fbpx
DROGI CZYTELNIKU

Mam nadzieję, że nie trafiłeś tutaj przypadkowo, a jeżeli tak, to zdecydujesz się zostać ze mną na dłużej.
Zapraszam Cię w podróż po świecie, który nie należy do najłatwiejszych.
Jestem kasjerem i codziennie walczę o przetrwanie. Powalczysz ze mną?

Tagged: kasjer

Karma kasjera. Jaka obsługa, tacy klienci?

Obsługa klienta z roku na rok staje się coraz bardziej wymagająca. Dostrzegam to niemal każdego dnia. Wszechobecne standardy, obsługa wg ściśle wytyczonych reguł, raporty, statystyki, tajemniczy klient… witamy w piekle zwanym HANDEL. obsługa klienci

Przeciętnemu Kowalskiemu nie przyjdzie nawet do głowy, co tak naprawdę kryje za sobą zawód kasjera. Dla wielu (żeby nie powiedzieć dla większości), to zaledwie skanowanie produktów i wyryte formułki: “Dziękujemy i zapraszamy ponownie”. Istny banał, który ogarnie każdy idiota. Czyżby?

Praca z klientem, który zostawia przy kasie swoje pieniądze rodzić może wiele nieprzyjemnych sytuacji. Ludzie z reguły nie lubią wydawać swoich, ciężko zarobionych pieniędzy. Niestety, taka kolej rzeczy – zarabiamy po to, aby stać nas było na co najmniej podstawowe produkty niezbędne do życia. Niektórzy znoszą to z godnością, inni mają z tym duży problem, który odbija się często na kasjerach. 

GBUROWACI, CHAMSCY, AROGANCCY, WŁADCZY, OPRYSKLIWI...😤

 – tacy bywają klienci, którzy wciąż nie mogą się pogodzić z faktem, że za pewne dobra trzeba zapłacić. Rzucają banknotem niemal w twarz kasjerowi (dobrze, że są teraz pleksy), nierzadko wyjmując z portfela cały plik banknotów, którym ostentacyjnie tasują, jakby to miało w ogóle na kimkolwiek zrobić wrażenie. Wiecie… buractwo to straszna plaga, 😉

Jednak nie o tym będzie dzisiaj ten wpis, bo szkoda tracić czas na niewielki odsetek klientów, skoro wciąż są tacy, którzy szanują pracowników handlu. Nie tak dawno temu, pewna klientka, która stale robi u nas zakupy, uzmysłowiła mi jedną bardzo ważną rzecz. Warto się nad nią pochylić, bo jestem pewna, że wykonując mechanicznie swoje obowiązki możemy o niej zapomnieć.

Sklep, w którym pracuję usytuowany jest w obrębie galerii handlowej. Klientka, o której wspomniałam pracuje w jednym z butików, dlatego jest częstym gościem naszej drogerii. Kojarzę ją, znam jej zakupy niemal na pamięć, bo praktycznie zawsze kupuje to samo. Ostatnio podczas obsługi kasowej rozwiązała się między nami rozmowa (sytuacyjna, nie pamiętam już o co chodziło). Niemniej, gdy już kończyłam ją obsługiwać, klientka ta spojrzała mi w oczy i stwierdziła:

Prawdopodobnie w tym miejscu strzeliłam buraka, niemniej zrobiło mi się bardzo miło. Krótko po jej wizycie, zaczęłam zastanawiać się, czy aby na pewno klientka ma rację, bo przecież znam siebie i wiem doskonale, że bywają dni, gdzie tego uśmiechu u mnie brakuje. Krótki rachunek sumienia względem klienta. Czy zawsze jestem chętna do pomocy, kiedy mnie o nią poproszą? Czy zawsze cieszę się na widok osób oczekujących w kolejce? Czy pomimo zmęczenia pracą jestem w stanie obsłużyć wszystkich w taki sam profesjonalny sposób?

NIE.

Dlatego warto ciągle o tym myśleć, że my kasjerzy jesteśmy wystawieni na nieustanną ocenę. Są klienci, których obsłużymy tylko raz w życiu, bo wpadli do sklepu zwyczajnie po drodze. Są też tacy, którzy będą odwiedzać nas częściej, bo lubią nasz asortyment, ceny, albo po prostu właśnie obsługę. A co jeśli klient zapamięta sklep poprzez pryzmat focha na twarzy kasjera i opowie o fatalnej jakości obsługi klienta swoim znajomym? Fama pójdzie. Od razu będzie wiadomo, że w sklepie X pracuje taka dziewczyna w okularach z czarnymi oprawkami, ok. 170 cm wzrostu, która wszystkich obsługują z wielką łaską, aż strach do niej podejść. 

Nikt chyba nie chce być w taki sposób oceniany. Pamiętajcie, że jak nas widzą, tak nas piszą. I oczywiście należy wziąć pod uwagę pewne zmienne, jak chociażby złe samopoczucie, na które często nie mamy wpływu. Nie jesteśmy robotami, tylko ludźmi. Warto jednak pracować nad sobą, nad swoimi emocjami i postawą względem drugiego człowieka. Masz gorszy moment w pracy? Wiadomo, nie będziesz tryskać energią. Ale minimum z siebie zawsze wykrzesasz. 

Pamiętam, nie tak dawno temu miałam słabszy okres w pracy. Demotywacja – level hard, mniejsza już o powód. Moja obsługa nie była najwyższych lotów, ale szczerze? Mało mnie to obchodziło. Poczucie niesprawiedliwości w zespole było na tyle silne, że odbijało się to na klientach. Wtedy, jakimś dziwnym trafem, co rusz przydarzali mi się klienci, którzy byli gburowaci, chamscy, aroganccy, władczy, opryskliwi… zupełnie jak ich kasjer, czyt. ja (być może jestem zbyt surowa dla siebie, ale chcę Wam podkreślić, jak bardzo nasza postawa względem klienta jest ważna). 

Tak, jak słusznie zauważyła klientka – karma lubi wracać. I tak jest! Jeśli my kasjerzy będziemy względem klientów niemili, to nie ma co oczekiwać, że oni odpłacą się czymś innym. Oczywiście, nie jest to reguła, bo na zwykłe buractwo czasami po prostu nie ma rady i zawsze zdarzy się klient, który zmiesza nas z błotem bez powodu. No cóż, takie to właśnie ryzyko zawodowe kasjera.😅  Pamiętajcie jednak, że…

KARMA WRACA. DOBRO WRACA.

FANPAGE FACEBOOK

DOŁĄCZ DO GRUPY NA FB

Archiwa

Kasjerzy vs niedziela spędzona za kasą

Gdy ponad 10 lat temu rozpoczynałam swoją przygodę z handlem, nie przyszło mi nawet do głowy, żeby zastanawiać się, czy praca w niedzielę to coś z czym mogę walczyć lub się nie zgadzać. Po prostu – był to zwykły dzień handlowy, tak jak każdy inny. I nagle przyszedł rok 2018, kiedy to przeforsowano ustawę i wprowadzono zakaz handlu w niedzielę, który z roku na rok stawał się bardziej zaostrzony… Jednak czy, aby na pewno? Kasjerzy vs niedziela

Pomysł o wprowadzeniu zakazu handlu w niedzielę budził wiele kontrowersji. Niedowierzano, że to co było zaledwie ideą, stanie się rzeczywistością. Temat ten zgromadził wokół siebie zarówno przeciwników, jak i zwolenników, jednak nikt tak naprawdę nie zapytał o zdanie tych, których handel w niedziele dotyczył bezpośrednio – mowa o pracownikach handlu.

KASJERZY PRACUJĄ NA PEŁNY ZEGAR

Kasjerzy to grupa zawodowa, która w zdecydowanej większości jest zwolennikiem ustawy o zakazie handlu w niedzielę. I trudno się temu dziwić, gdy handel w ostatnich latach przybrał postać pracy na pełny zegar. Coraz więcej placówek handlowych zaprasza klientów przez 24 godziny na dobę, co wiąże się z 3 zmianowym systemem pracy. O systematyczności nie ma tu mowy. Powrót z pracy o 22:00 lub 7:00 powoduję ograniczony kontakt z rodziną i przyjaciółmi. Brak regularności sprawia, że organizm staje się zmęczony i rozdrażniony.

Oczywiście w tym miejscu mogą pojawić się słowa sprzeciwu ze strony handlowców stacji benzynowych, bo ich charakter pracy także pozostaje 3 zmianowy, a o wolnej niedzieli mogą oni tylko pomarzyć. Dodać jednak należy, że paliwo, które jest całym clou stacji benzynowych można potraktować jako środek niezbędny do życia – mam na myśli szeroko rozumiany transport (karetki, dostawy świeżych produktów itp.). Nie mam na myśli towaru, który jest sprzedawany przy okazji tankowania (od hot-dogów po wycieraczki samochodowe), bo bez tego z całą pewnością każdemu uda się przeżyć w niedzielę.

