVID-19. Nie da się ukryć – spryciarz mocno namieszał w życiu politycznym, gospodarczym i społecznym. Media wciąż donoszą, że kolejne grupy zawodowe  narażone są w mniejszym lub większym stopniu na zakażenie. Najczęściej wspomina się o górnikach lub służbach medycznych. Mało kto, zwraca uwagę na osoby pracujące w handlu, które przecież każdego dnia, mają styczność z ogromną ilością osób.

Jeszcze do niedawna, mogłam śmiało powiedzieć, że należę do grona tych szczęśliwców, których wirus nie dotyka bezpośrednio. Oczywiście nadal jest to prawda, bo mnie osobiście nie dosięgnął (chyba, że o nim nie wiem), ale w gronie moich znajomych co rusz słychać o kolejnych przypadkach. To tylko potwierdza fakt, że nie jest wyimaginowany i obala tezy niedowiarków, którzy ciągle próbują ogłaszać światu swoje racje o braku podstaw przestrzegania wszelkich obostrzeń.

Wojtka znacie doskonale – to moderator naszej grupy, z którym rozmawiam niemalże codziennie. Razem z pozostałymi moderatorami prowadzimy prywatne rozmowy na temat grupy, swojej pracy, ale też dzielimy się prywatą. Tym bardziej wiadomość od Wojtka wstrząsnęła mną do tego stopnia, że wspólnie postanowiliśmy opisać Jego przypadek – tak ku przestrodze. To też świetne źródło informacji – wszystko z pierwszej ręki, bez koloryzowania i fakenewsów.

