DROGI CZYTELNIKU🛒

Mam nadzieję, że nie trafiłeś tutaj przypadkowo, a jeżeli tak, to zdecydujesz się zostać ze mną na dłużej.
Zapraszam Cię w podróż po świecie, który nie należy do najłatwiejszych.
Jestem kasjerem i codziennie walczę o przetrwanie. Powalczysz ze mną?
💪

Tagged: kasjerzy

Handel solidarny z Ukrainą

Wydarzenia ostatnich dni wstrząsnęły całym światem. I choć wojna na Ukrainie trwa już kilka lat, to jej aktualna eskalacja przybiera widmo prawdziwego potwora. Nie umiem sobie wyobrazić co czują nasi wschodni sąsiedzi, jednak jedyne co napawa optymizmem to solidarność i ludzka, bezinteresowna pomoc, która tak chętnie jest udzielana nieznajomym Ukraińcom – często obcym, a jednak tak bardzo bliskim naszemu sercu.

atrybut lat handel solidarny z Ukrainą

Handel to jeden z podstawowych filarów gospodarki w każdym kraju. W ostatnich latach z uwagi na sytuację polityczną lub materialną wielu Ukraińców zdecydowało się na opuszczenie swojego kraju. Masa z nich osiedliła się w Polsce. Ściana wschodnia naszego kraju szczególnie jest tego świadkiem. Mieszkając w Rzeszowie od kilku lat sama zauważam jak wielu ukraińskich braci i sióstr zdobyło pracę właśnie w handlu. I to jest świetna wiadomość. Sektor ten z roku na rok wciąż komunikuje o brakach pracowników i tę lukę w sporej mierze zapełniają Ukraińcy. 

Biedronka wyciąga pomocną dłoń

Z uwagi na agresję Rosji w stosunku do Ukrainy wiele firm próbuję wyciągnąć pomocną dłoń do ofiar reżimu Putina. To niezwykle ważne, by w sytuacjach kryzysowych nie patrzeć na portfel, a kierować się empatią i solidarnie udzielać pomocy. Na szczególną uwagę zasługuje Biedronka. I choć o tej sieci krąży wiele negatywnych opinii, to jej postawa w związku z aktualnymi wydarzeniami jest godna podziwu i naśladowania.

Sieć Biedronka podjęła decyzję o przyznaniu wszystkim pracownikom obywatelstwa ukraińskiego zatrudnionym na umowę o pracę bezzwrotnego wsparcia finansowego w wysokości 1000 zł. To gest solidarności sieci z ukraińskimi pracownikami, szczególnie ważny dla tych, których rodziny pozostały na Ukrainie.

Jak podaje Biedronka, sieć zatrudnia ok. 1 800 osób z Ukrainy, które codziennie obsługują klientów lub pracują w centrach dystrybucji. Bezzwrotne zapomogi losowe będą wypłacane w ramach programu „Możesz liczyć na Biedronkę”, po złożeniu przez pracownika wniosku przez stronę www.dlanaswjm.pl w szybkiej i uproszczonej procedurze. Pierwsze wypłaty w ramach tego programu trafią do beneficjentów już w przyszłym tygodniu, niemal zaraz po tym jak wpłyną pierwsze wnioski od pracowników.  

Co więcej, Biedronka komunikuje, że pracuje nad specjalną uproszczoną ścieżką zatrudniania dla członków rodzin pracowników oraz dodatkowym wsparciem dla ukraińskich kolegów i koleżanek – wkrótce sieć przedstawi w tych sprawach szczegóły.👏

Netto wycofuje ze sprzedaży ukraińskie produkty

Wierzę, że za Biedronką pójdą też inne sieci, które wyciągną pomocną dłoń do pracowników z Ukrainy. Jak podaje portal Wiadomości Handlowe, kolejną siecią, która solidaryzuje się z Ukrainą jest Netto. Sieć zdecydowała się na wycofanie ze sprzedaży towarów pochodzących z Rosji i Białorusi. Wcześniej dyskonter ogłosił obniżkę cen 40 codziennych, podstawowych produktów o 30% w sklepach zlokalizowanych niedaleko wschodniej granicy. Z promocji skorzystać mogą wszyscy klienci.

A co my – polscy kasjerzy możemy zrobić, kiedy do naszych zespołów dołączą wschodni sąsiedzi? Przede wszystkim ciepło Ich przyjąć i okazać wsparcie, szczególnie gdy początkowo widoczna będzie bariera językowa. Potraktujmy Ich dokładnie tak samo, jak my chcielibyśmy zostać potraktowani w sytuacji dla nas kryzysowej. Myślę, że nie trzeba o tym przypominać, bo wierzę że w każdym z nas znajdą się olbrzymie pokłady współczucia, empatii i chęci pomocy człowiekowi, którego dosięgła straszna tragedia. 

A Wy jak pomagacie?

*dochód z wyświetlonych reklam przeznaczony będzie na pomoc Ukrainie za pośrednictwem Polskiej Akcji Humanitarnej (https://www.pah.org.pl/wplac/)

FANPAGE FACEBOOK

Dołącz do mojej społeczności

 

DOŁĄCZ DO GRUPY NA FB

Jestem kasjerem🛒

Archiwa

Jestem kasjerem: O panującym chaosie w dyskoncie

Ostatnio na grupie Jestem kasjerem pojawił się udostępniony post, który w dość trafny sposób opisywał to, jak wygląda sala sprzedaży jednego z największych dyskontów w naszym kraju. Nazwy nie wymienię, ale wierzę, że DYSKONT kojarzy się wielu tylko z jedną siecią.

atrybut alt Jestem kasjerem: O panującym chaosie w dyskoncie

Oczywiście pragnę zaznaczyć, że absolutnie nie neguję tej sieci za całokształt. To miejsce pracy wielu osób i na pewno znajdą się tacy, którzy każdego dnia z dumą noszą logo na roboczym uniformie. Zdarza mi się jednak robić w niej zakupy, jednakże ilekroć tam jestem, wychodzę lekko rozdrażniona. Zakupy traktuje bardzo konkretnie. Nie lubię się nad nimi zbytnio rozwodzić, dlatego z reguły wchodzę z zamiarem skompletowania potrzebnych artykułów i szybko udaje się w stronę kas. Niestety, ilekroć zdarza mi się odwiedzać ów dyskont zakupy w nim to nie lada wyzwanie. Już na starcie mój poziom stresu wzrasta, bo próba znalezienia wolnego koszyka zakupowego często kończy się fiaskiem. Nie zawsze potrzebuję targać wielki wózek, który tylko zajmuje niepotrzebne miejsce w i tak wąskich alejkach. Ostatnio wzięłam się już na sposób i aby wyeliminować ten czynnik stresowy, zabieram ze sobą swoją torbę wielokrotnego użytku i do niej pakuję swoje zakupy. Nie rozumiem, czemu przy wejściu zamiast piętrzących się palet z proszkiem do prania na promocji lub innymi krzykliwymi okazjami, nie może znaleźć się miejsce na małe koszyki zakupowe. Wszak to nie hipermarket, w którym klienci kupują całymi kartonami. Efekt jest taki, że gdy popatrzę na innych klientów, często trzymają w rękach zakupy przytrzymując je brodą. Całkiem możliwe, że wzięliby więcej, ale brak koszyka zakupowego powoduje, że już nie mają możliwości.

Idąc głębiej jest tylko gorzej. Pokonuje slalom wielkich wózków zakupowych klientów, którzy bezmyślnie zostawiają je, gdzie popadnie, a sami błądzą po sklepie w poszukiwaniu szczęścia. Zdarza się, że taki konsument zastawia drzwi od lodówki tak, że nikt się do niej nie może dostać. Wkraczam więc i odsuwam jeden z tych wózków, bo akurat potrzebuję wyjąć ciasto francuskie, a zza pleców dobiega do mnie piskliwy głos kobiety, żebym zostawiła ten wózek, bo to jej. Nosz kurde! Kultura osobista każe mi przemilczeć tę sytuację, zabieram więc produkt z lodkówki i odchodzę, aby nie zostać posądzoną o kradzież metalowego wózka, który choć jest własnością sklepu, to tak naprawdę tej klientki – to tak w gwoli wyjaśnienia, gdyby ktokolwiek jeszcze miał wątpliwości.

Wchodzę w kolejną alejkę i trzymam kciuki, żeby reszta zakupów przebiegła bezboleśnie, ale nie. Wielkie palety, które dopiero co rozładowane z tira właśnie wjeżdżają na salę sprzedaży. Pracownicy w popłochu, próbują się uwijać, ale co rusz przeraźliwy (naprawdę straszny!) dzwonek na kasę każe im zostawić towar i lecieć, aby rozładować kolejkę. Paleta więc paletę pogania. Stoją olbrzymie, a slalom wózków zapełnia wolną przestrzeń tak, że człowieku nie przejdziesz. Wycofuje się więc i rezygnuje z piątej pozycji swojej listy zakupów. Wracam się z powrotem na dział owoców, bo wcześniej było przy nim tak tłoczno, że odpuściłam. Z oddali widzę, że ludzi nadal przybywa, a dodatkowo dobiega mnie jakiś huk. Pracownik siedzi na maszynie i zmywa posadzkę na warzywniaku w godzinach największego szczytu. W tym momencie pojawia mi się w głowie myśl:

"Ja pierd***, kto normalny tym zarządza?!”

 – nie mając absolutnie pretensji do pracowników, którzy gołym okiem widać, że mają ręce pełne roboty. Zanim zdenerwuje się na dobre, szukam logicznego wytłumaczenia zaistniałej sytuacji. Pracuje w handlu więc wiem, że czasem coś się stłucze, rozwali i trzeba posprzątać. Szukam więc jakiegokolwiek punktu zaczepienia, ale nie znajduję. Klienci raz po raz przesuwani są to z prawej, to z lewej strony, a mycie posadzki trwa w najlepsze. Mina pracownika obsługującego maszynę obwieszcza światu, że gdyby tylko mógł, przeniósłby świat gry GTA na rzeczywistość – tu i teraz.😉 Jeśli po tym akapicie pojawi się lawina komentarzy, że być może było brudno – uprzedzam, że nie było. Należę do osób pedantycznych i potrafię ocenić jasno sytuację. Mądry kierownik, który widzi tabuny ludzi na sali sprzedaży, poprosiłby pracownika, aby sprzątanie przełożył na luźniejszy moment, bo na pewno takie się zdarzają. Ale po kierowniku ni widu, ni słychu, a cyrk trwa w najlepsze.

Co więcej… gdy patrzę na pracowników – szczerze im współczuję. Na ich twarzach widać przemęczenie, złość i ogólne niezadowolenie z wykonywanej pracy. I trudno się tutaj dziwić, gdy warunki w jakich przyszło im pracować wcale nie pomagają i nic nie zapowiada, by cokolwiek miało się zmienić. Chaos, cyrk – każdy może znaleźć swoją definicję panujących zwyczajów w tej sieci. Jako baczny obserwator tego co tam się dzieję, odnoszę nieodparte wrażenie graniczące z pewnością, że pracownicy tych sklepów powinni otrzymywać rekompensatę za pracę w szkodliwych warunkach. Szczerze wszystkich podziwiam, że dają radę i to znoszą. Jako pracownik handlu wiem, że nasza branża do łatwych nie należy, ale porównując moją pracę, a to z czym muszą mierzyć się pracownicy tego dyskontu to niebo, a ziemia. Oczywiście nie wolno mi generalizować, bo być może jest w tym kraju jakiś sklep, który ze względu na mniejszą ilość klientów całkiem dobrze sobie radzi z opisanymi wyżej problemami. Być może w jakimś sklepie pracownicy są doceniani i nie cierpią na chroniczne zmęczenie. Póki co jeszcze takiego sklepu nie znalazłam, a odwiedziłam ich naprawdę dużo choćby przy okazji wykonywania audytów Tajemniczego Klienta, którym byłam kilka lat.

Fenomen tego sklepu nie przestaje mnie zaskakiwać. Wszyscy narzekają, a i tak zawsze jest tam pełno ludzi.

Niezależnie od pory dnia lub nocy. Ogólna opinia o sieci dyskontów zdecydowanie nie jest pochlebna, a i tak sieć się rozrasta. Tylko do czego to wszystko zmierza? Oszczędności, redukcje etatów, jeden pracownik pełni obowiązki na trzech stanowiskach. Tak się nie da i kiedyś ta guma po prostu pęknie. Być może niedługo sieć postanowi zlikwidować regały i klienci będą sięgać po produkty prosto z palet, bo tak będzie szybciej i OSZCZĘDNIEJ? Na koniec – sięgając do ogólnodostępnych danych, sieć o której mowa odnotowała za 2021 r. wzrost przychodu aż o 11% w stosunku do 2020 r. Być może, gdyby przeznaczyć więcej budżetu na ludzi, sytuacja w sklepach wyglądałaby lepiej? Tylko wtedy w portfelu prezesa znalazłoby się pewnie o kilka banknotów mniej, a tego by nie przeżył.💸 Taki to właśnie handel XXI w. 

Ważne, aby uświadamiać klientów, że to nie kasjer jest odpowiedzialny za sposób zarządzania sklepem i to co w nim się dzieje. Podobno to kasjer jest wizytówką sklepu. Ciężko jednak świecić przykładem i wspinać się na wyżyny świetnej jakości obsługi klienta, gdy taki kasjer nie ma czasu nawet podrapać się po głowie, a  co dopiero bezbłędnie odpowiadać na potrzeby klienta. Przez właśnie takie zarządzanie, które stawia na ilość, a nie jakość pracownicy handlu wciąż są postrzegani jako maszynka do zarabiania pieniędzy, a stereotypy wokół naszego zawodu piętrzą się niczym palety kolejno ustawione w alejkach na sali sprzedaży.

atrybut alt jestem kasjerem o panującym chaosie w dyskoncie

*Komentarze wklejono za zgodą ich autorów

FANPAGE FACEBOOK

Dołącz do mojej społeczności

 

DOŁĄCZ DO GRUPY NA FB

Jestem kasjerem🛒

Archiwa

Kasjer po świętach – urlop potrzebny od zaraz

atrybut alt kasjer po świętach - urlop

Wszyscy uwielbiamy wolne dni od pracy. Niezależnie jaki zawód wykonujesz – czy jesteś kierowcą, górnikiem czy tak jak ja kasjerem przerwa świąteczna lub jakiekolwiek inne święto, które powoduje, że nie trzeba iść do pracy wywołuje masę radości i uśmiechu. Nie ma co się dziwić. Każdy lubi leniuchować, a pracy wielu Polaków ma po dziurki w nosie.  Zwłaszcza taki kasjer po świątecznej gorączce zakupów…

Jednak… Święta, święta i po świętach. Założę się, że ta jakże błyskotliwa sentencja wypowiadana była w niejednym domu. Pracownicy handlu ledwo co otrząsnęli się po tłumach klientów przed świętami, a tu kolejne super okazje zachęcają konsumentów do robienia zakupów z okazji nocy sylwestrowej, nie wspominając o zwrotach, które wynikają z nietrafionych prezentów świątecznych. No nie ma lekko, niestety.

Miliony ludzi chcąc zdążyć z przygotowaniami z okazji tego rodzaju świąt bierze sobie urlop. Trzeba przecież posprzątać, zrobić zakupy, ugotować. Zadań jest cała masa, a natłok obowiązków może kumulować złość i frustracje. Te bardzo często wylewane są na pracownikach handlu – najczęściej na kasjerach.

DZIEŃ PRZED WIGILIĄ

Bo kasjer to przecież robot. Nie potrzebuje czasu na przygotowania. Ma dyżurować jak policjant i czekać aż Pani Nowak przypomni sobie, że nie kupiła jednej 🧅cebuli, której i tak nie uda jej się zużyć, bo jej mąż Stefan przypomni jej z wielkim wyrzutem, że po cebuli ma wzdęcia. A to kolejny powód do kłótni.

NIEDZIELA NIEHANDLOWA, SIEĆ SKLEPÓW SPOŻYWCZYCH ŚWIADCZĄCA USŁUGI POCZTOWE

Nie przyjdzie mu oczywiście do głowy, że właśnie przez takich przyjemniaczków cała masa pracowników handlu musi zapieprzać w niedzielę, bo przecież sklep spożywczy musi być otwarty 7 dni w tygodniu 24 h / dobę. Co będzie jak komuś zabraknie cebuli?

Nie muszę chyba przytaczać historii, która wraca co roku jak bumerang – po świętach Bożego Narodzenia, czas na Sylwestra. 31 stycznia Pani Roksana o godzinie 16:48 zorientuje się, że nie kupiła rajstop i jej całą kreację ch** bombki strzelił, Sylwestra nie będzie, bo jej najbliższy, osiedlowy sklep wywiesił na drzwiach, że 31.12. ma czynne tylko do 16:00. SKANDAL!

Być może za dużo w tym wpisie sarkazmu, ale on nie bierze się z niczego. Pracując w sklepie byłam świadkiem tylu dziwnych, wręcz niedorzecznych sytuacji, że czasami naprawdę uszy więdną, a ręce opadają. Człowiek jest prawdziwą hieną, gdy coś nie idzie po jego myśli. Klienci lubią być pępkiem tego świata, jednak na szczęście coraz więcej sprzedawców odważnie artykułuje sprzeciw wobec druzgocących zachowań konsumentów. Czasami trzeba utrzeć im nosa, ot co!

Szczęśliwego Nowego Roku!