LUKA PRAWNA - GDZIE DIABEŁ NIE MOŻE, TAM POLAKA POŚLE

W ostatnim czasie, niemal jak grzyby po deszczu wyrastają placówki pocztowe w miejscach, gdzie nigdzie wcześniej nie można było nadać żadnej paczki. Na osiedlowych sklepach spożywczych zawisły wielkie szyldy, które informują klientów o sprzedaży w każdą niedzielę. Kombinowanie to domena, która wszystkim kojarzy się z polskim narodem, bo gdzie diabeł nie może, tam Polaka pośle. I święte słowa. 

Ustawa z dnia 10 stycznia 2018 r. o ograniczeniu handlu w niedziele i święta oraz w niektóre inne dni mówi wyraźnie, że istnieje kilka wyjątków, w których zakaz handlu w niedzielę nie obowiązuje. Tym wyjątkiem jest m.in. przekształcenie zwykłego sklepu w placówkę świadczącą usługi pocztowe. Jak się okazuję, nie jest to wcale trudne do zrealizowania, bo sklepów, które omijają w ten sposób zakaz handlu w niedzielę jest z każdym dniem coraz więcej. Mało kogo obchodzi, co na ten temat myślą najbardziej zainteresowani – KASJERZY. 

Z najnowszych doniesień wynika, że proceder ten ma zostać powstrzymany. Posłowie pracują już nad wprowadzeniem kilku zmian. Dzięki nim, przekształcenie sklepu w placówkę pocztową nie będzie już takie łatwe – dochód z działalności pocztowej musi być większy niż z pozostałej. To dobra wiadomość, tym bardziej gdy zdarzają się przypadki, że sklep, który deklaruję usługi pocztowe, nie potrafi lub nie chce przyjąć paczki – taki to właśnie paradoks. 

Co więcej, warto także podkreślić fakt, że jeśli już jakiś sklep wywiązuję się z deklaracji usług pocztowych, to wszystko co jest związane z procesem odbierania, magazynowania i przekazywania dalej paczek zostaje na głowie kasjerów. To kolejny obowiązek, za który jak mi wiadomo nikt nie otrzymuje dodatkowego wynagrodzenia, bo i po co? Przecież pracownicy handlu są nie do zajechania!🤯 W takim sklepie nie ujrzymy osobno wydzielonego okienka – jak na poczcie. Pracodawcy tylko zacierają ręce, by ominąć prawo, dlatego o dodatkowym etacie można tylko pomarzyć.

Pora zapytać kasjerów, co myślą o pracy w niedzielę…

atrybut alt kasjerzy vs niedziela
Źródło danych: Grupa Jestem kasjerem - facebook.com / kliknij w wykres, aby dołączyć

Kasjerzy vs niedziele

W ankiecie, która została przeprowadzona za pośrednictwem grupy na Facebook-u udzielono 4121 głosów (dane na dzień 28.07.2021 r. godz. 10:30).

Nie dziwi wcale fakt, że niemal wszyscy respondenci uważają, że niedziela to czas dla rodziny, jednocześnie wyrażając dezaprobatę dla pracy w ostatni dzień tygodnia. Kasjerzy słusznie zauważają, że w niedzielę klienci chętnie przychodzą do sklepu, ale nie na zakupy, a bardziej w celach rekreacyjnych, urządzając sobie spacery często z całą rodziną (przykład galerii handlowych). Aż 525 badanych osób, podkreśla fakt, że przychodząc w niedzielę do pracy nie otrzymuje żadnego dodatku pieniężnego. 50 kasjerów wyraża chęć pracy w niedzielę w zamian za dodatek pieniężny nie równoznaczny z dniem wolnym w tygodniu. 46 respondentów podkreśla, że otrzymuję premię za pracę w niedzielę, natomiast 31 badanych twierdzi, że może pracować w niedzielę, jednak w zamian za co drugi weekend wolny. Zaledwie 14 osób wyraża chęć pracy w niedzielę bez dodatkowych wymogów. 

Dane przeze mnie zebrane nie budzą żadnego zaskoczenia. To tak, jakby wśród nauczycieli zadać pytanie, co sądzą oni o prowadzeniu zajęć także w sobotę? Z pewnością żaden z nich nie byłby zadowolony i wyniki ich ankiety prezentowałyby podobne odpowiedzi. Punkt widzenia zawsze zmienia się wraz z punktem siedzenia. O zniesienie zakazu handlu w niedzielę zagorzale walczą ci, co z handlem nigdy nic wspólnego nie mieli:

Przecież za to, że pracujecie
w niedzielę, otrzymujecie dzień
wolny w tygodniu!!!

No tak, to prawda. Tylko na co komu wolna środa lub wtorek, skoro wszyscy bliscy są wtedy w pracy lub w szkole?

Ponadto – częstym, używanym przez nich argumentem pozostaje fakt, że służby i wiele innych branż także pracują w niedzielę i święta, a handlowcom zwyczajnie poprzewracało się w głowach. Warto jednak zauważyć znaczącą różnicę choćby pomiędzy sklepem spożywczym, a pogotowiem lub policją. Bez tych pierwszych przeżyjesz w ten jeden dzień tygodnia. Wystarczy tylko dobra organizacja prywatnego czasu, aby zaplanować i dokonać odpowiedniej ilości zakupów przed niedzielą niehandlową. Przecież to takie proste, prawda?👍

FANPAGE FACEBOOK

DOŁĄCZ DO GRUPY NA FB

Archiwa

Kasjer CHAM! Kierownik AMATOR! Z życia sklepu

Na moim blogu w przeważającej części pojawiają się treści, gdzie bronie kasjerów i opisuję sytuacje, w których to klienci zachowują się w skandaliczny sposób. Tym razem będzie jednak inaczej. Do wpisu zainspirowała mnie sytuacją z życia wzięta...

Jestem sobie ostatnio w markecie🐞. Czekam w kolejce do kasy. Przede mną starsze małżeństwo, które chciało kupić produkty w promocji z kartą. 

Dosłownie tak wyglądał ten dialog. Oczy wyskoczyły mi niemal z orbit, bo o ile zawsze staję w obronie kasjerów i raczej opowiadam historie, w których to klienci zachowują się w sposób niewłaściwy, tak tutaj sytuacja była totalnie odwrotna. 

Stoję i czekam, obserwując kasjera, który widać, że niedługo 🧨wybuchnie. Jego zachowanie świadczy o tym, że ten dzień zdecydowanie nie należy do niego. Wreszcie kończy obsługiwać starsze małżeństwo, wręczając paragon i ledwo wyduszając z siebie krótkie: “Do widzenia!”

Starsza Pani nie odchodząc od kasy, analizuję paragon. Coś szepcze do męża aż w końcu kieruję bardzo spokojnym i uprzejmym tonem zdanie do kasjera:

DRAMAT! Jakość obsługi klienta właśnie osiągnęła poziom mułu i bagna. Tym bardziej, gdy stojąc w kolejce dokładnie słyszałam, jak klientka przed rozpoczęciem kasowania, informowała kasjera o dwóch kartach.

Kasjer dzwoni po kierownika. Kierownik przychodzi i okazuje się być  jeszcze większym chamem niż sam kasjer.

Zakłopotana klientka nie zdołała już nic z siebie wydusić. Kierownik przyjął zwrot (łaski nie zrobił). O słowie PRZEPRASZAM z ust kasjera lub kierownika mogłam sobie tylko pomarzyć.

Klientka jakby przestraszona, zaczyna podawać nr telefonu przypisany do karty.

Serio?! Dzięki takiej obsłudze wcale się nie dziwię, że wciąż powielany jest stereotyp kasjera, który z wielkim fochem, jakby za karę siedział na kasie i obsługiwał klientów. Ja rozumiem, naprawdę gorszy dzień. Sama nieraz go mam i nawet jeśli czuję się zdenerwowana, to przynajmniej staram się zachować resztki przyzwoitości. 

Domyślam się, że praca w tak wielkim molochu to prawdziwa orka na ugorze. Widzę za każdym razem, gdy tam jestem, jak pracownicy tej sieci ZAPIEPRZAJĄ (przepraszam za kolokwializm, ale inaczej nie da się tego określić), jednak poziom zmęczenia i sfrustrowania nie powinien nigdy odbijać się na klientach.

Odnoszę także wrażenie, że jaki kierownik – tacy pracownicy i to jego winie za tę sytuację. To on powinien załagodzić “spór”, a kasjer powinien dostać słowną reprymendę na zapleczu. Niestety, słabych kierowników, którzy pozbawieni są jakichkolwiek umiejętności zarządzania jest coraz więcej. Takimi łatwiej jest sterować i to jest przykre, bo niestety to odbija się zawsze nie tylko na załodze sklepu, ale też na jakości obsługi klienta.

FANPAGE FACEBOOK

DOŁĄCZ DO GRUPY NA FB

Archiwa

Kasjer o grzechach klientów. To sklep, a nie wysypisko!

