fbpx
DROGI CZYTELNIKU

Mam nadzieję, że nie trafiłeś tutaj przypadkowo, a jeżeli tak, to zdecydujesz się zostać ze mną na dłużej.
Zapraszam Cię w podróż po świecie, który nie należy do najłatwiejszych.
Jestem kasjerem i codziennie walczę o przetrwanie. Powalczysz ze mną?

Tagged: kasjerka

2. urodziny bloga Jestem kasjerem | Roczne statystyki

Marzec 2019 r. już na zawsze będzie kojarzył mi się z przełomowym wydarzeniem w moim życiu. Wielokrotnie już Wam pisałam, że był to okres nie tylko przeorganizowania mojego życia zawodowego, ale też początek przygody, która trwa nadal. Przygody z blogosferą, która wbrew pozorom może dawać i daje ogromne możliwości. Mijają właśnie 2 lata, kiedy to powstał projekt Jestem kasjerem.

Być może będzie to dziwne, aby podsumowywać rok 2020 w marcu, a nie na początku stycznia, jednak to właśnie marzec jest dla Jestem kasjerem miesiącem wyjątkowym. Dwa lata temu stworzyłam projekt, który wbrew ogólnej opinii nie zakończył się jednym lub dwoma wpisami. Dzięki systematyczności, którą sama sobie narzuciłam i ogromnej wiary w to, że ma to sens i może dać mi wiele możliwości – już dzisiaj mogę ogłosić, że jest to jeden z moich większych sukcesów życiowych.  A wszystko to dzięki dostrzeżeniu potencjału, jaki niesie ze sobą wykonywany zawód kasjera i mówieniu o nim we wszystkich, możliwych kolorach głośno i wyraźnie. Czasem nawet bez ogródek, przełamując tematy, o których nigdy wcześniej publicznie się nie rozmawiało.

Daje mi to ogromną satysfakcję, że wokół Jestem kasjerem zgromadziło się tak wiele osób, których liczba czasami przyprawia mnie o dreszcze. Dziękuję, że ze mną jesteście, bierzecie tak chętnie udział w dyskusjach, dzielicie się swoim doświadczeniem, a nierzadko wspieracie mnie, gdy mam słabszy moment. A słabszych momentów przez ten rok było kilka. Nie ma co ukrywać, że pogodzenia pracy etatowej z tworzeniem i publikowaniem treści to nie do końca łatwe zadanie. Jakby tego było mało, od lutego 2019 prowadzę firmę, dzięki której mogliście poznać drugie oblicze Jestem kasjerem. To nie tylko blog, ale także marka osobista, która stawia coraz śmielsze kroki w świecie e-commerce. Mowa rzecz jasna o SKLEPIE Z GADŻETAMI DLA KASJERÓW (⬅kliknij, aby sprawdzić), w którym dostępnych jest 15 gadżetów przyjaznych kasjerom, mających na celu ułatwienie pracy wszystkim osobom związanym z handlem. 

13 kwietnia 2020 r. ruszył w pełni legalny sklep internetowy. Po opublikowaniu strony z gadżetami, sklep przeżył prawdziwe zatrzęsienie. Pamiętam doskonale, po kilku minutach od jego premiery usiadłam na podłodze i powiedziałam głośno:

- BOŻE, PRZECIEŻ JA TEGO NIE OGARNĘ!

Zaczęłam płakać. To były zarazem łzy szczęścia, jak i ogromnego przerażenia. Nie miałam kompletnie żadnego doświadczenia w prowadzeniu sklepu internetowego. Byłam przecież tylko kasjerem. Zamówienia spływały co kilkanaście sekund. Do tego doszły prywatne wiadomości na Facebooku i Gmailu odnośnie zmian w zamówieniach lub sposobie wysyłki. Na pokładzie tylko ja i moja druga połowa ❤, która studziła wszelkie moje niepokoje. Na szczęście kryzys trwał krótko. 

Otrząsnęłam się i wzięłam się do pracy. Pakowałam pół nocy. Wasze zamówienia rozwoziłam po kilku Paczkomatach, bo każdy po krótkiej chwili był już przepełniony. Mogłam oczywiście zrobić sobie przerwę, ale uparłam się, aby wszystko ode mnie wyszło w ten sam dzień. Nie chciałam nikogo zawieźć. Wiedziałam doskonale, że każda osoba, która coś zamówiła, chciałaby otrzymać swoją przesyłkę tak szybko, jak to tylko możliwe. Nazajutrz szłam do pracy na 12h zmianę. Pomimo chęci nie zdążyłam ze wszystkim, ale nie mogłam też zaniedbać swoich etatowych obowiązków.

W pracy targały mną emocje. Chciałam jak najszybciej już ją skończyć, by wrócić do pakowania i wysyłania Waszych zamówień, których nie było widać końca. Po trzeciej dobie wszystko zaczęło się uspokajać. Nic dziwnego, bo wykupiliście praktycznie cały asortyment.😂  Mogłam odetchnąć z ulgą, bo zorientowałam się, że ze wszystkim mogę sobie poradzić i chyba nie dałam nigdzie żadnej plamy… Niestety – tylko mi się wydawało.  

