DROGI CZYTELNIKU🛒

Mam nadzieję, że nie trafiłeś tutaj przypadkowo, a jeżeli tak, to zdecydujesz się zostać ze mną na dłużej.
Zapraszam Cię w podróż po świecie, który nie należy do najłatwiejszych.
Jestem kasjerem i codziennie walczę o przetrwanie. Powalczysz ze mną?
💪

Category: kasjer

Obrażona kasjerka i wstrętny klient – mroki handlu

Klienci. Można by o nich książkę napisać. O ich zachowaniu, braku szacunku, zapomnianej życzliwości, czy w końcu o rozprzestrzeniającej się pladze roszczeniowości, z którą tak ciężko jest sobie poradzić. Pracownicy handlu wiedzą o tym najlepiej.

Praca w sklepie nie jest drogą usłaną różami. Częściej cierniem. Ich wyrostki czasami potrafią wbić się tak mocno, że niejednego zwalą z nóg. Bywa, że żółtodziób poznawszy smak bycia kasjerem często już po pierwszej zmianie postanawia uciec jak najdalej stąd, byle jak najdalej – dokładnie tak jak wyśpiewała nam to 🎤Edyta Górniak. Mnogość obowiązków, braki kadrowe wiążące się z oszczędzaniem na pracownikach, a do tego trudny klient. To mieszanka iście wybuchowa, która prędzej czy później odbija się na pracowniku i jego zdrowiu psychicznym.

Odwiedzając nie tak dawno sklep, w którym przepracowałam blisko 6 lat, klientka potraktowała mnie jak pracownika, choć była to wizyta prywatna, o której powinien poinformować ją brak uniformu pracowniczego. Pewnie rozpoznała mnie i z przyzwyczajenia zapytała o dostępność testera do konkretnych perfum. Choć wcale nie musiałam jej odpowiadać, to trochę z przyzwyczajenia, a trochę z podejścia “szybciej będzie odpowiedzieć Jej na pytanie, niż tłumaczyć, że już tu nie pracuję” odparłam:

Klientka przerzuciła torebkę na ramię i ostentacyjnie opuściła sklep w imię protestu, który miał mi oznajmić, że właśnie się obraziła. Zawsze w takich sytuacjach zastanawiało mnie co kieruje ludźmi, że w jednej sekundzie potrafią pluć jadem w stronę drugiego człowieka. Dobrobyt XXI w spowodował, że społeczeństwu wydaje się, że może wszystko. Że to wszystko będzie mieć na pstryknięcie palcami, a jeśli tego nie dostanie, to nic nie stoi na przeszkodzie, żeby rozjechać Cię walcem. 

Dzięki pracy w handlu rozjechano mnie nie raz ani nie dwa. Z czasem człowiek staje się odpornym na tego typu “przepychanki”, a brak serdeczności staje się nieodzowną częścią pracy kasjera. Być może właśnie dlatego tak często zarzuca się pracownikom handlu brak uśmiechu, a oni sami kojarzeni są przez klientów z wiecznie niezadowolonymi ludźmi, którzy porażkę mają wypisaną na twarzy. W gruncie rzeczy to stek bzdur, bo nie powinno oceniać się książki po okładce. Niejednokrotnie doświadczyłam, że na pierwszy rzut oka osoba nieprzystępna okazywała się do rany przyłóż. Dlatego, odłóżmy na bok stereotypy i zacznijmy szukać przyczyny pewnych zjawisk. 

Obrażona kasjerka - geneza

Gdyby środowisko pracy handlowców było takie jak np. programistów, którzy po godzinie pracy przy komputerze mogą oddać się takim rozrywkom jak np. gra w bilard, to pewnie sami kasjerzy tryskali by pozytywną energią i nieustannym uśmiechem. W sytuacji jednak, gdy otaczający ich świat to w dużej części klienci, którzy lubią nie pozostawiać na nich suchej nitki, nie trzeba się dziwić, że na twarzy kasjera widnieje nadęta mina. 

Ludzie lubią wymagać od innych, zapominając że należy zawsze zaczynać od siebie. To zasada, która od wielu lat jest mi bliska i która mocno ukształtowała mój charakter. Co więcej – niejednokrotnie pomagała mi w pracy w handlu, gdy przychodziły słabsze momenty, które często dzięki niej udawało mi się przekuć w sukces.

Dlatego, gdy następnym razem wybierzesz się do sklepu, potraktuj obsługę tak, jak Ty sam chciałbyś zostać potraktowanym. Absolutnie nie oczekuję sztucznej życzliwości, bo i ona nie jest nikomu potrzebna. Jeśli spotkasz się z sytuacją, w której Twoje potrzeby nie zostaną zaspokojone – uderz się w pierś i pomyśl, że może następnym razem się uda lub zwyczajnie odejdź bez odgrywania durnych scen. Zrobisz z siebie tylko błazna i gwarantuje, że nawet i Tobie nie ulży, bo sam sobie podniesiesz niepotrzebnie ciśnienie. To takie proste, a tak trudne. 

Handel to żywe kino, w którym kasjer jest widzem, a klienci grają w nim główną rolę. Czasem dostają za nią Oscara, a czasem zapracują sobie jedynie na nagrodę Złotej Maliny (antynagroda przyznawana najgorszym filmom). 

FANPAGE FACEBOOK

Dołącz do mojej społeczności

 

DOŁĄCZ DO GRUPY NA FB

Jestem kasjerem🛒

Archiwa

NAPISZ DO MNIE, A BYĆ MOŻE TWOJA OPOWIEŚĆ TRAFI NA BLOGA.🖐🛒

    3. urodziny bloga Jestem kasjerem – Rzuciłam handel?

    Tytuł wpisu mówi sam za siebie. To niewiarygodne jak ten czas pędzi. Aż trudno mi uwierzyć w to, że właśnie mija 3 lata odkąd wypuściłam w świat projekt Jestem kasjerem. Czas więc na podsumowanie minionego roku i małą spowiedź przed Wami.😉

    Ten rok zdecydowanie był dla mnie przełomowy. Zwłaszcza na płaszczyźnie życia zawodowego. Wydarzyło się tak wiele, że niejednokrotnie nie miałam czasu, by odetchnąć, ale to nic, bo lubię wyzwania, a stanie w miejscu to stanowczo nie moja bajka. Czas więc najwyższy opowiedzieć Wam o sobie i zmianach, jakie zaszły w ostatnich miesiącach. Myślę, że trzecia rocznica bloga będzie najlepszą do tego okazją. 

    Handel. Praca za kasą. Towar.
    Zmiany po 12 godzin.

    I tak w kółko. Minione lata upłynęły mi wokół obsługi klienta, a blog sprawił, że jestem najbardziej rozpoznawalną kasjerką w Polsce. Do pewnego momentu czułam, że się spełniam. Zwłaszcza w sferze blogowej, bo tworzenie treści i podejmowanie tematów związanych z naszą branżą sprawiały mi olbrzymią przyjemność.

    Osoby, które pracują lub pracowały w handlu, wiedzą doskonale jak ciężki i niedoceniony jest to zawód. Niedocenienie. To w sumie słowo klucz, które wciąż za mną podążało i nie przestawało mnie prześladować. I nie ma w tym nic złego, gdy chce się od życia trochę więcej – tak przynajmniej myślę. 

    Dzień dobry, dziękuję
    i zapraszam ponownie

     – wypowiadane niczym mantra, dzień za dniem bez cienia szansy, która mogłaby zwiastować jakąkolwiek zmianę. Zrozumiałam, że blog jest swoistym hamulcem. No bo jak prowadzić bloga o handlu, a jednocześnie zmienić branżę, aby praca za kasą stała się zaledwie wspomnieniem? No nie kleiło mi się to zupełnie i ciągle tłumaczyłam sobie, że nie ma mowy, by zmienić cokolwiek. O ironio! Blog był wtedy dla mnie najważniejszy.

    Być może nie wszyscy wiedzą, ale oprócz pracy etatowej i blogowania, od ponad dwóch lat prowadzę też własną firmę. Zawsze chciałam mieć coś swojego, budować od podstaw, rozwijać tak, aby osiągać zadawalający efekt. Moje ambicje przeniosłam na rzeczy, na które miałam realny wpływ. Dlatego praca w sklepie stała się drugorzędną sprawą. Odpuściłam i już nie zależało mi nawet na awansie, choć przyznaję, że o nim kiedyś mocno marzyłam. Z perspektywy czasu zdecydowanie wyszło mi to na dobre, tym bardziej, że awans przestał kojarzyć mi się z czymś nadzwyczajnym. 