CZAS NA URLOP🎈

FANPAGE FACEBOOK

Dołącz do mojej społeczności

 

DOŁĄCZ DO GRUPY NA FB

Jestem kasjerem🛒

Archiwa

atrybut alt kubek kasjera
PRZEJDŹ DO SKLEPU

KASY SAMOOBSŁUGOWE OKIEM KASJERA

O kasach samoobsługowych każdy kasjer z pewnością mógłby książke napisać. Jeśli lubisz humor i dużą dawkę rozrywki, wystarczy zatrudnić się w sklepie z ów kasami, a zaoszczędzisz na biletach na stand-up lub dobry kabaret. Przestrzegam jednak, że podczas pracy z kasami samoobsługowymi, mogą wystąpić skutki uboczne określane mianem wku*wienia pospolitego (przepraszam za wyrażenie, ale tym razem musiałam).

Kasy samoobsługowe miały być dobrodziejstwem ludzkości, natomiast z mojej perspektywy – perspektywy kasjera, są jej przekleństwem. Mija ok. 1,5 roku, kiedy to na łamach tego bloga, opublikowałam wpis: Dlaczego kasy samoobsługowe nigdy nie zastąpią człowieka? Poczynając ten wpis nie sądziłam, że przeżyję na własnej skórze tyle dziwnych sytuacji z nimi związanych. Wtedy jeszcze w sklepie, w którym pracuję nie było zainstalowanej żadnej kasy samoobsługowej, a tamten wpis powstał na skutek obserwacji tego co dzieję się w innych sklepach. Pora więc na małą aktualizację, gdyż sztuczna inteligencja zagościła u nas na dobre i chyba prędko się nie wyniesie…

KASY SAMOOBSŁUGOWE OKIEM KASJERA

Kolejki – nikt ich nie lubi. To zrozumiałe, że każdy chce załatwić swoje zakupy tak szybko, jak to tylko możliwe. Kasjer delikatnie wychyla się zza kasy, żeby rozeznać się w sytuacji. O losie! Kolejka jak stąd do nieba. Czas ogłosić krótki komunikat:

Wzrok klientów do połowy wypowiedzianego zdania wymierzony był w stronę kasjera. Gdy usłyszeli wzmiankę o kasach samoobsługowych ich oczy automatycznie powędrowały ku sufitowi, tak jakby ta sprawa wcale ich nie dotyczyła.

Jednak nie jest aż tak źle. Oto jeden ze śmiałków podejmuje wyzwanie i choć niepewnym krokiem, to rusza ku maszynie. Kasjer kątem oka sprawdza co dzieje się na linii kas samoobsługowych, dokonując jednocześnie obsługi przy tradycyjnej kasie.  Śmiałek traktuje sztuczną inteligencję z wyższością. Zapomina, że z nią także należy się “zapoznać” – już nie słownie i o ile “dzień dobry” można sobie darować, to należałoby co najmniej przeczytać komunikat, który wyświetla się na jej ekranie. Ale po co, kiedy człowiek chce zabłysnąć prędkością światła i znajomością tego co tak naprawdę jest nieznane.

Śmiałek bierze produkt do ręki i poszukuję kodu kreskowego. Znalazł. Wkrótce zaczyna się nerwowe błądzenie wzrokiem w poszukiwaniu skanera. To najczęściej przezroczysta pleksa z czerwoną diodą – nie sposób jej nie zauważyć, ale zdarzają się takie przypadki jak ten… Klient nerwowym już ruchem próbuje nabić szampon i macha nim w pobliżu skanera (ufff, brawo przynajmniej wie, gdzie jest skaner). 🤦‍♀️Jednak nie! Moja radość była przedwczesna. Widocznie źle przyłożył produkt, skaner go nie odczytał i zamiast spróbować raz jeszcze, klient postanawia sprawdzić, czy jednak ów skaner nie został umieszczony na ekranie kasy.

Przykłada więc szampon do ekranu i przesuwa go wzdłuż jego szerokości, później wzdłuż długości, następnie po przekątnej. W tym momencie mam ochotę uruchomić teleportację i uciec z pracy na bezludną wyspę. I choć jeszcze nie opanowałam tej sztuki, to wciąż wierzę, że kiedyś mi się to uda. Kontynuuję zatem obsługę klientów przy tradycyjnej kasie. Śmiałek zaczyna nerwowo mamrotać coś pod nosem, a szampon nadal nie został zeskanowany. Nie poddaje się jednak, robi krok w tył, żeby złapać większą perspektywę kasy samoobsługowej i jest! Wpada na kolejny, genialny pomysł. Postanawia podjąć próbę skanowania szamponu w miejscu, gdzie jest przytwierdzony terminal płatniczy. Skoro potrafi posługiwać się kartą, to chyba powinien wiedzieć do czego służy PIN Pad. Przykłada więc szampon do terminalu z nadzieją, że ten wreszcie zeskanuje jego produkt. Kolejny raz pudło!❌

Na ratunek przybywa inny klient, który podchodzi z własnej woli do kasy samoobsługowej obok. Bez trudu wybiera kolejne opcje na ekranie, następnie bezbłędnie odnajduję kod kreskowy, skaner i wreszcie słychać to wyczekiwane PIP ze strony kasy samoobsługowej. Eureka! Produkt został zeskanowany! Śmiałek z otwartymi ustami spogląda na sąsiada i bierze z niego przykład. Wreszcie mu się udało i zadowolony opuszcza sklep, jakby nigdy nic. Nie ma nawet pojęcia, że jego zachowanie będzie inspiracją do październikowego wpisu na moim blogu.👩‍💻

Morał z tego jest jeden. Nie ma co udawać, że jest się we wszystkim biegłym. Prawda jest też taka, że kasy samoobsługowe w każdym sklepie wyglądają inaczej i mają inny model obsługi. Niezależnie jednak od ich opcji, najpierw należy poświęcić kilka sekund na przeczytanie tego co znajduję się na jej ekranie startowym. Tam zawsze umieszczone są instrukcje postępowania i każdy (nawet największy laik technologiczny) będzie umiał sobie z nią poradzić. 

O kolejnych dziwnych sytuacjach z kasami obsługowymi w roli głównej będę informować na bieżąco – pozostajemy w kontakcie!🖐🛒

FANPAGE FACEBOOK

Dołącz do mojej społeczności

 

DOŁĄCZ DO GRUPY NA FB

Jestem kasjerem🛒

Archiwa

Karma kasjera. Jaka obsługa, tacy klienci?

Obsługa klienta z roku na rok staje się coraz bardziej wymagająca. Dostrzegam to niemal każdego dnia. Wszechobecne standardy, obsługa wg ściśle wytyczonych reguł, raporty, statystyki, tajemniczy klient… witamy w piekle zwanym HANDEL. obsługa klienci

Przeciętnemu Kowalskiemu nie przyjdzie nawet do głowy, co tak naprawdę kryje za sobą zawód kasjera. Dla wielu (żeby nie powiedzieć dla większości), to zaledwie skanowanie produktów i wyryte formułki: “Dziękujemy i zapraszamy ponownie”. Istny banał, który ogarnie każdy idiota. Czyżby?

Praca z klientem, który zostawia przy kasie swoje pieniądze rodzić może wiele nieprzyjemnych sytuacji. Ludzie z reguły nie lubią wydawać swoich, ciężko zarobionych pieniędzy. Niestety, taka kolej rzeczy – zarabiamy po to, aby stać nas było na co najmniej podstawowe produkty niezbędne do życia. Niektórzy znoszą to z godnością, inni mają z tym duży problem, który odbija się często na kasjerach. 

GBUROWACI, CHAMSCY, AROGANCCY, WŁADCZY, OPRYSKLIWI...😤

 – tacy bywają klienci, którzy wciąż nie mogą się pogodzić z faktem, że za pewne dobra trzeba zapłacić. Rzucają banknotem niemal w twarz kasjerowi (dobrze, że są teraz pleksy), nierzadko wyjmując z portfela cały plik banknotów, którym ostentacyjnie tasują, jakby to miało w ogóle na kimkolwiek zrobić wrażenie. Wiecie… buractwo to straszna plaga, 😉

Jednak nie o tym będzie dzisiaj ten wpis, bo szkoda tracić czas na niewielki odsetek klientów, skoro wciąż są tacy, którzy szanują pracowników handlu. Nie tak dawno temu, pewna klientka, która stale robi u nas zakupy, uzmysłowiła mi jedną bardzo ważną rzecz. Warto się nad nią pochylić, bo jestem pewna, że wykonując mechanicznie swoje obowiązki możemy o niej zapomnieć.