Mogłabym upiększać ten wpis i mówić o samych zaletach całego przedsięwzięcia, jednak brak doświadczenia spowodował, że odezwało się kilka osób, do których kubki doszły doszczętnie potłuczone. Oczywiście całą winę i poniesione koszty wzięłam na siebie, bo jak się później okazało nie zabezpieczyłam ich odpowiednio na czas podróży. Człowiek uczy się na własnych błędach. Drugi raz już tego błędu nie popełniłam. Od tamtego czasu już nigdy więcej nie zgłosiła się ani jedna osoba z reklamacją i jestem z tego bardzo dumna.❤

Rok 2020 to także mój debiut związany z medialnym wizerunkiem Jestem kasjerem. W kwietniu zeszłego roku zostałam zaproszona przez program Dzień dobry TVN do nagrania materiału na temat bloga oraz stworzenia krótkiej charakterystyki polskich klientów. Materiał ten zbiegł się wraz z ogłoszeniem pandemii w Polsce, dlatego miałam spore pole do popisu, bo jak doskonale pamiętacie – przestrzeganie narzuconych obostrzeń przez klientów początkowo wcale nie było takie łatwe. Dzięki temu wystąpieniu zyskałam wielu nowych Czytelników. Niewątpliwie była to szansa, na zdobycie większych zasięgów. Po kilku dniach odezwała się także TVP z propozycją stworzenia podobnego materiału, niemniej nie czułam się na siłach, aby drugi raz opowiadać o tym samym – nie widziałam w tym sensu. Po drodze przez ten rok o blogu pisało kilka większych i mniejszych portali internetowych. 

Jestem kasjerem zyskało zdecydowanie większą popularność, którą zupełnie tak jak w zeszłym roku przedstawię w liczbach:

149 opublikowanych postów na Facebook
 o łącznym zasięgu:

0

(+68% w stosunku do roku 2019)

3 opublikowane filmy o łącznej liczbie wyświetleń ponad:

0
atrybut alt jestem kasjerem

15 opublikowanych wpisów na blogu o łącznej liczbie wyświetleń:

0

(+150% w stosunku do roku 2019)

12 500 polubień fanpage 

(+113% w stosunku do roku 2019)

20 000 Członków grupy Jestem kasjerem

(+158% w stosunku do roku 2019)

(+84% w stosunku do roku 2019)

66 000 odsłon sklepu z gadżetami dla kasjerów

600 zadowolonych (mam nadzieję😉) Klientów

Miniony rok napawa mnie dumą. Zbudowałam wspaniałą społeczność, do której gdy choć raz się wejdzie – zostaje w niej na zawsze. Kasjerem bowiem, zostajesz na całe życie, nawet wtedy, gdy zmienisz swoją profesję. To zawód, który uczy niesamowitej pokory, zrozumienia drugiego człowieka (zwłaszcza tego, który stoi po drugiej stronie lady). Dziękuję za te 2 lata i życzę nam zdecydowanie jeszcze więcej! Dziękuję też, że tak ciepło przyjęliście gadżety. Ten projekt stworzyłam po to, aby poświęcony mój czas w budowaniu marki Jestem kasjerem zaprocentował. W głowie wciąż mam wiele pomysłów. Ogranicza mnie tylko brak czasu. 

Widzimy się wkrótce, bo to nie jest jeszcze moje ostatnie słowo!

FANPAGE FACEBOOK

DOŁĄCZ DO GRUPY NA FB

Archiwa

Newsletter

Kasjer – opowieść jednej zmiany | Jestem Kasjerem

Codziennie przed snem sprawdzam grafik. Choć znam go już niemal na pamięć, wciąż się łudzę, że być może jakimś cudem coś mi umknęło i pomyliłam rubryki. No nie. Nie tym razem. Beata, jutro znów musisz rano wstać i pójść do pracy, aby spędzić w niej 12 godzin Twojego życia. Na pocieszenie powiem Ci, że gdy wrócisz o 21:00 do domu, pójdziesz się wykąpać i znów podejdziesz do lodówki, gdzie wisi Twój grafik, aby dowiedzieć się, że kolejny dzień będzie dniem świstaka. Zapraszam do wpisu Kasjer – opowieść jednej zmiany, którym wspólnym mianownikiem jest ironia. Nie bierzcie tego jakoś bardzo do siebie.🛒

Pobudka 6:30. Jeszcze ciemno. Odsuwam rolety, aby sprawdzić co dzieje się za oknem. Cholera, nasypało lekko śniegu. Niby dobrze, bo zima od tego jest, ale czemu akurat dzisiaj? Stan porannego narzekania ON. 

Szybkie ogarnięcie, śniadanie i obowiązkowa dieta pudełkowa własnego autorstwa – rzecz jasna na wynos. Pakuję wodę, kawę do kubka termicznego i jedzenie jak dla wojska. Nie ma nic gorszego niż głodny kasjer – przysięgam, wiem co mówię. Zamykam za sobą drzwi, schodzę schodami w dół, a w głowie tylko jedna myśl. Oby przeżyć do 21:00. 