    Praca w handlu wkrótce stała się zaledwie motywatorem i inspiracją do tworzenia treści na Jestem Kasjerem. Biorąc pod uwagę, że etat to strasznie dużo czasu, który notabene spędzałam w miejscu, które nie dawało mi nic oprócz inspiracji, doszłam do wniosku, że marnuje sobie kolejne lata życia i najwyższy czas coś z tym zrobić.

    Rzuciłam handel na rzecz rozwoju
    w branży e-commerce

    Zaczęłam więc przeglądać oferty pracy. Na szczęście wiedziałam już jaka branża byłaby dla mnie odpowiednia i w czym czułabym się dobrze, dlatego szukanie jej było o wiele prostsze niż jeszcze kilka lat temu, gdy nie wiedziałam kompletnie, w którą stronę mam pójść. Znalazłam ofertę, która wprost była idealna i spełniała w 100% moje oczekiwania. No i udało się. Mija dokładnie 5 miesięcy odkąd rzuciłam handel na rzecz rozwoju w branży e-commerce. Jednak czy ostatecznie?

    Listopad i grudzień to gorący okres sprzedażowy dla wszystkich, dlatego w tym czasie wspierałam jeszcze swoją sieć i pracowałam w niej w oparciu o umowę zlecenie. Po 8 godzinach za biurkiem, pędziłam do sklepu, aby stanąć na kilka godzin za kasą. No cóż… nie tak łatwo było rozstać się z tym zawodem definitywnie, a dzięki uprzejmości Marty (mojej Menager) wciąż mogłam mieć kontakt z klientem. Kto wie, być może jeszcze kiedyś wskoczę w uniform kasjera, aby wesprzeć sklep, z którym związana byłam tyle lat. Nie mówię temu stanowczego NIE, a i blogowi wyszłoby to na dobre.

    Co dalej z blogiem?

    Absolutnie nie żałuję lat spędzonych w handlu. Cały ten okres nauczył mnie mnóstwa rzeczy, bez których nie byłabym dzisiaj tu, gdzie jestem. Zapytacie pewnie, co dalej z blogiem? Sama ciągle zadawałam sobie to pytanie, na które nie do końca potrafiłam odpowiedzieć. Początkowo myślałam, że nie będę umiała pisać o sprawach związanych z handlem, kiedy niewiele mam z nim już wspólnego. Jednak nic bardziej mylnego! Minęło 5 miesięcy, a bloga nadal traktuje poważnie i zawsze będę stać murem za pracownikami handlu, bo nie ma co ukrywać, że jestem częścią tej branży i pozostanę nią do końca życia. Lata w handlu sprawiły, że pewne zachowania, zrozumienie i empatia w stosunku do pracowników handlu zakorzenione są we mnie tak mocno, że nic nie jest w stanie tego zmienić. Tylko kasjer zrozumie drugiego kasjera, a gdy raz stanie się za kasą – świat nagle staje się zupełnie inny.

    A gdyby tak kasjer książkę napisał?

    Chciałam być z Wami szczera, bo uważam że każdy na to zasługuje. Nie wyobrażam sobie prowadzić tego bloga i udawać, że nic się nie wydarzyło. Blog być może przybierze nieco inną formę, bo nie bywam już na sali sprzedaży, chyba że w charakterze klienta. A jak wiecie, nie każde zakupy to możliwość zaobserwowania jakichś ciekawych sytuacji, które mogłabym tutaj opisać. Nie mniej, na pewno nie zrezygnuje z tworzenia treści. Co więcej, wciąż kiełkuje w mojej głowie pomysł na książkę. Mam małe marzenie, aby ją napisać i wydać we własnym zakresie, ale oczywiście tylko czas pokaże, czy sobie z tym poradzę.

    Grupa Jestem kasjerem zgromadziła już 35 tys. Użytkowników. Każdy z Was przeżywa na co dzień wiele sytuacji z klientem w roli głównej. Jeśli ktokolwiek chciałby się podzielić swoim doświadczeniem, osobistą historią lub incydentem z pracy, pamiętajcie że zawsze jestem dla Was otwarta. Seria wpisów gościnnych jest dla wszystkich, a historie z sali sprzedaży umacniają naszą więź, dzięki której wspólnie możemy się solidaryzować i wspierać. 

    Co do mojej firmy, o której wspomniałam, a nie rozwinęłam myśli z nią związanej. Gdyby ktokolwiek był ciekawy, na co poświęcam czas po etacie, to serdecznie zapraszam na www.candysox.pl Świat kolorowych skarpetek wciągnął mnie na dobre i obok bloga, etatu to kolejne zajęcie, które traktuje bardzo poważnie.

    atrybut alt kasjer Beata Salamon

    Chcieć to móc!

    Ten wpis powstał z okazji 3 rocznicy bloga. Jeszcze rok temu w najśmielszych snach nie przypuszczałabym, że tyle zmian może wydarzyć się w moim życiu. Opowiedziałam Wam o nich m.in. dlatego, żeby dać Wam nadzieję na lepsze jutro. Wiem, że są miliony ludzi, którzy nie są pogodzeni ze swoim życiem zawodowym. Ja też kiedyś tkwiłam w lekkiej beznadziei, a handel niejednokrotnie dał mi w kość. Jednak pamiętajcie, że każde potknięcie to kolejna lekcja i nowe doświadczenie, bez których ciężko iść na przód, a przecież chcieć to móc! Handel nie dla wszystkich będzie pracą marzeń i do takich właśnie osób kieruję ten wpis. Nie bójcie się zawalczyć o siebie i nigdy nie dajcie sobie wmówić, że Wam się nie uda.

    Oczywiście zdaje sobie sprawę, że wśród nas są też osoby, które uwielbiają swój fach i nie narzekają na pracę w sklepie. Szczerze Was wszystkich podziwiam. Jesteście dla mnie bohaterami! Dobrze, że jesteście, bo właśnie dzięki takim ludziom traktującym swoją pracę z pasją i zaangażowaniem handel może przestać się kojarzyć ze znudzoną, sfrustrowaną kasjerką.

    PS. Przez moment sama nią byłam.😉🤦‍♀️

    FANPAGE FACEBOOK

    Dołącz do mojej społeczności

     

    DOŁĄCZ DO GRUPY NA FB

    Jestem kasjerem🛒

    Archiwa

    NAPISZ DO MNIE, A BYĆ MOŻE TWOJA OPOWIEŚĆ TRAFI NA BLOGA.🖐🛒

      Jestem kasjerem: O panującym chaosie w dyskoncie

      Ostatnio na grupie Jestem kasjerem pojawił się udostępniony post, który w dość trafny sposób opisywał to, jak wygląda sala sprzedaży jednego z największych dyskontów w naszym kraju. Nazwy nie wymienię, ale wierzę, że DYSKONT kojarzy się wielu tylko z jedną siecią.

      atrybut alt Jestem kasjerem: O panującym chaosie w dyskoncie

      Oczywiście pragnę zaznaczyć, że absolutnie nie neguję tej sieci za całokształt. To miejsce pracy wielu osób i na pewno znajdą się tacy, którzy każdego dnia z dumą noszą logo na roboczym uniformie. Zdarza mi się jednak robić w niej zakupy, jednakże ilekroć tam jestem, wychodzę lekko rozdrażniona. Zakupy traktuje bardzo konkretnie. Nie lubię się nad nimi zbytnio rozwodzić, dlatego z reguły wchodzę z zamiarem skompletowania potrzebnych artykułów i szybko udaje się w stronę kas. Niestety, ilekroć zdarza mi się odwiedzać ów dyskont zakupy w nim to nie lada wyzwanie. Już na starcie mój poziom stresu wzrasta, bo próba znalezienia wolnego koszyka zakupowego często kończy się fiaskiem. Nie zawsze potrzebuję targać wielki wózek, który tylko zajmuje niepotrzebne miejsce w i tak wąskich alejkach. Ostatnio wzięłam się już na sposób i aby wyeliminować ten czynnik stresowy, zabieram ze sobą swoją torbę wielokrotnego użytku i do niej pakuję swoje zakupy. Nie rozumiem, czemu przy wejściu zamiast piętrzących się palet z proszkiem do prania na promocji lub innymi krzykliwymi okazjami, nie może znaleźć się miejsce na małe koszyki zakupowe. Wszak to nie hipermarket, w którym klienci kupują całymi kartonami. Efekt jest taki, że gdy popatrzę na innych klientów, często trzymają w rękach zakupy przytrzymując je brodą. Całkiem możliwe, że wzięliby więcej, ale brak koszyka zakupowego powoduje, że już nie mają możliwości.

      Idąc głębiej jest tylko gorzej. Pokonuje slalom wielkich wózków zakupowych klientów, którzy bezmyślnie zostawiają je, gdzie popadnie, a sami błądzą po sklepie w poszukiwaniu szczęścia. Zdarza się, że taki konsument zastawia drzwi od lodówki tak, że nikt się do niej nie może dostać. Wkraczam więc i odsuwam jeden z tych wózków, bo akurat potrzebuję wyjąć ciasto francuskie, a zza pleców dobiega do mnie piskliwy głos kobiety, żebym zostawiła ten wózek, bo to jej. Nosz kurde! Kultura osobista każe mi przemilczeć tę sytuację, zabieram więc produkt z lodkówki i odchodzę, aby nie zostać posądzoną o kradzież metalowego wózka, który choć jest własnością sklepu, to tak naprawdę tej klientki – to tak w gwoli wyjaśnienia, gdyby ktokolwiek jeszcze miał wątpliwości.

      Wchodzę w kolejną alejkę i trzymam kciuki, żeby reszta zakupów przebiegła bezboleśnie, ale nie. Wielkie palety, które dopiero co rozładowane z tira właśnie wjeżdżają na salę sprzedaży. Pracownicy w popłochu, próbują się uwijać, ale co rusz przeraźliwy (naprawdę straszny!) dzwonek na kasę każe im zostawić towar i lecieć, aby rozładować kolejkę. Paleta więc paletę pogania. Stoją olbrzymie, a slalom wózków zapełnia wolną przestrzeń tak, że człowieku nie przejdziesz. Wycofuje się więc i rezygnuje z piątej pozycji swojej listy zakupów. Wracam się z powrotem na dział owoców, bo wcześniej było przy nim tak tłoczno, że odpuściłam. Z oddali widzę, że ludzi nadal przybywa, a dodatkowo dobiega mnie jakiś huk. Pracownik siedzi na maszynie i zmywa posadzkę na warzywniaku w godzinach największego szczytu. W tym momencie pojawia mi się w głowie myśl:

      "Ja pierd***, kto normalny tym zarządza?!”

       – nie mając absolutnie pretensji do pracowników, którzy gołym okiem widać, że mają ręce pełne roboty. Zanim zdenerwuje się na dobre, szukam logicznego wytłumaczenia zaistniałej sytuacji. Pracuje w handlu więc wiem, że czasem coś się stłucze, rozwali i trzeba posprzątać. Szukam więc jakiegokolwiek punktu zaczepienia, ale nie znajduję. Klienci raz po raz przesuwani są to z prawej, to z lewej strony, a mycie posadzki trwa w najlepsze. Mina pracownika obsługującego maszynę obwieszcza światu, że gdyby tylko mógł, przeniósłby świat gry GTA na rzeczywistość – tu i teraz.😉 Jeśli po tym akapicie pojawi się lawina komentarzy, że być może było brudno – uprzedzam, że nie było. Należę do osób pedantycznych i potrafię ocenić jasno sytuację. Mądry kierownik, który widzi tabuny ludzi na sali sprzedaży, poprosiłby pracownika, aby sprzątanie przełożył na luźniejszy moment, bo na pewno takie się zdarzają. Ale po kierowniku ni widu, ni słychu, a cyrk trwa w najlepsze.

      Co więcej… gdy patrzę na pracowników – szczerze im współczuję. Na ich twarzach widać przemęczenie, złość i ogólne niezadowolenie z wykonywanej pracy. I trudno się tutaj dziwić, gdy warunki w jakich przyszło im pracować wcale nie pomagają i nic nie zapowiada, by cokolwiek miało się zmienić. Chaos, cyrk – każdy może znaleźć swoją definicję panujących zwyczajów w tej sieci. Jako baczny obserwator tego co tam się dzieję, odnoszę nieodparte wrażenie graniczące z pewnością, że pracownicy tych sklepów powinni otrzymywać rekompensatę za pracę w szkodliwych warunkach. Szczerze wszystkich podziwiam, że dają radę i to znoszą. Jako pracownik handlu wiem, że nasza branża do łatwych nie należy, ale porównując moją pracę, a to z czym muszą mierzyć się pracownicy tego dyskontu to niebo, a ziemia. Oczywiście nie wolno mi generalizować, bo być może jest w tym kraju jakiś sklep, który ze względu na mniejszą ilość klientów całkiem dobrze sobie radzi z opisanymi wyżej problemami. Być może w jakimś sklepie pracownicy są doceniani i nie cierpią na chroniczne zmęczenie. Póki co jeszcze takiego sklepu nie znalazłam, a odwiedziłam ich naprawdę dużo choćby przy okazji wykonywania audytów Tajemniczego Klienta, którym byłam kilka lat.

      Fenomen tego sklepu nie przestaje mnie zaskakiwać. Wszyscy narzekają, a i tak zawsze jest tam pełno ludzi.

      Niezależnie od pory dnia lub nocy. Ogólna opinia o sieci dyskontów zdecydowanie nie jest pochlebna, a i tak sieć się rozrasta. Tylko do czego to wszystko zmierza? Oszczędności, redukcje etatów, jeden pracownik pełni obowiązki na trzech stanowiskach. Tak się nie da i kiedyś ta guma po prostu pęknie. Być może niedługo sieć postanowi zlikwidować regały i klienci będą sięgać po produkty prosto z palet, bo tak będzie szybciej i OSZCZĘDNIEJ? Na koniec – sięgając do ogólnodostępnych danych, sieć o której mowa odnotowała za 2021 r. wzrost przychodu aż o 11% w stosunku do 2020 r. Być może, gdyby przeznaczyć więcej budżetu na ludzi, sytuacja w sklepach wyglądałaby lepiej? Tylko wtedy w portfelu prezesa znalazłoby się pewnie o kilka banknotów mniej, a tego by nie przeżył.💸 Taki to właśnie handel XXI w. 

      Ważne, aby uświadamiać klientów, że to nie kasjer jest odpowiedzialny za sposób zarządzania sklepem i to co w nim się dzieje. Podobno to kasjer jest wizytówką sklepu. Ciężko jednak świecić przykładem i wspinać się na wyżyny świetnej jakości obsługi klienta, gdy taki kasjer nie ma czasu nawet podrapać się po głowie, a  co dopiero bezbłędnie odpowiadać na potrzeby klienta. Przez właśnie takie zarządzanie, które stawia na ilość, a nie jakość pracownicy handlu wciąż są postrzegani jako maszynka do zarabiania pieniędzy, a stereotypy wokół naszego zawodu piętrzą się niczym palety kolejno ustawione w alejkach na sali sprzedaży.

      atrybut alt jestem kasjerem o panującym chaosie w dyskoncie

      *Komentarze wklejono za zgodą ich autorów

      FANPAGE FACEBOOK

      Dołącz do mojej społeczności

       

      DOŁĄCZ DO GRUPY NA FB

      Jestem kasjerem🛒

      Archiwa

      Kasjer po świętach – urlop potrzebny od zaraz

      atrybut alt kasjer po świętach - urlop

      Wszyscy uwielbiamy wolne dni od pracy. Niezależnie jaki zawód wykonujesz – czy jesteś kierowcą, górnikiem czy tak jak ja kasjerem przerwa świąteczna lub jakiekolwiek inne święto, które powoduje, że nie trzeba iść do pracy wywołuje masę radości i uśmiechu. Nie ma co się dziwić. Każdy lubi leniuchować, a pracy wielu Polaków ma po dziurki w nosie.  Zwłaszcza taki kasjer po świątecznej gorączce zakupów…

      Jednak… Święta, święta i po świętach. Założę się, że ta jakże błyskotliwa sentencja wypowiadana była w niejednym domu. Pracownicy handlu ledwo co otrząsnęli się po tłumach klientów przed świętami, a tu kolejne super okazje zachęcają konsumentów do robienia zakupów z okazji nocy sylwestrowej, nie wspominając o zwrotach, które wynikają z nietrafionych prezentów świątecznych. No nie ma lekko, niestety.