Sklep, w którym pracuję usytuowany jest w obrębie galerii handlowej. Klientka, o której wspomniałam pracuje w jednym z butików, dlatego jest częstym gościem naszej drogerii. Kojarzę ją, znam jej zakupy niemal na pamięć, bo praktycznie zawsze kupuje to samo. Ostatnio podczas obsługi kasowej rozwiązała się między nami rozmowa (sytuacyjna, nie pamiętam już o co chodziło). Niemniej, gdy już kończyłam ją obsługiwać, klientka ta spojrzała mi w oczy i stwierdziła:

Prawdopodobnie w tym miejscu strzeliłam buraka, niemniej zrobiło mi się bardzo miło. Krótko po jej wizycie, zaczęłam zastanawiać się, czy aby na pewno klientka ma rację, bo przecież znam siebie i wiem doskonale, że bywają dni, gdzie tego uśmiechu u mnie brakuje. Krótki rachunek sumienia względem klienta. Czy zawsze jestem chętna do pomocy, kiedy mnie o nią poproszą? Czy zawsze cieszę się na widok osób oczekujących w kolejce? Czy pomimo zmęczenia pracą jestem w stanie obsłużyć wszystkich w taki sam profesjonalny sposób?

NIE.

Dlatego warto ciągle o tym myśleć, że my kasjerzy jesteśmy wystawieni na nieustanną ocenę. Są klienci, których obsłużymy tylko raz w życiu, bo wpadli do sklepu zwyczajnie po drodze. Są też tacy, którzy będą odwiedzać nas częściej, bo lubią nasz asortyment, ceny, albo po prostu właśnie obsługę. A co jeśli klient zapamięta sklep poprzez pryzmat focha na twarzy kasjera i opowie o fatalnej jakości obsługi klienta swoim znajomym? Fama pójdzie. Od razu będzie wiadomo, że w sklepie X pracuje taka dziewczyna w okularach z czarnymi oprawkami, ok. 170 cm wzrostu, która wszystkich obsługują z wielką łaską, aż strach do niej podejść. 

Nikt chyba nie chce być w taki sposób oceniany. Pamiętajcie, że jak nas widzą, tak nas piszą. I oczywiście należy wziąć pod uwagę pewne zmienne, jak chociażby złe samopoczucie, na które często nie mamy wpływu. Nie jesteśmy robotami, tylko ludźmi. Warto jednak pracować nad sobą, nad swoimi emocjami i postawą względem drugiego człowieka. Masz gorszy moment w pracy? Wiadomo, nie będziesz tryskać energią. Ale minimum z siebie zawsze wykrzesasz. 

Pamiętam, nie tak dawno temu miałam słabszy okres w pracy. Demotywacja – level hard, mniejsza już o powód. Moja obsługa nie była najwyższych lotów, ale szczerze? Mało mnie to obchodziło. Poczucie niesprawiedliwości w zespole było na tyle silne, że odbijało się to na klientach. Wtedy, jakimś dziwnym trafem, co rusz przydarzali mi się klienci, którzy byli gburowaci, chamscy, aroganccy, władczy, opryskliwi… zupełnie jak ich kasjer, czyt. ja (być może jestem zbyt surowa dla siebie, ale chcę Wam podkreślić, jak bardzo nasza postawa względem klienta jest ważna). 

Tak, jak słusznie zauważyła klientka – karma lubi wracać. I tak jest! Jeśli my kasjerzy będziemy względem klientów niemili, to nie ma co oczekiwać, że oni odpłacą się czymś innym. Oczywiście, nie jest to reguła, bo na zwykłe buractwo czasami po prostu nie ma rady i zawsze zdarzy się klient, który zmiesza nas z błotem bez powodu. No cóż, takie to właśnie ryzyko zawodowe kasjera.😅  Pamiętajcie jednak, że…

KARMA WRACA. DOBRO WRACA.

FANPAGE FACEBOOK

Dołącz do mojej społeczności

 

DOŁĄCZ DO GRUPY NA FB

Jestem kasjerem🛒

Archiwa

Kasjerzy vs niedziela spędzona za kasą

Gdy ponad 10 lat temu rozpoczynałam swoją przygodę z handlem, nie przyszło mi nawet do głowy, żeby zastanawiać się, czy praca w niedzielę to coś z czym mogę walczyć lub się nie zgadzać. Po prostu – był to zwykły dzień handlowy, tak jak każdy inny. I nagle przyszedł rok 2018, kiedy to przeforsowano ustawę i wprowadzono zakaz handlu w niedzielę, który z roku na rok stawał się bardziej zaostrzony… Jednak czy, aby na pewno? Kasjerzy vs niedziela

Pomysł o wprowadzeniu zakazu handlu w niedzielę budził wiele kontrowersji. Niedowierzano, że to co było zaledwie ideą, stanie się rzeczywistością. Temat ten zgromadził wokół siebie zarówno przeciwników, jak i zwolenników, jednak nikt tak naprawdę nie zapytał o zdanie tych, których handel w niedziele dotyczył bezpośrednio – mowa o pracownikach handlu.

KASJERZY PRACUJĄ NA PEŁNY ZEGAR

Kasjerzy to grupa zawodowa, która w zdecydowanej większości jest zwolennikiem ustawy o zakazie handlu w niedzielę. I trudno się temu dziwić, gdy handel w ostatnich latach przybrał postać pracy na pełny zegar. Coraz więcej placówek handlowych zaprasza klientów przez 24 godziny na dobę, co wiąże się z 3 zmianowym systemem pracy. O systematyczności nie ma tu mowy. Powrót z pracy o 22:00 lub 7:00 powoduję ograniczony kontakt z rodziną i przyjaciółmi. Brak regularności sprawia, że organizm staje się zmęczony i rozdrażniony.

Oczywiście w tym miejscu mogą pojawić się słowa sprzeciwu ze strony handlowców stacji benzynowych, bo ich charakter pracy także pozostaje 3 zmianowy, a o wolnej niedzieli mogą oni tylko pomarzyć. Dodać jednak należy, że paliwo, które jest całym clou stacji benzynowych można potraktować jako środek niezbędny do życia – mam na myśli szeroko rozumiany transport (karetki, dostawy świeżych produktów itp.). Nie mam na myśli towaru, który jest sprzedawany przy okazji tankowania (od hot-dogów po wycieraczki samochodowe), bo bez tego z całą pewnością każdemu uda się przeżyć w niedzielę.

LUKA PRAWNA - GDZIE DIABEŁ NIE MOŻE, TAM POLAKA POŚLE

W ostatnim czasie, niemal jak grzyby po deszczu wyrastają placówki pocztowe w miejscach, gdzie nigdzie wcześniej nie można było nadać żadnej paczki. Na osiedlowych sklepach spożywczych zawisły wielkie szyldy, które informują klientów o sprzedaży w każdą niedzielę. Kombinowanie to domena, która wszystkim kojarzy się z polskim narodem, bo gdzie diabeł nie może, tam Polaka pośle. I święte słowa. 

Ustawa z dnia 10 stycznia 2018 r. o ograniczeniu handlu w niedziele i święta oraz w niektóre inne dni mówi wyraźnie, że istnieje kilka wyjątków, w których zakaz handlu w niedzielę nie obowiązuje. Tym wyjątkiem jest m.in. przekształcenie zwykłego sklepu w placówkę świadczącą usługi pocztowe. Jak się okazuję, nie jest to wcale trudne do zrealizowania, bo sklepów, które omijają w ten sposób zakaz handlu w niedzielę jest z każdym dniem coraz więcej. Mało kogo obchodzi, co na ten temat myślą najbardziej zainteresowani – KASJERZY. 

Z najnowszych doniesień wynika, że proceder ten ma zostać powstrzymany. Posłowie pracują już nad wprowadzeniem kilku zmian. Dzięki nim, przekształcenie sklepu w placówkę pocztową nie będzie już takie łatwe – dochód z działalności pocztowej musi być większy niż z pozostałej. To dobra wiadomość, tym bardziej gdy zdarzają się przypadki, że sklep, który deklaruję usługi pocztowe, nie potrafi lub nie chce przyjąć paczki – taki to właśnie paradoks. 

Co więcej, warto także podkreślić fakt, że jeśli już jakiś sklep wywiązuję się z deklaracji usług pocztowych, to wszystko co jest związane z procesem odbierania, magazynowania i przekazywania dalej paczek zostaje na głowie kasjerów. To kolejny obowiązek, za który jak mi wiadomo nikt nie otrzymuje dodatkowego wynagrodzenia, bo i po co? Przecież pracownicy handlu są nie do zajechania!🤯 W takim sklepie nie ujrzymy osobno wydzielonego okienka – jak na poczcie. Pracodawcy tylko zacierają ręce, by ominąć prawo, dlatego o dodatkowym etacie można tylko pomarzyć.

Pora zapytać kasjerów, co myślą o pracy w niedzielę…

atrybut alt kasjerzy vs niedziela
Źródło danych: Grupa Jestem kasjerem - facebook.com / kliknij w wykres, aby dołączyć

Kasjerzy vs niedziele

W ankiecie, która została przeprowadzona za pośrednictwem grupy na Facebook-u udzielono 4121 głosów (dane na dzień 28.07.2021 r. godz. 10:30).