Szlag! Auto zasypane, jakby Rzeszów leżał, gdzieś w okolicach Arktyki. Nie ma co się użalać nad sobą. No dalej Beata, wsiadasz, odpalasz i odśnieżasz, bo jak ci się nie podoba, to zawsze możesz iść na autobus. Ach to alter ego – mistrz mojej motywacji. Auto odśnieżone, a pech dzisiejszego poranka polega na tym, że szyby od środka też czasem lubią zamarznąć. Właśnie trafiło na ciebie. Na ratunek przybywa karta klienta jednej z sieciówek. Po tylu latach wreszcie odkryłam ich prawdziwe przeznaczenie. Teraz już rozumiem, gdy pytam klienta o kartę, dlaczego w odpowiedzi ciągle słyszę: “Nie mam przy sobie” / “Zostawiłam w aucie”. Tyle lat zastanawiałam się, co oni robią z tymi kartami. Wreszcie znalazłam odpowiedź.

Dotarłam pod drzwi mojej pracy. Zanim sięgnę do dzwonka, aby poprosić o otwarcie w głowie pojawia się myśl: “A gdyby tak rzucić wszystko i pojechać w Bieszczady?” Nie zdążę sobie odpowiedzieć na to genialne, retoryczne pytanie, bo drzwi uchylają się, a z wnętrza wyłania się znajoma twarz, której mina mówi wszystko. Kasjer Jestem Kasjerem

Na więcej nas nie stać. Tak wygląda nasz poranny entuzjazm. No nic. Czas się przebrać i logować. Kilka rutynowych zachowań sprawia, że następuję rozruch mojego organizmu i wreszcie zaczynam funkcjonować, jak człowiek. Można nawet ze mną swobodnie porozmawiać, chyba że Menadżer przerwie nam rozmowę w połowie zdania i zapyta, czy byłam już na sklepie i fejsowałam. To znak, że czas się ewakuować i zniknąć z pola widzenia (najlepiej na kolejne 12h). 

Biorę więc kubek termiczny z kawą i idę na sklep. Nic się nie zmieniło od 20:30 dnia poprzedniego, kiedy to ściągnęłam się z kasy. No ale ok, idę więc fejsować to, co sfejsowałam wieczorem i czekam, aż sklep zostanie otwarty i przyjdą klienci, którym zawsze służę pomocą. Kolejny pracownik ma rozpisaną zmianę od 13:00. Świetnie. Jesteś sama na sali sprzedaży i tylko ratuję Cię magazynier, bez którego na pewno nie dałabyś rady. Ciesz się, że go masz – kolejna jakże cenna uwaga mojego alter ego. Gościu – uwielbiam Cię!

Pierwsi Klienci zaczynają pojawiać się na horyzoncie. To dobrze. Teraz każdy jest na wagę złota. Zaczynasz rutynową obsługę na stanowisku kasowym: kasjer

Pik, karta zeskanowana, a ludzkość została uratowana. 🦸‍♀️🌎

Jest godzina 9:45, a ludzie przed sześćdziesiątką próbują niczym na zawodach sportowych zdążyć przed godzinami dla seniorów. Niektórzy wpadają do sklepu z prędkością światła, bo chcą jeszcze kupić chleb w sąsiednim sklepie, a czasu pozostało niewiele. Zostawiają często komentarz przy kasie, że te całe godziny dla seniorów to największy cyrk naszego rządu. Uśmiecham się i przytakuję, bo co innego mi pozostaje. Łączę się z Nimi w bólu, bo też uważam to za totalny nonsens, ale muszę zbierać siły psychiczne na prawdziwą batalię, która niedługo się zacznie…

10:00 - 12:00

Magazynier porzuca swoje obowiązki i przychodzi mi na ratunek. Stoi niedaleko drzwi i odprawia z kwitkiem wszystkich nieuprzywilejowanych. Pech chce, że mamy osobno wejście i wyjście. Droga od wejścia do wyjścia to jakieś 10 metrów. Klient, który wszedł i usłyszał, że nie może zostać obsłużony ze względu na godziny dla seniorów może wylać na nas fale goryczy, którą musimy wysłuchać aż do momentu przebycia przez niego wcześniej wspomnianych 10 metrów. Od marca 2020 r. nasłuchałam się tego tyle, że aż uszy więdną. Dowiedziałam się, że jestem pozbawiona uczuć, prosta, niewykształcona, nie znam się na prawie, że karma do mnie wróci, że tak naprawdę to nie chce mi się pracować i jest mi to na rękę. Były też próby zastraszania, a zdanie: “JUŻ NIGDY WIĘCEJ DO WAS NIE PRZYJDĘ” to hasło przewodnie wielu nieuprzywilejowanych Klientów. 

