DROGI CZYTELNIKU🛒

Mam nadzieję, że nie trafiłeś tutaj przypadkowo, a jeżeli tak, to zdecydujesz się zostać ze mną na dłużej.
Zapraszam Cię w podróż po świecie, który nie należy do najłatwiejszych.
Jestem kasjerem i codziennie walczę o przetrwanie. Powalczysz ze mną?
💪

Jestem kasjerem: O panującym chaosie w dyskoncie

Ostatnio na grupie Jestem kasjerem pojawił się udostępniony post, który w dość trafny sposób opisywał to, jak wygląda sala sprzedaży jednego z największych dyskontów w naszym kraju. Nazwy nie wymienię, ale wierzę, że DYSKONT kojarzy się wielu tylko z jedną siecią.

atrybut alt Jestem kasjerem: O panującym chaosie w dyskoncie

Oczywiście pragnę zaznaczyć, że absolutnie nie neguję tej sieci za całokształt. To miejsce pracy wielu osób i na pewno znajdą się tacy, którzy każdego dnia z dumą noszą logo na roboczym uniformie. Zdarza mi się jednak robić w niej zakupy, jednakże ilekroć tam jestem, wychodzę lekko rozdrażniona. Zakupy traktuje bardzo konkretnie. Nie lubię się nad nimi zbytnio rozwodzić, dlatego z reguły wchodzę z zamiarem skompletowania potrzebnych artykułów i szybko udaje się w stronę kas. Niestety, ilekroć zdarza mi się odwiedzać ów dyskont zakupy w nim to nie lada wyzwanie. Już na starcie mój poziom stresu wzrasta, bo próba znalezienia wolnego koszyka zakupowego często kończy się fiaskiem. Nie zawsze potrzebuję targać wielki wózek, który tylko zajmuje niepotrzebne miejsce w i tak wąskich alejkach. Ostatnio wzięłam się już na sposób i aby wyeliminować ten czynnik stresowy, zabieram ze sobą swoją torbę wielokrotnego użytku i do niej pakuję swoje zakupy. Nie rozumiem, czemu przy wejściu zamiast piętrzących się palet z proszkiem do prania na promocji lub innymi krzykliwymi okazjami, nie może znaleźć się miejsce na małe koszyki zakupowe. Wszak to nie hipermarket, w którym klienci kupują całymi kartonami. Efekt jest taki, że gdy popatrzę na innych klientów, często trzymają w rękach zakupy przytrzymując je brodą. Całkiem możliwe, że wzięliby więcej, ale brak koszyka zakupowego powoduje, że już nie mają możliwości.

Idąc głębiej jest tylko gorzej. Pokonuje slalom wielkich wózków zakupowych klientów, którzy bezmyślnie zostawiają je, gdzie popadnie, a sami błądzą po sklepie w poszukiwaniu szczęścia. Zdarza się, że taki konsument zastawia drzwi od lodówki tak, że nikt się do niej nie może dostać. Wkraczam więc i odsuwam jeden z tych wózków, bo akurat potrzebuję wyjąć ciasto francuskie, a zza pleców dobiega do mnie piskliwy głos kobiety, żebym zostawiła ten wózek, bo to jej. Nosz kurde! Kultura osobista każe mi przemilczeć tę sytuację, zabieram więc produkt z lodkówki i odchodzę, aby nie zostać posądzoną o kradzież metalowego wózka, który choć jest własnością sklepu, to tak naprawdę tej klientki – to tak w gwoli wyjaśnienia, gdyby ktokolwiek jeszcze miał wątpliwości.

Wchodzę w kolejną alejkę i trzymam kciuki, żeby reszta zakupów przebiegła bezboleśnie, ale nie. Wielkie palety, które dopiero co rozładowane z tira właśnie wjeżdżają na salę sprzedaży. Pracownicy w popłochu, próbują się uwijać, ale co rusz przeraźliwy (naprawdę straszny!) dzwonek na kasę każe im zostawić towar i lecieć, aby rozładować kolejkę. Paleta więc paletę pogania. Stoją olbrzymie, a slalom wózków zapełnia wolną przestrzeń tak, że człowieku nie przejdziesz. Wycofuje się więc i rezygnuje z piątej pozycji swojej listy zakupów. Wracam się z powrotem na dział owoców, bo wcześniej było przy nim tak tłoczno, że odpuściłam. Z oddali widzę, że ludzi nadal przybywa, a dodatkowo dobiega mnie jakiś huk. Pracownik siedzi na maszynie i zmywa posadzkę na warzywniaku w godzinach największego szczytu. W tym momencie pojawia mi się w głowie myśl:

"Ja pierd***, kto normalny tym zarządza?!”

 – nie mając absolutnie pretensji do pracowników, którzy gołym okiem widać, że mają ręce pełne roboty. Zanim zdenerwuje się na dobre, szukam logicznego wytłumaczenia zaistniałej sytuacji. Pracuje w handlu więc wiem, że czasem coś się stłucze, rozwali i trzeba posprzątać. Szukam więc jakiegokolwiek punktu zaczepienia, ale nie znajduję. Klienci raz po raz przesuwani są to z prawej, to z lewej strony, a mycie posadzki trwa w najlepsze. Mina pracownika obsługującego maszynę obwieszcza światu, że gdyby tylko mógł, przeniósłby świat gry GTA na rzeczywistość – tu i teraz.😉 Jeśli po tym akapicie pojawi się lawina komentarzy, że być może było brudno – uprzedzam, że nie było. Należę do osób pedantycznych i potrafię ocenić jasno sytuację. Mądry kierownik, który widzi tabuny ludzi na sali sprzedaży, poprosiłby pracownika, aby sprzątanie przełożył na luźniejszy moment, bo na pewno takie się zdarzają. Ale po kierowniku ni widu, ni słychu, a cyrk trwa w najlepsze.

