fbpx
DROGI CZYTELNIKU

Mam nadzieję, że nie trafiłeś tutaj przypadkowo, a jeżeli tak, to zdecydujesz się zostać ze mną na dłużej.
Zapraszam Cię w podróż po świecie, który nie należy do najłatwiejszych.
Jestem kasjerem i codziennie walczę o przetrwanie. Powalczysz ze mną?

Category: motywacja

Kasjer – opowieść jednej zmiany | Jestem Kasjerem

Codziennie przed snem sprawdzam grafik. Choć znam go już niemal na pamięć, wciąż się łudzę, że być może jakimś cudem coś mi umknęło i pomyliłam rubryki. No nie. Nie tym razem. Beata, jutro znów musisz rano wstać i pójść do pracy, aby spędzić w niej 12 godzin Twojego życia. Na pocieszenie powiem Ci, że gdy wrócisz o 21:00 do domu, pójdziesz się wykąpać i znów podejdziesz do lodówki, gdzie wisi Twój grafik, aby dowiedzieć się, że kolejny dzień będzie dniem świstaka. Zapraszam do wpisu Kasjer – opowieść jednej zmiany, którym wspólnym mianownikiem jest ironia. Nie bierzcie tego jakoś bardzo do siebie.🛒

Pobudka 6:30. Jeszcze ciemno. Odsuwam rolety, aby sprawdzić co dzieje się za oknem. Cholera, nasypało lekko śniegu. Niby dobrze, bo zima od tego jest, ale czemu akurat dzisiaj? Stan porannego narzekania ON. 

Szybkie ogarnięcie, śniadanie i obowiązkowa dieta pudełkowa własnego autorstwa – rzecz jasna na wynos. Pakuję wodę, kawę do kubka termicznego i jedzenie jak dla wojska. Nie ma nic gorszego niż głodny kasjer – przysięgam, wiem co mówię. Zamykam za sobą drzwi, schodzę schodami w dół, a w głowie tylko jedna myśl. Oby przeżyć do 21:00. 

Szlag! Auto zasypane, jakby Rzeszów leżał, gdzieś w okolicach Arktyki. Nie ma co się użalać nad sobą. No dalej Beata, wsiadasz, odpalasz i odśnieżasz, bo jak ci się nie podoba, to zawsze możesz iść na autobus. Ach to alter ego – mistrz mojej motywacji. Auto odśnieżone, a pech dzisiejszego poranka polega na tym, że szyby od środka też czasem lubią zamarznąć. Właśnie trafiło na ciebie. Na ratunek przybywa karta klienta jednej z sieciówek. Po tylu latach wreszcie odkryłam ich prawdziwe przeznaczenie. Teraz już rozumiem, gdy pytam klienta o kartę, dlaczego w odpowiedzi ciągle słyszę: “Nie mam przy sobie” / “Zostawiłam w aucie”. Tyle lat zastanawiałam się, co oni robią z tymi kartami. Wreszcie znalazłam odpowiedź.

Dotarłam pod drzwi mojej pracy. Zanim sięgnę do dzwonka, aby poprosić o otwarcie w głowie pojawia się myśl: “A gdyby tak rzucić wszystko i pojechać w Bieszczady?” Nie zdążę sobie odpowiedzieć na to genialne, retoryczne pytanie, bo drzwi uchylają się, a z wnętrza wyłania się znajoma twarz, której mina mówi wszystko. Kasjer Jestem Kasjerem

Na więcej nas nie stać. Tak wygląda nasz poranny entuzjazm. No nic. Czas się przebrać i logować. Kilka rutynowych zachowań sprawia, że następuję rozruch mojego organizmu i wreszcie zaczynam funkcjonować, jak człowiek. Można nawet ze mną swobodnie porozmawiać, chyba że Menadżer przerwie nam rozmowę w połowie zdania i zapyta, czy byłam już na sklepie i fejsowałam. To znak, że czas się ewakuować i zniknąć z pola widzenia (najlepiej na kolejne 12h). 

Biorę więc kubek termiczny z kawą i idę na sklep. Nic się nie zmieniło od 20:30 dnia poprzedniego, kiedy to ściągnęłam się z kasy. No ale ok, idę więc fejsować to, co sfejsowałam wieczorem i czekam, aż sklep zostanie otwarty i przyjdą klienci, którym zawsze służę pomocą. Kolejny pracownik ma rozpisaną zmianę od 13:00. Świetnie. Jesteś sama na sali sprzedaży i tylko ratuję Cię magazynier, bez którego na pewno nie dałabyś rady. Ciesz się, że go masz – kolejna jakże cenna uwaga mojego alter ego. Gościu – uwielbiam Cię!