Czas ucieka nieubłaganie. Dopiero był początek maja, dlatego ciągle tkwiło we mnie przekonanie, że: “Eee, Beata spokojnie, masz jeszcze cały miesiąc na napisanie czegoś na bloga”. I tak zostały raptem 2 dni do końca miesiąca, a ja wciąż nie mam ani pomysłu, ani gotowego tekstu i tak naprawdę CZASU,  a nie mogę przecież zawieść siebie i założenia, które udaje mi się od ponad 2 lat realizować. Tak więc spinam tyłek i biorę się do roboty – bez zbędnych wymówek!

Wreszcie mnie natchnęło. Pisałam już o tak wielu aspektach pracy w handlu, że uwierzcie, czasem ciężko wpaść na coś, co nie będzie odgrzewanym 🥩kotletem (oczywiście schabowym – swoją drogą moim ulubionym!) Kasjer o grzechach klientów 

To o czym napiszę, nie będzie na pewno niczym odkrywczym dla samych kasjerów i pracowników sali sprzedaży. Jednak może to zaskoczyć osoby spoza handlu, a jednocześnie nakreślić im dobre wzorce zachowania podczas robienia zakupów. Życzyłabym sobie, aby każdy klient miał w sobie wypracowane pewne normy i standardy, dzięki którym nigdy więcej, nie będę musiała opisywać absurdalnych zachowań.

Nie lubię chodzić po sklepach. Odkąd pracuję w handlu, można nawet powiedzieć, że znienawidziłam zakupy. Jednak pewnych rzeczy nie przeskoczę i kilka razy w tygodniu muszę odwiedzić choćby sklep spożywczy. Gdy wcielam się w rolę klienta, jakby z automatu zachowuję się jak typowy pracownik tego sklepu. Nie przejdę obojętnie obok porozrzucanych foliowych reklamówek lub t-shirtu, który akurat zsunął się z wieszaka i leży na podłodze i po którym właśnie depcze jakaś małolata, którą stać nawet na drwiący komentarz rzucony do koleżanki:

No może i mają, ale szanowny konsumencie – to Ty ten syf uczyniłeś. Depczesz po białej koszulce, która jest własnością sklepu i nie przyjdzie Ci nawet do głowy, aby ściągnąć choć na chwilę tę jakże ciężką 👑koronę ze swej szanownej głowy i zachować się, jak CZŁOWIEK, odkładając ją na wieszak. Sklep odzieżowy jest fenomenalnym miejscem, w którym można zaobserwować całą gamę patologii. Pracowałam kiedyś w jednym z nich i to co można zastać w przymierzalniach, to czasami przechodzi ludzkie pojęcie. Klienci mają jakieś mylne przeświadczenie, że jeśli nie są u siebie to wolno im wszystko, bo przecież KLIENT NASZ PAN. Nic bardziej mylnego! To, że zostawiasz swoje pieniądze w sklepie, nie upoważnia Cię do tego, abyś w nim bałaganił i nie szanował dostępnych tam produktów. 

Pani w eleganckim garniturze. Czuć od niej piękną i zdecydowaną woń perfum, a jej głowa nosi się wysoko i dumnie. Wybrała się na popołudniowy shopping i rewiruje każdy centymetr sklepu. Wszystko byłoby ok, gdyby nie fakt, że ubrania, których dotyka i przymierza do siebie, traktuje jak zwykłe szmaty. Zdjąć z wieszaka koszulkę – nie problem. Założyć ją z powrotem i odwiesić na swoje miejsce – zdaje się być wspinaczką na 🗻Kilimandżaro. I tak odkłada na półkę z jeansami wieszak, a koszulkę rzuca na stojak. Nie trzeba długo czekać, aby inny klient tę koszulkę strącił (nieświadomie) i żeby małolata (o której pisałam wyżej) właśnie ją podeptała.

To samo tyczy się sklepów spożywczych. Dział warzywa i owoce, a tam dostępne jednorazowe rękawiczki i siatki dla klientów. Standardem już są kosze, do których można zużytą rękawiczkę wyrzucić, ale po co to robić, skoro można ten plastik rzucić na jabłka i iść dalej, aby nasyfić w innym miejscu. Nie trzeba daleko szukać. Oto Pan X. który choć dorósł już dawno, jak dziecko musi tu i teraz (w sklepie) otworzyć napój i go wypić. Widać, że spragniony, bo łyka płyn na raz. Dobrze, że nie zapomniał pustej butelki włożyć do koszyka i za nią zapłacić. Szkoda natomiast, że zapomniał, że kompletny produkt zawiera także nakrętkę, którą zostawił na palecie z papierem toaletowym. Przecież są pracownicy, to po księciu posprzątają.

Hitem są sytuację, gdzie klient wchodzi do sklepu z jakimś jedzeniem zakupionym w innym miejscu. Konsumuje go na sali sprzedaży, poczynając dalsze zakupy. I tak np. jabłko – a właściwie jego pozostałość, czyli ogryzek zostaje przez niego wrzucony do koszyka zakupowego – to taki napiwek dla kasjera, jakby jeszcze ktokolwiek miał jakieś wątpliwości.

Koszyki lub wózki zakupowe to przydatna rzecz. Fajnie, gdy są pod ręką zaraz tuż przy wejściu. Wtedy tak łatwo i przyjemnie robi się zakupy. Każdy sklep ma wydzielone miejsce, w którym wg pewnych NORM powinno się odstawiać koszyk lub wózek po zakończonych zakupach. Ale po co się fatygować i wjechać wózkiem w wózek lub odstawisz koszyk na koszyk, skoro jest tyle wolnej przestrzeni. Zostawię koszyk na środku (najlepiej pod nogami innych klientów), a wózkiem wyjadę w najbardziej odległą część parkingu i go tam porzucę. Przecież tabuny pracowników aż proszą się, aby po królowych i królach posprzątać. Nigdy tego nie zrozumiem, naprawdę!

Oczywiście, żeby nie demonizować… Nakreślone przeze mnie wyżej sytuację stanowią pewien procent konsumentów. Na całe szczęście istnieje też całkiem spora część osób, których kultura i obycie powodują, że potrafią oni doskonale odnaleźć się w społeczeństwie i odegrać jakże trudną rolę klienta, jednocześnie nie pozostawiając po sobie rozczarowania w oczach tych, którzy na co dzień są stałymi widzami komedii i dramatu.

Dla takich klientów – warto być kasjerem.👍 

Warto wrócić do korzeni i odpowiedzieć sobie na pytanie, jaki jest cel mojego bloga. To właśnie ciągła edukacja społeczeństwa i ukazywanie pewnych zachowań, z którymi pracownicy handlu muszą się mierzyć w swojej pracy. Nie chodzi tutaj o nieustanne narzekanie na klientów i mówieniu o nich wyłącznie w złym tonie. Nie wrzucam wszystkich do jednego worka. Chcę wierzyć, że niektórzy może są nieświadomi  i uważają, że czynią dobrze. Czasami wystarczy zwrócić na coś uwagę, a nóż coś się zmieni w myśleniu i w nawykach. Oby tylko na lepsze.🤞

FANPAGE FACEBOOK

DOŁĄCZ DO GRUPY NA FB

Archiwa

Kasjer omnibus. “To Pani tu pracuje i Pani nie wie?!”

Podchodzi Klientka do kasy i pyta:

Żyjemy w trudnych czasach. W czasach, w których reklama wywiera ogromny wpływ na konsumentów. Zdarza się, że Klienci przychodzą i zadają pytania o produkt, który widzieli w reklamie TV i wtedy zaczyna się komedia. A właściwie to dramat.😅

Nie wiem, jak Wy, ale ja telewizji praktycznie nie oglądam. Niestety Klienci często myślą, że my – pracownicy sklepów, jesteśmy znawcami wszystkiego, tym bardziej, gdy jest to reklamowane w telewizji. Do tego dochodzą różnego rodzaju współprace sponsorowane, poprzez które znane osoby, rekomendują produkty w zamian za wysokie honorarium. Autorytet celebryty w obecnych czasach jest dość mocno zaburzony, tym bardziej, jeżeli na swoich kanałach społecznościowych jednego dnia reklamuję on produkt FIT, a drugiego zachęca do kupna chipsów, które wprost ociekają tłuszczem. No ale… czego się nie robi dla pieniędzy, prawda?😉

I teraz Ty sprzedawco ( kasjer omnibus ), jesteś narażony na bombardowanie setkami zdjęć, screenów z telefonów, zdjęciami z kolorowych gazet lub w NAJGORSZYM wypadku – słowotokiem Klienta, który usiłuje opisać coś, co widział raz na oczy, ale sam nie do końca wie, czym dana rzecz jest. Co więcej, nie ma on bladego pojęcia, czy ten produkt jest mu do czegokolwiek potrzebny lub czy przynajmniej jest skuteczny, ale to na Tobie drogi sprzedawco ciąży odpowiedzialność za to, aby wiedzieć wszystko o wszystkim. 

Widzicie sami – Klienci przychodzą do sklepu, chcą coś kupić, co reklamuje celebryta, bez znaczenia, czy jest mu to do czegokolwiek potrzebne. Dla mnie to jest dramat. Wiem, że od zawsze reklama była dźwignią handlu, ale gdzie podziewa się zdrowy rozsądek? Czy to, że użyję balsamu, który rekomenduje królowa 👑Elżbieta, sprawi, że dożyję co najmniej 90tki i będę tak jak ona brylować wśród brytyjskich arystokratów?

Co więcej, w Twoim sklepie znajdują się tysiące produktów, każdy o innych właściwościach. Oczekiwania konsumentów w dzisiejszych czasach są brutalne:

atrybut alt kasjer omnibus

W oczach Klienta dostrzec wtedy można dozę zażenowania, politowania, a jego spuszczony nos na kwintę – oznajmia focha, jak stąd (publikuję z Rzeszowa) do Los Angeles.

Zdarza się, a i owszem, że nie wiem, nie znam się… zarobiona jestem.😉 Tym bardziej, gdy w niemal każdej dostawie towaru znajdą się produkty, których nigdy wcześniej nie było w sprzedaży i są 🆕nowością. Nie ma gorszej sytuacji, jak ta, gdy wracasz po jednodniowym dniu wolnym (kasjer też czasem ma urlop), zaczepia Cię klient na sali sprzedaży i pyta o produkt z półki, który pierwszy raz widzisz na oczy, bo wjechał on we wczorajszej dostawie. Improwizacja to umiejętność, którą pracownicy handlu powinni opanować do perfekcji. Jeżeli jesteś dobrym aktorem, to sprzedasz wszystko. Jeżeli jednak, wyrzuty sumienia nie pozwolą na naginanie rzeczywistości, zaczniesz się motać, a klient znów spojrzy na Ciebie z tą samą 🤨drwiną, jak wyżej. 

CANDYSOX - NAJSŁODSZE SKARPETKI W SIECI❤ (kliknij, aby przejść)

Co w sytuacji, gdy widzisz dany produkt po raz pierwszy na oczy, a Klient oczekuję jakichś informacji na jego temat?

Czytasz na głos etykietę. Co słyszysz od Klienta?

- Tyle to i ja przeczytałam. Myślałam, że powie mi Pani coś więcej o tym produkcie.

Coś więcej… powiedz coś więcej o produkcie, który widzisz po raz pierwszy na oczy. Z mojego doświadczenia najlepiej sprzedaje się hasło:

Nie wiem jak jest u Was, ale w miejscu, w którym ja pracuję zakazano użycia sformułowań: “Nie wiem nic na temat tego produktu”. To dość perfidne, to prawda, ale z drugiej strony, jeśli klient uzyska taką odpowiedź, to jakie będzie jego wrażenie na temat jakości obsługi i samego sklepu? Raczej kiepskie.

Niemniej, drodzy Klienci, nie oczekujcie od sprzedawców, że są w stanie wypróbować wszystkiego, co znajduje się na półkach. To wręcz jest nierealne. Jesteśmy sprzedawcami, nie testerami! To chyba logiczne, że nie posiądziemy wiedzy o wszystkim. Możemy doradzić, jeśli coś rzeczywiście sami wypróbowaliśmy na własnej skórze, ale no nie ma co się oszukiwać. Każdy z nas ma swój zestaw ulubionych kosmetyków i jeżeli ktoś ma problem z cerą, to raczej nie eksperymentuje, żeby sobie nie zaszkodzić. Dlatego, jeśli usłyszycie od sprzedawcy, że sam czegoś nie użył, ale produkt ma dobre opinie – zaryzykujcie i sprawdźcie go sami, czy jest wart swojej ceny lub rekomendacji jakiegoś celebryty.

Nigdy nie pracowałam w branży spożywczej, ale bardzo mnie ciekawi, czy tam Klienci też przychodzą z dziwnymi pytaniami, w wyniku których kasjer nie jest tylko kasjerem – ale też jasnowidzem.😉 Dajcie znać w komentarzach. Chętnie poczytam o Waszych perypetiach związanych z obsługą Klientów podążających za reklamą.

FANPAGE FACEBOOK

DOŁĄCZ DO GRUPY NA FB

Archiwa

Newsletter

atrybut alt kobiety na zakupach
Kobiety na zakupach
atrybut alt dzień z życia kasjera
Dzień z życia kasjera
Wyznanie byłej kasjerki - Walić to! Jutro piątek!

2. urodziny bloga Jestem kasjerem | Roczne statystyki

Marzec 2019 r. już na zawsze będzie kojarzył mi się z przełomowym wydarzeniem w moim życiu. Wielokrotnie już Wam pisałam, że był to okres nie tylko przeorganizowania mojego życia zawodowego, ale też początek przygody, która trwa nadal. Przygody z blogosferą, która wbrew pozorom może dawać i daje ogromne możliwości. Mijają właśnie 2 lata, kiedy to powstał projekt Jestem kasjerem.

Być może będzie to dziwne, aby podsumowywać rok 2020 w marcu, a nie na początku stycznia, jednak to właśnie marzec jest dla Jestem kasjerem miesiącem wyjątkowym. Dwa lata temu stworzyłam projekt, który wbrew ogólnej opinii nie zakończył się jednym lub dwoma wpisami. Dzięki systematyczności, którą sama sobie narzuciłam i ogromnej wiary w to, że ma to sens i może dać mi wiele możliwości – już dzisiaj mogę ogłosić, że jest to jeden z moich większych sukcesów życiowych.  A wszystko to dzięki dostrzeżeniu potencjału, jaki niesie ze sobą wykonywany zawód kasjera i mówieniu o nim we wszystkich, możliwych kolorach głośno i wyraźnie. Czasem nawet bez ogródek, przełamując tematy, o których nigdy wcześniej publicznie się nie rozmawiało.

Daje mi to ogromną satysfakcję, że wokół Jestem kasjerem zgromadziło się tak wiele osób, których liczba czasami przyprawia mnie o dreszcze. Dziękuję, że ze mną jesteście, bierzecie tak chętnie udział w dyskusjach, dzielicie się swoim doświadczeniem, a nierzadko wspieracie mnie, gdy mam słabszy moment. A słabszych momentów przez ten rok było kilka. Nie ma co ukrywać, że pogodzenia pracy etatowej z tworzeniem i publikowaniem treści to nie do końca łatwe zadanie. Jakby tego było mało, od lutego 2019 prowadzę firmę, dzięki której mogliście poznać drugie oblicze Jestem kasjerem. To nie tylko blog, ale także marka osobista, która stawia coraz śmielsze kroki w świecie e-commerce. Mowa rzecz jasna o SKLEPIE Z GADŻETAMI DLA KASJERÓW (⬅kliknij, aby sprawdzić), w którym dostępnych jest 15 gadżetów przyjaznych kasjerom, mających na celu ułatwienie pracy wszystkim osobom związanym z handlem. 

13 kwietnia 2020 r. ruszył w pełni legalny sklep internetowy. Po opublikowaniu strony z gadżetami, sklep przeżył prawdziwe zatrzęsienie. Pamiętam doskonale, po kilku minutach od jego premiery usiadłam na podłodze i powiedziałam głośno:

- BOŻE, PRZECIEŻ JA TEGO NIE OGARNĘ!

Zaczęłam płakać. To były zarazem łzy szczęścia, jak i ogromnego przerażenia. Nie miałam kompletnie żadnego doświadczenia w prowadzeniu sklepu internetowego. Byłam przecież tylko kasjerem. Zamówienia spływały co kilkanaście sekund. Do tego doszły prywatne wiadomości na Facebooku i Gmailu odnośnie zmian w zamówieniach lub sposobie wysyłki. Na pokładzie tylko ja i moja druga połowa ❤, która studziła wszelkie moje niepokoje. Na szczęście kryzys trwał krótko. 

Otrząsnęłam się i wzięłam się do pracy. Pakowałam pół nocy. Wasze zamówienia rozwoziłam po kilku Paczkomatach, bo każdy po krótkiej chwili był już przepełniony. Mogłam oczywiście zrobić sobie przerwę, ale uparłam się, aby wszystko ode mnie wyszło w ten sam dzień. Nie chciałam nikogo zawieźć. Wiedziałam doskonale, że każda osoba, która coś zamówiła, chciałaby otrzymać swoją przesyłkę tak szybko, jak to tylko możliwe. Nazajutrz szłam do pracy na 12h zmianę. Pomimo chęci nie zdążyłam ze wszystkim, ale nie mogłam też zaniedbać swoich etatowych obowiązków.

