fbpx
DROGI CZYTELNIKU

Mam nadzieję, że nie trafiłeś tutaj przypadkowo, a jeżeli tak, to zdecydujesz się zostać ze mną na dłużej.
Zapraszam Cię w podróż po świecie, który nie należy do najłatwiejszych.
Jestem kasjerem i codziennie walczę o przetrwanie. Powalczysz ze mną?

Tagged: obsługa klienta

Karma kasjera. Jaka obsługa, tacy klienci?

Obsługa klienta z roku na rok staje się coraz bardziej wymagająca. Dostrzegam to niemal każdego dnia. Wszechobecne standardy, obsługa wg ściśle wytyczonych reguł, raporty, statystyki, tajemniczy klient… witamy w piekle zwanym HANDEL. obsługa klienci

Przeciętnemu Kowalskiemu nie przyjdzie nawet do głowy, co tak naprawdę kryje za sobą zawód kasjera. Dla wielu (żeby nie powiedzieć dla większości), to zaledwie skanowanie produktów i wyryte formułki: “Dziękujemy i zapraszamy ponownie”. Istny banał, który ogarnie każdy idiota. Czyżby?

Praca z klientem, który zostawia przy kasie swoje pieniądze rodzić może wiele nieprzyjemnych sytuacji. Ludzie z reguły nie lubią wydawać swoich, ciężko zarobionych pieniędzy. Niestety, taka kolej rzeczy – zarabiamy po to, aby stać nas było na co najmniej podstawowe produkty niezbędne do życia. Niektórzy znoszą to z godnością, inni mają z tym duży problem, który odbija się często na kasjerach. 

GBUROWACI, CHAMSCY, AROGANCCY, WŁADCZY, OPRYSKLIWI...😤

 – tacy bywają klienci, którzy wciąż nie mogą się pogodzić z faktem, że za pewne dobra trzeba zapłacić. Rzucają banknotem niemal w twarz kasjerowi (dobrze, że są teraz pleksy), nierzadko wyjmując z portfela cały plik banknotów, którym ostentacyjnie tasują, jakby to miało w ogóle na kimkolwiek zrobić wrażenie. Wiecie… buractwo to straszna plaga, 😉

Jednak nie o tym będzie dzisiaj ten wpis, bo szkoda tracić czas na niewielki odsetek klientów, skoro wciąż są tacy, którzy szanują pracowników handlu. Nie tak dawno temu, pewna klientka, która stale robi u nas zakupy, uzmysłowiła mi jedną bardzo ważną rzecz. Warto się nad nią pochylić, bo jestem pewna, że wykonując mechanicznie swoje obowiązki możemy o niej zapomnieć.

Sklep, w którym pracuję usytuowany jest w obrębie galerii handlowej. Klientka, o której wspomniałam pracuje w jednym z butików, dlatego jest częstym gościem naszej drogerii. Kojarzę ją, znam jej zakupy niemal na pamięć, bo praktycznie zawsze kupuje to samo. Ostatnio podczas obsługi kasowej rozwiązała się między nami rozmowa (sytuacyjna, nie pamiętam już o co chodziło). Niemniej, gdy już kończyłam ją obsługiwać, klientka ta spojrzała mi w oczy i stwierdziła:

Prawdopodobnie w tym miejscu strzeliłam buraka, niemniej zrobiło mi się bardzo miło. Krótko po jej wizycie, zaczęłam zastanawiać się, czy aby na pewno klientka ma rację, bo przecież znam siebie i wiem doskonale, że bywają dni, gdzie tego uśmiechu u mnie brakuje. Krótki rachunek sumienia względem klienta. Czy zawsze jestem chętna do pomocy, kiedy mnie o nią poproszą? Czy zawsze cieszę się na widok osób oczekujących w kolejce? Czy pomimo zmęczenia pracą jestem w stanie obsłużyć wszystkich w taki sam profesjonalny sposób?

NIE.

Dlatego warto ciągle o tym myśleć, że my kasjerzy jesteśmy wystawieni na nieustanną ocenę. Są klienci, których obsłużymy tylko raz w życiu, bo wpadli do sklepu zwyczajnie po drodze. Są też tacy, którzy będą odwiedzać nas częściej, bo lubią nasz asortyment, ceny, albo po prostu właśnie obsługę. A co jeśli klient zapamięta sklep poprzez pryzmat focha na twarzy kasjera i opowie o fatalnej jakości obsługi klienta swoim znajomym? Fama pójdzie. Od razu będzie wiadomo, że w sklepie X pracuje taka dziewczyna w okularach z czarnymi oprawkami, ok. 170 cm wzrostu, która wszystkich obsługują z wielką łaską, aż strach do niej podejść. 