      Miliony ludzi chcąc zdążyć z przygotowaniami z okazji tego rodzaju świąt bierze sobie urlop. Trzeba przecież posprzątać, zrobić zakupy, ugotować. Zadań jest cała masa, a natłok obowiązków może kumulować złość i frustracje. Te bardzo często wylewane są na pracownikach handlu – najczęściej na kasjerach.

      DZIEŃ PRZED WIGILIĄ

      Bo kasjer to przecież robot. Nie potrzebuje czasu na przygotowania. Ma dyżurować jak policjant i czekać aż Pani Nowak przypomni sobie, że nie kupiła jednej 🧅cebuli, której i tak nie uda jej się zużyć, bo jej mąż Stefan przypomni jej z wielkim wyrzutem, że po cebuli ma wzdęcia. A to kolejny powód do kłótni.

      NIEDZIELA NIEHANDLOWA, SIEĆ SKLEPÓW SPOŻYWCZYCH ŚWIADCZĄCA USŁUGI POCZTOWE

      Nie przyjdzie mu oczywiście do głowy, że właśnie przez takich przyjemniaczków cała masa pracowników handlu musi zapieprzać w niedzielę, bo przecież sklep spożywczy musi być otwarty 7 dni w tygodniu 24 h / dobę. Co będzie jak komuś zabraknie cebuli?

      Nie muszę chyba przytaczać historii, która wraca co roku jak bumerang – po świętach Bożego Narodzenia, czas na Sylwestra. 31 stycznia Pani Roksana o godzinie 16:48 zorientuje się, że nie kupiła rajstop i jej całą kreację ch** bombki strzelił, Sylwestra nie będzie, bo jej najbliższy, osiedlowy sklep wywiesił na drzwiach, że 31.12. ma czynne tylko do 16:00. SKANDAL!

      Być może za dużo w tym wpisie sarkazmu, ale on nie bierze się z niczego. Pracując w sklepie byłam świadkiem tylu dziwnych, wręcz niedorzecznych sytuacji, że czasami naprawdę uszy więdną, a ręce opadają. Człowiek jest prawdziwą hieną, gdy coś nie idzie po jego myśli. Klienci lubią być pępkiem tego świata, jednak na szczęście coraz więcej sprzedawców odważnie artykułuje sprzeciw wobec druzgocących zachowań konsumentów. Czasami trzeba utrzeć im nosa, ot co!

      Szczęśliwego Nowego Roku!

      CZAS NA URLOP🎈

      FANPAGE FACEBOOK

      Dołącz do mojej społeczności

       

      DOŁĄCZ DO GRUPY NA FB

      Jestem kasjerem🛒

      Archiwa

      atrybut alt kubek kasjera
      PRZEJDŹ DO SKLEPU

      Niesłyszący kasjer – spokojnie ja nie gryzę!

      Z Ewą miałam okazję poznać się osobiście dzięki Jestem kasjerem. Podobnie jak większość z Was do grupy dołączyła przypadkiem. Pamiętam, jak dziś Jej post, w którym wręcz błagała o pomoc w poszukiwaniu pracy. Czułam, że muszę Jej pomóc i nawet przez chwilę nie zwątpiłam w to, że się uda. Był grudzień 2019 r. – wtedy jeszcze nikt z nas nie miał pojęcia o zbliżającej się wielkimi krokami pandemii. Postanowiłam stworzyć plakat „KASJER SZUKA PRACY” i dzięki dużej ilości udostępnień postu, Biedronka nawiązała kontakt z Ewą.  Od tamtej pory (blisko 2 lata) Ewcia pracuje w jednej z rzeszowskich Biedronek. Wpadłam kiedyś do niej w małe odwiedziny i dzięki temu mogłyśmy się poznać bezpośrednio i wymienić szybkim przytulasem. Od tamtej pory jesteśmy w stałym kontakcie, a dzisiaj przychodzimy do Was z wpisem, w którym to Ewa opowie o tym, jak wygląda jej praca.

      NIESŁYSZĄCY KASJER

      Rany, blisko 50 na karku, a dokładnie mam 48 lat. Kiedy to minęło? Nie mam pojęcia. W natłoku zajęć i obowiązków, czy prac w ogrodzie człowiek nie czuje upływu czasu. Jestem niesłysząca od urodzenia. Oj, jak ta wada mi przeszkadzała w szkole podstawowej dla słyszących dzieci, jednak to była najlepsza decyzja moich rodziców, abym tam uczęszczała, bo teraz mogę w miarę normalnie komunikować się z innymi. Nie dość że wstydziłam się nosić aparat słuchowy, to jeszcze musiałam siedzieć w pierwszej ławce i bardzo uważnie patrzeć na nauczycieli. Dużo dały mi zajęcia logopedyczne. Nauczyłam się czytać z ruchu warg i uwielbiałam bazgrać w zeszycie. To bazgranie było dla mnie ukojeniem. Moje ręce szukały zajęć, aby oczy mogły się nimi nacieszyć, gdyż uszy nie dawały przyjemności słuchania śpiewu ptaków. Chciałam iść do szkoły plastycznej lub artystycznej. Niestety w moim mieście nie było takiej szkoły, a na dojazdy mama się nie zgodziła. Tym bardziej na internat więc wybrałam krawiectwo, aby kontynuować tradycję wiekową. Lubiłam szyć, ale nie czułam się dobrze w tym zawodzie jako pracownik. Jako osoba niesłysząca miałam problem w poszukiwaniu pracy. Wreszcie znalazłam ją w zakładzie pracy chronionej jako introligator – to była praca w drukarni. Uwielbiałam ją.

      W międzyczasie wyszłam za mą i urodziłam synka, a po urlopie wychowawczym nie miałam już dokąd wracać. Firma upadła. Przepracowałam tam jakieś 5 lat. No cóż. Trzeba iść do przodu. Nie poddałam się. Wkrótce podjęłam pracę w przedsiębiorstwie obuwniczym. Też było super. Nie widziałam siebie za biurkiem i dlatego taka praca była dla mnie przyjemnością.  Kolejna ciąża – poród – urlop macierzyński i czar prysł. Znowu nie mam pracy. Co zrobić? Parę miesięcy szukałam, składałam CV i cisza. Przeczytałam w gazecie, że będzie rekrutacja pracowników do Tesco. Rozważałam za i przeciw – czy dam radę jako pracownik niesłyszący? Zaryzykowałam i zostałam przyjęta do pracy. Na początku trudno mi było zrozumieć niektóre słowa wymówione w pośpiechu. Na kasie również musiałam się pilnować, gdy towar skanował się po kilka razy i nie słyszałam dźwięku skanera. Jednak kierownictwo było wyrozumiałe za co jestem im bardzo wdzięczna. Ogromną przyjemność sprawiało mi wyszukiwanie czy wykładanie towaru. Czułam się dobrze na sklepie i między współpracownikami. Uprzedziłam ich wcześniej, że jestem niesłysząca i prosiłam, aby mówili do mnie wyraźnie. Przyjęli to ze spokojem i poczułam, że jednak dam radę. Satysfakcją dla mnie było to, że mogłam obsłużyć niesłyszących klientów w języku migowym, który znam od dzieciństwa. Uczył mnie starszy brat też niesłyszący. Zrozumiałam, że praca w sklepie to jest to co lubię. Wprawdzie to nie to samo co w drukarni, ale też dawała mi możliwość fajnej aktywności.