Nie dziwi wcale fakt, że niemal wszyscy respondenci uważają, że niedziela to czas dla rodziny, jednocześnie wyrażając dezaprobatę dla pracy w ostatni dzień tygodnia. Kasjerzy słusznie zauważają, że w niedzielę klienci chętnie przychodzą do sklepu, ale nie na zakupy, a bardziej w celach rekreacyjnych, urządzając sobie spacery często z całą rodziną (przykład galerii handlowych). Aż 525 badanych osób, podkreśla fakt, że przychodząc w niedzielę do pracy nie otrzymuje żadnego dodatku pieniężnego. 50 kasjerów wyraża chęć pracy w niedzielę w zamian za dodatek pieniężny nie równoznaczny z dniem wolnym w tygodniu. 46 respondentów podkreśla, że otrzymuję premię za pracę w niedzielę, natomiast 31 badanych twierdzi, że może pracować w niedzielę, jednak w zamian za co drugi weekend wolny. Zaledwie 14 osób wyraża chęć pracy w niedzielę bez dodatkowych wymogów. 

Dane przeze mnie zebrane nie budzą żadnego zaskoczenia. To tak, jakby wśród nauczycieli zadać pytanie, co sądzą oni o prowadzeniu zajęć także w sobotę? Z pewnością żaden z nich nie byłby zadowolony i wyniki ich ankiety prezentowałyby podobne odpowiedzi. Punkt widzenia zawsze zmienia się wraz z punktem siedzenia. O zniesienie zakazu handlu w niedzielę zagorzale walczą ci, co z handlem nigdy nic wspólnego nie mieli:

Przecież za to, że pracujecie
w niedzielę, otrzymujecie dzień
wolny w tygodniu!!!

No tak, to prawda. Tylko na co komu wolna środa lub wtorek, skoro wszyscy bliscy są wtedy w pracy lub w szkole?

Ponadto – częstym, używanym przez nich argumentem pozostaje fakt, że służby i wiele innych branż także pracują w niedzielę i święta, a handlowcom zwyczajnie poprzewracało się w głowach. Warto jednak zauważyć znaczącą różnicę choćby pomiędzy sklepem spożywczym, a pogotowiem lub policją. Bez tych pierwszych przeżyjesz w ten jeden dzień tygodnia. Wystarczy tylko dobra organizacja prywatnego czasu, aby zaplanować i dokonać odpowiedniej ilości zakupów przed niedzielą niehandlową. Przecież to takie proste, prawda?👍

FANPAGE FACEBOOK

Dołącz do mojej społeczności

 

DOŁĄCZ DO GRUPY NA FB

Jestem kasjerem🛒

Archiwa

Kasjer o grzechach klientów. To sklep, a nie wysypisko!

Czas ucieka nieubłaganie. Dopiero był początek maja, dlatego ciągle tkwiło we mnie przekonanie, że: “Eee, Beata spokojnie, masz jeszcze cały miesiąc na napisanie czegoś na bloga”. I tak zostały raptem 2 dni do końca miesiąca, a ja wciąż nie mam ani pomysłu, ani gotowego tekstu i tak naprawdę CZASU,  a nie mogę przecież zawieść siebie i założenia, które udaje mi się od ponad 2 lat realizować. Tak więc spinam tyłek i biorę się do roboty – bez zbędnych wymówek!

Wreszcie mnie natchnęło. Pisałam już o tak wielu aspektach pracy w handlu, że uwierzcie, czasem ciężko wpaść na coś, co nie będzie odgrzewanym 🥩kotletem (oczywiście schabowym – swoją drogą moim ulubionym!) Kasjer o grzechach klientów 

To o czym napiszę, nie będzie na pewno niczym odkrywczym dla samych kasjerów i pracowników sali sprzedaży. Jednak może to zaskoczyć osoby spoza handlu, a jednocześnie nakreślić im dobre wzorce zachowania podczas robienia zakupów. Życzyłabym sobie, aby każdy klient miał w sobie wypracowane pewne normy i standardy, dzięki którym nigdy więcej, nie będę musiała opisywać absurdalnych zachowań.

Nie lubię chodzić po sklepach. Odkąd pracuję w handlu, można nawet powiedzieć, że znienawidziłam zakupy. Jednak pewnych rzeczy nie przeskoczę i kilka razy w tygodniu muszę odwiedzić choćby sklep spożywczy. Gdy wcielam się w rolę klienta, jakby z automatu zachowuję się jak typowy pracownik tego sklepu. Nie przejdę obojętnie obok porozrzucanych foliowych reklamówek lub t-shirtu, który akurat zsunął się z wieszaka i leży na podłodze i po którym właśnie depcze jakaś małolata, którą stać nawet na drwiący komentarz rzucony do koleżanki:

No może i mają, ale szanowny konsumencie – to Ty ten syf uczyniłeś. Depczesz po białej koszulce, która jest własnością sklepu i nie przyjdzie Ci nawet do głowy, aby ściągnąć choć na chwilę tę jakże ciężką 👑koronę ze swej szanownej głowy i zachować się, jak CZŁOWIEK, odkładając ją na wieszak. Sklep odzieżowy jest fenomenalnym miejscem, w którym można zaobserwować całą gamę patologii. Pracowałam kiedyś w jednym z nich i to co można zastać w przymierzalniach, to czasami przechodzi ludzkie pojęcie. Klienci mają jakieś mylne przeświadczenie, że jeśli nie są u siebie to wolno im wszystko, bo przecież KLIENT NASZ PAN. Nic bardziej mylnego! To, że zostawiasz swoje pieniądze w sklepie, nie upoważnia Cię do tego, abyś w nim bałaganił i nie szanował dostępnych tam produktów. 

Pani w eleganckim garniturze. Czuć od niej piękną i zdecydowaną woń perfum, a jej głowa nosi się wysoko i dumnie. Wybrała się na popołudniowy shopping i rewiruje każdy centymetr sklepu. Wszystko byłoby ok, gdyby nie fakt, że ubrania, których dotyka i przymierza do siebie, traktuje jak zwykłe szmaty. Zdjąć z wieszaka koszulkę – nie problem. Założyć ją z powrotem i odwiesić na swoje miejsce – zdaje się być wspinaczką na 🗻Kilimandżaro. I tak odkłada na półkę z jeansami wieszak, a koszulkę rzuca na stojak. Nie trzeba długo czekać, aby inny klient tę koszulkę strącił (nieświadomie) i żeby małolata (o której pisałam wyżej) właśnie ją podeptała.

To samo tyczy się sklepów spożywczych. Dział warzywa i owoce, a tam dostępne jednorazowe rękawiczki i siatki dla klientów. Standardem już są kosze, do których można zużytą rękawiczkę wyrzucić, ale po co to robić, skoro można ten plastik rzucić na jabłka i iść dalej, aby nasyfić w innym miejscu. Nie trzeba daleko szukać. Oto Pan X. który choć dorósł już dawno, jak dziecko musi tu i teraz (w sklepie) otworzyć napój i go wypić. Widać, że spragniony, bo łyka płyn na raz. Dobrze, że nie zapomniał pustej butelki włożyć do koszyka i za nią zapłacić. Szkoda natomiast, że zapomniał, że kompletny produkt zawiera także nakrętkę, którą zostawił na palecie z papierem toaletowym. Przecież są pracownicy, to po księciu posprzątają.

Hitem są sytuację, gdzie klient wchodzi do sklepu z jakimś jedzeniem zakupionym w innym miejscu. Konsumuje go na sali sprzedaży, poczynając dalsze zakupy. I tak np. jabłko – a właściwie jego pozostałość, czyli ogryzek zostaje przez niego wrzucony do koszyka zakupowego – to taki napiwek dla kasjera, jakby jeszcze ktokolwiek miał jakieś wątpliwości.

Koszyki lub wózki zakupowe to przydatna rzecz. Fajnie, gdy są pod ręką zaraz tuż przy wejściu. Wtedy tak łatwo i przyjemnie robi się zakupy. Każdy sklep ma wydzielone miejsce, w którym wg pewnych NORM powinno się odstawiać koszyk lub wózek po zakończonych zakupach. Ale po co się fatygować i wjechać wózkiem w wózek lub odstawisz koszyk na koszyk, skoro jest tyle wolnej przestrzeni. Zostawię koszyk na środku (najlepiej pod nogami innych klientów), a wózkiem wyjadę w najbardziej odległą część parkingu i go tam porzucę. Przecież tabuny pracowników aż proszą się, aby po królowych i królach posprzątać. Nigdy tego nie zrozumiem, naprawdę!

Oczywiście, żeby nie demonizować… Nakreślone przeze mnie wyżej sytuację stanowią pewien procent konsumentów. Na całe szczęście istnieje też całkiem spora część osób, których kultura i obycie powodują, że potrafią oni doskonale odnaleźć się w społeczeństwie i odegrać jakże trudną rolę klienta, jednocześnie nie pozostawiając po sobie rozczarowania w oczach tych, którzy na co dzień są stałymi widzami komedii i dramatu.