W pracy targały mną emocje. Chciałam jak najszybciej już ją skończyć, by wrócić do pakowania i wysyłania Waszych zamówień, których nie było widać końca. Po trzeciej dobie wszystko zaczęło się uspokajać. Nic dziwnego, bo wykupiliście praktycznie cały asortyment.😂  Mogłam odetchnąć z ulgą, bo zorientowałam się, że ze wszystkim mogę sobie poradzić i chyba nie dałam nigdzie żadnej plamy… Niestety – tylko mi się wydawało.  

Mogłabym upiększać ten wpis i mówić o samych zaletach całego przedsięwzięcia, jednak brak doświadczenia spowodował, że odezwało się kilka osób, do których kubki doszły doszczętnie potłuczone. Oczywiście całą winę i poniesione koszty wzięłam na siebie, bo jak się później okazało nie zabezpieczyłam ich odpowiednio na czas podróży. Człowiek uczy się na własnych błędach. Drugi raz już tego błędu nie popełniłam. Od tamtego czasu już nigdy więcej nie zgłosiła się ani jedna osoba z reklamacją i jestem z tego bardzo dumna.❤

Rok 2020 to także mój debiut związany z medialnym wizerunkiem Jestem kasjerem. W kwietniu zeszłego roku zostałam zaproszona przez program Dzień dobry TVN do nagrania materiału na temat bloga oraz stworzenia krótkiej charakterystyki polskich klientów. Materiał ten zbiegł się wraz z ogłoszeniem pandemii w Polsce, dlatego miałam spore pole do popisu, bo jak doskonale pamiętacie – przestrzeganie narzuconych obostrzeń przez klientów początkowo wcale nie było takie łatwe. Dzięki temu wystąpieniu zyskałam wielu nowych Czytelników. Niewątpliwie była to szansa, na zdobycie większych zasięgów. Po kilku dniach odezwała się także TVP z propozycją stworzenia podobnego materiału, niemniej nie czułam się na siłach, aby drugi raz opowiadać o tym samym – nie widziałam w tym sensu. Po drodze przez ten rok o blogu pisało kilka większych i mniejszych portali internetowych. 

Jestem kasjerem zyskało zdecydowanie większą popularność, którą zupełnie tak jak w zeszłym roku przedstawię w liczbach:

149 opublikowanych postów na Facebook
 o łącznym zasięgu:

0

(+68% w stosunku do roku 2019)

3 opublikowane filmy o łącznej liczbie wyświetleń ponad:

0
atrybut alt jestem kasjerem

15 opublikowanych wpisów na blogu o łącznej liczbie wyświetleń:

0

(+150% w stosunku do roku 2019)

12 500 polubień fanpage 

(+113% w stosunku do roku 2019)

20 000 Członków grupy Jestem kasjerem

(+158% w stosunku do roku 2019)

(+84% w stosunku do roku 2019)

66 000 odsłon sklepu z gadżetami dla kasjerów

600 zadowolonych (mam nadzieję😉) Klientów

Miniony rok napawa mnie dumą. Zbudowałam wspaniałą społeczność, do której gdy choć raz się wejdzie – zostaje w niej na zawsze. Kasjerem bowiem, zostajesz na całe życie, nawet wtedy, gdy zmienisz swoją profesję. To zawód, który uczy niesamowitej pokory, zrozumienia drugiego człowieka (zwłaszcza tego, który stoi po drugiej stronie lady). Dziękuję za te 2 lata i życzę nam zdecydowanie jeszcze więcej! Dziękuję też, że tak ciepło przyjęliście gadżety. Ten projekt stworzyłam po to, aby poświęcony mój czas w budowaniu marki Jestem kasjerem zaprocentował. W głowie wciąż mam wiele pomysłów. Ogranicza mnie tylko brak czasu. 

Widzimy się wkrótce, bo to nie jest jeszcze moje ostatnie słowo!

FANPAGE FACEBOOK

DOŁĄCZ DO GRUPY NA FB

Archiwa

Newsletter

Kasjer – opowieść jednej zmiany | Jestem Kasjerem

Codziennie przed snem sprawdzam grafik. Choć znam go już niemal na pamięć, wciąż się łudzę, że być może jakimś cudem coś mi umknęło i pomyliłam rubryki. No nie. Nie tym razem. Beata, jutro znów musisz rano wstać i pójść do pracy, aby spędzić w niej 12 godzin Twojego życia. Na pocieszenie powiem Ci, że gdy wrócisz o 21:00 do domu, pójdziesz się wykąpać i znów podejdziesz do lodówki, gdzie wisi Twój grafik, aby dowiedzieć się, że kolejny dzień będzie dniem świstaka. Zapraszam do wpisu Kasjer – opowieść jednej zmiany, którym wspólnym mianownikiem jest ironia. Nie bierzcie tego jakoś bardzo do siebie.🛒

Pobudka 6:30. Jeszcze ciemno. Odsuwam rolety, aby sprawdzić co dzieje się za oknem. Cholera, nasypało lekko śniegu. Niby dobrze, bo zima od tego jest, ale czemu akurat dzisiaj? Stan porannego narzekania ON. 

Szybkie ogarnięcie, śniadanie i obowiązkowa dieta pudełkowa własnego autorstwa – rzecz jasna na wynos. Pakuję wodę, kawę do kubka termicznego i jedzenie jak dla wojska. Nie ma nic gorszego niż głodny kasjer – przysięgam, wiem co mówię. Zamykam za sobą drzwi, schodzę schodami w dół, a w głowie tylko jedna myśl. Oby przeżyć do 21:00. 

Szlag! Auto zasypane, jakby Rzeszów leżał, gdzieś w okolicach Arktyki. Nie ma co się użalać nad sobą. No dalej Beata, wsiadasz, odpalasz i odśnieżasz, bo jak ci się nie podoba, to zawsze możesz iść na autobus. Ach to alter ego – mistrz mojej motywacji. Auto odśnieżone, a pech dzisiejszego poranka polega na tym, że szyby od środka też czasem lubią zamarznąć. Właśnie trafiło na ciebie. Na ratunek przybywa karta klienta jednej z sieciówek. Po tylu latach wreszcie odkryłam ich prawdziwe przeznaczenie. Teraz już rozumiem, gdy pytam klienta o kartę, dlaczego w odpowiedzi ciągle słyszę: “Nie mam przy sobie” / “Zostawiłam w aucie”. Tyle lat zastanawiałam się, co oni robią z tymi kartami. Wreszcie znalazłam odpowiedź.

Dotarłam pod drzwi mojej pracy. Zanim sięgnę do dzwonka, aby poprosić o otwarcie w głowie pojawia się myśl: “A gdyby tak rzucić wszystko i pojechać w Bieszczady?” Nie zdążę sobie odpowiedzieć na to genialne, retoryczne pytanie, bo drzwi uchylają się, a z wnętrza wyłania się znajoma twarz, której mina mówi wszystko. Kasjer Jestem Kasjerem

Na więcej nas nie stać. Tak wygląda nasz poranny entuzjazm. No nic. Czas się przebrać i logować. Kilka rutynowych zachowań sprawia, że następuję rozruch mojego organizmu i wreszcie zaczynam funkcjonować, jak człowiek. Można nawet ze mną swobodnie porozmawiać, chyba że Menadżer przerwie nam rozmowę w połowie zdania i zapyta, czy byłam już na sklepie i fejsowałam. To znak, że czas się ewakuować i zniknąć z pola widzenia (najlepiej na kolejne 12h). 

Biorę więc kubek termiczny z kawą i idę na sklep. Nic się nie zmieniło od 20:30 dnia poprzedniego, kiedy to ściągnęłam się z kasy. No ale ok, idę więc fejsować to, co sfejsowałam wieczorem i czekam, aż sklep zostanie otwarty i przyjdą klienci, którym zawsze służę pomocą. Kolejny pracownik ma rozpisaną zmianę od 13:00. Świetnie. Jesteś sama na sali sprzedaży i tylko ratuję Cię magazynier, bez którego na pewno nie dałabyś rady. Ciesz się, że go masz – kolejna jakże cenna uwaga mojego alter ego. Gościu – uwielbiam Cię!