Co więcej… gdy patrzę na pracowników – szczerze im współczuję. Na ich twarzach widać przemęczenie, złość i ogólne niezadowolenie z wykonywanej pracy. I trudno się tutaj dziwić, gdy warunki w jakich przyszło im pracować wcale nie pomagają i nic nie zapowiada, by cokolwiek miało się zmienić. Chaos, cyrk – każdy może znaleźć swoją definicję panujących zwyczajów w tej sieci. Jako baczny obserwator tego co tam się dzieję, odnoszę nieodparte wrażenie graniczące z pewnością, że pracownicy tych sklepów powinni otrzymywać rekompensatę za pracę w szkodliwych warunkach. Szczerze wszystkich podziwiam, że dają radę i to znoszą. Jako pracownik handlu wiem, że nasza branża do łatwych nie należy, ale porównując moją pracę, a to z czym muszą mierzyć się pracownicy tego dyskontu to niebo, a ziemia. Oczywiście nie wolno mi generalizować, bo być może jest w tym kraju jakiś sklep, który ze względu na mniejszą ilość klientów całkiem dobrze sobie radzi z opisanymi wyżej problemami. Być może w jakimś sklepie pracownicy są doceniani i nie cierpią na chroniczne zmęczenie. Póki co jeszcze takiego sklepu nie znalazłam, a odwiedziłam ich naprawdę dużo choćby przy okazji wykonywania audytów Tajemniczego Klienta, którym byłam kilka lat.

Fenomen tego sklepu nie przestaje mnie zaskakiwać. Wszyscy narzekają, a i tak zawsze jest tam pełno ludzi.

Niezależnie od pory dnia lub nocy. Ogólna opinia o sieci dyskontów zdecydowanie nie jest pochlebna, a i tak sieć się rozrasta. Tylko do czego to wszystko zmierza? Oszczędności, redukcje etatów, jeden pracownik pełni obowiązki na trzech stanowiskach. Tak się nie da i kiedyś ta guma po prostu pęknie. Być może niedługo sieć postanowi zlikwidować regały i klienci będą sięgać po produkty prosto z palet, bo tak będzie szybciej i OSZCZĘDNIEJ? Na koniec – sięgając do ogólnodostępnych danych, sieć o której mowa odnotowała za 2021 r. wzrost przychodu aż o 11% w stosunku do 2020 r. Być może, gdyby przeznaczyć więcej budżetu na ludzi, sytuacja w sklepach wyglądałaby lepiej? Tylko wtedy w portfelu prezesa znalazłoby się pewnie o kilka banknotów mniej, a tego by nie przeżył.💸 Taki to właśnie handel XXI w. 

Ważne, aby uświadamiać klientów, że to nie kasjer jest odpowiedzialny za sposób zarządzania sklepem i to co w nim się dzieje. Podobno to kasjer jest wizytówką sklepu. Ciężko jednak świecić przykładem i wspinać się na wyżyny świetnej jakości obsługi klienta, gdy taki kasjer nie ma czasu nawet podrapać się po głowie, a  co dopiero bezbłędnie odpowiadać na potrzeby klienta. Przez właśnie takie zarządzanie, które stawia na ilość, a nie jakość pracownicy handlu wciąż są postrzegani jako maszynka do zarabiania pieniędzy, a stereotypy wokół naszego zawodu piętrzą się niczym palety kolejno ustawione w alejkach na sali sprzedaży.

atrybut alt jestem kasjerem o panującym chaosie w dyskoncie

*Komentarze wklejono za zgodą ich autorów

FANPAGE FACEBOOK

Dołącz do mojej społeczności

 

DOŁĄCZ DO GRUPY NA FB

Jestem kasjerem🛒

Archiwa

Podaj dalej!

Przeczytaj także

1 Response

  1. Dlatego ja nigdy nie zrozumiem, jakim cudem ten dyskont dostał Złoty czy tam Diamentowy Listek Polityki, który dostają firmy działające eko, propracowniczo, prospołecznie itp itd. Jakiś brązowy czy nawet srebrny bym zrozumiała – ok, może wyznaczają trendy w jakichś dziedzinach, ale złoty oznacza, że wszystko tam działa idealnie… ale widać, jak zwykle, klasa średnia uważa, że kasjer powinien być zadowolony, że w ogóle ma pracę i to powinno wystarczyć, żeby firmę pochwalić. Ciekawe, że ta sama Polityka już nad przedstawicielami innych zawodów płacze, choć pracują w lepszych warunkach. Widać są równi i równiejsi. A ja sama unikam tego dyskontu jak ognia, właśnie przez to, co słyszałam od pracowników. Wolę pójść do Lidla, bo choć i tam jest ciężko, to większość moich znajomych jest zadowolonych z pracy tamże, a i w sklepie przyjemnie.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *