DROGI CZYTELNIKU

Mam nadzieję, że nie trafiłeś tutaj przypadkowo, a jeżeli tak, to zdecydujesz się zostać ze mną na dłużej.
Zapraszam Cię w podróż po świecie, który nie należy do najłatwiejszych.
Jestem kasjerem i codziennie walczę o przetrwanie. Powalczysz ze mną?

Polub ten wpis
Polub i udostępnij bloga znajomym!

Jak zachowują się mamy z dziećmi podczas zakupów?

Długo wzbraniałam się przed tym wpisem. Uważałam, że temat, który zamierzam poruszyć może zetknąć się z dużą falą krytyki. Niemniej muszę o tym napisać, bo to ludzkie pojęcie przechodzi, co nam współczesny świat zmalował…

Czy ktokolwiek z Was spotkał się może z tabliczką wywieszoną na drzwiach sklepu, na której widnieje zakaz wjazdu wózkom dziecięcym? Takie praktyki były stosowane jeszcze kilkanaście lat temu i budziły spore kontrowersje.

Opinia Internautki z 2008 r.

Współcześnie nikt nie zdecyduje się na taki ruch. W opinii Rzecznika Praw Obywatelskich:

I to jest dla mnie jasne i zrozumiałe. Każdy ma prawo do zrobienia zakupów, ale to nie oznacza, że matce z dzieckiem wszystko wolno lub wszystko się należy. A niestety taka postawa jest coraz częściej przez nie przybierana. Obserwuję to nie tylko stojąc na kasie, ale także podczas zwykłej obsługi na sali sprzedaży. Nie każdy sklep jest przystosowany do robienia zakupów przy pomocy wielkich wózków zakupowych – dlatego też, do dyspozycji klientów zostają oddane tylko te mniejsze, które trzyma się w ręku. Stąd , gdy kobieta (matka) postanawia wjechać wózkiem dziecięcym do takiego sklepu, sytuacja ta staje się problematyczna (delikatnie rzecz ujmując).

Wyobraźcie sobie sytuację, w której to wykonując swoje obowiązki w postaci towarowania brakujących produktów, kilka razy przez ten sam wózek, a właściwie przez matkę, która go prowadzi, zostajecie “trącnięci”🤕​, bo wózek ledwo mieści się w szerokości alejki. Dlatego każdy napotkany karton lub człowiek, zostaje uznany za przeszkodę, którą należy zepchnąć. I jasne, można uznać, że obsługa sklepu nie powinna robić z tego tytułu problemu, bo przecież zawsze można ustąpić, odejść kawałek, zrobić miejsce… tylko do jasnej Anielki, nikt nie zastanowi się nad tym, że PiS-owskie 500+ doprowadziło do tego, że co piąty klient to matka z wózkiem. Czasami w moim sklepie – zwłaszcza w godzinach okołopołudniowych zaobserwować można “zlot” pchających wózkami. Bywa, że na sali sprzedaży jest na raz 5 kobiet z wózkiem, które na dodatek potrafią przepychać się do kasy z pierwszeństwem – bo przecież im się należy. Dodam, że nie pracuje w wielkim molochu, dlatego 5 kobiet z wózkiem stanowić może spory problem. To nic, że potrafią spędzić one w sklepie 20 minut, często odbywając rozmowy z napotkaną znajomą osobą, a gdy przychodzi moment zapłaty, nagle muszą być pierwsze. Absurd! 

Kiedyś to było...

Pamiętam doskonale, kiedy to jako dziecko, mama zabierała mnie na zakupy. Zawsze przed wejściem do sklepu prosiła mnie o zachowanie ciszy, tłumacząc po co dokładnie przyszłyśmy. Pamiętam też, że lubiła mi robić niespodzianki. Gdy tylko udało jej się pozbierać wszystkie niezbędne produkty, pytała na co mam ochotę i mogłam sobie wybrać jedną rzecz, nie zapominając oczywiście o dwójce rodzeństwa, która została w domu pod opieką taty. Mam wrażenie, że współczesne dzieci są jakieś inne. I choć nie chciałabym kategoryzować na lepsze lub gorsze, to czasami ze zdumieniem obserwuje to, w jaki sposób artykułują swoje potrzeby… a raczej żądania. Sklep jest idealnym miejscem na tego typu obserwacje. I jasne, że nie wolno mi wrzucać wszystkich mam do jednego worka, bo bywają i takie, które w świetny sposób potrafią wyperswadować coś swojemu dziecku. Jednak te stanowią wyjątek. 

Dżesika, Mercedes i inne Brajany

Wychodzę z pomieszczenia służbowego. Ledwo trzymam się na nogach, bo ciężar produktów ukrytych w kartonach ciągnie ku ziemi. 