ZAPRASZAM NA WYWIAD - KASJER Z COVID-19

- Jakie było Twoje nastawienie do COVID-19 przed zakażeniem?
- Byłem sceptycznie nastawiony do tego wirusa. Byłem pewien, że to zwykła grypa, że jest to coś wymyślonego. Taka zwykła choroba, którą każdy z nas przejdzie i szybko z niej wyjdzie.
- Czy w pracy przestrzegałeś nakazu zasłaniania ust i nosa - korzystałeś z maseczki lub przyłbicy?
- Mimo mojego nastawienia, nosiłem podczas każdej zmiany maseczkę oraz rękawiczki. Tak samo zachowywałem się w miejscach publicznych poza pracą.
- Jaki stosunek do pandemii mają Twoi przełożeni?
- Pracodawca już nie przypomina o zasadach przestrzegania obostrzeń, bo wszyscy z automatu przed wejściem na salę sprzedaży zakładają maseczki. Chociaż jest kilka osób, które bagatelizują sprawę i nie zasłania ust i nosa.
- Jak myślisz, czy mogłeś zarazić się tym wirusem w pracy?
- Ciężko tutaj gdybać. Choć nie ukrywam, że ostatnio klienci bez maseczek to standard. Przestałem zwracać im uwagę, bo ileż można. Tak naprawdę nie ma zamiany, aby jakiś klient nie kichnął. Pomimo sytuacji, jaka panuje często ludzie ślinią ręce, gdy sięgają po reklamówki i kichają w rękę, a nie w łokieć.
- Kiedy po raz pierwszy pomyślałeś, że możesz być zakażony?
- Kilkanaście dni temu czułem, że coś się ze mną dzieję. Czułem się rozbity, trochę niespokojny. Gardło mnie w ogóle nie bolało, kataru też nie miałem. Gdy już myślałem, że jest po wszystkim we wtorek (6 października 2020) wieczorem - czułem się już tak słabo, że stwierdziłem, że zmierzę sobie temperaturę. Spojrzałem na termometr, a tam 39,8ºC. Rano straciłem smak - zrobiłem sobie zimową herbatę (imbir, goździki, cytryna, miód) - zamiast wyrazistego smaku herbaty, czułem, że pije samą wodę. To mnie mocno przeraziło.
- Co było później? Jak dowiedziałeś się, że jesteś pozytywny?
- Tego samego dnia zadzwoniłem do sanepidu. Jednak tam, Pani powiedziała, abym zadzwonił najpierw do lekarza rodzinnego. Rodzinny od razu stwierdził, że to nie jest COVID-19. Nawet próbował mnie wystraszyć, twierdząc, że jeżeli zrobię badanie i się potwierdzi, to zostanę uziemiony na 2 tygodnie. Nie dałem za wygraną i podszedłem do tematu odpowiedzialnie. Powiedziałem, że jeśli jestem pozytywny nie chcę stanowić zagrożenia dla innych. Po moich słowach lekarz rodzinny polecił, abym poinformował sanepid raz jeszcze o konieczności zrobienia testu.
- Ile czekałeś na badanie i jak ono wyglądało?
- Wymazobus przyjechał do mnie do domu dzień później. Lekarze pobrali ode mnie wymaz z nosa i gardła. Byli ubrani w specjalne kombinezony, wyglądali jak kosmici. Widzieli, że mam zaostrzone objawy. Kazali mi czekać spokojnie na wynik. To była środa, a już w czwartek o 6 rano zadzwonili do mnie, że mam pozytywny wynik. Test zrobili bardzo szybko, bo musieli dać znać szpitalowi o kolejnym przypadku w razie, gdyby była konieczność podłączenia mnie pod respirator. Sanepid zapytał, czy mogłem kogoś zarazić. Na szczęście miałem kilkunastodniową przerwę w pracy, więc nie było konieczności przeprowadzania sklepowej dezynfekcji.
- Jakie towarzyszyły Ci objawy?
- Na początku gorączka nie była wysoka. Przez ok. 5 dni nie czułem w ogóle smaku. Towarzyszyły mi ciągłe bóle mięśni i stawów, ale takie, których nigdy wcześniej nie miałem. Do tego dochodzi dziwny ucisk w klatce piersiowej. Jednej nocy dostałem strasznego ataku duszącego kaszlu i gorączka sięgnęła 41,5ºC. Wystraszyłem się, bo mieszkam sam, więc zadzwoniłem na pogotowie. Przełączono mnie na oddział zakaźny, gdzie lekarz stanowczo powiedział, że nie ma szans, żeby mnie przyjęli, bo mają przepełnione sale. Tylko jednej doby przyjęto 150 osób w ciężkim stanie. Pani doktor poleciła mi, abym jak najszybciej poszedł pod zimny prysznic, żeby zbić gorączkę. Dosłownie doczołgałem się do łazienki. Nie byłem w stanie stać na nogach, dlatego usiadłem w brodziku i polewałem się zimną wodą. Wszystko pamiętam, jak przez mgłę. Na szczęście udało mi się zbić gorączkę do 39ºC. Lekarz na końcu dodał, że jeżeli rzeczywiście nie uda mi się zbić gorączki tym prysznicem, to dopiero wtedy po mnie przyjadą.
atrybut alt kasjer z covid-19
Archiwum prywatne Wojtka
- Co chciałbyś powiedzieć osobom, które nie wierzą w wirusa?
- Jeżeli ktoś tego sam nie doświadczy, albo gdy wirus nie zaatakuje kogoś bliskiego z rodziny, to nadal pewnie będzie twierdził, że wirusa nie ma. A wirus był, jest i będzie. Nie mylcie wirusa ze zwykłym przeziębieniem, czy grypą, bo to tak nie jest. Ja mam osłabioną odporność, choruje bardzo często, ale nigdy przenigdy nie miałem tak silnych objawów, jak teraz. Czuje się bardzo słabo, choć już teraz mam nadzieję, że najgorsze jest za mną.
- Co myślisz o nowym rozporządzeniu, które 15 października przywraca ponownie godziny dla seniorów?
- Jestem za. Ja też mam starszych dziadków i dla Nich to jest najlepsze rozwiązanie. Moja babcia jest po zawale serca. Teraz, gdy moi dziadkowie namacalnie widzą, że wirus dotknął ich wnuka, jeszcze bardziej będą stosować się do obostrzeń. Zresztą już moja w tym głowa, żeby ich edukować i nieustannie przypominać, żeby korzystali z przywileju godzinowego podczas zakupów. Mam nadzieję, że reszta starszego społeczeństwa poważnie potraktuje ten temat i wreszcie będzie on zasadny, bo spacerowanie po sklepie w dobie pandemii nie jest najlepszym rozwiązaniem.