Nie chcielibyście obsługiwać Klienta, którzy pomimo wcześniej rzucanych słów decyduje się przyjść po 12:00 i zrobić zakupy. Ja wykonuje jedynie to, co do mnie należy, a on wtedy postanawia ulżyć sobie i lekceważyć każdy mój ruch i słowo. Nie wiadomo wtedy, czy w ogóle się odzywać, czy może obsługiwać w milczeniu. No nic, już się tego nauczyłam i staram się nie zwracać na to uwagi. Taki mamy naród – tak to sobie tłumacze. Jest też garstka zakręconych Klientów, którzy zwyczajnie zapomnieli o godzinach dla seniorów i stać ich nawet na słowo “przepraszam” za swoje gapiostwo, choć nikt od nich tego nie wymaga. Niemniej, milej się robi na sercu, gdy ktoś Cię szanuję, a nie miesza z błotem. 

Bo kasjerkę to przecież można. To przecież tylko kasjerka.

Czas nawet jakoś leci. Jest już blisko 15:00. Dobrze, że pojawił się drugi kasjer. Wszystkim od razu pracuje się lepiej i jest czas, by pójść na przerwę. Nie trwa ona jednak zbyt długo, bo przerwę dzwonek na kasę przerywa. Jak trafisz na fajną zmianę, to Menadżer wybawi Cię i pozwoli Ci zjeść w spokoju, zastępując Cię na kasie, chyba że sam pochłonięty jest milionem raportów, z których musi się tłumaczyć, a gdy się już wytłumaczy pojawia się kolejny i tak w kółko. Choćby chciał pomóc – nie zawsze może. Zakres obowiązków, który podpisujesz na papierze nagle z gumy się staje i okazuje się, że możesz wciąż więcej i więcej. Ciekawe tylko, kiedy ta guma pęknie… bo pęknie kiedyś na pewno. Kasjer Jestem kasjerem

Roznosisz więc towar. Fajne zajęcie. Możesz sobie uporządkować dział, który jest do ciebie przypisany. Ja lubię. Od czasu do czasu zaczepią Cię klienci, którym musisz pomóc aż przychodzi czas zamiany i znów stajesz na kasie. Reszta zmiany przebiega spokojnie. Masz szczęście, bo przychodzą neutralni klienci, którzy odpowiadają na Twoje dzień dobry i do widzenia. Z reguły jest całkiem przyjemnie. Wyjątkiem od reguły są klienci, którzy w dłoni dzierżą telefon komórkowy i prowadzą video rozmowę – ostatnio modny trend zakupowy. Spacerują po sklepie z dobre 15 minut w totalnym rozkojarzeniu nie wiedząc nawet w jakim sklepie obecnie się znajdują. W połowie rozmowy decydują się podejść do kasjera, żeby zapytać go, gdzie znajduje się żel pod prysznic. To nic, że klient przechadzał się tą alejką już z 4 razy. Mógł przecież nie zauważyć. 

O ironio – moja siostro. Nie wiem, jak u Was zawodowo przebiegał styczeń, ale u mnie nie był zbyt ciekawy. Mam nadzieję na lepszy luty. Trzymam kciuki za otwarcie galerii handlowych i zniesienie godzin dla seniorów, które śnią mi się już po nocach. Wraz z opadami śniegu, spadł mój poziom motywacji. Chcę go odzyskać. Mam nadzieję, że się uda. Nie wstydzę się swojej słabości – z resztą z czegoś ona wynika. Czasem trzeba głośno wypowiedzieć co się czuje i myśli. Może coś się zmieni? A co u Was?

Kasjer Jestem kasjerem

FANPAGE FACEBOOK

DOŁĄCZ DO GRUPY NA FB

Archiwa

atrybut alt kobiety na zakupach
Kobiety na zakupach
atrybut alt dzień z życia kasjera
Dzień z życia kasjera
Wyznanie byłej kasjerki - Walić to! Jutro piątek!

kasjer jestem kasjerem

kasjer jestem kasjerem

Kasjer Jestem Kasjerem

Ekspedientka nasz Pan! Klient nasz pachołek…

Przeważnie na blogu poruszam temat, który dotyczy bezpośrednio klientów, ale z mojego punktu widzenia. Po drugiej stronie lady, nie trudno dostrzec ich dziwne zachowanie. Kasjerom na ogół łatwiej też o krytyczne uwagi w stosunku do obsługiwanych osób. Czas więc najwyższy sprawdzić, jak społeczeństwo postrzega nas kasjerów i odpowiedzieć na pytanie:  Czy ich przemyślenia są słuszne?

Do napisania tego wpisu, zainspirowało mnie nagranie na YouTube, na którym jedna z twórczyń opowiada o tym, jak to jest być w Polsce po 8 latach przerwy, podczas których przebywała ona w USA oraz w Anglii. 

CZŁOWIEK PRZYPOMINA SOBIE, JAK TO JEST BYĆ W POLSCE I NIESTETY, NIEKTÓRE RZECZY MI NIE PASUJĄ…

TRAKTOWANIE KLIENTA W SKLEPACH

Autorka filmu porównuje kasjerów w Polsce do ekspedientów w Wielkiej Brytanii i w Stanach Zjednoczonych. Twierdzi, że na zachodzie kasjerzy ZAWSZE są mili dla klientów. Niezależnie od nastawienia (w myślach kasjer może klienta przeklinać) – nigdy nie daje tego po sobie poznać i zawsze profesjonalnie traktuje każdego nabywcę. Autorka filmu, uważa że klient zawsze jest na pierwszym miejscu. Natomiast w Polsce (w jej mniemaniu) to ekspedientka jest nr 1 – tak było zawsze i jest do tej pory – dodaje. Twierdzi, że problem jest większy w mniejszych miejscowościach, gdzie ludzie cierpią na małomiasteczkowość. 