Dla takich klientów – warto być kasjerem.👍 

Warto wrócić do korzeni i odpowiedzieć sobie na pytanie, jaki jest cel mojego bloga. To właśnie ciągła edukacja społeczeństwa i ukazywanie pewnych zachowań, z którymi pracownicy handlu muszą się mierzyć w swojej pracy. Nie chodzi tutaj o nieustanne narzekanie na klientów i mówieniu o nich wyłącznie w złym tonie. Nie wrzucam wszystkich do jednego worka. Chcę wierzyć, że niektórzy może są nieświadomi  i uważają, że czynią dobrze. Czasami wystarczy zwrócić na coś uwagę, a nóż coś się zmieni w myśleniu i w nawykach. Oby tylko na lepsze.🤞

FANPAGE FACEBOOK

Dołącz do mojej społeczności

 

DOŁĄCZ DO GRUPY NA FB

Jestem kasjerem🛒

Archiwa

Kasjer omnibus. „To Pani tu pracuje i Pani nie wie?!”

Podchodzi Klientka do kasy i pyta:

Żyjemy w trudnych czasach. W czasach, w których reklama wywiera ogromny wpływ na konsumentów. Zdarza się, że Klienci przychodzą i zadają pytania o produkt, który widzieli w reklamie TV i wtedy zaczyna się komedia. A właściwie to dramat.😅

Nie wiem, jak Wy, ale ja telewizji praktycznie nie oglądam. Niestety Klienci często myślą, że my – pracownicy sklepów, jesteśmy znawcami wszystkiego, tym bardziej, gdy jest to reklamowane w telewizji. Do tego dochodzą różnego rodzaju współprace sponsorowane, poprzez które znane osoby, rekomendują produkty w zamian za wysokie honorarium. Autorytet celebryty w obecnych czasach jest dość mocno zaburzony, tym bardziej, jeżeli na swoich kanałach społecznościowych jednego dnia reklamuję on produkt FIT, a drugiego zachęca do kupna chipsów, które wprost ociekają tłuszczem. No ale… czego się nie robi dla pieniędzy, prawda?😉

I teraz Ty sprzedawco ( kasjer omnibus ), jesteś narażony na bombardowanie setkami zdjęć, screenów z telefonów, zdjęciami z kolorowych gazet lub w NAJGORSZYM wypadku – słowotokiem Klienta, który usiłuje opisać coś, co widział raz na oczy, ale sam nie do końca wie, czym dana rzecz jest. Co więcej, nie ma on bladego pojęcia, czy ten produkt jest mu do czegokolwiek potrzebny lub czy przynajmniej jest skuteczny, ale to na Tobie drogi sprzedawco ciąży odpowiedzialność za to, aby wiedzieć wszystko o wszystkim. 

Widzicie sami – Klienci przychodzą do sklepu, chcą coś kupić, co reklamuje celebryta, bez znaczenia, czy jest mu to do czegokolwiek potrzebne. Dla mnie to jest dramat. Wiem, że od zawsze reklama była dźwignią handlu, ale gdzie podziewa się zdrowy rozsądek? Czy to, że użyję balsamu, który rekomenduje królowa 👑Elżbieta, sprawi, że dożyję co najmniej 90tki i będę tak jak ona brylować wśród brytyjskich arystokratów?

Co więcej, w Twoim sklepie znajdują się tysiące produktów, każdy o innych właściwościach. Oczekiwania konsumentów w dzisiejszych czasach są brutalne:

atrybut alt kasjer omnibus

W oczach Klienta dostrzec wtedy można dozę zażenowania, politowania, a jego spuszczony nos na kwintę – oznajmia focha, jak stąd (publikuję z Rzeszowa) do Los Angeles.

Zdarza się, a i owszem, że nie wiem, nie znam się… zarobiona jestem.😉 Tym bardziej, gdy w niemal każdej dostawie towaru znajdą się produkty, których nigdy wcześniej nie było w sprzedaży i są 🆕nowością. Nie ma gorszej sytuacji, jak ta, gdy wracasz po jednodniowym dniu wolnym (kasjer też czasem ma urlop), zaczepia Cię klient na sali sprzedaży i pyta o produkt z półki, który pierwszy raz widzisz na oczy, bo wjechał on we wczorajszej dostawie. Improwizacja to umiejętność, którą pracownicy handlu powinni opanować do perfekcji. Jeżeli jesteś dobrym aktorem, to sprzedasz wszystko. Jeżeli jednak, wyrzuty sumienia nie pozwolą na naginanie rzeczywistości, zaczniesz się motać, a klient znów spojrzy na Ciebie z tą samą 🤨drwiną, jak wyżej. 

CANDYSOX - NAJSŁODSZE SKARPETKI W SIECI❤ (kliknij, aby przejść)

Co w sytuacji, gdy widzisz dany produkt po raz pierwszy na oczy, a Klient oczekuję jakichś informacji na jego temat?

Czytasz na głos etykietę. Co słyszysz od Klienta?

- Tyle to i ja przeczytałam. Myślałam, że powie mi Pani coś więcej o tym produkcie.

Coś więcej… powiedz coś więcej o produkcie, który widzisz po raz pierwszy na oczy. Z mojego doświadczenia najlepiej sprzedaje się hasło:

Nie wiem jak jest u Was, ale w miejscu, w którym ja pracuję zakazano użycia sformułowań: “Nie wiem nic na temat tego produktu”. To dość perfidne, to prawda, ale z drugiej strony, jeśli klient uzyska taką odpowiedź, to jakie będzie jego wrażenie na temat jakości obsługi i samego sklepu? Raczej kiepskie.

Niemniej, drodzy Klienci, nie oczekujcie od sprzedawców, że są w stanie wypróbować wszystkiego, co znajduje się na półkach. To wręcz jest nierealne. Jesteśmy sprzedawcami, nie testerami! To chyba logiczne, że nie posiądziemy wiedzy o wszystkim. Możemy doradzić, jeśli coś rzeczywiście sami wypróbowaliśmy na własnej skórze, ale no nie ma co się oszukiwać. Każdy z nas ma swój zestaw ulubionych kosmetyków i jeżeli ktoś ma problem z cerą, to raczej nie eksperymentuje, żeby sobie nie zaszkodzić. Dlatego, jeśli usłyszycie od sprzedawcy, że sam czegoś nie użył, ale produkt ma dobre opinie – zaryzykujcie i sprawdźcie go sami, czy jest wart swojej ceny lub rekomendacji jakiegoś celebryty.

Nigdy nie pracowałam w branży spożywczej, ale bardzo mnie ciekawi, czy tam Klienci też przychodzą z dziwnymi pytaniami, w wyniku których kasjer nie jest tylko kasjerem – ale też jasnowidzem.😉 Dajcie znać w komentarzach. Chętnie poczytam o Waszych perypetiach związanych z obsługą Klientów podążających za reklamą.

FANPAGE FACEBOOK

Dołącz do mojej społeczności

 

DOŁĄCZ DO GRUPY NA FB

Jestem kasjerem🛒

Archiwa

Newsletter

atrybut alt kobiety na zakupach
Kobiety na zakupach
atrybut alt dzień z życia kasjera
Dzień z życia kasjera
Wyznanie byłej kasjerki - Walić to! Jutro piątek!

Kasjer – opowieść jednej zmiany | Jestem Kasjerem

Codziennie przed snem sprawdzam grafik. Choć znam go już niemal na pamięć, wciąż się łudzę, że być może jakimś cudem coś mi umknęło i pomyliłam rubryki. No nie. Nie tym razem. Beata, jutro znów musisz rano wstać i pójść do pracy, aby spędzić w niej 12 godzin Twojego życia. Na pocieszenie powiem Ci, że gdy wrócisz o 21:00 do domu, pójdziesz się wykąpać i znów podejdziesz do lodówki, gdzie wisi Twój grafik, aby dowiedzieć się, że kolejny dzień będzie dniem świstaka. Zapraszam do wpisu Kasjer – opowieść jednej zmiany, którym wspólnym mianownikiem jest ironia. Nie bierzcie tego jakoś bardzo do siebie.🛒

Pobudka 6:30. Jeszcze ciemno. Odsuwam rolety, aby sprawdzić co dzieje się za oknem. Cholera, nasypało lekko śniegu. Niby dobrze, bo zima od tego jest, ale czemu akurat dzisiaj? Stan porannego narzekania ON. 

Szybkie ogarnięcie, śniadanie i obowiązkowa dieta pudełkowa własnego autorstwa – rzecz jasna na wynos. Pakuję wodę, kawę do kubka termicznego i jedzenie jak dla wojska. Nie ma nic gorszego niż głodny kasjer – przysięgam, wiem co mówię. Zamykam za sobą drzwi, schodzę schodami w dół, a w głowie tylko jedna myśl. Oby przeżyć do 21:00. 