FANPAGE FACEBOOK

DOŁĄCZ DO GRUPY NA FB

Archiwa

atrybut alt kobiety na zakupach
Kobiety na zakupach
atrybut alt dzień z życia kasjera
Dzień z życia kasjera
Wyznanie byłej kasjerki - Walić to! Jutro piątek!

Antycovidowcy szturmują sklepy – hejt na kasjerów

atrybut alt hejt na kasjerów

Kilka dni temu, na moim profilu FB pojawił się post (link do posta), który odnosił się do nagranego filmiku w jednej z sieci handlowej (link do filmiku). Moim celem było zwrócenie uwagi na zwyczajnie chamskie zachowanie autorki filmu, która miała niesamowitą frajdę z faktu nagrywania. Być może w ten sposób chciała zabłysnąć w internecie, gdzie jak wiadomo – wszystkie chwyty dozwolone. Hejt na kasjerów.

Na wstępie tego wpisu, pragnę ostatni raz podkreślić, że ja jako kasjer mam w totalnym nosie, czy klient nosi maseczkę, czy też nie. I choć mój przełożony kilkukrotnie powtarzał, aby zwracać klientom uwagę na to, aby zakładali oni maski – nigdy tego nie robiłam. I to jest kluczowe, bo pomimo tego, jaką przybieram postawę w pracy na co dzień – w internecie wylała się na mnie fala hejtu za wspomniany post. Jednocześnie, z szacunku do klientów, którzy mają zasłonięty nos i usta – jako kasjer podczas obsługi także maskę zakładam i nie robię z tego tytułu problemu, choć jak wiadomo – chodzenie w masce nie jest najłatwiejszym zadaniem.

Druga sprawa – wiem, że są sklepy, w których przełożeni nie odpuszczają i pod naciskiem różnych sankcji, nakładają na kasjerów obowiązek przestrzegania zaleceń związanych z COVID19 – i to właśnie o to cała wojna. Niemniej, nie potrafię zrozumieć, co kieruje ludźmi, którzy od kilku tygodni nawołują do gwałcenia elementarnych zasad współżycia społecznego (sekcja z komentarzami pod postem mówi sama za siebie). Zasłaniają się wolnością, a jednocześnie niszczą każdego, kto być może ma odmienne zdanie i poglądy. Nie ma tutaj miejsca na wzajemny szacunek. O empatii już nie wspomnę. Przychodzą do sklepu bez zasłoniętych ust i nosa, celowo pomimo braku potrzeby robienia zakupów, kupują coś na siłę, tylko po to, aby przy kasie powołać się na art. 135 KW:  

W grupie siła – w pojedynkę to już trudniej być bohaterem. Ewentualny mandat nakładany jest na kasjera, a nie na kierownictwo, które wymaga respektowania rozporządzenia. 

Wasza rada z komentarzy w interenecie jest jedna: ZWOLNIĆ SIĘ! Ok, zwolnijmy się wszyscy. Ciekawe, kto Was będzie obsługiwał. Co więcej – w mediach co rusz dudni o tym, że sanepid wraz z policją urządzają sobie wycieczki po sklepach i za brak zasłoniętych ust i nosa nakładane są mandaty. Czyli my kasjerzy mamy brać wszystko na siebie w imię Waszej wolności. Taka to właśnie wolność – JEDNOSTRONNA.

❗Warto jeszcze dodać, że antycovidowiec totalnie nie zna specyfiki pracy w sklepie. To, że on neguję noszenie maseczki, nie znaczy, że pozostała (większa) część klientów przebywająca w tym samym czasie w sklepie przybiera taką samą postawę. Kasjerzy są między młotem, a kowadłem i co rusz próbuję się nas pouczać:

… tak właśnie wygląda nasza rzeczywistość, a Wy jeszcze dolewacie oliwy do ognia.