EKSPEDIENTKA - KRÓLOWĄ SKLEPU

Ja o tym wspominałam, jak byłam na początku roku w Słupsku i udałam się do sklepu Apart i słuchajcie, wyjęcie spod lady biżuterii było dla Pani bardzo ciężkim zajęciem. Ja jej chyba  w kontemplowaniu o życiu przerwałam i musiała obsłużyć nachalną klientkę, która chce obejrzeć łańcuszki, więc no to było bardzo z łaską…

Kolejna, nieco “świeższa” sytuacja z kasjerem w roli głównej wyglądała następująco:

Tutaj natomiast było z opryskliwością… i ja zareagowałam. Ja się nie spodziewałam mojej reakcji, ale opowiem Wam historię, która podniosła mi dzisiaj ciśnienie (…) 2 dni temu poszłam do sklepu kosmetycznego i tam po zakupie, po wydaniu 90 zł zapytałam o reklamówki. W odpowiedzi dostałam takie coś (tu autorka nagrania robi ostentacyjny ruch, celem naśladowania kasjerki, która wskazała ręką miejsce z reklamówkami). Bez słowa Pani wskazała na kosz z reklamówkami materiałowymi po 6 zł. Okazało się, że w tym sklepie nie ma innych reklamówek i również nie ma dźwięku, żeby przedstawić, że ich nie ma. Przykładowo: “Niestety nie mamy zwykłych, ale są takie dostępne”. Było tylko w milczeniu wskazanie. W masce nie umiałam mojej dezaprobaty wyrazić, ale kupiłam, bo nie miałam wyboru. 

Nazajutrz wybrałam się ponownie do tego samego sklepu i stwierdziłam, że zapłacę w kasie samoobsługowej , gdzie samemu skanuje się rzeczy. Takie kasy są dwie i przede mną była również pani skanująca swoje rzeczy, która też w miły sposób zapytała się, gdzie może dostać reklamówkę. Pani ekspedientka do niej krzyknęła, bo była trochę w dalszej odległości: “NO PRZECIEŻ SĄ W KOSZU!”

Przyszła moja kolej i nie mogłam zeskanować sobie sama i mówię do tej Pani kasjerki. A Pani do mnie mówi: “NO PRZECIEŻ JEST NAPISANE, ŻE NACISNĄĆ NAJPIERW TRZEBA. SIĘ NACISKA NAJPIERW, ŻEBY ROZPOCZĄĆ!” Jak mnie to strzeliło. Ja się po sobie nie spodziewałam, ale ja do tej Pani momentalnie odpowiedziałam: “A CZEMU PANI JEST TAKA ZŁOŚLIWA?” A ona: “JA TYLKO MÓWIĘ.” Więc jej odpowiadam: “PROSZĘ PANI, JA DOPIERO CO PRZYJECHAŁAM DO POLSKI, W KAŻDYM KRAJU SĄ INNE AUTOMATY, NIE MUSI PANI W TAKI OPRYSKLIWY SPOSÓB MÓWIĆ DO MNIE”. I trochę jej ten ton przygasł. Przecież ona mogła to samo powiedzieć w sposób normalny. Ja się nie spodziewałam tego po sobie. Może te podróże dodały mi odwagi, a może to maska, bo jestem mniej więcej anonimowa, jak Pani zwrócę uwagę. Ale tak mnie to oburzyło, ja jestem nieprzyzwyczajona, a powinnam być przyzwyczajona, bo w Polsce zawsze tak było. Tak, jak mówiłam w większych miastach to się zmienia, ale jeszcze te małomiasteczkowe no to niestety…

EKSPEDIENTKA NASZ PAN! KLIENT NASZ PACHOŁEK!

I tak sobie oglądam ten film, słucham przemyśleń autorki i nawet jakoś bardzo mnie on nie rozdrażnił. Bardziej rozśmieszył, bo chyba wiem, z jakim typem kasjera, spotkała się twórczyni nagrania. Wszystkim się jednak wydaję, że opanowanie, zachowanie pełnego profesjonalizmu dzień po dniu, niezależnie od wszystkiego co nas otacza jest banalnie proste. Od obsługi sklepu zawsze się wymaga. Jedno potknięcie, niewłaściwa mina i wojna gotowa. Człowiek za ladą musi nieustannie przybierać maskę. Zatrudniając się w sklepie, nikt mi nie powiedział, że powinnam posiadać kompetencje zbliżone do aktorów. A teraz pomyśl przez chwilę sam… Stoisz za kasą, obsługujesz klienta za klientem, który nieustannie pyta o reklamówkę, który nieustannie ma problem z kasą samoobsługową. Twój układ nerwowy prędzej, czy później tego po prostu nie ogarnie. Uwierz mi. Choćbyś był najbardziej opanowanym człowiekiem na świecie, czasami emocje biorą górę. Oczywiście, nie jest to powód to rozgrzeszania sprzedawców, którzy z natury po prostu nie są stworzeni do tej pracy. Do Klienta powinno się pochodzić zawsze z uśmiechem. Jednak rozumiem jednorazowe potknięcia, bo sama je przeżywam i  choć staram się panować w najtrudniejszych sytuacjach – czasami mi się to zwyczajnie nie udaje. 