Nikt chyba nie chce być w taki sposób oceniany. Pamiętajcie, że jak nas widzą, tak nas piszą. I oczywiście należy wziąć pod uwagę pewne zmienne, jak chociażby złe samopoczucie, na które często nie mamy wpływu. Nie jesteśmy robotami, tylko ludźmi. Warto jednak pracować nad sobą, nad swoimi emocjami i postawą względem drugiego człowieka. Masz gorszy moment w pracy? Wiadomo, nie będziesz tryskać energią. Ale minimum z siebie zawsze wykrzesasz. 

Pamiętam, nie tak dawno temu miałam słabszy okres w pracy. Demotywacja – level hard, mniejsza już o powód. Moja obsługa nie była najwyższych lotów, ale szczerze? Mało mnie to obchodziło. Poczucie niesprawiedliwości w zespole było na tyle silne, że odbijało się to na klientach. Wtedy, jakimś dziwnym trafem, co rusz przydarzali mi się klienci, którzy byli gburowaci, chamscy, aroganccy, władczy, opryskliwi… zupełnie jak ich kasjer, czyt. ja (być może jestem zbyt surowa dla siebie, ale chcę Wam podkreślić, jak bardzo nasza postawa względem klienta jest ważna). 

Tak, jak słusznie zauważyła klientka – karma lubi wracać. I tak jest! Jeśli my kasjerzy będziemy względem klientów niemili, to nie ma co oczekiwać, że oni odpłacą się czymś innym. Oczywiście, nie jest to reguła, bo na zwykłe buractwo czasami po prostu nie ma rady i zawsze zdarzy się klient, który zmiesza nas z błotem bez powodu. No cóż, takie to właśnie ryzyko zawodowe kasjera.😅  Pamiętajcie jednak, że…

KARMA WRACA. DOBRO WRACA.

FANPAGE FACEBOOK

DOŁĄCZ DO GRUPY NA FB

Archiwa

Kasjer CHAM! Kierownik AMATOR! Z życia sklepu

Na moim blogu w przeważającej części pojawiają się treści, gdzie bronie kasjerów i opisuję sytuacje, w których to klienci zachowują się w skandaliczny sposób. Tym razem będzie jednak inaczej. Do wpisu zainspirowała mnie sytuacją z życia wzięta...

Jestem sobie ostatnio w markecie🐞. Czekam w kolejce do kasy. Przede mną starsze małżeństwo, które chciało kupić produkty w promocji z kartą. 

Dosłownie tak wyglądał ten dialog. Oczy wyskoczyły mi niemal z orbit, bo o ile zawsze staję w obronie kasjerów i raczej opowiadam historie, w których to klienci zachowują się w sposób niewłaściwy, tak tutaj sytuacja była totalnie odwrotna. 

Stoję i czekam, obserwując kasjera, który widać, że niedługo 🧨wybuchnie. Jego zachowanie świadczy o tym, że ten dzień zdecydowanie nie należy do niego. Wreszcie kończy obsługiwać starsze małżeństwo, wręczając paragon i ledwo wyduszając z siebie krótkie: “Do widzenia!”

Starsza Pani nie odchodząc od kasy, analizuję paragon. Coś szepcze do męża aż w końcu kieruję bardzo spokojnym i uprzejmym tonem zdanie do kasjera:

DRAMAT! Jakość obsługi klienta właśnie osiągnęła poziom mułu i bagna. Tym bardziej, gdy stojąc w kolejce dokładnie słyszałam, jak klientka przed rozpoczęciem kasowania, informowała kasjera o dwóch kartach.

Kasjer dzwoni po kierownika. Kierownik przychodzi i okazuje się być  jeszcze większym chamem niż sam kasjer.

Zakłopotana klientka nie zdołała już nic z siebie wydusić. Kierownik przyjął zwrot (łaski nie zrobił). O słowie PRZEPRASZAM z ust kasjera lub kierownika mogłam sobie tylko pomarzyć.

Klientka jakby przestraszona, zaczyna podawać nr telefonu przypisany do karty.

Serio?! Dzięki takiej obsłudze wcale się nie dziwię, że wciąż powielany jest stereotyp kasjera, który z wielkim fochem, jakby za karę siedział na kasie i obsługiwał klientów. Ja rozumiem, naprawdę gorszy dzień. Sama nieraz go mam i nawet jeśli czuję się zdenerwowana, to przynajmniej staram się zachować resztki przyzwoitości. 