SZTURM NA IKEA

Pan Tomasz N.V. – jest organizatorem wydarzenia na Facebooku, o którym mówi cała Polska. “Zakupy wolnych ludzi w IKEA Janki” – to tam można przeczytać o całej akcji, która miała miejsce 4 września 2020 r.  Autor pisze:

IKEA już o wszystkim wie i wystosowała oświadczenie, że nas nie wpuści bez masek. Na miejscu będą prawdopodobnie media i policja. Dlatego abyśmy mogli wejść do środka, trzeba się będzie dostosować na moment wejścia i zakryć czymś twarz. Dostaję też informacje od osób, które były ostatnio w IKEI, że każdemu kto nie miał maski towarzyszył jak cień ochroniarz, straszący wyproszeniem. Ciekawe jak będą nas pilnować jeżeli przyjdzie się tyle osób co deklaruje? Okazuje się też, że są sposoby, aby zrobić zakupy bez maski i wczoraj udowodnił to jeden z moich nowych znajomych. Także wchodzimy incognito, a w środku i tak się rozpoznamy 😉 Do nagranych relacji z zakupów dołączajcie #ZdejmijKaganiec

Rzeczywiście – istne bohaterstwo. Czyli jednak założenie maseczki na moment wejścia do sklepu nie jest dla nich zbrodnią i nie łamie ich wolności. Najważniejsze w tym wszystkim jest to, aby całość została nagrana i wrzucona do sieci.

Takich akcji jest coraz więcej. Antycovidowcy gromadzą się w sklepach i tylko czekają, aby zrobić hałas wokół siebie. Ostatnio otrzymałam zabawną wiadomość:

Obsługiwałam dzisiaj klienta, który wszedł do sklepu bez maski. Trochę się po nim kręcił aż w końcu podszedł do kasy z małą wodą. Przy wydawaniu reszty zadał mi pytanie:
 Dlaczego Pani mnie obsłużyła, przecież jestem bez maseczki?
Był widocznie rozczarowany, bo chyba szykował się na jakąś zadymę, a ja niewzruszona nawet na niego nie spojrzałam.

Nagle w Polsce okazuję się, że mamy samych prawników, lekarzy i naukowców. Jeden – mądrzejszy od drugiego. COVID19 w starciu z brakiem pokory nie ma sobie równych. Wzajemny szacunek, troska o słabszych, empatia to wartości, które nie mają najmniejszego znaczenia. Liczy się tylko to, aby coś komuś udowodnić. I choć przepisy w sprawie zasłaniania ust i nosa nie są jednoznaczne, to czy to jest powód, aby poświęcać swój wolny czas i urządzać tak słabej jakości przedstawienie? Jeśli nie martwisz się o siebie, to pomyśl choć przez chwilę o innych, którzy są słabsi i być może chorują na coś przewlekle. Uszanuj też, że ktoś zwyczajnie boi się o swoich bliskich lub o siebie. Pomyśl, że kasjerka która odmawia Ci obsługi ma męża, który walczy o życie, a ona o przetrwanie, bo to ich jedyny dochód. Nie bądź tak ohydnym egoistą w imię tak śmiesznie powtarzanej przez Ciebie wolności. O prawdziwą wolność walczyli nasi przodkowie. A Ty odstawiasz zwyczajny kabaret.  W dobie tak prężnie rozwijającego się  modelu e-commerce – bez trudu możesz zrobić zakupy przez internet.

HEJT NA KASJERÓW

Po drugie, dlaczego szturmy odbywają się wyłącznie w sklepach? Dlaczego nie gromadzicie się w urzędach, na lotniskach lub na policji, gdzie zalecenia odnośnie noszenia maseczek są tak samo respektowane, jak w sklepach? Dlaczego od marca większość Waszych pracodawców zmieniła Wasz tryb pracy na zdalny z obawy na COVID19 i tryb ten podtrzymywany jest do dnia dzisiejszego? Skoro wirusa nie ma, to wszystko powinno wrócić do normy. Twierdzicie, że pracownicy handlu wykonują głupio polecenia swoich przełożonych. A Wy co robicie? Posłuszni, jak każdy, inny, kto odpowiedzialnie podchodzi do swoich obowiązków. Dlaczego nie pójdziecie pod Sejm i nie próbujecie tam forsować prawa? To kolejny raz, gdy obecny rząd funduję nam podziały. Robią z nami co chcą – doprowadzając do sporów. Politycy nami manipulują chcą, żebyśmy skakali sobie do gardeł. I tak się dzieję – atakujecie niewłaściwą grupę zawodową, która prawa nie tworzy. DLATEGO, STRAJK POD SEJMEM – NIE POD LIDLEM!