      Po kilku latach w związku z przeprowadzką  z miasta na wieś musiałam też zmienić miejsce pracy. Z Przemyśla przeniosłam się do Rzeszowa. Również do Tesco. Nie miałam problemów z aklimatyzacją. Dałam radę, bo wiedziałam, że innej opcji nie ma. Dojeżdżałam busem ponad 40 km. No i jeszcze szłam kawałek pieszo. Zresztą czy to było ważne? Miałam pracę i tylko to się liczyło.  Rzeszowskie Tesco było dużo większe i miałam więcej obowiązków. Towarowanie, przecenianie, liczenie strat. I tak codziennie. Na kasie nie pracowałam już i poczułam ulgę, że nie muszę się tym stresować. Minęły kolejne lata – w sumie 13 lat pracy w Tesco aż przyszła informacja, że zamykają sieć. Przyjęłam to ze smutkiem. Tyle lat w handlu, to był dla mnie drugi dom. Znów pojawiły się wątpliwości – co dalej? Gdzie znajdę pracę? Wiedziałam, że pracodawcy boją się przyjmować osoby niesłyszące. Być może obawiają się braku dobrej komunikacji. Kilka miesięcy szukałam, składając CV do różnych sklepów w różnych miastach o zasięgu do 40 km.  Rossmann, Kaufland, Brico Marche, Leclerc, Biedronka. Codziennie czekałam na jakikolwiek znak, SMS, email jednak wciąż prześladowała mnie głucha cisza.

      Do znalezienia pracy przyczynił się blog Beaty, za co jestem jej ogromnie wdzięczna. Biedronka pod jej postem napisała komentarz z prośbą o kontakt. Pamiętam ten dzień, miałam jechać do Sanoka z dziećmi, a tu dostałam SMS w sprawie pracy w rzeszowskiej Biedronce. Serce zabiło mi mocniej tak jakbym szła na randkę. W końcu! Może się uda! Powinno się udać! I udało się.  To że 40 km dalej to nie ma znaczenia. Ważne, że praca jest i jako niesłysząca też mogę dalej w sklepie działać.  Wprawdzie troszkę inne zasady panują tam niż w Tesco, ale wszystkiego się nauczyłam, a współpracownicy są wyrozumiali. Staram się jak najlepiej pracować w miarę swoich możliwości. Wiem, że są osoby, które narzekają że ciężko, że mają dość. To prawda. Ja jednak mimo wszystko lubię swoją pracę. Bo jak nie tu, to gdzie?  Codzienna poranna pobudka do pracy czasami jest męcząca, ale przynajmniej mam sporo czasu na popołudniowe prace w ogrodzie i warzywniaku. Relaksuję się podczas pielenia między grządkami czy wykonywania ozdób ogrodowych.  Daje mi to wielkiego kopa do dalszego działania. 

      Teraz mamy pandemię i te maseczki. Gdyby nie to, życie byłoby łatwiejsze. Dla niesłyszących maseczki bardzo ograniczają zrozumienie mowy. Codziennie mam taką sytuację, gdy klient pyta o cokolwiek, a ja nie rozumiem go i proszę o ściągnięcie maseczki jednocześnie pokazuję swój znaczek na koszulce „NIESŁYSZĄCY PRACOWNIK”. Czasami zdejmują bez problemu, ale czasem nie chcą tego zrobić (zazwyczaj starsi ludzie).  Zauważyłam, że jest spora liczba osób, które nie wiedzą co oznacza znak na mojej plakietce – czyli znak ucha na niebieskim tle. Czasami mam ochotę im powiedzieć: SPOKOJNIE, JA NIE GRYZĘ! No, ale wiadomo trzeba ich tak obsługiwać, aby byli zadowoleni. Byłam kilka razy na kasie obsługując klientów w maseczkach. Samo skanowanie to bajka, ale w momencie pytania o kartę biedronki, klienci padają nr telefonu i tu klops. Nie rozumiałam nic. Podawałam im wtedy małe karteczki i długopis prosząc o zapisanie nr telefonu. Zdziwieni byli, ale zapisywali. Po wpisaniu nr do systemu karteczki im oddawałam lub je niszczyłam. Kasa jest dla mnie dużym wyzwaniem, dlatego czuję ulgę pracując między alejkami. Oczy muszę mieć wtedy co prawda zawsze dookoła głowy, bo nie zawsze usłyszę to co bym chciała. Staram się też mieć zawsze wzrokowy kontakt z innymi pracownikami na wypadek jakbym sobie nie poradziła z klientem, to wiem że mogę go odesłać do koleżanki lub kolegi i oni mi chętnie pomogą.

      Zdarzają się też zabawne sytuacje. Pamiętam ten moment, kiedy bateria w aparacie słuchowym sygnalizowała wyczerpanie i chciałam pójść do szatni i ją wymienić. Podszedł do mnie wtedy klient w maseczce, więc poprosiłam go o zdjęcie. I to był błąd, bo jego wąsy przypominały te u Piłsudskiego i na nic zdał się brak maseczki. Zaczęłam więc improwizować. Brak powietrza i tysiąc słów w głowie, aby skojarzyć o co mu mogło chodzić.  Żur, sól, stół? Coś w ten deseń, więc dopytuję czy chodziło mu o sól. Wąsaty klient zaczyna krzyczeć, że o żurek mu chodzi. No i tak się jakoś dogadaliśmy. Ktoś inny szukał pana Tadeusza więc mówię, że u nas taki nie pracuje. A klient na to, że o wódkę mu chodzi – no tak, właśnie tyle mam wspólnego z alkoholem. 🙂 Z wielką chęcią obsługuję niesłyszących klientów. Podszedł do mnie raz pan pokazując mi w telefonie obrazek konkretnych plastrów opatrunkowych. Powiedziałam, że takich nie mamy, ale są inne. Pan bezradnie pokręcił głową i od razu zrozumiałam, że nie słyszy i z przyjemnością w języku migowym wytłumaczyłam mu o co chodzi. Widziałam, że był zadowolony z mojej pomocy, a mi aż serce się rozradowało, że mogłam komuś pomóc.

      Pomyślałam sobie, że fajnie by było tak kasjerów przyuczyć trochę podstawowych znaków języka migowego przydatnych w sklepie. No ale póki co trzeba inaczej sobie radzić.  Warto mieć długopis, pisak lub cokolwiek do pisania. Jeżeli kasjer widzi, że klient nie potrafi mówić, wystarczy mu podać długopis i pokazać gest, aby napisał co chce kupić. Bardzo ważna jest mimika twarzy. Osoby niesłyszące czy głuchonieme szukają kontaktu oczy-usta, czytają z ust czy ruchów twarzy. Słyszący kasjerzy – pracownicy sklepów nie mają czego się obawiać z ich strony. Oni potrzebują trochę więcej czasu na zrozumienie. Wystarczy prostymi słowami czy znakami im pokazać. I oczywiście w geście zrozumienia czy zgody pokazać kciuka w górę.  I nie powinno też to zdziwić, jak np. osoba głuchoniema dotknie nasze ramię, tzn., że chce o coś zapytać czy pokazać. Oni też są ludźmi i to nie ich wina że nie słyszą. Potrzebują tylko więcej zrozumienia i tolerancji, których czasami  w naszym społeczeństwie brakuje.

      atrybut alt niesłyszący kasjer
      Archiwum prywatne: Ewa Kolano

      KASY SAMOOBSŁUGOWE OKIEM KASJERA

      O kasach samoobsługowych każdy kasjer z pewnością mógłby książke napisać. Jeśli lubisz humor i dużą dawkę rozrywki, wystarczy zatrudnić się w sklepie z ów kasami, a zaoszczędzisz na biletach na stand-up lub dobry kabaret. Przestrzegam jednak, że podczas pracy z kasami samoobsługowymi, mogą wystąpić skutki uboczne określane mianem wku*wienia pospolitego (przepraszam za wyrażenie, ale tym razem musiałam).

      Kasy samoobsługowe miały być dobrodziejstwem ludzkości, natomiast z mojej perspektywy – perspektywy kasjera, są jej przekleństwem. Mija ok. 1,5 roku, kiedy to na łamach tego bloga, opublikowałam wpis: Dlaczego kasy samoobsługowe nigdy nie zastąpią człowieka? Poczynając ten wpis nie sądziłam, że przeżyję na własnej skórze tyle dziwnych sytuacji z nimi związanych. Wtedy jeszcze w sklepie, w którym pracuję nie było zainstalowanej żadnej kasy samoobsługowej, a tamten wpis powstał na skutek obserwacji tego co dzieję się w innych sklepach. Pora więc na małą aktualizację, gdyż sztuczna inteligencja zagościła u nas na dobre i chyba prędko się nie wyniesie…

      KASY SAMOOBSŁUGOWE OKIEM KASJERA

      Kolejki – nikt ich nie lubi. To zrozumiałe, że każdy chce załatwić swoje zakupy tak szybko, jak to tylko możliwe. Kasjer delikatnie wychyla się zza kasy, żeby rozeznać się w sytuacji. O losie! Kolejka jak stąd do nieba. Czas ogłosić krótki komunikat:

      Wzrok klientów do połowy wypowiedzianego zdania wymierzony był w stronę kasjera. Gdy usłyszeli wzmiankę o kasach samoobsługowych ich oczy automatycznie powędrowały ku sufitowi, tak jakby ta sprawa wcale ich nie dotyczyła.