Domyślam się, że praca w tak wielkim molochu to prawdziwa orka na ugorze. Widzę za każdym razem, gdy tam jestem, jak pracownicy tej sieci ZAPIEPRZAJĄ (przepraszam za kolokwializm, ale inaczej nie da się tego określić), jednak poziom zmęczenia i sfrustrowania nie powinien nigdy odbijać się na klientach.

Odnoszę także wrażenie, że jaki kierownik – tacy pracownicy i to jego winie za tę sytuację. To on powinien załagodzić “spór”, a kasjer powinien dostać słowną reprymendę na zapleczu. Niestety, słabych kierowników, którzy pozbawieni są jakichkolwiek umiejętności zarządzania jest coraz więcej. Takimi łatwiej jest sterować i to jest przykre, bo niestety to odbija się zawsze nie tylko na załodze sklepu, ale też na jakości obsługi klienta.

FANPAGE FACEBOOK

DOŁĄCZ DO GRUPY NA FB

Archiwa

Kasjer omnibus. “To Pani tu pracuje i Pani nie wie?!”

Podchodzi Klientka do kasy i pyta:

Żyjemy w trudnych czasach. W czasach, w których reklama wywiera ogromny wpływ na konsumentów. Zdarza się, że Klienci przychodzą i zadają pytania o produkt, który widzieli w reklamie TV i wtedy zaczyna się komedia. A właściwie to dramat.😅

Nie wiem, jak Wy, ale ja telewizji praktycznie nie oglądam. Niestety Klienci często myślą, że my – pracownicy sklepów, jesteśmy znawcami wszystkiego, tym bardziej, gdy jest to reklamowane w telewizji. Do tego dochodzą różnego rodzaju współprace sponsorowane, poprzez które znane osoby, rekomendują produkty w zamian za wysokie honorarium. Autorytet celebryty w obecnych czasach jest dość mocno zaburzony, tym bardziej, jeżeli na swoich kanałach społecznościowych jednego dnia reklamuję on produkt FIT, a drugiego zachęca do kupna chipsów, które wprost ociekają tłuszczem. No ale… czego się nie robi dla pieniędzy, prawda?😉

I teraz Ty sprzedawco ( kasjer omnibus ), jesteś narażony na bombardowanie setkami zdjęć, screenów z telefonów, zdjęciami z kolorowych gazet lub w NAJGORSZYM wypadku – słowotokiem Klienta, który usiłuje opisać coś, co widział raz na oczy, ale sam nie do końca wie, czym dana rzecz jest. Co więcej, nie ma on bladego pojęcia, czy ten produkt jest mu do czegokolwiek potrzebny lub czy przynajmniej jest skuteczny, ale to na Tobie drogi sprzedawco ciąży odpowiedzialność za to, aby wiedzieć wszystko o wszystkim. 

Widzicie sami – Klienci przychodzą do sklepu, chcą coś kupić, co reklamuje celebryta, bez znaczenia, czy jest mu to do czegokolwiek potrzebne. Dla mnie to jest dramat. Wiem, że od zawsze reklama była dźwignią handlu, ale gdzie podziewa się zdrowy rozsądek? Czy to, że użyję balsamu, który rekomenduje królowa 👑Elżbieta, sprawi, że dożyję co najmniej 90tki i będę tak jak ona brylować wśród brytyjskich arystokratów?

Co więcej, w Twoim sklepie znajdują się tysiące produktów, każdy o innych właściwościach. Oczekiwania konsumentów w dzisiejszych czasach są brutalne:

atrybut alt kasjer omnibus

W oczach Klienta dostrzec wtedy można dozę zażenowania, politowania, a jego spuszczony nos na kwintę – oznajmia focha, jak stąd (publikuję z Rzeszowa) do Los Angeles.

Zdarza się, a i owszem, że nie wiem, nie znam się… zarobiona jestem.😉 Tym bardziej, gdy w niemal każdej dostawie towaru znajdą się produkty, których nigdy wcześniej nie było w sprzedaży i są 🆕nowością. Nie ma gorszej sytuacji, jak ta, gdy wracasz po jednodniowym dniu wolnym (kasjer też czasem ma urlop), zaczepia Cię klient na sali sprzedaży i pyta o produkt z półki, który pierwszy raz widzisz na oczy, bo wjechał on we wczorajszej dostawie. Improwizacja to umiejętność, którą pracownicy handlu powinni opanować do perfekcji. Jeżeli jesteś dobrym aktorem, to sprzedasz wszystko. Jeżeli jednak, wyrzuty sumienia nie pozwolą na naginanie rzeczywistości, zaczniesz się motać, a klient znów spojrzy na Ciebie z tą samą 🤨drwiną, jak wyżej. 

CANDYSOX - NAJSŁODSZE SKARPETKI W SIECI❤ (kliknij, aby przejść)

Co w sytuacji, gdy widzisz dany produkt po raz pierwszy na oczy, a Klient oczekuję jakichś informacji na jego temat?

Czytasz na głos etykietę. Co słyszysz od Klienta?

- Tyle to i ja przeczytałam. Myślałam, że powie mi Pani coś więcej o tym produkcie.

Coś więcej… powiedz coś więcej o produkcie, który widzisz po raz pierwszy na oczy. Z mojego doświadczenia najlepiej sprzedaje się hasło:

Nie wiem jak jest u Was, ale w miejscu, w którym ja pracuję zakazano użycia sformułowań: “Nie wiem nic na temat tego produktu”. To dość perfidne, to prawda, ale z drugiej strony, jeśli klient uzyska taką odpowiedź, to jakie będzie jego wrażenie na temat jakości obsługi i samego sklepu? Raczej kiepskie.

Niemniej, drodzy Klienci, nie oczekujcie od sprzedawców, że są w stanie wypróbować wszystkiego, co znajduje się na półkach. To wręcz jest nierealne. Jesteśmy sprzedawcami, nie testerami! To chyba logiczne, że nie posiądziemy wiedzy o wszystkim. Możemy doradzić, jeśli coś rzeczywiście sami wypróbowaliśmy na własnej skórze, ale no nie ma co się oszukiwać. Każdy z nas ma swój zestaw ulubionych kosmetyków i jeżeli ktoś ma problem z cerą, to raczej nie eksperymentuje, żeby sobie nie zaszkodzić. Dlatego, jeśli usłyszycie od sprzedawcy, że sam czegoś nie użył, ale produkt ma dobre opinie – zaryzykujcie i sprawdźcie go sami, czy jest wart swojej ceny lub rekomendacji jakiegoś celebryty.

Nigdy nie pracowałam w branży spożywczej, ale bardzo mnie ciekawi, czy tam Klienci też przychodzą z dziwnymi pytaniami, w wyniku których kasjer nie jest tylko kasjerem – ale też jasnowidzem.😉 Dajcie znać w komentarzach. Chętnie poczytam o Waszych perypetiach związanych z obsługą Klientów podążających za reklamą.

FANPAGE FACEBOOK

DOŁĄCZ DO GRUPY NA FB

Archiwa

Newsletter

atrybut alt kobiety na zakupach
Kobiety na zakupach
atrybut alt dzień z życia kasjera
Dzień z życia kasjera
Wyznanie byłej kasjerki - Walić to! Jutro piątek!

Ekspedientka nasz Pan! Klient nasz pachołek…

Przeważnie na blogu poruszam temat, który dotyczy bezpośrednio klientów, ale z mojego punktu widzenia. Po drugiej stronie lady, nie trudno dostrzec ich dziwne zachowanie. Kasjerom na ogół łatwiej też o krytyczne uwagi w stosunku do obsługiwanych osób. Czas więc najwyższy sprawdzić, jak społeczeństwo postrzega nas kasjerów i odpowiedzieć na pytanie:  Czy ich przemyślenia są słuszne?

Do napisania tego wpisu, zainspirowało mnie nagranie na YouTube, na którym jedna z twórczyń opowiada o tym, jak to jest być w Polsce po 8 latach przerwy, podczas których przebywała ona w USA oraz w Anglii. 

CZŁOWIEK PRZYPOMINA SOBIE, JAK TO JEST BYĆ W POLSCE I NIESTETY, NIEKTÓRE RZECZY MI NIE PASUJĄ…

TRAKTOWANIE KLIENTA W SKLEPACH

Autorka filmu porównuje kasjerów w Polsce do ekspedientów w Wielkiej Brytanii i w Stanach Zjednoczonych. Twierdzi, że na zachodzie kasjerzy ZAWSZE są mili dla klientów. Niezależnie od nastawienia (w myślach kasjer może klienta przeklinać) – nigdy nie daje tego po sobie poznać i zawsze profesjonalnie traktuje każdego nabywcę. Autorka filmu, uważa że klient zawsze jest na pierwszym miejscu. Natomiast w Polsce (w jej mniemaniu) to ekspedientka jest nr 1 – tak było zawsze i jest do tej pory – dodaje. Twierdzi, że problem jest większy w mniejszych miejscowościach, gdzie ludzie cierpią na małomiasteczkowość. 

EKSPEDIENTKA - KRÓLOWĄ SKLEPU

Ja o tym wspominałam, jak byłam na początku roku w Słupsku i udałam się do sklepu Apart i słuchajcie, wyjęcie spod lady biżuterii było dla Pani bardzo ciężkim zajęciem. Ja jej chyba  w kontemplowaniu o życiu przerwałam i musiała obsłużyć nachalną klientkę, która chce obejrzeć łańcuszki, więc no to było bardzo z łaską…

Kolejna, nieco “świeższa” sytuacja z kasjerem w roli głównej wyglądała następująco:

Tutaj natomiast było z opryskliwością… i ja zareagowałam. Ja się nie spodziewałam mojej reakcji, ale opowiem Wam historię, która podniosła mi dzisiaj ciśnienie (…) 2 dni temu poszłam do sklepu kosmetycznego i tam po zakupie, po wydaniu 90 zł zapytałam o reklamówki. W odpowiedzi dostałam takie coś (tu autorka nagrania robi ostentacyjny ruch, celem naśladowania kasjerki, która wskazała ręką miejsce z reklamówkami). Bez słowa Pani wskazała na kosz z reklamówkami materiałowymi po 6 zł. Okazało się, że w tym sklepie nie ma innych reklamówek i również nie ma dźwięku, żeby przedstawić, że ich nie ma. Przykładowo: “Niestety nie mamy zwykłych, ale są takie dostępne”. Było tylko w milczeniu wskazanie. W masce nie umiałam mojej dezaprobaty wyrazić, ale kupiłam, bo nie miałam wyboru. 

Nazajutrz wybrałam się ponownie do tego samego sklepu i stwierdziłam, że zapłacę w kasie samoobsługowej , gdzie samemu skanuje się rzeczy. Takie kasy są dwie i przede mną była również pani skanująca swoje rzeczy, która też w miły sposób zapytała się, gdzie może dostać reklamówkę. Pani ekspedientka do niej krzyknęła, bo była trochę w dalszej odległości: “NO PRZECIEŻ SĄ W KOSZU!”

Przyszła moja kolej i nie mogłam zeskanować sobie sama i mówię do tej Pani kasjerki. A Pani do mnie mówi: “NO PRZECIEŻ JEST NAPISANE, ŻE NACISNĄĆ NAJPIERW TRZEBA. SIĘ NACISKA NAJPIERW, ŻEBY ROZPOCZĄĆ!” Jak mnie to strzeliło. Ja się po sobie nie spodziewałam, ale ja do tej Pani momentalnie odpowiedziałam: “A CZEMU PANI JEST TAKA ZŁOŚLIWA?” A ona: “JA TYLKO MÓWIĘ.” Więc jej odpowiadam: “PROSZĘ PANI, JA DOPIERO CO PRZYJECHAŁAM DO POLSKI, W KAŻDYM KRAJU SĄ INNE AUTOMATY, NIE MUSI PANI W TAKI OPRYSKLIWY SPOSÓB MÓWIĆ DO MNIE”. I trochę jej ten ton przygasł. Przecież ona mogła to samo powiedzieć w sposób normalny. Ja się nie spodziewałam tego po sobie. Może te podróże dodały mi odwagi, a może to maska, bo jestem mniej więcej anonimowa, jak Pani zwrócę uwagę. Ale tak mnie to oburzyło, ja jestem nieprzyzwyczajona, a powinnam być przyzwyczajona, bo w Polsce zawsze tak było. Tak, jak mówiłam w większych miastach to się zmienia, ale jeszcze te małomiasteczkowe no to niestety…

EKSPEDIENTKA NASZ PAN! KLIENT NASZ PACHOŁEK!

I tak sobie oglądam ten film, słucham przemyśleń autorki i nawet jakoś bardzo mnie on nie rozdrażnił. Bardziej rozśmieszył, bo chyba wiem, z jakim typem kasjera, spotkała się twórczyni nagrania. Wszystkim się jednak wydaję, że opanowanie, zachowanie pełnego profesjonalizmu dzień po dniu, niezależnie od wszystkiego co nas otacza jest banalnie proste. Od obsługi sklepu zawsze się wymaga. Jedno potknięcie, niewłaściwa mina i wojna gotowa. Człowiek za ladą musi nieustannie przybierać maskę. Zatrudniając się w sklepie, nikt mi nie powiedział, że powinnam posiadać kompetencje zbliżone do aktorów. A teraz pomyśl przez chwilę sam… Stoisz za kasą, obsługujesz klienta za klientem, który nieustannie pyta o reklamówkę, który nieustannie ma problem z kasą samoobsługową. Twój układ nerwowy prędzej, czy później tego po prostu nie ogarnie. Uwierz mi. Choćbyś był najbardziej opanowanym człowiekiem na świecie, czasami emocje biorą górę. Oczywiście, nie jest to powód to rozgrzeszania sprzedawców, którzy z natury po prostu nie są stworzeni do tej pracy. Do Klienta powinno się pochodzić zawsze z uśmiechem. Jednak rozumiem jednorazowe potknięcia, bo sama je przeżywam i  choć staram się panować w najtrudniejszych sytuacjach – czasami mi się to zwyczajnie nie udaje. 