HEJT NA KASJERÓW

Na początku marca nie było mowy, aby ktokolwiek podważał obecność COVID19. My, sprzedawcy dostrzegliśmy to bardzo dobrze – klienci masowo robili zapasy, jakby nadciągała wojna. W późniejszym czasie, sklepy świeciły pustkami. Na horyzoncie – ani jednego antycovidowca. Minęło kilka miesięcy, wszyscy przywykli już i z koronawirusem są za pan brat. Bunt na obecną sytuację uruchomił w ludziach coś, czego nawet nie potrafię nazwać. Skutek jest taki, że obrywa się nam sprzedawcom – z komentarzy w internecie znowu wysypują się stereotypy, jakoby w handlu pracowali ludzie niewykształceni i bez ambicji. Od bohatera do idioty. Kasjer prawa nie tworzy. Po raz tysięczny powtórzę, że jeśli z prawem się nie zgadzasz, to idź pod Sejm i machaj flagą, a sklepom nie utrudniaj pracy. Kina i teatry świecą pustkami – na przedstawienia warto się tam wybrać. 

Nie jestem tutaj po to, aby twierdzić, że COVID19 istnieje lub nie. Dlatego też, nie zasypuj mnie swoją prawdą, na jego temat, bo ona mnie nie interesuje. Apeluję jedynie o szacunek dla pracowników handlu, licząc na zdrowy rozsądek każdego człowieka.

P.S. Szturm na Ikeę w Jankach pod Warszawą = 0 wystawionych mandatów

Materiał źródłowe: https://www.facebook.com/events/1032990767158571/

FANPAGE FACEBOOK

DOŁĄCZ DO GRUPY NA FB

Archiwa

atrybut alt kobiety na zakupach
Kobiety na zakupach
atrybut alt dzień z życia kasjera
Dzień z życia kasjera
Wyznanie byłej kasjerki - Walić to! Jutro piątek!

Kobiety na zakupach. Okiem kasjera.

atrybut alt kobiety na zakupach

W ostatnim wpisie gościnnym, Paulina dokonała zabawnej charakterystyki mężczyzn, robiących zakupy. Po publikacji tego tekstu, męska część czytelników zaczęła protestować, broniąc swoich umiejętności organizacyjnych. Nie pozostało mi nic innego, jak wziąć pod lupę nas – kobiety i spróbować w podobny sposób opisać kilka charakterów pań na zakupach. Tak dla równowagi w naszej kasjerskiej społeczności.🙋‍♀️🙋‍♂️

KOBIETA JAKA JEST - KAŻDY WIDZI

Kilka lat pracy w handlu na różnych stanowiskach, pozwoliło mi opanować całkiem sprawnie umiejętność przewidywania tego, jakim typem klienta jest dany człowiek. Czasami wystarczy sam jego gest lub ledwo wypowiedziane pierwsze słowo – a czasem jego brak. Ludzie są różni i to jest fakt, jednak nie na tyle, żeby nie móc ich skategoryzować i przypisać do pewnej grupy klientów.
Na szczególną uwagę zasługują kobiety, które wprost UWIELBIAJĄ robić zakupy. Mam wrażenie, że dla niektórych jest to podstawowy sens ich życia. Kochają ubrania, kosmetyki, biżuterię, a nawet znajdą się i takie, które w spożywczym markecie będą odkrywały prawdziwe skarby tego świata.

Kobiety na zakupach - okiem kasjera:

MOJE DRUGIE IMIĘ TO PROMOCJA 🏷

I właściwie nagłówek mówi za wszystko. To klientki, które doskonale znają harmonogram zmiany gazetki, studiując ją na tyle bacznie, że żadna promocja nie jest w stanie im umknąć. Czasem potrafią zawstydzić swoją wiedzą nawet obsługę sklepu, która jeszcze nie zdążyła zapoznać się z nowym folderem promocyjnym. To klientki, które kupują wszystko z PROMOCJI. Warto dodać, że dany produkt nie jest im na ten moment w ogóle potrzebny (z poprzednich promocji mają spore zapasy, które wystarczą im na ładnych, kilka tygodni – o czym chętnie komunikują), no ale jak tu nie kupić, skoro nadażyła się TAKA OKAZJA.