Brajanku… serio? Kto w ogóle wybiera takie imię dla dziecka?  Staram się nie mieć uprzedzeń do nikogo, naprawdę w życiu jestem bardzo tolerancyjna. Ale Brajanku? No dobra, jak zwykle przybieram kamienną twarz i wlokę się z tymi kartonami. Brajanek w najlepsze ogląda szczoteczki. Coś tam sobie śpiewa pod nosem, jak to dziecko. W końcu ciągnie dwie szczoteczki, tak że jedna zahacza o drugą, a ta zaś o kolejną. W ten sposób wyrywa cały metalowy hak, na którym wisiały wszystkie i ciągnie je po płytkach, udając się w poszukiwania za mamą. 

Ja pierdziele. Słucham tego i nie wierzę. Idę więc na dział z lakierami do paznokci, żeby przyglądnąć się tej mamie. Szukam w niej choć odrobiny zaniepokojenia tym, co robi oraz gdzie znajduje się jej synek. Ale gdzie tam. W najlepsze przebiera w kolorach, tak jak Brajanek wcześniej w szczoteczkach. W głowie klaruje już sobie słowa, żeby zwrócić jej uwagę, że jej syn zdemolował nam metalowy hak, a szczoteczki leżą sobie rozsypane na podłodze. Jednak w tym samym momencie podchodzi do niej koleżanka, która wita się z nią tak, jakby conajmniej nie widziały się od roku. Cofam się więc, bo z doświadczenia wiem, że gdy zwraca się uwagę dwóm osobom, te czują się zbyt pewnie i całe zło odwraca się w stronę kasjera. Idę więc w poszukiwaniu Brajanka. Trochę nawet z niepokojem, bo przestał nawoływać mamy. Odnajduję go i czuję, jak krew napływa mi do głowy.

– wewnętrzny głos stara się mnie uspokoić. Ale, żeby nie było tak łatwo, spróbujcie się wcielić we mnie i wycelować poprawną odpowiedź:

Co robi Brajanek?

A) Układa autostradę z wszystkich dostępnych szczoteczek do zębów.

B) Sprząta po sobie bałagan.

C) Nadgryzione jabłko odkłada na sklepową półkę.

D) Przebija paluchem foliową osłonkę od kremu.

Swoją odpowiedź możecie zostawić pod tym wpisem w komentarzu.💬 Trochę jednak potrzymam Was w niepewności, a o tym co tak naprawdę robił Brajanek, dowiecie się z Facebooka, gdzie umieszczę poprawną odpowiedź. Dlatego, żeby niczego nie przegapić śledźcie mnie na bieżąco.

Wracając jednak do Brajanka…

Krew niemalże chciała wystrzelić mi z uszu. Na szczęście, na ratunek przybyła klientka, która potrzebowała pomocy. Cała moja uwaga została zwrócona ku niej i tylko kątem oka dostrzegłam, jak kobieta wraz z Brajankiem i koleżanką wychodzą ze sklepu. Szybki ruch głową w stronę “pogorzeliska” wskazywał na to, że mama Brajanka pojęcia nie miała, co jej synuś zmalował. Nie trudno jest się domyślić, że odpowiedź B. to 100% fikcja (daję Wam fory.)😉

I teraz pytanie. Gdzie leży granica po stronie obsługi? Z doświadczenia wiem, że zwrócenie komuś uwagi, ostatecznie może skończyć się skargą – a te niejednokrotnie przyczynić się mogą do zwolnienia pracownika. Oczywiście, wszystko zależy od firmy, w której się pracuje, ale nie oszukujmy się… centrale uważają, że KLIENT – NASZ PAN i może wszystko, tym bardziej gdy klient odwróci całe zło sytuacji przeciw kasjerowi. Tę sztukę niektórzy mają opanowaną do perfekcji. Warto jednak czasami poćwiczyć nad pokorą, której w naszym narodzie z roku na rok coraz mniej. Tym razem mamie Brajanka się upiekło. Gdyby nie fakt, że inna klientka odwróciła moją uwagę, zwróciłabym się do niej z informacją o poczynaniach jej syna. Pewnie broniłaby go jak lwica🦁, a ja dostałabym odłamkiem śliny. No cóż… dobrze, że moje ślinianki funkcjonują prawidłowo. Przy następnej okazji na pewno nie pozostanę dłużna!

Ty zostawiasz mi swojego maila, ja informuję Cię na bieżąco o nowej aktywności!

Newsletter

Masz ciekawą historię z sali sprzedaży? Napisz do mnie, a całkiem możliwe, że trafi ona na bloga, jako wpis gościnny.

FANPAGE FACEBOOK

DOŁĄCZ DO GRUPY NA FB

Archiwa

Podaj dalej!

Przeczytaj też...

Polub ten wpis
Polub i udostępnij bloga znajomym!