Po drugie… nie chce mi się też do końca wierzyć, że amerykańscy lub angielscy sprzedawcy nie mają na swoim koncie gorszych momentów. Nikt robotem nie jest. Porównywanie w taki sposób polskich kasjerów do kasjerów z zagranicy jest głupotą. Oglądam dużo filmów i seriali. W niemal każdej amerykańskiej produkcji, wizerunek kasjera przedstawiany jest zawsze w ten sam, stereotypowy sposób – znudzona Pani za ladą, żująca gumę z wiecznym dąsem na twarzy, gdy musi obsłużyć klienta. Tak jest łatwiej o nas myśleć i mówić. Łatwiej też “sprzedają się” sytuacje, w których kasjerzy nie zachowali swojego profesjonalizmu, niż te, które zasługiwałyby na pochwałę i uznanie. O tym się nie mówi. O tym nikt nie chce powiedzieć, bo to się zwyczajnie nie opłaca. Zresztą, w sklepie jesteśmy po to, żeby pracować i “usługiwanie” klientom należy się im jak psu buda. Takie jest podejście społeczeństwa do wykonywanego przez nas zawodu. 

Dodatkowo jeśli już tak się nas porównuje, warto też może wziąć pod uwagę mentalność narodu polskiego i np. amerykańskiego. Wszyscy chyba wiemy, co mam na myśli. Być może jest tak, że praca za ladą w USA byłaby łatwiejsza dla ludzkiej psychiki, niż nierzadko “użeranie” się z pretensjonalnymi klientami, których jest całkiem spora garstka, jakby na to nie spojrzeć.

atrybut alt candysox.pl
www.candysox.pl

Podsumowując: Kij zawsze ma dwa końce.  A skoro wszyscy jedziemy na tym samym wózku, to spróbujmy bardziej się do siebie zbliżyć, niż dzielić i wytykać sobie wszystko, bo hejt staje się drugim imieniem Polaków.

Źródło: YouTube, kanał: Świat Gosi

FANPAGE FACEBOOK

DOŁĄCZ DO GRUPY NA FB

Archiwa

atrybut alt kobiety na zakupach
Kobiety na zakupach
atrybut alt dzień z życia kasjera
Dzień z życia kasjera
Wyznanie byłej kasjerki - Walić to! Jutro piątek!

Kasjer na urlopie: Na zakupach sprawdzam daty ważności

Nie od dziś wiadomo, że kasjer to też człowiek, który chce od czasu do czasu iść na urlop wypoczynkowy, przysługujący mu jak psu pełna miska!
A co z nim zrobi? Jak wykorzysta ten czas? To zależy tylko i wyłącznie od niego. Kasjer na urlopie.

Cześć. Jestem Paulina i jestem pracoholiczką.

W tajemnicy muszę się Wam przyznać, że ja chyba nie potrafię odpoczywać. I żaden z dotychczasowych urlopów w moim życiu nie był idealny. Pół biedy jeśli gdzieś wyjechałam. Wtedy chociaż na chwilę zapominałam o pracy. Aczkolwiek to też nie tak do końca. Potrzebuje zmian, więc tydzień w tym samym miejscu to dla mnie za dużo. Poza tym  tęskniłam za psem, zaś jeśli chodzi o mieszkanie, to w mojej głowie krążyły jakieś katastroficzne wizje na temat jego zalania lub pożaru (Haaaalo?! Czy jest na sali lekarz?). 

Obecnie z powodu braku towarzysza lub ekipy do wspólnych wypadów moje urlopy ograniczają się do siedzenia w domu, a zanim udam się na upragnione wolne to muszę się zmierzyć z koszmarami sennymi. Jakieś kilka dni przed wybiciem godziny zero zaczyna się jazda bez trzymanki. Jeżeli po ośmiu godzinach pracy zrobię sobie drzemkę to bardzo szybko zrywam się na równe nogi i nie wiem jaki jest dzień, która godzina i czy muszę zaraz lecieć do pracy.😨 To dla mnie kluczowy znak, że czas na reset. Gdy jestem na skraju wyczerpania to śnię o aktywnej sprzedaży oraz za bardzo rozpamiętuje przykre zachowania ze strony klientów. Mogę się tak zadręczać nawet przez cały dzień.

A gdy wreszcie nadchodzi czas mojej wolności i swobody to z uporem maniaka za każdym razem planuje listę rzeczy do zrobienia, czyli chcę nadrabiać zaległości. 