      Jednak nie jest aż tak źle. Oto jeden ze śmiałków podejmuje wyzwanie i choć niepewnym krokiem, to rusza ku maszynie. Kasjer kątem oka sprawdza co dzieje się na linii kas samoobsługowych, dokonując jednocześnie obsługi przy tradycyjnej kasie.  Śmiałek traktuje sztuczną inteligencję z wyższością. Zapomina, że z nią także należy się “zapoznać” – już nie słownie i o ile “dzień dobry” można sobie darować, to należałoby co najmniej przeczytać komunikat, który wyświetla się na jej ekranie. Ale po co, kiedy człowiek chce zabłysnąć prędkością światła i znajomością tego co tak naprawdę jest nieznane.

      Śmiałek bierze produkt do ręki i poszukuję kodu kreskowego. Znalazł. Wkrótce zaczyna się nerwowe błądzenie wzrokiem w poszukiwaniu skanera. To najczęściej przezroczysta pleksa z czerwoną diodą – nie sposób jej nie zauważyć, ale zdarzają się takie przypadki jak ten… Klient nerwowym już ruchem próbuje nabić szampon i macha nim w pobliżu skanera (ufff, brawo przynajmniej wie, gdzie jest skaner). 🤦‍♀️Jednak nie! Moja radość była przedwczesna. Widocznie źle przyłożył produkt, skaner go nie odczytał i zamiast spróbować raz jeszcze, klient postanawia sprawdzić, czy jednak ów skaner nie został umieszczony na ekranie kasy.

      Przykłada więc szampon do ekranu i przesuwa go wzdłuż jego szerokości, później wzdłuż długości, następnie po przekątnej. W tym momencie mam ochotę uruchomić teleportację i uciec z pracy na bezludną wyspę. I choć jeszcze nie opanowałam tej sztuki, to wciąż wierzę, że kiedyś mi się to uda. Kontynuuję zatem obsługę klientów przy tradycyjnej kasie. Śmiałek zaczyna nerwowo mamrotać coś pod nosem, a szampon nadal nie został zeskanowany. Nie poddaje się jednak, robi krok w tył, żeby złapać większą perspektywę kasy samoobsługowej i jest! Wpada na kolejny, genialny pomysł. Postanawia podjąć próbę skanowania szamponu w miejscu, gdzie jest przytwierdzony terminal płatniczy. Skoro potrafi posługiwać się kartą, to chyba powinien wiedzieć do czego służy PIN Pad. Przykłada więc szampon do terminalu z nadzieją, że ten wreszcie zeskanuje jego produkt. Kolejny raz pudło!❌

      Na ratunek przybywa inny klient, który podchodzi z własnej woli do kasy samoobsługowej obok. Bez trudu wybiera kolejne opcje na ekranie, następnie bezbłędnie odnajduję kod kreskowy, skaner i wreszcie słychać to wyczekiwane PIP ze strony kasy samoobsługowej. Eureka! Produkt został zeskanowany! Śmiałek z otwartymi ustami spogląda na sąsiada i bierze z niego przykład. Wreszcie mu się udało i zadowolony opuszcza sklep, jakby nigdy nic. Nie ma nawet pojęcia, że jego zachowanie będzie inspiracją do październikowego wpisu na moim blogu.👩‍💻

      Morał z tego jest jeden. Nie ma co udawać, że jest się we wszystkim biegłym. Prawda jest też taka, że kasy samoobsługowe w każdym sklepie wyglądają inaczej i mają inny model obsługi. Niezależnie jednak od ich opcji, najpierw należy poświęcić kilka sekund na przeczytanie tego co znajduję się na jej ekranie startowym. Tam zawsze umieszczone są instrukcje postępowania i każdy (nawet największy laik technologiczny) będzie umiał sobie z nią poradzić. 

      O kolejnych dziwnych sytuacjach z kasami obsługowymi w roli głównej będę informować na bieżąco – pozostajemy w kontakcie!🖐🛒

      FANPAGE FACEBOOK

      Dołącz do mojej społeczności

       

      DOŁĄCZ DO GRUPY NA FB

      Jestem kasjerem🛒

      Archiwa

      Kasjer – poradnik dobrych praktyk

      Dźwięk ⏰budzika doprowadzić może do załamania nerwowego. To sygnał, który wszystkim mówi o tym, że miły czas spędzony pod ciepłą kołderką dobiegł końca i czas najwyższy wyjść z tego marazmu, aby udać się na starcie z rzeczywistością. Brzmi nieco, jak pojedynek z Gwiezdnych Wojen, ale to przecież tylko ŻYCIE.

      Decyzje podjęte kilka lat temu, spowodowały że handel był, jest i (chyba) będzie mi pisany. Nie wiem, czy na całe życie, ale aktualna rzeczywistość podpowiada mi, że nie powinnam podejmować żadnych zmian, tym bardziej teraz, gdy fundamentem tego bloga jest moja praca etatowa w sklepie.

      Czy kiedykolwiek chciałam pracować jako kasjer? Odpowiedzmy sobie szczerze na to pytanie… oczywiście, że nie! Jeszcze kilka lat temu, nie dostrzegałam w tej pracy czegokolwiek, co mogłoby mnie rozwijać, zaspokajać, cieszyć, czy spełniać. Uważałam, że praca w handlu to istna orka na ugorze i chciałam się trzymać od niej z daleka. Przekorny los (jak to śpiewa disco Zenuś) zaprowadził mnie pod drzwi drogerii, która raz mi dała, raz zabrała (mowa oczywiście o rozwoju – kliknij, aby przeczytać moją historię).

      Część mnie w tamtym momencie z pewnością się wypaliła, jednak blog ciągle trzyma mnie w ryzach i nie pozwala odpuszczać. Jak być zatem dobrym kasjerem? Odpowiedź jest prosta. 

      Polub swoją pracę!

      Kasjer – poradnik dobrych praktyk

      atrybut alt kasjer - poradnik dobrych praktyk
      www.candysox.pl

      Sklep zamknięty, nie ma klientów. Czas się rozliczyć, przebrać i można wyjść. W czasie drogi do domu włączasz sobie głośno muzykę, bo akurat leci Twój ulubiony kawałek i myślisz sobie, że to nie był wcale taki zły dzień. Jesteś w HUK zmęczony, ale bez tej pracy byłoby nudno. Podsumowujesz wszystko i jeśli działałeś zgodnie z poradnikiem – możesz ze spokojem i pewnością powiedzieć sobie – tak, jestem dobrym kasjerem. Czego sobie i Wam życzę.

      FANPAGE FACEBOOK

      Dołącz do mojej społeczności

       

      DOŁĄCZ DO GRUPY NA FB

      Jestem kasjerem🛒

      Archiwa

      Karma kasjera. Jaka obsługa, tacy klienci?

      Obsługa klienta z roku na rok staje się coraz bardziej wymagająca. Dostrzegam to niemal każdego dnia. Wszechobecne standardy, obsługa wg ściśle wytyczonych reguł, raporty, statystyki, tajemniczy klient… witamy w piekle zwanym HANDEL. obsługa klienci

      Przeciętnemu Kowalskiemu nie przyjdzie nawet do głowy, co tak naprawdę kryje za sobą zawód kasjera. Dla wielu (żeby nie powiedzieć dla większości), to zaledwie skanowanie produktów i wyryte formułki: “Dziękujemy i zapraszamy ponownie”. Istny banał, który ogarnie każdy idiota. Czyżby?

      Praca z klientem, który zostawia przy kasie swoje pieniądze rodzić może wiele nieprzyjemnych sytuacji. Ludzie z reguły nie lubią wydawać swoich, ciężko zarobionych pieniędzy. Niestety, taka kolej rzeczy – zarabiamy po to, aby stać nas było na co najmniej podstawowe produkty niezbędne do życia. Niektórzy znoszą to z godnością, inni mają z tym duży problem, który odbija się często na kasjerach. 