Po drugie… nie chce mi się też do końca wierzyć, że amerykańscy lub angielscy sprzedawcy nie mają na swoim koncie gorszych momentów. Nikt robotem nie jest. Porównywanie w taki sposób polskich kasjerów do kasjerów z zagranicy jest głupotą. Oglądam dużo filmów i seriali. W niemal każdej amerykańskiej produkcji, wizerunek kasjera przedstawiany jest zawsze w ten sam, stereotypowy sposób – znudzona Pani za ladą, żująca gumę z wiecznym dąsem na twarzy, gdy musi obsłużyć klienta. Tak jest łatwiej o nas myśleć i mówić. Łatwiej też “sprzedają się” sytuacje, w których kasjerzy nie zachowali swojego profesjonalizmu, niż te, które zasługiwałyby na pochwałę i uznanie. O tym się nie mówi. O tym nikt nie chce powiedzieć, bo to się zwyczajnie nie opłaca. Zresztą, w sklepie jesteśmy po to, żeby pracować i “usługiwanie” klientom należy się im jak psu buda. Takie jest podejście społeczeństwa do wykonywanego przez nas zawodu. 

Dodatkowo jeśli już tak się nas porównuje, warto też może wziąć pod uwagę mentalność narodu polskiego i np. amerykańskiego. Wszyscy chyba wiemy, co mam na myśli. Być może jest tak, że praca za ladą w USA byłaby łatwiejsza dla ludzkiej psychiki, niż nierzadko “użeranie” się z pretensjonalnymi klientami, których jest całkiem spora garstka, jakby na to nie spojrzeć.

atrybut alt candysox.pl
www.candysox.pl

Podsumowując: Kij zawsze ma dwa końce.  A skoro wszyscy jedziemy na tym samym wózku, to spróbujmy bardziej się do siebie zbliżyć, niż dzielić i wytykać sobie wszystko, bo hejt staje się drugim imieniem Polaków.

Źródło: YouTube, kanał: Świat Gosi

FANPAGE FACEBOOK

DOŁĄCZ DO GRUPY NA FB

Archiwa

atrybut alt kobiety na zakupach
Kobiety na zakupach
atrybut alt dzień z życia kasjera
Dzień z życia kasjera
Wyznanie byłej kasjerki - Walić to! Jutro piątek!

Typy kasjerów – zdejmij maskę kasjerze!

W ostatnim wpisie, mogliście przeczytać o tym, w jaki sposób postrzegam klientów. Podzieliłam ich na kilka typów, które w moim odczuciu występują najczęściej i są najbardziej charakterystyczne – kto nie zdążył jeszcze przeczytać, zachęcam do nadrobienia (KLIKNIJ TUTAJ). Już w czasie tworzenia poprzedniego wpisu, jakby z automatu, przyszła mi myśl, że to trochę niesprawiedliwe i nawet może  krzywdzące z perspektywy klienta, gdy próbuję go wcisnąć w określone wzorce zachowania. Nikt nie lubi, gdy się go ocenia lub kategoryzuje. Oczywiście dodać muszę, że typy klientów to wpis humorystyczny, który w krzywym zwierciadle przedstawia codzienność na sali sprzedaży. 

Dla jasności… nie tłumaczę się z poprzedniego wpisu, bo komuś się on nie spodobał. Wręcz przeciwnie, odbiór był bardzo pozytywny. Chciałam jednak zrobić pewien wstęp do tego, co przeczytać będziecie mogli za chwilę.

– to właśnie ta myśl, towarzyszyła mi nieustannie, podczas tworzenia poprzedniego wpisu. I choć broniłam się przed nią, jak tylko mogłam, to i tak wciąż siedziała mi w głowie i nie wyjdzie z niej dopóki tego nie zrobię. Także wybaczcie mi. Wiem, że mogę sobie strzelić tym wpisem w kolano, gdyż większa część moich odbiorców to właśnie kasjerzy, ale podejmuję się wyzwania. Wpis ten tworzę na bazie własnych doświadczeń, bo przecież do licha, ja też jestem klientem. Przyznaje także, że niektóre zachowania dostrzegam w sobie, więc biję się niestety w pierś i od dzisiaj rozpoczynam pracę nad sobą, aby stać się kasjerem na medal.🥇  No to zaczynamy!