Pierwsi Klienci zaczynają pojawiać się na horyzoncie. To dobrze. Teraz każdy jest na wagę złota. Zaczynasz rutynową obsługę na stanowisku kasowym: kasjer

Pik, karta zeskanowana, a ludzkość została uratowana. 🦸‍♀️🌎

Jest godzina 9:45, a ludzie przed sześćdziesiątką próbują niczym na zawodach sportowych zdążyć przed godzinami dla seniorów. Niektórzy wpadają do sklepu z prędkością światła, bo chcą jeszcze kupić chleb w sąsiednim sklepie, a czasu pozostało niewiele. Zostawiają często komentarz przy kasie, że te całe godziny dla seniorów to największy cyrk naszego rządu. Uśmiecham się i przytakuję, bo co innego mi pozostaje. Łączę się z Nimi w bólu, bo też uważam to za totalny nonsens, ale muszę zbierać siły psychiczne na prawdziwą batalię, która niedługo się zacznie…

10:00 - 12:00

Magazynier porzuca swoje obowiązki i przychodzi mi na ratunek. Stoi niedaleko drzwi i odprawia z kwitkiem wszystkich nieuprzywilejowanych. Pech chce, że mamy osobno wejście i wyjście. Droga od wejścia do wyjścia to jakieś 10 metrów. Klient, który wszedł i usłyszał, że nie może zostać obsłużony ze względu na godziny dla seniorów może wylać na nas fale goryczy, którą musimy wysłuchać aż do momentu przebycia przez niego wcześniej wspomnianych 10 metrów. Od marca 2020 r. nasłuchałam się tego tyle, że aż uszy więdną. Dowiedziałam się, że jestem pozbawiona uczuć, prosta, niewykształcona, nie znam się na prawie, że karma do mnie wróci, że tak naprawdę to nie chce mi się pracować i jest mi to na rękę. Były też próby zastraszania, a zdanie: “JUŻ NIGDY WIĘCEJ DO WAS NIE PRZYJDĘ” to hasło przewodnie wielu nieuprzywilejowanych Klientów. 

Nie chcielibyście obsługiwać Klienta, którzy pomimo wcześniej rzucanych słów decyduje się przyjść po 12:00 i zrobić zakupy. Ja wykonuje jedynie to, co do mnie należy, a on wtedy postanawia ulżyć sobie i lekceważyć każdy mój ruch i słowo. Nie wiadomo wtedy, czy w ogóle się odzywać, czy może obsługiwać w milczeniu. No nic, już się tego nauczyłam i staram się nie zwracać na to uwagi. Taki mamy naród – tak to sobie tłumacze. Jest też garstka zakręconych Klientów, którzy zwyczajnie zapomnieli o godzinach dla seniorów i stać ich nawet na słowo “przepraszam” za swoje gapiostwo, choć nikt od nich tego nie wymaga. Niemniej, milej się robi na sercu, gdy ktoś Cię szanuję, a nie miesza z błotem. 

Bo kasjerkę to przecież można. To przecież tylko kasjerka.

Czas nawet jakoś leci. Jest już blisko 15:00. Dobrze, że pojawił się drugi kasjer. Wszystkim od razu pracuje się lepiej i jest czas, by pójść na przerwę. Nie trwa ona jednak zbyt długo, bo przerwę dzwonek na kasę przerywa. Jak trafisz na fajną zmianę, to Menadżer wybawi Cię i pozwoli Ci zjeść w spokoju, zastępując Cię na kasie, chyba że sam pochłonięty jest milionem raportów, z których musi się tłumaczyć, a gdy się już wytłumaczy pojawia się kolejny i tak w kółko. Choćby chciał pomóc – nie zawsze może. Zakres obowiązków, który podpisujesz na papierze nagle z gumy się staje i okazuje się, że możesz wciąż więcej i więcej. Ciekawe tylko, kiedy ta guma pęknie… bo pęknie kiedyś na pewno. Kasjer Jestem kasjerem

Roznosisz więc towar. Fajne zajęcie. Możesz sobie uporządkować dział, który jest do ciebie przypisany. Ja lubię. Od czasu do czasu zaczepią Cię klienci, którym musisz pomóc aż przychodzi czas zamiany i znów stajesz na kasie. Reszta zmiany przebiega spokojnie. Masz szczęście, bo przychodzą neutralni klienci, którzy odpowiadają na Twoje dzień dobry i do widzenia. Z reguły jest całkiem przyjemnie. Wyjątkiem od reguły są klienci, którzy w dłoni dzierżą telefon komórkowy i prowadzą video rozmowę – ostatnio modny trend zakupowy. Spacerują po sklepie z dobre 15 minut w totalnym rozkojarzeniu nie wiedząc nawet w jakim sklepie obecnie się znajdują. W połowie rozmowy decydują się podejść do kasjera, żeby zapytać go, gdzie znajduje się żel pod prysznic. To nic, że klient przechadzał się tą alejką już z 4 razy. Mógł przecież nie zauważyć. 

O ironio – moja siostro. Nie wiem, jak u Was zawodowo przebiegał styczeń, ale u mnie nie był zbyt ciekawy. Mam nadzieję na lepszy luty. Trzymam kciuki za otwarcie galerii handlowych i zniesienie godzin dla seniorów, które śnią mi się już po nocach. Wraz z opadami śniegu, spadł mój poziom motywacji. Chcę go odzyskać. Mam nadzieję, że się uda. Nie wstydzę się swojej słabości – z resztą z czegoś ona wynika. Czasem trzeba głośno wypowiedzieć co się czuje i myśli. Może coś się zmieni? A co u Was?

Kasjer Jestem kasjerem

FANPAGE FACEBOOK

DOŁĄCZ DO GRUPY NA FB

Archiwa

atrybut alt kobiety na zakupach
Kobiety na zakupach
atrybut alt dzień z życia kasjera
Dzień z życia kasjera
Wyznanie byłej kasjerki - Walić to! Jutro piątek!

kasjer jestem kasjerem

kasjer jestem kasjerem

Kasjer Jestem Kasjerem

Ekspedientka nasz Pan! Klient nasz pachołek…

Przeważnie na blogu poruszam temat, który dotyczy bezpośrednio klientów, ale z mojego punktu widzenia. Po drugiej stronie lady, nie trudno dostrzec ich dziwne zachowanie. Kasjerom na ogół łatwiej też o krytyczne uwagi w stosunku do obsługiwanych osób. Czas więc najwyższy sprawdzić, jak społeczeństwo postrzega nas kasjerów i odpowiedzieć na pytanie:  Czy ich przemyślenia są słuszne?

Do napisania tego wpisu, zainspirowało mnie nagranie na YouTube, na którym jedna z twórczyń opowiada o tym, jak to jest być w Polsce po 8 latach przerwy, podczas których przebywała ona w USA oraz w Anglii. 

CZŁOWIEK PRZYPOMINA SOBIE, JAK TO JEST BYĆ W POLSCE I NIESTETY, NIEKTÓRE RZECZY MI NIE PASUJĄ…

TRAKTOWANIE KLIENTA W SKLEPACH

Autorka filmu porównuje kasjerów w Polsce do ekspedientów w Wielkiej Brytanii i w Stanach Zjednoczonych. Twierdzi, że na zachodzie kasjerzy ZAWSZE są mili dla klientów. Niezależnie od nastawienia (w myślach kasjer może klienta przeklinać) – nigdy nie daje tego po sobie poznać i zawsze profesjonalnie traktuje każdego nabywcę. Autorka filmu, uważa że klient zawsze jest na pierwszym miejscu. Natomiast w Polsce (w jej mniemaniu) to ekspedientka jest nr 1 – tak było zawsze i jest do tej pory – dodaje. Twierdzi, że problem jest większy w mniejszych miejscowościach, gdzie ludzie cierpią na małomiasteczkowość. 

EKSPEDIENTKA - KRÓLOWĄ SKLEPU

Ja o tym wspominałam, jak byłam na początku roku w Słupsku i udałam się do sklepu Apart i słuchajcie, wyjęcie spod lady biżuterii było dla Pani bardzo ciężkim zajęciem. Ja jej chyba  w kontemplowaniu o życiu przerwałam i musiała obsłużyć nachalną klientkę, która chce obejrzeć łańcuszki, więc no to było bardzo z łaską…

Kolejna, nieco “świeższa” sytuacja z kasjerem w roli głównej wyglądała następująco:

Tutaj natomiast było z opryskliwością… i ja zareagowałam. Ja się nie spodziewałam mojej reakcji, ale opowiem Wam historię, która podniosła mi dzisiaj ciśnienie (…) 2 dni temu poszłam do sklepu kosmetycznego i tam po zakupie, po wydaniu 90 zł zapytałam o reklamówki. W odpowiedzi dostałam takie coś (tu autorka nagrania robi ostentacyjny ruch, celem naśladowania kasjerki, która wskazała ręką miejsce z reklamówkami). Bez słowa Pani wskazała na kosz z reklamówkami materiałowymi po 6 zł. Okazało się, że w tym sklepie nie ma innych reklamówek i również nie ma dźwięku, żeby przedstawić, że ich nie ma. Przykładowo: “Niestety nie mamy zwykłych, ale są takie dostępne”. Było tylko w milczeniu wskazanie. W masce nie umiałam mojej dezaprobaty wyrazić, ale kupiłam, bo nie miałam wyboru. 

Nazajutrz wybrałam się ponownie do tego samego sklepu i stwierdziłam, że zapłacę w kasie samoobsługowej , gdzie samemu skanuje się rzeczy. Takie kasy są dwie i przede mną była również pani skanująca swoje rzeczy, która też w miły sposób zapytała się, gdzie może dostać reklamówkę. Pani ekspedientka do niej krzyknęła, bo była trochę w dalszej odległości: “NO PRZECIEŻ SĄ W KOSZU!”