      GBUROWACI, CHAMSCY, AROGANCCY, WŁADCZY, OPRYSKLIWI...😤

       – tacy bywają klienci, którzy wciąż nie mogą się pogodzić z faktem, że za pewne dobra trzeba zapłacić. Rzucają banknotem niemal w twarz kasjerowi (dobrze, że są teraz pleksy), nierzadko wyjmując z portfela cały plik banknotów, którym ostentacyjnie tasują, jakby to miało w ogóle na kimkolwiek zrobić wrażenie. Wiecie… buractwo to straszna plaga, 😉

      Jednak nie o tym będzie dzisiaj ten wpis, bo szkoda tracić czas na niewielki odsetek klientów, skoro wciąż są tacy, którzy szanują pracowników handlu. Nie tak dawno temu, pewna klientka, która stale robi u nas zakupy, uzmysłowiła mi jedną bardzo ważną rzecz. Warto się nad nią pochylić, bo jestem pewna, że wykonując mechanicznie swoje obowiązki możemy o niej zapomnieć.

      Sklep, w którym pracuję usytuowany jest w obrębie galerii handlowej. Klientka, o której wspomniałam pracuje w jednym z butików, dlatego jest częstym gościem naszej drogerii. Kojarzę ją, znam jej zakupy niemal na pamięć, bo praktycznie zawsze kupuje to samo. Ostatnio podczas obsługi kasowej rozwiązała się między nami rozmowa (sytuacyjna, nie pamiętam już o co chodziło). Niemniej, gdy już kończyłam ją obsługiwać, klientka ta spojrzała mi w oczy i stwierdziła:

      Prawdopodobnie w tym miejscu strzeliłam buraka, niemniej zrobiło mi się bardzo miło. Krótko po jej wizycie, zaczęłam zastanawiać się, czy aby na pewno klientka ma rację, bo przecież znam siebie i wiem doskonale, że bywają dni, gdzie tego uśmiechu u mnie brakuje. Krótki rachunek sumienia względem klienta. Czy zawsze jestem chętna do pomocy, kiedy mnie o nią poproszą? Czy zawsze cieszę się na widok osób oczekujących w kolejce? Czy pomimo zmęczenia pracą jestem w stanie obsłużyć wszystkich w taki sam profesjonalny sposób?

      NIE.

      Dlatego warto ciągle o tym myśleć, że my kasjerzy jesteśmy wystawieni na nieustanną ocenę. Są klienci, których obsłużymy tylko raz w życiu, bo wpadli do sklepu zwyczajnie po drodze. Są też tacy, którzy będą odwiedzać nas częściej, bo lubią nasz asortyment, ceny, albo po prostu właśnie obsługę. A co jeśli klient zapamięta sklep poprzez pryzmat focha na twarzy kasjera i opowie o fatalnej jakości obsługi klienta swoim znajomym? Fama pójdzie. Od razu będzie wiadomo, że w sklepie X pracuje taka dziewczyna w okularach z czarnymi oprawkami, ok. 170 cm wzrostu, która wszystkich obsługują z wielką łaską, aż strach do niej podejść. 

      Nikt chyba nie chce być w taki sposób oceniany. Pamiętajcie, że jak nas widzą, tak nas piszą. I oczywiście należy wziąć pod uwagę pewne zmienne, jak chociażby złe samopoczucie, na które często nie mamy wpływu. Nie jesteśmy robotami, tylko ludźmi. Warto jednak pracować nad sobą, nad swoimi emocjami i postawą względem drugiego człowieka. Masz gorszy moment w pracy? Wiadomo, nie będziesz tryskać energią. Ale minimum z siebie zawsze wykrzesasz. 

      Pamiętam, nie tak dawno temu miałam słabszy okres w pracy. Demotywacja – level hard, mniejsza już o powód. Moja obsługa nie była najwyższych lotów, ale szczerze? Mało mnie to obchodziło. Poczucie niesprawiedliwości w zespole było na tyle silne, że odbijało się to na klientach. Wtedy, jakimś dziwnym trafem, co rusz przydarzali mi się klienci, którzy byli gburowaci, chamscy, aroganccy, władczy, opryskliwi… zupełnie jak ich kasjer, czyt. ja (być może jestem zbyt surowa dla siebie, ale chcę Wam podkreślić, jak bardzo nasza postawa względem klienta jest ważna). 

      Tak, jak słusznie zauważyła klientka – karma lubi wracać. I tak jest! Jeśli my kasjerzy będziemy względem klientów niemili, to nie ma co oczekiwać, że oni odpłacą się czymś innym. Oczywiście, nie jest to reguła, bo na zwykłe buractwo czasami po prostu nie ma rady i zawsze zdarzy się klient, który zmiesza nas z błotem bez powodu. No cóż, takie to właśnie ryzyko zawodowe kasjera.😅  Pamiętajcie jednak, że…

      KARMA WRACA. DOBRO WRACA.

      FANPAGE FACEBOOK

      Dołącz do mojej społeczności

       

      DOŁĄCZ DO GRUPY NA FB

      Jestem kasjerem🛒

      Archiwa

      Kasjerzy vs niedziela spędzona za kasą

      Gdy ponad 10 lat temu rozpoczynałam swoją przygodę z handlem, nie przyszło mi nawet do głowy, żeby zastanawiać się, czy praca w niedzielę to coś z czym mogę walczyć lub się nie zgadzać. Po prostu – był to zwykły dzień handlowy, tak jak każdy inny. I nagle przyszedł rok 2018, kiedy to przeforsowano ustawę i wprowadzono zakaz handlu w niedzielę, który z roku na rok stawał się bardziej zaostrzony… Jednak czy, aby na pewno? Kasjerzy vs niedziela

      Pomysł o wprowadzeniu zakazu handlu w niedzielę budził wiele kontrowersji. Niedowierzano, że to co było zaledwie ideą, stanie się rzeczywistością. Temat ten zgromadził wokół siebie zarówno przeciwników, jak i zwolenników, jednak nikt tak naprawdę nie zapytał o zdanie tych, których handel w niedziele dotyczył bezpośrednio – mowa o pracownikach handlu.

      KASJERZY PRACUJĄ NA PEŁNY ZEGAR

      Kasjerzy to grupa zawodowa, która w zdecydowanej większości jest zwolennikiem ustawy o zakazie handlu w niedzielę. I trudno się temu dziwić, gdy handel w ostatnich latach przybrał postać pracy na pełny zegar. Coraz więcej placówek handlowych zaprasza klientów przez 24 godziny na dobę, co wiąże się z 3 zmianowym systemem pracy. O systematyczności nie ma tu mowy. Powrót z pracy o 22:00 lub 7:00 powoduję ograniczony kontakt z rodziną i przyjaciółmi. Brak regularności sprawia, że organizm staje się zmęczony i rozdrażniony.

      Oczywiście w tym miejscu mogą pojawić się słowa sprzeciwu ze strony handlowców stacji benzynowych, bo ich charakter pracy także pozostaje 3 zmianowy, a o wolnej niedzieli mogą oni tylko pomarzyć. Dodać jednak należy, że paliwo, które jest całym clou stacji benzynowych można potraktować jako środek niezbędny do życia – mam na myśli szeroko rozumiany transport (karetki, dostawy świeżych produktów itp.). Nie mam na myśli towaru, który jest sprzedawany przy okazji tankowania (od hot-dogów po wycieraczki samochodowe), bo bez tego z całą pewnością każdemu uda się przeżyć w niedzielę.

      LUKA PRAWNA - GDZIE DIABEŁ NIE MOŻE, TAM POLAKA POŚLE

      W ostatnim czasie, niemal jak grzyby po deszczu wyrastają placówki pocztowe w miejscach, gdzie nigdzie wcześniej nie można było nadać żadnej paczki. Na osiedlowych sklepach spożywczych zawisły wielkie szyldy, które informują klientów o sprzedaży w każdą niedzielę. Kombinowanie to domena, która wszystkim kojarzy się z polskim narodem, bo gdzie diabeł nie może, tam Polaka pośle. I święte słowa. 