1. Kasjer - automat.

To typ kasjera, który ze względu na swój charakter pracy, występuje chyba najczęściej. Spotkać go można dosłownie wszędzie – w kinie, w spożywczym lub na poczcie. Klienta traktuje bardzo oschle i z automatu. W jego mimice nie dostrzeżemy życzliwego uśmiechu. Ma być szybko! Klient, za klientem – to jego całodniowy cel. Jest zapowiedzią kas samoobsługowych, a pracę traktuje bardzo zadaniowo. Nie ma czasu na spontaniczny żart z klientem. Choć to przykre, kasjer jak automat stał się trybikiem w olbrzymiej maszynie zwanej handlem. I tutaj na myśl przychodzi mi coś, co mi osobiście zdarza się bardzo często. W szczególności, gdy w kolejce ustawiło się sporo osób oczekujących do kasy… Podchodzi klient i niepytany o kartę lojalnościowa, sam mi ją wręcza. Ja ją z automatu skanuję i oddając mu ją, rozpoczynam znaną wszystkim formułkę:

 – mina klienta jest wtedy bezcenna. Totalnie nie wie co powiedzieć, patrzy się na swoją dłoń, w której trzyma kartę lojalnościową i próbuję tłumaczyć, że przed chwilą ją właśnie zeskanowałam. Na szczęście w porę się reflektuję i przepraszam go za swoje roztargnienie. W takiej sytuacji zawsze staram się wyjść z uśmiechem, żeby klient nie pomyślał, że ma do czynienia z kretynką. 🤭 To kolejny dowód na to, że powielane schematy (w tym wypadku obsługa kasowa) przyczynia się do wyrobienia nawyków, które często przekładają się na niski poziom obsługi. Niemniej wciąż utrzymuję, że uśmiechem i pozytywnym nastawieniem można wybrnąć z każdej sytuacji. 

2. Kasjer - ignorant.

Zdarzyło mi się kilka razy robić zakupy, podczas gdy personel prowadził ze sobą rozmowy o życiu prywatnym. Uwierzcie mi, nie wygląda to zbyt dobrze. I choć wiem, że jesteśmy tylko ludźmi i czasem każdy ma potrzebę opowiedzenia o swoich problemach koleżance z pracy… zawsze można zrobić to na zapleczu. A jeżeli już na sali sprzedaży, to błagam nie przy kliencie. Nie tak dawno robiłam zakupy w moim ulubionym sklepie (swoją drogą nie odważyłam się jeszcze na to, aby wręczyć pracownikom tego sklepu wizytówki JK, przyznam że z tego sklepu czerpie sporo inspiracji 😃)…

Za kasą stały 2 dziewczyny, jedna wykładała towar, druga kasowała produkty. Nie należę do klientów, którzy gdy nadchodzi ich kolej, głośno przypominają o swoim istnieniu. Chciałam skorzystać z opcji wypłaty gotówki, bo pobliski bankomat niestety był nieczynny, dlatego zwyczajnym tonem próbując nawiązać choć minimum kontaktu wzrokowego rozpoczęłam:

Dziewczyny za kasą w dalszym ciągu gderały w najlepsze. Kasjerka zeskanowała wszystkie moje produkty, a gdy przyszedł moment zapłaty uzyskałam kwotę całego rachunku. Włożyłam więc kartę do terminala (wymóg podczas wypłaty gotówki), po czym otrzymałam paragon i na koniec:

A gdzie moje 100 zł? Nie odchodzę więc od kasy i kulturalnie zadaje pytanie, co z moim cashbackiem, a kasjerka jakby z księżyca oznajmia, że nie wiedziała że chcę wypłacić pieniądze. No tak, jak mogła wiedzieć, skoro zajęta była opowiadaniem o swoim synku? Dla sprostowania – nie jestem idealnym kasjerem i też zdarza mi się prowadzić rozmowy z koleżankami na sali sprzedaży. Niemniej, zawsze gdy widzę w pobliżu klienta, przerywam, bo po pierwsze nie chcę, żeby wiedział o czym opowiadam (jeżeli są to moje sprawy osobiste to tym bardziej), a po drugie to jest okropnie nieprofesjonalne. Bądźmy profesjonalni w tym co robimy, tym bardziej gdy jest to praca za kasą. Tylko w ten sposób możemy odczarować stereotyp kasjera. Uwierzcie, że obsługa na wysokim poziomie potrafi wywrzeć niesamowite wrażenie i raz zapamiętana może przynieść pozytywną odpowiedź zwrotną w postaci: 