Szlag! Auto zasypane, jakby Rzeszów leżał, gdzieś w okolicach Arktyki. Nie ma co się użalać nad sobą. No dalej Beata, wsiadasz, odpalasz i odśnieżasz, bo jak ci się nie podoba, to zawsze możesz iść na autobus. Ach to alter ego – mistrz mojej motywacji. Auto odśnieżone, a pech dzisiejszego poranka polega na tym, że szyby od środka też czasem lubią zamarznąć. Właśnie trafiło na ciebie. Na ratunek przybywa karta klienta jednej z sieciówek. Po tylu latach wreszcie odkryłam ich prawdziwe przeznaczenie. Teraz już rozumiem, gdy pytam klienta o kartę, dlaczego w odpowiedzi ciągle słyszę: “Nie mam przy sobie” / “Zostawiłam w aucie”. Tyle lat zastanawiałam się, co oni robią z tymi kartami. Wreszcie znalazłam odpowiedź.

Dotarłam pod drzwi mojej pracy. Zanim sięgnę do dzwonka, aby poprosić o otwarcie w głowie pojawia się myśl: “A gdyby tak rzucić wszystko i pojechać w Bieszczady?” Nie zdążę sobie odpowiedzieć na to genialne, retoryczne pytanie, bo drzwi uchylają się, a z wnętrza wyłania się znajoma twarz, której mina mówi wszystko. Kasjer Jestem Kasjerem

Na więcej nas nie stać. Tak wygląda nasz poranny entuzjazm. No nic. Czas się przebrać i logować. Kilka rutynowych zachowań sprawia, że następuję rozruch mojego organizmu i wreszcie zaczynam funkcjonować, jak człowiek. Można nawet ze mną swobodnie porozmawiać, chyba że Menadżer przerwie nam rozmowę w połowie zdania i zapyta, czy byłam już na sklepie i fejsowałam. To znak, że czas się ewakuować i zniknąć z pola widzenia (najlepiej na kolejne 12h). 

Biorę więc kubek termiczny z kawą i idę na sklep. Nic się nie zmieniło od 20:30 dnia poprzedniego, kiedy to ściągnęłam się z kasy. No ale ok, idę więc fejsować to, co sfejsowałam wieczorem i czekam, aż sklep zostanie otwarty i przyjdą klienci, którym zawsze służę pomocą. Kolejny pracownik ma rozpisaną zmianę od 13:00. Świetnie. Jesteś sama na sali sprzedaży i tylko ratuję Cię magazynier, bez którego na pewno nie dałabyś rady. Ciesz się, że go masz – kolejna jakże cenna uwaga mojego alter ego. Gościu – uwielbiam Cię!

Pierwsi Klienci zaczynają pojawiać się na horyzoncie. To dobrze. Teraz każdy jest na wagę złota. Zaczynasz rutynową obsługę na stanowisku kasowym: kasjer

Pik, karta zeskanowana, a ludzkość została uratowana. 🦸‍♀️🌎

Jest godzina 9:45, a ludzie przed sześćdziesiątką próbują niczym na zawodach sportowych zdążyć przed godzinami dla seniorów. Niektórzy wpadają do sklepu z prędkością światła, bo chcą jeszcze kupić chleb w sąsiednim sklepie, a czasu pozostało niewiele. Zostawiają często komentarz przy kasie, że te całe godziny dla seniorów to największy cyrk naszego rządu. Uśmiecham się i przytakuję, bo co innego mi pozostaje. Łączę się z Nimi w bólu, bo też uważam to za totalny nonsens, ale muszę zbierać siły psychiczne na prawdziwą batalię, która niedługo się zacznie…

10:00 - 12:00

Magazynier porzuca swoje obowiązki i przychodzi mi na ratunek. Stoi niedaleko drzwi i odprawia z kwitkiem wszystkich nieuprzywilejowanych. Pech chce, że mamy osobno wejście i wyjście. Droga od wejścia do wyjścia to jakieś 10 metrów. Klient, który wszedł i usłyszał, że nie może zostać obsłużony ze względu na godziny dla seniorów może wylać na nas fale goryczy, którą musimy wysłuchać aż do momentu przebycia przez niego wcześniej wspomnianych 10 metrów. Od marca 2020 r. nasłuchałam się tego tyle, że aż uszy więdną. Dowiedziałam się, że jestem pozbawiona uczuć, prosta, niewykształcona, nie znam się na prawie, że karma do mnie wróci, że tak naprawdę to nie chce mi się pracować i jest mi to na rękę. Były też próby zastraszania, a zdanie: “JUŻ NIGDY WIĘCEJ DO WAS NIE PRZYJDĘ” to hasło przewodnie wielu nieuprzywilejowanych Klientów. 

Nie chcielibyście obsługiwać Klienta, którzy pomimo wcześniej rzucanych słów decyduje się przyjść po 12:00 i zrobić zakupy. Ja wykonuje jedynie to, co do mnie należy, a on wtedy postanawia ulżyć sobie i lekceważyć każdy mój ruch i słowo. Nie wiadomo wtedy, czy w ogóle się odzywać, czy może obsługiwać w milczeniu. No nic, już się tego nauczyłam i staram się nie zwracać na to uwagi. Taki mamy naród – tak to sobie tłumacze. Jest też garstka zakręconych Klientów, którzy zwyczajnie zapomnieli o godzinach dla seniorów i stać ich nawet na słowo “przepraszam” za swoje gapiostwo, choć nikt od nich tego nie wymaga. Niemniej, milej się robi na sercu, gdy ktoś Cię szanuję, a nie miesza z błotem. 

Bo kasjerkę to przecież można. To przecież tylko kasjerka.

Czas nawet jakoś leci. Jest już blisko 15:00. Dobrze, że pojawił się drugi kasjer. Wszystkim od razu pracuje się lepiej i jest czas, by pójść na przerwę. Nie trwa ona jednak zbyt długo, bo przerwę dzwonek na kasę przerywa. Jak trafisz na fajną zmianę, to Menadżer wybawi Cię i pozwoli Ci zjeść w spokoju, zastępując Cię na kasie, chyba że sam pochłonięty jest milionem raportów, z których musi się tłumaczyć, a gdy się już wytłumaczy pojawia się kolejny i tak w kółko. Choćby chciał pomóc – nie zawsze może. Zakres obowiązków, który podpisujesz na papierze nagle z gumy się staje i okazuje się, że możesz wciąż więcej i więcej. Ciekawe tylko, kiedy ta guma pęknie… bo pęknie kiedyś na pewno. Kasjer Jestem kasjerem

Roznosisz więc towar. Fajne zajęcie. Możesz sobie uporządkować dział, który jest do ciebie przypisany. Ja lubię. Od czasu do czasu zaczepią Cię klienci, którym musisz pomóc aż przychodzi czas zamiany i znów stajesz na kasie. Reszta zmiany przebiega spokojnie. Masz szczęście, bo przychodzą neutralni klienci, którzy odpowiadają na Twoje dzień dobry i do widzenia. Z reguły jest całkiem przyjemnie. Wyjątkiem od reguły są klienci, którzy w dłoni dzierżą telefon komórkowy i prowadzą video rozmowę – ostatnio modny trend zakupowy. Spacerują po sklepie z dobre 15 minut w totalnym rozkojarzeniu nie wiedząc nawet w jakim sklepie obecnie się znajdują. W połowie rozmowy decydują się podejść do kasjera, żeby zapytać go, gdzie znajduje się żel pod prysznic. To nic, że klient przechadzał się tą alejką już z 4 razy. Mógł przecież nie zauważyć. 

O ironio – moja siostro. Nie wiem, jak u Was zawodowo przebiegał styczeń, ale u mnie nie był zbyt ciekawy. Mam nadzieję na lepszy luty. Trzymam kciuki za otwarcie galerii handlowych i zniesienie godzin dla seniorów, które śnią mi się już po nocach. Wraz z opadami śniegu, spadł mój poziom motywacji. Chcę go odzyskać. Mam nadzieję, że się uda. Nie wstydzę się swojej słabości – z resztą z czegoś ona wynika. Czasem trzeba głośno wypowiedzieć co się czuje i myśli. Może coś się zmieni? A co u Was?

Kasjer Jestem kasjerem

FANPAGE FACEBOOK

Dołącz do mojej społeczności

 

DOŁĄCZ DO GRUPY NA FB

Jestem kasjerem🛒

Archiwa

atrybut alt kobiety na zakupach
Kobiety na zakupach
atrybut alt dzień z życia kasjera
Dzień z życia kasjera
Wyznanie byłej kasjerki - Walić to! Jutro piątek!

kasjer jestem kasjerem

kasjer jestem kasjerem

Kasjer Jestem Kasjerem

Ekspedientka nasz Pan! Klient nasz pachołek…

Przeważnie na blogu poruszam temat, który dotyczy bezpośrednio klientów, ale z mojego punktu widzenia. Po drugiej stronie lady, nie trudno dostrzec ich dziwne zachowanie. Kasjerom na ogół łatwiej też o krytyczne uwagi w stosunku do obsługiwanych osób. Czas więc najwyższy sprawdzić, jak społeczeństwo postrzega nas kasjerów i odpowiedzieć na pytanie:  Czy ich przemyślenia są słuszne?