Przyszła moja kolej i nie mogłam zeskanować sobie sama i mówię do tej Pani kasjerki. A Pani do mnie mówi: “NO PRZECIEŻ JEST NAPISANE, ŻE NACISNĄĆ NAJPIERW TRZEBA. SIĘ NACISKA NAJPIERW, ŻEBY ROZPOCZĄĆ!” Jak mnie to strzeliło. Ja się po sobie nie spodziewałam, ale ja do tej Pani momentalnie odpowiedziałam: “A CZEMU PANI JEST TAKA ZŁOŚLIWA?” A ona: “JA TYLKO MÓWIĘ.” Więc jej odpowiadam: “PROSZĘ PANI, JA DOPIERO CO PRZYJECHAŁAM DO POLSKI, W KAŻDYM KRAJU SĄ INNE AUTOMATY, NIE MUSI PANI W TAKI OPRYSKLIWY SPOSÓB MÓWIĆ DO MNIE”. I trochę jej ten ton przygasł. Przecież ona mogła to samo powiedzieć w sposób normalny. Ja się nie spodziewałam tego po sobie. Może te podróże dodały mi odwagi, a może to maska, bo jestem mniej więcej anonimowa, jak Pani zwrócę uwagę. Ale tak mnie to oburzyło, ja jestem nieprzyzwyczajona, a powinnam być przyzwyczajona, bo w Polsce zawsze tak było. Tak, jak mówiłam w większych miastach to się zmienia, ale jeszcze te małomiasteczkowe no to niestety…

EKSPEDIENTKA NASZ PAN! KLIENT NASZ PACHOŁEK!

I tak sobie oglądam ten film, słucham przemyśleń autorki i nawet jakoś bardzo mnie on nie rozdrażnił. Bardziej rozśmieszył, bo chyba wiem, z jakim typem kasjera, spotkała się twórczyni nagrania. Wszystkim się jednak wydaję, że opanowanie, zachowanie pełnego profesjonalizmu dzień po dniu, niezależnie od wszystkiego co nas otacza jest banalnie proste. Od obsługi sklepu zawsze się wymaga. Jedno potknięcie, niewłaściwa mina i wojna gotowa. Człowiek za ladą musi nieustannie przybierać maskę. Zatrudniając się w sklepie, nikt mi nie powiedział, że powinnam posiadać kompetencje zbliżone do aktorów. A teraz pomyśl przez chwilę sam… Stoisz za kasą, obsługujesz klienta za klientem, który nieustannie pyta o reklamówkę, który nieustannie ma problem z kasą samoobsługową. Twój układ nerwowy prędzej, czy później tego po prostu nie ogarnie. Uwierz mi. Choćbyś był najbardziej opanowanym człowiekiem na świecie, czasami emocje biorą górę. Oczywiście, nie jest to powód to rozgrzeszania sprzedawców, którzy z natury po prostu nie są stworzeni do tej pracy. Do Klienta powinno się pochodzić zawsze z uśmiechem. Jednak rozumiem jednorazowe potknięcia, bo sama je przeżywam i  choć staram się panować w najtrudniejszych sytuacjach – czasami mi się to zwyczajnie nie udaje. 

Po drugie… nie chce mi się też do końca wierzyć, że amerykańscy lub angielscy sprzedawcy nie mają na swoim koncie gorszych momentów. Nikt robotem nie jest. Porównywanie w taki sposób polskich kasjerów do kasjerów z zagranicy jest głupotą. Oglądam dużo filmów i seriali. W niemal każdej amerykańskiej produkcji, wizerunek kasjera przedstawiany jest zawsze w ten sam, stereotypowy sposób – znudzona Pani za ladą, żująca gumę z wiecznym dąsem na twarzy, gdy musi obsłużyć klienta. Tak jest łatwiej o nas myśleć i mówić. Łatwiej też “sprzedają się” sytuacje, w których kasjerzy nie zachowali swojego profesjonalizmu, niż te, które zasługiwałyby na pochwałę i uznanie. O tym się nie mówi. O tym nikt nie chce powiedzieć, bo to się zwyczajnie nie opłaca. Zresztą, w sklepie jesteśmy po to, żeby pracować i “usługiwanie” klientom należy się im jak psu buda. Takie jest podejście społeczeństwa do wykonywanego przez nas zawodu. 

Dodatkowo jeśli już tak się nas porównuje, warto też może wziąć pod uwagę mentalność narodu polskiego i np. amerykańskiego. Wszyscy chyba wiemy, co mam na myśli. Być może jest tak, że praca za ladą w USA byłaby łatwiejsza dla ludzkiej psychiki, niż nierzadko “użeranie” się z pretensjonalnymi klientami, których jest całkiem spora garstka, jakby na to nie spojrzeć.

atrybut alt candysox.pl
www.candysox.pl

Podsumowując: Kij zawsze ma dwa końce.  A skoro wszyscy jedziemy na tym samym wózku, to spróbujmy bardziej się do siebie zbliżyć, niż dzielić i wytykać sobie wszystko, bo hejt staje się drugim imieniem Polaków.

Źródło: YouTube, kanał: Świat Gosi

FANPAGE FACEBOOK

DOŁĄCZ DO GRUPY NA FB

Archiwa

atrybut alt kobiety na zakupach
Kobiety na zakupach
atrybut alt dzień z życia kasjera
Dzień z życia kasjera
Wyznanie byłej kasjerki - Walić to! Jutro piątek!

Kasjer na urlopie: Na zakupach sprawdzam daty ważności

Nie od dziś wiadomo, że kasjer to też człowiek, który chce od czasu do czasu iść na urlop wypoczynkowy, przysługujący mu jak psu pełna miska!
A co z nim zrobi? Jak wykorzysta ten czas? To zależy tylko i wyłącznie od niego. Kasjer na urlopie.

Cześć. Jestem Paulina i jestem pracoholiczką.

W tajemnicy muszę się Wam przyznać, że ja chyba nie potrafię odpoczywać. I żaden z dotychczasowych urlopów w moim życiu nie był idealny. Pół biedy jeśli gdzieś wyjechałam. Wtedy chociaż na chwilę zapominałam o pracy. Aczkolwiek to też nie tak do końca. Potrzebuje zmian, więc tydzień w tym samym miejscu to dla mnie za dużo. Poza tym  tęskniłam za psem, zaś jeśli chodzi o mieszkanie, to w mojej głowie krążyły jakieś katastroficzne wizje na temat jego zalania lub pożaru (Haaaalo?! Czy jest na sali lekarz?). 

Obecnie z powodu braku towarzysza lub ekipy do wspólnych wypadów moje urlopy ograniczają się do siedzenia w domu, a zanim udam się na upragnione wolne to muszę się zmierzyć z koszmarami sennymi. Jakieś kilka dni przed wybiciem godziny zero zaczyna się jazda bez trzymanki. Jeżeli po ośmiu godzinach pracy zrobię sobie drzemkę to bardzo szybko zrywam się na równe nogi i nie wiem jaki jest dzień, która godzina i czy muszę zaraz lecieć do pracy.😨 To dla mnie kluczowy znak, że czas na reset. Gdy jestem na skraju wyczerpania to śnię o aktywnej sprzedaży oraz za bardzo rozpamiętuje przykre zachowania ze strony klientów. Mogę się tak zadręczać nawet przez cały dzień.

A gdy wreszcie nadchodzi czas mojej wolności i swobody to z uporem maniaka za każdym razem planuje listę rzeczy do zrobienia, czyli chcę nadrabiać zaległości. 

Oprócz tych wyzwań, których nigdy nie mogę zrealizować, mam jeszcze jeden sekret. Jako nałogowy pracoholik lubię iść do siebie na zakupy i posprawdzać terminy ważności na nabiale, a także mimochodem ogarnąć warzywniak.😅 Ot, takie nieszkodliwe hobby.  A jak zadbam o swoje miejsce pracy to w takim Kauflandzie pościągam kilka nieaktualnych cen z gazetki, w Biedronce podomykam lodówki , a w Szachownicy zrobię rozmiarówkę (rok pracy w odzieżowym zrobił swoje) i wtedy spokojnie wracam do domu.

Niech rzuci kamieniem ten, kto tego nie robi...

Ten urlop, który właśnie dobiega końca jest dla mnie prawdziwym przełomem. Nigdzie nie wyjeżdżałam, ale pierwszy raz w życiu udało mi się wrzucić na luz i cieszyć błogą bezczynnością. To wspaniałe uczucie. Koniec z marnymi postanowieniami i nadrabianiem zaległości! Warto znaleźć czas na zwyczajną radość z życia i zasmakować w powolnym jedzeniu śniadania o 11, długiej kąpieli czy wylegiwaniu się na łóżku i wpatrywaniu się w sufit. Teraz naładowana pozytywną energią wracam do klientów i koleżanek.