ZAPYTAM, ALE I TAK ZROBIĘ PO SWOJEMU🙆‍♀️

Czasami zdarzają się takie osoby w otoczeniu, które uwielbiają wręcz mówić. Można, by je określić mianem duszy towarzystwa. Jak to często z taką osobą bywa, po kilkudziesięciu minutach przebywania w jej obecności, nagle poczuć można lekkie zmęczenie.😉 Tak też jest w przypadku z klientkami, które mają miliony pytań do kogoś z obsługi odnośnie produktów. Pytania zadawane są z szybkością 🚀rakiety – na jednym wdechu, po których niemalże natychmiast następują samoistne odpowiedzi. A Ty kasjerze stój i przytakuj o ile zdołasz wtrącić się w te nanosekundy ciszy. Kobieta przecież ma zawsze rację i wszystko wie najlepiej.

JESTEM NA TAK!🆗

Niezależnie od tego, jakie mają potrzeby, zawsze zgodzą się na to, co im zaproponujesz. Nie są zbytnio dociekliwe i czasami odnoszę wrażenie, że takiej kobiecie można byłoby “wcisnąć” wszystko – nawet produkt z datą ważności sprzed 100 lat. Oczywiście nigdy tego nie robię! Niemniej, niektóre kobiety mają w sobie zbytnio rozbudowany pierwiastek braku asertywności przez co ich portfel zdaje się być szczupły, jak top modelki na światowych wybiegach.

POTRZEBUJĘ JESZCZE CO NAJMNIEJ GODZINY🕒

To klientki, dla których zakupy to nietykalna świętość. Zniszczą każdego, kto tylko spróbuje zakłócić ich tryb ustawiony na: “O rajuuuu, muszę to mieć!”.  Uznają zakupy za lekarstwo, a jak wiadomo – na zdrowiu się nie oszczędza. W jednym sklepie potrafią spędzić kilkadziesiąt minut, przebierając raz po raz w kolejnych produktach.  Co jakiś czas otrzymują telefon – i tu następują chwilę zgrozy.
– Przecież Ci mówiłam, że potrzebuje jeszcze co najmniej godziny! Zajmij się sobą i mi nie przeszkadzaj! – grymas na twarzy sugeruje wielkie niezadowolenie z faktu, że kobieta ta na zakupy wybrała się nie sama, a ze swoją drugą połówką, która jak widać w sklepie czuję się jak zagubione dziecko. Telefon rozbrzmiewa średnio co 10 minut, gdy wreszcie następuję apogeum emocji, które zmusza klientkę do radykalnych działań:
– Tak, jestem już przy kasie! Za 3 minuty będę!!! – rozłącza się i wchodzi jeszcze szybko w dwie ostatnie, sklepowe alejki, aby zebrać ostatkiem sił produkty, które tak bardzo kocha. 

KOBIETA - JA - KASJERKA❌🛒

To kobiety, do których ja się zaliczam. Czyli:
– Odkąd pracuję w handlu nienawidzę zakupów!!!!
I to jest święta prawda. Jeśli już przychodzą do sklepu, zakupy załatwiają szybko i konkretnie. Bez zbędnego przeciągania, wiedzą po co przyszły i nie wzruszają je żadne pomarańczowe cenówki. Mają ich na pęczki u siebie w pracy. To chyba dla nich został wymyślony rynek e-commerce – zero kontaktu z ludźmi + 1000000 dodatkowego szczęścia. Zakupy nigdy wcześniej nie były tak przyjemne.😉

FANPAGE FACEBOOK

DOŁĄCZ DO GRUPY NA FB

Archiwa

PRZECZYTAJ TEŻ:

atrybut alt mężczyźni na zakupach
Mężczyźni na zakupach
atrybut alt dzień z życia kasjera
Dzień z życia kasjera
Wyznanie byłej kasjerki - Walić to! Jutro piątek!
https://jestemkasjerem.pl/jestem-kasjerem-i-zakladam-bloga/
Kasjer w obliczu koronawirusa - poradnik dla klienta.
atrybut alt praca kasjera
W pracy kasjera przeszkadzała mi presja otoczenia
atrybut alt jestem kasjerem
Na pierwszy rzut oka - klient buc?

Mężczyźni na zakupach – spostrzeżenia kasjera

atrybut alt mężczyźni na zakupach

Kilka lat pracy w handlu (różne działy) to wystarczający powód, aby móc napisać klika słów o tym, jak mężczyźni zachowują się na zakupach i jakimi są klientami. Mężczyźni na zakupach  spostrzeżenia kasjera

Przyznam szczerze, że jak widzę starania niektórych panów to z trudem udaje mi się zachować kamienna twarz i resztki profesjonalizmu, bo w głębi duszy śmieje się z nich do rozpuku. Z kolei jeszcze inni całkowicie rozmiękczają moje kasjerskie serce (chociaż nie mam pewności, czy je posiadam, ponieważ często słyszę: „Tak drogo? Nie ma Pani serca”). Są również i tacy, których podziwiam z całego serca. Pragnę w tym miejscu podkreślić, iż wpis ten absolutnie nie ma na celu obrazy żadnego osobnika płci męskiej. To tylko skrót moich wieloletnich obserwacji z przymrużeniem oka, a miniony tydzień był wybitnie inspirujący.

Wspomniałam już, że zdarza mi się dyskretnie śmiać z mężczyzn, przychodzących na zakupy do sklepu, w którym pracuje, ale gdy przywołam z pamięci obraz mojego Taty z tych wielkich wypraw to jest raczej śmiech przez łzy. Taticzek ochoczo wybierał się na rajd po sklepach od czasu do czasu – tak bardzo chciał mi pomóc, jednak zdecydowanie było to betonowe koło ratunkowe. Z jednej strony nie musiałam dźwigać ciężkich siatek, ale przygotowanie ojca do tego przedsięwzięcia kosztowało mnie zbyt wiele energii. Nie tworzyłam mu tylko zwykłej listy zakupów… Cały ten spis zawierał również alternatywy , gdyby nie było tego konkretnego produktu, preferowane przeze mnie marki, kolory opakowań, a co najważniejsze –  musiałam zawsze rozrysować plan sklepu i zaznaczyć, gdzie dana rzecz się znajduje. Sami teraz rozumiecie dlaczego niechętnie przyjmowałam jego „pomoc”.

Ustalmy jedną rzecz… Mężczyźni raczej niechętnie towarzyszą nam w zakupach odzieżowych, czy kosmetycznych. Dla nich to strata czasu i nuda, a wyjątki stanowią niewielki procent męskiej populacji. W związku z tym, że mam dużo większe doświadczenie w spożywce, to swoje typy opiszę właśnie na przykładach tej gałęzi handlu. Mężczyźni na zakupach  spostrzeżenia kasjera

Faceci, którzy przekraczają bramy piekielne sklepu z reguły są wysłani w delegację przez swoje mamy, teściowe, żony, narzeczone czy dziewczyny. I albo biorą udział w grze „Milionerzy” (opcje: telefon do przyjaciela, pół na pół oraz pytanie do publiczności), albo chcą zostać bohaterem w swoim domu. Cel jest naprawdę szczytny, a ze skutkami bywa różnie.

Mężczyźni na zakupach spostrzeżenia kasjera:

Jestem bohaterem, bo jestem kasjerem (kliknij, aby sprawić sobie kubek) i zapewniam, że niejedno męskie istnienie już uratowałam przed zagładą.🦸‍♀️🤸‍♀️🛒

Autor: Paulina Obara

Przesłane przez Was zdjęcia z gadżetami dla kasjera:⬇

Mężczyźni na zakupach  spostrzeżenia kasjera

FANPAGE FACEBOOK

DOŁĄCZ DO GRUPY NA FB

Archiwa

https://jestemkasjerem.pl/jestem-kasjerem-i-zakladam-bloga/
Kasjer w obliczu koronawirusa - poradnik dla klienta.
Wyznanie byłej kasjerki - Walić to! Jutro piątek!
premia dla kasjerów koronawirus
Premia kartą przetargową w dobie koronawirusa.