Pierwsi Klienci zaczynają pojawiać się na horyzoncie. To dobrze. Teraz każdy jest na wagę złota. Zaczynasz rutynową obsługę na stanowisku kasowym: kasjer

Pik, karta zeskanowana, a ludzkość została uratowana. 🦸‍♀️🌎

Jest godzina 9:45, a ludzie przed sześćdziesiątką próbują niczym na zawodach sportowych zdążyć przed godzinami dla seniorów. Niektórzy wpadają do sklepu z prędkością światła, bo chcą jeszcze kupić chleb w sąsiednim sklepie, a czasu pozostało niewiele. Zostawiają często komentarz przy kasie, że te całe godziny dla seniorów to największy cyrk naszego rządu. Uśmiecham się i przytakuję, bo co innego mi pozostaje. Łączę się z Nimi w bólu, bo też uważam to za totalny nonsens, ale muszę zbierać siły psychiczne na prawdziwą batalię, która niedługo się zacznie…

10:00 - 12:00

Magazynier porzuca swoje obowiązki i przychodzi mi na ratunek. Stoi niedaleko drzwi i odprawia z kwitkiem wszystkich nieuprzywilejowanych. Pech chce, że mamy osobno wejście i wyjście. Droga od wejścia do wyjścia to jakieś 10 metrów. Klient, który wszedł i usłyszał, że nie może zostać obsłużony ze względu na godziny dla seniorów może wylać na nas fale goryczy, którą musimy wysłuchać aż do momentu przebycia przez niego wcześniej wspomnianych 10 metrów. Od marca 2020 r. nasłuchałam się tego tyle, że aż uszy więdną. Dowiedziałam się, że jestem pozbawiona uczuć, prosta, niewykształcona, nie znam się na prawie, że karma do mnie wróci, że tak naprawdę to nie chce mi się pracować i jest mi to na rękę. Były też próby zastraszania, a zdanie: “JUŻ NIGDY WIĘCEJ DO WAS NIE PRZYJDĘ” to hasło przewodnie wielu nieuprzywilejowanych Klientów. 

Nie chcielibyście obsługiwać Klienta, którzy pomimo wcześniej rzucanych słów decyduje się przyjść po 12:00 i zrobić zakupy. Ja wykonuje jedynie to, co do mnie należy, a on wtedy postanawia ulżyć sobie i lekceważyć każdy mój ruch i słowo. Nie wiadomo wtedy, czy w ogóle się odzywać, czy może obsługiwać w milczeniu. No nic, już się tego nauczyłam i staram się nie zwracać na to uwagi. Taki mamy naród – tak to sobie tłumacze. Jest też garstka zakręconych Klientów, którzy zwyczajnie zapomnieli o godzinach dla seniorów i stać ich nawet na słowo “przepraszam” za swoje gapiostwo, choć nikt od nich tego nie wymaga. Niemniej, milej się robi na sercu, gdy ktoś Cię szanuję, a nie miesza z błotem. 

Bo kasjerkę to przecież można. To przecież tylko kasjerka.

Czas nawet jakoś leci. Jest już blisko 15:00. Dobrze, że pojawił się drugi kasjer. Wszystkim od razu pracuje się lepiej i jest czas, by pójść na przerwę. Nie trwa ona jednak zbyt długo, bo przerwę dzwonek na kasę przerywa. Jak trafisz na fajną zmianę, to Menadżer wybawi Cię i pozwoli Ci zjeść w spokoju, zastępując Cię na kasie, chyba że sam pochłonięty jest milionem raportów, z których musi się tłumaczyć, a gdy się już wytłumaczy pojawia się kolejny i tak w kółko. Choćby chciał pomóc – nie zawsze może. Zakres obowiązków, który podpisujesz na papierze nagle z gumy się staje i okazuje się, że możesz wciąż więcej i więcej. Ciekawe tylko, kiedy ta guma pęknie… bo pęknie kiedyś na pewno. Kasjer Jestem kasjerem

Roznosisz więc towar. Fajne zajęcie. Możesz sobie uporządkować dział, który jest do ciebie przypisany. Ja lubię. Od czasu do czasu zaczepią Cię klienci, którym musisz pomóc aż przychodzi czas zamiany i znów stajesz na kasie. Reszta zmiany przebiega spokojnie. Masz szczęście, bo przychodzą neutralni klienci, którzy odpowiadają na Twoje dzień dobry i do widzenia. Z reguły jest całkiem przyjemnie. Wyjątkiem od reguły są klienci, którzy w dłoni dzierżą telefon komórkowy i prowadzą video rozmowę – ostatnio modny trend zakupowy. Spacerują po sklepie z dobre 15 minut w totalnym rozkojarzeniu nie wiedząc nawet w jakim sklepie obecnie się znajdują. W połowie rozmowy decydują się podejść do kasjera, żeby zapytać go, gdzie znajduje się żel pod prysznic. To nic, że klient przechadzał się tą alejką już z 4 razy. Mógł przecież nie zauważyć. 