Oprócz tych wyzwań, których nigdy nie mogę zrealizować, mam jeszcze jeden sekret. Jako nałogowy pracoholik lubię iść do siebie na zakupy i posprawdzać terminy ważności na nabiale, a także mimochodem ogarnąć warzywniak.😅 Ot, takie nieszkodliwe hobby.  A jak zadbam o swoje miejsce pracy to w takim Kauflandzie pościągam kilka nieaktualnych cen z gazetki, w Biedronce podomykam lodówki , a w Szachownicy zrobię rozmiarówkę (rok pracy w odzieżowym zrobił swoje) i wtedy spokojnie wracam do domu.

Niech rzuci kamieniem ten, kto tego nie robi...

Ten urlop, który właśnie dobiega końca jest dla mnie prawdziwym przełomem. Nigdzie nie wyjeżdżałam, ale pierwszy raz w życiu udało mi się wrzucić na luz i cieszyć błogą bezczynnością. To wspaniałe uczucie. Koniec z marnymi postanowieniami i nadrabianiem zaległości! Warto znaleźć czas na zwyczajną radość z życia i zasmakować w powolnym jedzeniu śniadania o 11, długiej kąpieli czy wylegiwaniu się na łóżku i wpatrywaniu się w sufit. Teraz naładowana pozytywną energią wracam do klientów i koleżanek.

Autor: Paulina Obara

FANPAGE FACEBOOK

DOŁĄCZ DO GRUPY NA FB

Archiwa

Kasjer z COVID-19 | Wywiad z pracownikiem sklepu

UWAGA! KASJER Z COVID-19!

atrybut alt kasjer z COVID-19

Od wielu miesięcy tematem nr 1 w Polsce i na świecie jest COVID-19. Nie da się ukryć – spryciarz mocno namieszał w życiu politycznym, gospodarczym i społecznym. Media wciąż donoszą, że kolejne grupy zawodowe  narażone są w mniejszym lub większym stopniu na zakażenie. Najczęściej wspomina się o górnikach lub służbach medycznych. Mało kto, zwraca uwagę na osoby pracujące w handlu, które przecież każdego dnia, mają styczność z ogromną ilością osób.

Jeszcze do niedawna, mogłam śmiało powiedzieć, że należę do grona tych szczęśliwców, których wirus nie dotyka bezpośrednio. Oczywiście nadal jest to prawda, bo mnie osobiście nie dosięgnął (chyba, że o nim nie wiem), ale w gronie moich znajomych co rusz słychać o kolejnych przypadkach. To tylko potwierdza fakt, że nie jest wyimaginowany i obala tezy niedowiarków, którzy ciągle próbują ogłaszać światu swoje racje o braku podstaw przestrzegania wszelkich obostrzeń.

Wojtka znacie doskonale – to moderator naszej grupy, z którym rozmawiam niemalże codziennie. Razem z pozostałymi moderatorami prowadzimy prywatne rozmowy na temat grupy, swojej pracy, ale też dzielimy się prywatą. Tym bardziej wiadomość od Wojtka wstrząsnęła mną do tego stopnia, że wspólnie postanowiliśmy opisać Jego przypadek – tak ku przestrodze. To też świetne źródło informacji – wszystko z pierwszej ręki, bez koloryzowania i fakenewsów.