Do napisania tego wpisu, zainspirowało mnie nagranie na YouTube, na którym jedna z twórczyń opowiada o tym, jak to jest być w Polsce po 8 latach przerwy, podczas których przebywała ona w USA oraz w Anglii. 

CZŁOWIEK PRZYPOMINA SOBIE, JAK TO JEST BYĆ W POLSCE I NIESTETY, NIEKTÓRE RZECZY MI NIE PASUJĄ…

TRAKTOWANIE KLIENTA W SKLEPACH

Autorka filmu porównuje kasjerów w Polsce do ekspedientów w Wielkiej Brytanii i w Stanach Zjednoczonych. Twierdzi, że na zachodzie kasjerzy ZAWSZE są mili dla klientów. Niezależnie od nastawienia (w myślach kasjer może klienta przeklinać) – nigdy nie daje tego po sobie poznać i zawsze profesjonalnie traktuje każdego nabywcę. Autorka filmu, uważa że klient zawsze jest na pierwszym miejscu. Natomiast w Polsce (w jej mniemaniu) to ekspedientka jest nr 1 – tak było zawsze i jest do tej pory – dodaje. Twierdzi, że problem jest większy w mniejszych miejscowościach, gdzie ludzie cierpią na małomiasteczkowość. 

EKSPEDIENTKA - KRÓLOWĄ SKLEPU

Ja o tym wspominałam, jak byłam na początku roku w Słupsku i udałam się do sklepu Apart i słuchajcie, wyjęcie spod lady biżuterii było dla Pani bardzo ciężkim zajęciem. Ja jej chyba  w kontemplowaniu o życiu przerwałam i musiała obsłużyć nachalną klientkę, która chce obejrzeć łańcuszki, więc no to było bardzo z łaską…

Kolejna, nieco „świeższa” sytuacja z kasjerem w roli głównej wyglądała następująco:

Tutaj natomiast było z opryskliwością… i ja zareagowałam. Ja się nie spodziewałam mojej reakcji, ale opowiem Wam historię, która podniosła mi dzisiaj ciśnienie (…) 2 dni temu poszłam do sklepu kosmetycznego i tam po zakupie, po wydaniu 90 zł zapytałam o reklamówki. W odpowiedzi dostałam takie coś (tu autorka nagrania robi ostentacyjny ruch, celem naśladowania kasjerki, która wskazała ręką miejsce z reklamówkami). Bez słowa Pani wskazała na kosz z reklamówkami materiałowymi po 6 zł. Okazało się, że w tym sklepie nie ma innych reklamówek i również nie ma dźwięku, żeby przedstawić, że ich nie ma. Przykładowo: „Niestety nie mamy zwykłych, ale są takie dostępne”. Było tylko w milczeniu wskazanie. W masce nie umiałam mojej dezaprobaty wyrazić, ale kupiłam, bo nie miałam wyboru. 

Nazajutrz wybrałam się ponownie do tego samego sklepu i stwierdziłam, że zapłacę w kasie samoobsługowej , gdzie samemu skanuje się rzeczy. Takie kasy są dwie i przede mną była również pani skanująca swoje rzeczy, która też w miły sposób zapytała się, gdzie może dostać reklamówkę. Pani ekspedientka do niej krzyknęła, bo była trochę w dalszej odległości: „NO PRZECIEŻ SĄ W KOSZU!”

Przyszła moja kolej i nie mogłam zeskanować sobie sama i mówię do tej Pani kasjerki. A Pani do mnie mówi: „NO PRZECIEŻ JEST NAPISANE, ŻE NACISNĄĆ NAJPIERW TRZEBA. SIĘ NACISKA NAJPIERW, ŻEBY ROZPOCZĄĆ!” Jak mnie to strzeliło. Ja się po sobie nie spodziewałam, ale ja do tej Pani momentalnie odpowiedziałam: „A CZEMU PANI JEST TAKA ZŁOŚLIWA?” A ona: „JA TYLKO MÓWIĘ.” Więc jej odpowiadam: „PROSZĘ PANI, JA DOPIERO CO PRZYJECHAŁAM DO POLSKI, W KAŻDYM KRAJU SĄ INNE AUTOMATY, NIE MUSI PANI W TAKI OPRYSKLIWY SPOSÓB MÓWIĆ DO MNIE”. I trochę jej ten ton przygasł. Przecież ona mogła to samo powiedzieć w sposób normalny. Ja się nie spodziewałam tego po sobie. Może te podróże dodały mi odwagi, a może to maska, bo jestem mniej więcej anonimowa, jak Pani zwrócę uwagę. Ale tak mnie to oburzyło, ja jestem nieprzyzwyczajona, a powinnam być przyzwyczajona, bo w Polsce zawsze tak było. Tak, jak mówiłam w większych miastach to się zmienia, ale jeszcze te małomiasteczkowe no to niestety…

EKSPEDIENTKA NASZ PAN! KLIENT NASZ PACHOŁEK!

I tak sobie oglądam ten film, słucham przemyśleń autorki i nawet jakoś bardzo mnie on nie rozdrażnił. Bardziej rozśmieszył, bo chyba wiem, z jakim typem kasjera, spotkała się twórczyni nagrania. Wszystkim się jednak wydaję, że opanowanie, zachowanie pełnego profesjonalizmu dzień po dniu, niezależnie od wszystkiego co nas otacza jest banalnie proste. Od obsługi sklepu zawsze się wymaga. Jedno potknięcie, niewłaściwa mina i wojna gotowa. Człowiek za ladą musi nieustannie przybierać maskę. Zatrudniając się w sklepie, nikt mi nie powiedział, że powinnam posiadać kompetencje zbliżone do aktorów. A teraz pomyśl przez chwilę sam… Stoisz za kasą, obsługujesz klienta za klientem, który nieustannie pyta o reklamówkę, który nieustannie ma problem z kasą samoobsługową. Twój układ nerwowy prędzej, czy później tego po prostu nie ogarnie. Uwierz mi. Choćbyś był najbardziej opanowanym człowiekiem na świecie, czasami emocje biorą górę. Oczywiście, nie jest to powód to rozgrzeszania sprzedawców, którzy z natury po prostu nie są stworzeni do tej pracy. Do Klienta powinno się pochodzić zawsze z uśmiechem. Jednak rozumiem jednorazowe potknięcia, bo sama je przeżywam i  choć staram się panować w najtrudniejszych sytuacjach – czasami mi się to zwyczajnie nie udaje. 

Po drugie… nie chce mi się też do końca wierzyć, że amerykańscy lub angielscy sprzedawcy nie mają na swoim koncie gorszych momentów. Nikt robotem nie jest. Porównywanie w taki sposób polskich kasjerów do kasjerów z zagranicy jest głupotą. Oglądam dużo filmów i seriali. W niemal każdej amerykańskiej produkcji, wizerunek kasjera przedstawiany jest zawsze w ten sam, stereotypowy sposób – znudzona Pani za ladą, żująca gumę z wiecznym dąsem na twarzy, gdy musi obsłużyć klienta. Tak jest łatwiej o nas myśleć i mówić. Łatwiej też „sprzedają się” sytuacje, w których kasjerzy nie zachowali swojego profesjonalizmu, niż te, które zasługiwałyby na pochwałę i uznanie. O tym się nie mówi. O tym nikt nie chce powiedzieć, bo to się zwyczajnie nie opłaca. Zresztą, w sklepie jesteśmy po to, żeby pracować i „usługiwanie” klientom należy się im jak psu buda. Takie jest podejście społeczeństwa do wykonywanego przez nas zawodu. 

Dodatkowo jeśli już tak się nas porównuje, warto też może wziąć pod uwagę mentalność narodu polskiego i np. amerykańskiego. Wszyscy chyba wiemy, co mam na myśli. Być może jest tak, że praca za ladą w USA byłaby łatwiejsza dla ludzkiej psychiki, niż nierzadko „użeranie” się z pretensjonalnymi klientami, których jest całkiem spora garstka, jakby na to nie spojrzeć.

atrybut alt candysox.pl
www.candysox.pl

Podsumowując: Kij zawsze ma dwa końce.  A skoro wszyscy jedziemy na tym samym wózku, to spróbujmy bardziej się do siebie zbliżyć, niż dzielić i wytykać sobie wszystko, bo hejt staje się drugim imieniem Polaków.

Źródło: YouTube, kanał: Świat Gosi

FANPAGE FACEBOOK

Dołącz do mojej społeczności

 

DOŁĄCZ DO GRUPY NA FB

Jestem kasjerem🛒

Archiwa

atrybut alt kobiety na zakupach
Kobiety na zakupach
atrybut alt dzień z życia kasjera
Dzień z życia kasjera
Wyznanie byłej kasjerki - Walić to! Jutro piątek!