O ironio – moja siostro. Nie wiem, jak u Was zawodowo przebiegał styczeń, ale u mnie nie był zbyt ciekawy. Mam nadzieję na lepszy luty. Trzymam kciuki za otwarcie galerii handlowych i zniesienie godzin dla seniorów, które śnią mi się już po nocach. Wraz z opadami śniegu, spadł mój poziom motywacji. Chcę go odzyskać. Mam nadzieję, że się uda. Nie wstydzę się swojej słabości – z resztą z czegoś ona wynika. Czasem trzeba głośno wypowiedzieć co się czuje i myśli. Może coś się zmieni? A co u Was?

Kasjer Jestem kasjerem

FANPAGE FACEBOOK

DOŁĄCZ DO GRUPY NA FB

Archiwa

atrybut alt kobiety na zakupach
Kobiety na zakupach
atrybut alt dzień z życia kasjera
Dzień z życia kasjera
Wyznanie byłej kasjerki - Walić to! Jutro piątek!

kasjer jestem kasjerem

kasjer jestem kasjerem

Kasjer Jestem Kasjerem

Relacja kasjer – kierownik, czyli o motywacji słów kilka

Każdego dnia, będąc w pracy, wszyscy jesteśmy poddawani ciągłej ocenie. I to nie ważne, czy jesteś kasjerem (jak ja), czy jesteś kierownikiem. Możesz nawet być przedsiębiorcą jednoosobowej firmy. Zawsze znajdzie się osoba, która będzie chciała Ci coś wytknąć lub powiedzieć: “No stary, świetna robota!”. Dzisiaj tematem rozważań będzie relacja kasjer – kierownik. Opiszę trochę z własnego punktu widzenia – zaznaczam jednak, że każdy może mieć odmienne zdanie i się ze mną nie zgadzać.🙂

Chciałabym się tym razem skupić na relacji kasjer – kierownik. Czyli, jak to jest z motywacją pracownika – co nas motywuje, a co odbiera chęć do czegokolwiek? I nie będzie to wpis coachingowy, bo żadnym coachem nie jestem. To wpis oparty na własnych obserwacjach, przeżyciach i być może na oczekiwaniach. To wpis, który tkwił we mnie mocno od kilku miesięcy. Myślę, że i tak będzie on zbyt łagodny, ale musicie brać poprawkę na to, że bloga czytają moi przełożeni. I choć myślę, że doskonale znają moje przemyślenia, bo nie należę do grona, osób, które boją się wyrażać własne zdanie – mimo to czuję się nieco ograniczona. Tymczasem…

Właściciela firmy, w której sam sobie jest szefem, motywują niewątpliwie wyniki, na które sobie zapracował. Z biegiem czasu bywa i tak, że dana firma zaczyna przynosić duże profity i w naturalny sposób rozwija się do tego stopnia, że ów szef postanawia zatrudnić pracowników. I tu zaczynają się schody… Bo nie wystarczy podpisanie umowy, rozdanie niezbędnych narzędzi, które ułatwią pracownikom pracę i stałe wynagrodzenie, przelewane na konto 10-go każdego miesiąca. Potrzeba czegoś więcej…

Przypomina mi się opowieść sprzed kilku miesięcy, która będzie świetnym przykładem:

Moja znajoma pracuje w firmie, w której jest zatrudnionych ok. 20 osób. Szefem jest mężczyzna, który rzadko się uśmiecha. Niektórzy czuję przez to do niego duży respect. Inni niemalże się go boją. Pod koniec roku, jak w wielu firmach, szef ten rozdaje premie, które są zwieńczeniem ciężkiej, rocznej pracy. Nigdy nie ma jakichś wzruszających przemówień. Po prostu rozdanie kasy i tyle. W minione święta było jednak inaczej… nastąpił przełom!
– Beata, nie uwierzysz! Pracuje tam 10 lat i po raz pierwszy usłyszałam od swojego szefa słowo “dziękuję”.
Uwierzcie mi, moja znajoma opowiadała o tym w tak przejęty sposób, jakby co najmniej Jej szef wspiął się na najwyższy szczyt – to był widocznie Mount Everest jego możliwości. 

Po co o tym wspominam? Zawsze potrzebowałam wiedzieć, czy praca którą wykonuję, satysfakcjonuje moich przełożonych. Być może chodzi tu o moje ego, które bez ustanku potrzebuje łechtania. Ale, czy jest w tym coś złego? I nie chodzi mi tutaj o nieustanne chwalenie – zwyczajnie nie wyobrażam sobie zlecić komuś jakiejś pracy i nawet nie sprawdzić, czy została ona wykonana. 