      Ustawa z dnia 10 stycznia 2018 r. o ograniczeniu handlu w niedziele i święta oraz w niektóre inne dni mówi wyraźnie, że istnieje kilka wyjątków, w których zakaz handlu w niedzielę nie obowiązuje. Tym wyjątkiem jest m.in. przekształcenie zwykłego sklepu w placówkę świadczącą usługi pocztowe. Jak się okazuję, nie jest to wcale trudne do zrealizowania, bo sklepów, które omijają w ten sposób zakaz handlu w niedzielę jest z każdym dniem coraz więcej. Mało kogo obchodzi, co na ten temat myślą najbardziej zainteresowani – KASJERZY. 

      Z najnowszych doniesień wynika, że proceder ten ma zostać powstrzymany. Posłowie pracują już nad wprowadzeniem kilku zmian. Dzięki nim, przekształcenie sklepu w placówkę pocztową nie będzie już takie łatwe – dochód z działalności pocztowej musi być większy niż z pozostałej. To dobra wiadomość, tym bardziej gdy zdarzają się przypadki, że sklep, który deklaruję usługi pocztowe, nie potrafi lub nie chce przyjąć paczki – taki to właśnie paradoks. 

      Co więcej, warto także podkreślić fakt, że jeśli już jakiś sklep wywiązuję się z deklaracji usług pocztowych, to wszystko co jest związane z procesem odbierania, magazynowania i przekazywania dalej paczek zostaje na głowie kasjerów. To kolejny obowiązek, za który jak mi wiadomo nikt nie otrzymuje dodatkowego wynagrodzenia, bo i po co? Przecież pracownicy handlu są nie do zajechania!🤯 W takim sklepie nie ujrzymy osobno wydzielonego okienka – jak na poczcie. Pracodawcy tylko zacierają ręce, by ominąć prawo, dlatego o dodatkowym etacie można tylko pomarzyć.

      Pora zapytać kasjerów, co myślą o pracy w niedzielę…

      atrybut alt kasjerzy vs niedziela
      Źródło danych: Grupa Jestem kasjerem - facebook.com / kliknij w wykres, aby dołączyć

      Kasjerzy vs niedziele

      W ankiecie, która została przeprowadzona za pośrednictwem grupy na Facebook-u udzielono 4121 głosów (dane na dzień 28.07.2021 r. godz. 10:30).

      Nie dziwi wcale fakt, że niemal wszyscy respondenci uważają, że niedziela to czas dla rodziny, jednocześnie wyrażając dezaprobatę dla pracy w ostatni dzień tygodnia. Kasjerzy słusznie zauważają, że w niedzielę klienci chętnie przychodzą do sklepu, ale nie na zakupy, a bardziej w celach rekreacyjnych, urządzając sobie spacery często z całą rodziną (przykład galerii handlowych). Aż 525 badanych osób, podkreśla fakt, że przychodząc w niedzielę do pracy nie otrzymuje żadnego dodatku pieniężnego. 50 kasjerów wyraża chęć pracy w niedzielę w zamian za dodatek pieniężny nie równoznaczny z dniem wolnym w tygodniu. 46 respondentów podkreśla, że otrzymuję premię za pracę w niedzielę, natomiast 31 badanych twierdzi, że może pracować w niedzielę, jednak w zamian za co drugi weekend wolny. Zaledwie 14 osób wyraża chęć pracy w niedzielę bez dodatkowych wymogów. 

      Dane przeze mnie zebrane nie budzą żadnego zaskoczenia. To tak, jakby wśród nauczycieli zadać pytanie, co sądzą oni o prowadzeniu zajęć także w sobotę? Z pewnością żaden z nich nie byłby zadowolony i wyniki ich ankiety prezentowałyby podobne odpowiedzi. Punkt widzenia zawsze zmienia się wraz z punktem siedzenia. O zniesienie zakazu handlu w niedzielę zagorzale walczą ci, co z handlem nigdy nic wspólnego nie mieli:

      Przecież za to, że pracujecie
      w niedzielę, otrzymujecie dzień
      wolny w tygodniu!!!

      No tak, to prawda. Tylko na co komu wolna środa lub wtorek, skoro wszyscy bliscy są wtedy w pracy lub w szkole?

      Ponadto – częstym, używanym przez nich argumentem pozostaje fakt, że służby i wiele innych branż także pracują w niedzielę i święta, a handlowcom zwyczajnie poprzewracało się w głowach. Warto jednak zauważyć znaczącą różnicę choćby pomiędzy sklepem spożywczym, a pogotowiem lub policją. Bez tych pierwszych przeżyjesz w ten jeden dzień tygodnia. Wystarczy tylko dobra organizacja prywatnego czasu, aby zaplanować i dokonać odpowiedniej ilości zakupów przed niedzielą niehandlową. Przecież to takie proste, prawda?👍

      FANPAGE FACEBOOK

      Dołącz do mojej społeczności

       

      DOŁĄCZ DO GRUPY NA FB

      Jestem kasjerem🛒

      Archiwa

      Kasjer CHAM! Kierownik AMATOR! Z życia sklepu

      Na moim blogu w przeważającej części pojawiają się treści, gdzie bronie kasjerów i opisuję sytuacje, w których to klienci zachowują się w skandaliczny sposób. Tym razem będzie jednak inaczej. Do wpisu zainspirowała mnie sytuacją z życia wzięta...

      Jestem sobie ostatnio w markecie🐞. Czekam w kolejce do kasy. Przede mną starsze małżeństwo, które chciało kupić produkty w promocji z kartą. 

      Dosłownie tak wyglądał ten dialog. Oczy wyskoczyły mi niemal z orbit, bo o ile zawsze staję w obronie kasjerów i raczej opowiadam historie, w których to klienci zachowują się w sposób niewłaściwy, tak tutaj sytuacja była totalnie odwrotna. 

      Stoję i czekam, obserwując kasjera, który widać, że niedługo 🧨wybuchnie. Jego zachowanie świadczy o tym, że ten dzień zdecydowanie nie należy do niego. Wreszcie kończy obsługiwać starsze małżeństwo, wręczając paragon i ledwo wyduszając z siebie krótkie: „Do widzenia!”

      Starsza Pani nie odchodząc od kasy, analizuję paragon. Coś szepcze do męża aż w końcu kieruję bardzo spokojnym i uprzejmym tonem zdanie do kasjera:

      DRAMAT! Jakość obsługi klienta właśnie osiągnęła poziom mułu i bagna. Tym bardziej, gdy stojąc w kolejce dokładnie słyszałam, jak klientka przed rozpoczęciem kasowania, informowała kasjera o dwóch kartach.

      Kasjer dzwoni po kierownika. Kierownik przychodzi i okazuje się być  jeszcze większym chamem niż sam kasjer.

      Zakłopotana klientka nie zdołała już nic z siebie wydusić. Kierownik przyjął zwrot (łaski nie zrobił). O słowie PRZEPRASZAM z ust kasjera lub kierownika mogłam sobie tylko pomarzyć.

      Klientka jakby przestraszona, zaczyna podawać nr telefonu przypisany do karty.

      Serio?! Dzięki takiej obsłudze wcale się nie dziwię, że wciąż powielany jest stereotyp kasjera, który z wielkim fochem, jakby za karę siedział na kasie i obsługiwał klientów. Ja rozumiem, naprawdę gorszy dzień. Sama nieraz go mam i nawet jeśli czuję się zdenerwowana, to przynajmniej staram się zachować resztki przyzwoitości. 

      Domyślam się, że praca w tak wielkim molochu to prawdziwa orka na ugorze. Widzę za każdym razem, gdy tam jestem, jak pracownicy tej sieci ZAPIEPRZAJĄ (przepraszam za kolokwializm, ale inaczej nie da się tego określić), jednak poziom zmęczenia i sfrustrowania nie powinien nigdy odbijać się na klientach.

      Odnoszę także wrażenie, że jaki kierownik – tacy pracownicy i to jego winie za tę sytuację. To on powinien załagodzić „spór”, a kasjer powinien dostać słowną reprymendę na zapleczu. Niestety, słabych kierowników, którzy pozbawieni są jakichkolwiek umiejętności zarządzania jest coraz więcej. Takimi łatwiej jest sterować i to jest przykre, bo niestety to odbija się zawsze nie tylko na załodze sklepu, ale też na jakości obsługi klienta.

      FANPAGE FACEBOOK

      Dołącz do mojej społeczności

       

      DOŁĄCZ DO GRUPY NA FB

      Jestem kasjerem🛒

      Archiwa