Autor: Paulina Obara

FANPAGE FACEBOOK

DOŁĄCZ DO GRUPY NA FB

Archiwa

Kasjer z COVID-19 | Wywiad z pracownikiem sklepu

UWAGA! KASJER Z COVID-19!

atrybut alt kasjer z COVID-19

Od wielu miesięcy tematem nr 1 w Polsce i na świecie jest COVID-19. Nie da się ukryć – spryciarz mocno namieszał w życiu politycznym, gospodarczym i społecznym. Media wciąż donoszą, że kolejne grupy zawodowe  narażone są w mniejszym lub większym stopniu na zakażenie. Najczęściej wspomina się o górnikach lub służbach medycznych. Mało kto, zwraca uwagę na osoby pracujące w handlu, które przecież każdego dnia, mają styczność z ogromną ilością osób.

Jeszcze do niedawna, mogłam śmiało powiedzieć, że należę do grona tych szczęśliwców, których wirus nie dotyka bezpośrednio. Oczywiście nadal jest to prawda, bo mnie osobiście nie dosięgnął (chyba, że o nim nie wiem), ale w gronie moich znajomych co rusz słychać o kolejnych przypadkach. To tylko potwierdza fakt, że nie jest wyimaginowany i obala tezy niedowiarków, którzy ciągle próbują ogłaszać światu swoje racje o braku podstaw przestrzegania wszelkich obostrzeń.

Wojtka znacie doskonale – to moderator naszej grupy, z którym rozmawiam niemalże codziennie. Razem z pozostałymi moderatorami prowadzimy prywatne rozmowy na temat grupy, swojej pracy, ale też dzielimy się prywatą. Tym bardziej wiadomość od Wojtka wstrząsnęła mną do tego stopnia, że wspólnie postanowiliśmy opisać Jego przypadek – tak ku przestrodze. To też świetne źródło informacji – wszystko z pierwszej ręki, bez koloryzowania i fakenewsów.

ZAPRASZAM NA WYWIAD - KASJER Z COVID-19

- Jakie było Twoje nastawienie do COVID-19 przed zakażeniem?
- Byłem sceptycznie nastawiony do tego wirusa. Byłem pewien, że to zwykła grypa, że jest to coś wymyślonego. Taka zwykła choroba, którą każdy z nas przejdzie i szybko z niej wyjdzie.
- Czy w pracy przestrzegałeś nakazu zasłaniania ust i nosa - korzystałeś z maseczki lub przyłbicy?
- Mimo mojego nastawienia, nosiłem podczas każdej zmiany maseczkę oraz rękawiczki. Tak samo zachowywałem się w miejscach publicznych poza pracą.
- Jaki stosunek do pandemii mają Twoi przełożeni?
- Pracodawca już nie przypomina o zasadach przestrzegania obostrzeń, bo wszyscy z automatu przed wejściem na salę sprzedaży zakładają maseczki. Chociaż jest kilka osób, które bagatelizują sprawę i nie zasłania ust i nosa.
- Jak myślisz, czy mogłeś zarazić się tym wirusem w pracy?
- Ciężko tutaj gdybać. Choć nie ukrywam, że ostatnio klienci bez maseczek to standard. Przestałem zwracać im uwagę, bo ileż można. Tak naprawdę nie ma zamiany, aby jakiś klient nie kichnął. Pomimo sytuacji, jaka panuje często ludzie ślinią ręce, gdy sięgają po reklamówki i kichają w rękę, a nie w łokieć.
- Kiedy po raz pierwszy pomyślałeś, że możesz być zakażony?
- Kilkanaście dni temu czułem, że coś się ze mną dzieję. Czułem się rozbity, trochę niespokojny. Gardło mnie w ogóle nie bolało, kataru też nie miałem. Gdy już myślałem, że jest po wszystkim we wtorek (6 października 2020) wieczorem - czułem się już tak słabo, że stwierdziłem, że zmierzę sobie temperaturę. Spojrzałem na termometr, a tam 39,8ºC. Rano straciłem smak - zrobiłem sobie zimową herbatę (imbir, goździki, cytryna, miód) - zamiast wyrazistego smaku herbaty, czułem, że pije samą wodę. To mnie mocno przeraziło.
- Co było później? Jak dowiedziałeś się, że jesteś pozytywny?
- Tego samego dnia zadzwoniłem do sanepidu. Jednak tam, Pani powiedziała, abym zadzwonił najpierw do lekarza rodzinnego. Rodzinny od razu stwierdził, że to nie jest COVID-19. Nawet próbował mnie wystraszyć, twierdząc, że jeżeli zrobię badanie i się potwierdzi, to zostanę uziemiony na 2 tygodnie. Nie dałem za wygraną i podszedłem do tematu odpowiedzialnie. Powiedziałem, że jeśli jestem pozytywny nie chcę stanowić zagrożenia dla innych. Po moich słowach lekarz rodzinny polecił, abym poinformował sanepid raz jeszcze o konieczności zrobienia testu.
- Ile czekałeś na badanie i jak ono wyglądało?
- Wymazobus przyjechał do mnie do domu dzień później. Lekarze pobrali ode mnie wymaz z nosa i gardła. Byli ubrani w specjalne kombinezony, wyglądali jak kosmici. Widzieli, że mam zaostrzone objawy. Kazali mi czekać spokojnie na wynik. To była środa, a już w czwartek o 6 rano zadzwonili do mnie, że mam pozytywny wynik. Test zrobili bardzo szybko, bo musieli dać znać szpitalowi o kolejnym przypadku w razie, gdyby była konieczność podłączenia mnie pod respirator. Sanepid zapytał, czy mogłem kogoś zarazić. Na szczęście miałem kilkunastodniową przerwę w pracy, więc nie było konieczności przeprowadzania sklepowej dezynfekcji.
- Jakie towarzyszyły Ci objawy?
- Na początku gorączka nie była wysoka. Przez ok. 5 dni nie czułem w ogóle smaku. Towarzyszyły mi ciągłe bóle mięśni i stawów, ale takie, których nigdy wcześniej nie miałem. Do tego dochodzi dziwny ucisk w klatce piersiowej. Jednej nocy dostałem strasznego ataku duszącego kaszlu i gorączka sięgnęła 41,5ºC. Wystraszyłem się, bo mieszkam sam, więc zadzwoniłem na pogotowie. Przełączono mnie na oddział zakaźny, gdzie lekarz stanowczo powiedział, że nie ma szans, żeby mnie przyjęli, bo mają przepełnione sale. Tylko jednej doby przyjęto 150 osób w ciężkim stanie. Pani doktor poleciła mi, abym jak najszybciej poszedł pod zimny prysznic, żeby zbić gorączkę. Dosłownie doczołgałem się do łazienki. Nie byłem w stanie stać na nogach, dlatego usiadłem w brodziku i polewałem się zimną wodą. Wszystko pamiętam, jak przez mgłę. Na szczęście udało mi się zbić gorączkę do 39ºC. Lekarz na końcu dodał, że jeżeli rzeczywiście nie uda mi się zbić gorączki tym prysznicem, to dopiero wtedy po mnie przyjadą.
atrybut alt kasjer z covid-19
Archiwum prywatne Wojtka
- Co chciałbyś powiedzieć osobom, które nie wierzą w wirusa?
- Jeżeli ktoś tego sam nie doświadczy, albo gdy wirus nie zaatakuje kogoś bliskiego z rodziny, to nadal pewnie będzie twierdził, że wirusa nie ma. A wirus był, jest i będzie. Nie mylcie wirusa ze zwykłym przeziębieniem, czy grypą, bo to tak nie jest. Ja mam osłabioną odporność, choruje bardzo często, ale nigdy przenigdy nie miałem tak silnych objawów, jak teraz. Czuje się bardzo słabo, choć już teraz mam nadzieję, że najgorsze jest za mną.
- Co myślisz o nowym rozporządzeniu, które 15 października przywraca ponownie godziny dla seniorów?
- Jestem za. Ja też mam starszych dziadków i dla Nich to jest najlepsze rozwiązanie. Moja babcia jest po zawale serca. Teraz, gdy moi dziadkowie namacalnie widzą, że wirus dotknął ich wnuka, jeszcze bardziej będą stosować się do obostrzeń. Zresztą już moja w tym głowa, żeby ich edukować i nieustannie przypominać, żeby korzystali z przywileju godzinowego podczas zakupów. Mam nadzieję, że reszta starszego społeczeństwa poważnie potraktuje ten temat i wreszcie będzie on zasadny, bo spacerowanie po sklepie w dobie pandemii nie jest najlepszym rozwiązaniem.

FANPAGE FACEBOOK

DOŁĄCZ DO GRUPY NA FB

Archiwa

atrybut alt kobiety na zakupach
Kobiety na zakupach
atrybut alt dzień z życia kasjera
Dzień z życia kasjera
Wyznanie byłej kasjerki - Walić to! Jutro piątek!