Motywacja w pracy odgrywa dla mnie fundamentalną rolę. Każdego z nas będą motywowały inne rzeczy. Dla jednych, tylko odpowiednio wysokie wynagrodzenie będzie satysfakcjonującym czynnikiem, dzięki któremu każdego dnia będzie istniał sens wykonywanej pracy. Jednak nie ma co się oszukiwać – w handlu pracując na szeregowych stanowiskach, takich jak: kasjer, konsultant, obsługa sklepu – kokosów zarobić się nie da. I tu pojawia się problem, bo jeśli nie pieniądze mają wodzić nas za nos, to co? Wszystko zatem w rękach kierownika, managera lub dyrektora – niepotrzebne skreślić.🙂

W swoim zawodowym życiu spotkałam się z wieloma charakterami, które próbowały w lepszy lub gorszy sposób zarządzać ludźmi. W moim odczuciu kluczem do sukcesu jest zbudowanie odpowiedniej relacji z personelem, tak aby każdy wiedział na co może sobie pozwolić, a na co nie. Wytyczenie granic jest niezwykle ważne. Nie jestem zwolennikiem nadmiernego spoufalania się z przełożonym. Nie dlatego, że go nie lubię, ale ciężko jest wyegzekwować cokolwiek, kiedy z szefem omawia się  prywatne perypetie popijając kawę. To budzi w pracowniku poczucie, że skoro jest w tak bliskiej relacji ze swoim szefem, to co by się nie stało – on i tak będzie po jego stronie. I o ile pracownikowi może to nie przeszkadzać (Ba! Nawet to się podoba!), tak w pewnym momencie szef, może zacząć mieć kłopoty z egzekwowaniem swoich poleceń. I o ile mnie – kasjera mało to powinno obchodzić, kto jak sobie zarządza, tak nie mogę czasami poradzić sobie z własnym systemem wartości, gdy reguły które w moim odczuciu są fundamentalne – dla innych, nagle przestają mieć jakiekolwiek znaczenie.

A co Was motywuje w pracy na stanowisku kasjer / konsultant?

Być może jest to kontakt z klientem. Są osoby, które czerpią z tego niesamowitą energię i to daje im wystarczającą satysfakcję. Ja raczej nie zaliczam się do tej grupy. Lubię ludzi, ale czasem mam ich po uszy i szukam wytchnienia w swoich 4 ścianach. Dlatego, dla mnie zawsze niezwykle ważną rolę odgrywał kierownik, który wyznaczał drogę, kierował pracą innych i jasno komunikował sens danej pracy.

Pamiętam doskonale swój zapał do pracy w pierwszych latach w firmie, w której pracuję do dzisiaj (lata 2015 – 2018). Co roku, robiłam wszystko, aby zacny tytuł “Pracownika roku” należał do mnie. Wtedy jeszcze, istniała możliwość wzniesienia skrzydeł i awansu. Teraz po zmianach w strukturze organizacyjnej – można sobie tylko o tym pomarzyć. Z biegiem czasu, zrozumiałam także, że nie warto dawać z siebie więcej, bo to zwyczajnie może się nie opłacić. Oczywiście należy pracować i wykonywać swoje obowiązki. Mam na myśli raczej wychylanie się przed szereg i pracę na 200%. Ucierpieć na tym może tylko Twoje zdrowie – zarówno fizyczne, jak i psychiczne. Tym bardziej, gdy Twój trud nie zostaje nawet zauważony – bo już nie wspomnę o jakimkolwiek pozytywnym feedbacku, a Twój kierownik zamiast świecić przykładem, świeci odbiciem ekranu telefonu. Potrzebowałam naprawdę wielu lat, aby to wreszcie zrozumieć i poukładać sobie pewne rzeczy w głowie. Czasem już tak bywa, że zespół CHCE I MOŻE dać z siebie dużo więcej, jednak brak odpowiednich umiejętności skutecznie powoduje to, że w pewnym momencie odechce się wszystkiego. Kiedyś mocno to przeżywałam. Teraz, jest mi już wszystko jedno. Przychodzę do pracy, wykonuje swoje obowiązki – zdecydowanie wrzuciłam na luz. Nie ma co walczyć z wiatrakami.✌

Na szczęście jest jeszcze parę osób, dla których warto nie odpuszczać, choć z pozoru, to co napisałam może wydawać się totalną masakrą. Pomimo tego wszystkiego, są ludzie, których zdolności przywódcze i kierownicze potrafią zmotywować tak ciężki przypadek – którym ja jestem. Niestety, nie ma co się oszukiwać – takich Kierowników jest bardzo niewielu, ale dopóki jest chociaż jeden, który potrafi przywracać wiarę i sens tego, co się robi – to warto. Ty wiesz, że piszę właśnie o Tobie. Dziękuję, dobrze, że już jesteś.😉🐱‍👤

FANPAGE FACEBOOK

DOŁĄCZ DO GRUPY NA FB

Archiwa