ZAPRASZAM NA WYWIAD - KASJER Z COVID-19

- Jakie było Twoje nastawienie do COVID-19 przed zakażeniem?
- Byłem sceptycznie nastawiony do tego wirusa. Byłem pewien, że to zwykła grypa, że jest to coś wymyślonego. Taka zwykła choroba, którą każdy z nas przejdzie i szybko z niej wyjdzie.
- Czy w pracy przestrzegałeś nakazu zasłaniania ust i nosa - korzystałeś z maseczki lub przyłbicy?
- Mimo mojego nastawienia, nosiłem podczas każdej zmiany maseczkę oraz rękawiczki. Tak samo zachowywałem się w miejscach publicznych poza pracą.
- Jaki stosunek do pandemii mają Twoi przełożeni?
- Pracodawca już nie przypomina o zasadach przestrzegania obostrzeń, bo wszyscy z automatu przed wejściem na salę sprzedaży zakładają maseczki. Chociaż jest kilka osób, które bagatelizują sprawę i nie zasłania ust i nosa.
- Jak myślisz, czy mogłeś zarazić się tym wirusem w pracy?
- Ciężko tutaj gdybać. Choć nie ukrywam, że ostatnio klienci bez maseczek to standard. Przestałem zwracać im uwagę, bo ileż można. Tak naprawdę nie ma zamiany, aby jakiś klient nie kichnął. Pomimo sytuacji, jaka panuje często ludzie ślinią ręce, gdy sięgają po reklamówki i kichają w rękę, a nie w łokieć.
- Kiedy po raz pierwszy pomyślałeś, że możesz być zakażony?
- Kilkanaście dni temu czułem, że coś się ze mną dzieję. Czułem się rozbity, trochę niespokojny. Gardło mnie w ogóle nie bolało, kataru też nie miałem. Gdy już myślałem, że jest po wszystkim we wtorek (6 października 2020) wieczorem - czułem się już tak słabo, że stwierdziłem, że zmierzę sobie temperaturę. Spojrzałem na termometr, a tam 39,8ºC. Rano straciłem smak - zrobiłem sobie zimową herbatę (imbir, goździki, cytryna, miód) - zamiast wyrazistego smaku herbaty, czułem, że pije samą wodę. To mnie mocno przeraziło.
- Co było później? Jak dowiedziałeś się, że jesteś pozytywny?
- Tego samego dnia zadzwoniłem do sanepidu. Jednak tam, Pani powiedziała, abym zadzwonił najpierw do lekarza rodzinnego. Rodzinny od razu stwierdził, że to nie jest COVID-19. Nawet próbował mnie wystraszyć, twierdząc, że jeżeli zrobię badanie i się potwierdzi, to zostanę uziemiony na 2 tygodnie. Nie dałem za wygraną i podszedłem do tematu odpowiedzialnie. Powiedziałem, że jeśli jestem pozytywny nie chcę stanowić zagrożenia dla innych. Po moich słowach lekarz rodzinny polecił, abym poinformował sanepid raz jeszcze o konieczności zrobienia testu.
- Ile czekałeś na badanie i jak ono wyglądało?
- Wymazobus przyjechał do mnie do domu dzień później. Lekarze pobrali ode mnie wymaz z nosa i gardła. Byli ubrani w specjalne kombinezony, wyglądali jak kosmici. Widzieli, że mam zaostrzone objawy. Kazali mi czekać spokojnie na wynik. To była środa, a już w czwartek o 6 rano zadzwonili do mnie, że mam pozytywny wynik. Test zrobili bardzo szybko, bo musieli dać znać szpitalowi o kolejnym przypadku w razie, gdyby była konieczność podłączenia mnie pod respirator. Sanepid zapytał, czy mogłem kogoś zarazić. Na szczęście miałem kilkunastodniową przerwę w pracy, więc nie było konieczności przeprowadzania sklepowej dezynfekcji.
- Jakie towarzyszyły Ci objawy?
- Na początku gorączka nie była wysoka. Przez ok. 5 dni nie czułem w ogóle smaku. Towarzyszyły mi ciągłe bóle mięśni i stawów, ale takie, których nigdy wcześniej nie miałem. Do tego dochodzi dziwny ucisk w klatce piersiowej. Jednej nocy dostałem strasznego ataku duszącego kaszlu i gorączka sięgnęła 41,5ºC. Wystraszyłem się, bo mieszkam sam, więc zadzwoniłem na pogotowie. Przełączono mnie na oddział zakaźny, gdzie lekarz stanowczo powiedział, że nie ma szans, żeby mnie przyjęli, bo mają przepełnione sale. Tylko jednej doby przyjęto 150 osób w ciężkim stanie. Pani doktor poleciła mi, abym jak najszybciej poszedł pod zimny prysznic, żeby zbić gorączkę. Dosłownie doczołgałem się do łazienki. Nie byłem w stanie stać na nogach, dlatego usiadłem w brodziku i polewałem się zimną wodą. Wszystko pamiętam, jak przez mgłę. Na szczęście udało mi się zbić gorączkę do 39ºC. Lekarz na końcu dodał, że jeżeli rzeczywiście nie uda mi się zbić gorączki tym prysznicem, to dopiero wtedy po mnie przyjadą.
atrybut alt kasjer z covid-19
Archiwum prywatne Wojtka
- Co chciałbyś powiedzieć osobom, które nie wierzą w wirusa?
- Jeżeli ktoś tego sam nie doświadczy, albo gdy wirus nie zaatakuje kogoś bliskiego z rodziny, to nadal pewnie będzie twierdził, że wirusa nie ma. A wirus był, jest i będzie. Nie mylcie wirusa ze zwykłym przeziębieniem, czy grypą, bo to tak nie jest. Ja mam osłabioną odporność, choruje bardzo często, ale nigdy przenigdy nie miałem tak silnych objawów, jak teraz. Czuje się bardzo słabo, choć już teraz mam nadzieję, że najgorsze jest za mną.
- Co myślisz o nowym rozporządzeniu, które 15 października przywraca ponownie godziny dla seniorów?
- Jestem za. Ja też mam starszych dziadków i dla Nich to jest najlepsze rozwiązanie. Moja babcia jest po zawale serca. Teraz, gdy moi dziadkowie namacalnie widzą, że wirus dotknął ich wnuka, jeszcze bardziej będą stosować się do obostrzeń. Zresztą już moja w tym głowa, żeby ich edukować i nieustannie przypominać, żeby korzystali z przywileju godzinowego podczas zakupów. Mam nadzieję, że reszta starszego społeczeństwa poważnie potraktuje ten temat i wreszcie będzie on zasadny, bo spacerowanie po sklepie w dobie pandemii nie jest najlepszym rozwiązaniem.

FANPAGE FACEBOOK

DOŁĄCZ DO GRUPY NA FB

Archiwa

atrybut alt kobiety na zakupach
Kobiety na zakupach
atrybut alt dzień z życia kasjera
Dzień z życia kasjera
Wyznanie byłej kasjerki - Walić to! Jutro piątek!