… aż serce rośnie.💓🧡💛💚💙💜

3. Kasjer - skaner.

Jakby to ująć, żeby nikogo nie urazić? Myślę, że w gruncie rzeczy nie ma w tym nic złego, ale jakby się tak głębiej nad tym zastanowić to tkwi w tym pewien ułamek dyskryminacji. Kasjer – skaner, to nie tylko osoba, która skanuje produkty. Ona także skanuje klienta, często od stóp do głowy. Zwraca uwagę na ubiór, postawę, sposób poruszania się klienta, by po obsłudze jegomościa poplotkować na jego temat z pierwszą lepszą napotkaną koleżanką. 

Przyznać się, komu chociaż raz się zdarzyło? No właśnie… Osobiście rzadko kiedy przyglądam się klientom w taki sposób. Ogólnie mam problem z zapamiętywaniem i gdy podejdzie do mnie koleżanka i stwierdzi: “Ale modowego świra przed chwilą obsługiwałaś” – nie jestem w stanie jej przytaknąć, bo najczęściej nie wiem o co chodzi. Po drugie, uważam że to nie jest ok, bo przecież każdy może mieć swój styl i takie powierzchowne oceny zawsze wzbudzały we mnie negatywne odczucia. Po prostu staram się nie szufladkować, a niektórzy robią to po mistrzowsku. 

4. Kasjer 55+

Żeby nie było, że kasjer to zło wcielone, opowiem o kategorii, która przypadła mi do gustu najbardziej. Bardzo szanuję starszych od siebie ludzi. Uwielbiam ich mądrość życiową, jednak w sklepie ich życiowe zmęczenie jest bardzo widoczne. Oczywiście wszystko zależy od nastroju w danym dniu, więc niekoniecznie jest tak, że to doświadczenie przyczynia się do wypalenia zawodowego. Nie tak dawno miałam sytuację, w której to robiłam zakupy w moim drugim ulubionym sklepie (tak, mam same ulubione sklepy, wszystkie kocham, żadnym nie gardzę.)🙃

Jeżeli mam wybór, to zawsze podchodzę do Pani 55+, bo jakoś mi tak milej, tym bardziej że wiem, jak bardzo praca w handlu daje się we znaki, dlatego staram się zawsze pozostawić takiemu kasjerowi jakieś miłe słowo. Kasjer 55+ niestety tego dnia nie był w dobrej formie, ale takiemu kasjerowi wybacza się wszystko❗ Zakupy robiłam rano jeszcze przed pracą (zmiana 12 h). Późnym popołudniem sytuacja się obróciła o 180 stopni. Kasjer 55+ przyszedł do mojego sklepu na zakupy. Jakie było jego zdumienie, gdy zobaczył mnie za kasą. Przez chwilę nawet się speszył, przypominając sobie naszą transakcję. 

Przełamanie lodów było potrzebne. Od tamtej pory, można powiedzieć, że jesteśmy dobrymi znajomymi i gdy robimy u siebie wzajemnie zakupy, zawsze zostawimy sobie dobre słowo. Po co o tym piszę? A no po to, by zawsze, ale to zawsze brać pod uwagę to, że każdy jest tylko człowiekiem i każdy ma prawo do chwili słabości. Nie ma ludzi idealnych, a każdy błąd można naprawić. Wystarczy chcieć. Takie banały, ale jakże ważne w życiu. Co do kasjerów 55+. Uważam, że należą się Im jakieś 📌ordery wytrwałości, za lata przepracowane w sektorze handlu. To niezwykle ciężka praca, nie tylko fizyczna, ale obciążająca także psychicznie. I to komunikuję głośno i zwracam się przede wszystkim do młodych osób, które za nic mają kasjerów, a tym bardziej nie szanują ludzi starszych. Pamiętajcie, że karma zawsze wraca. 

Na dzisiaj to tyle. W głowie mam jeszcze kilka pomysłów, ale to może innym razem. Mam nadzieję, że tym wpisem żaden kasjer nie poczuje się urażony, ale nie może tak być, że na moim blogu to zawsze klient jest po złej stronie mocy.🥊

Kolejny wpis planuję dopiero w grudniu – wybaczcie, ale praca na etacie + prowadzenia bloga są strasznie wyczerpujące. Aktualnie, jeżeli śledzicie moją aktywność, jestem na etapie projektu 🎥świątecznej piosenki kasjerskiej. Bądźcie na bieżąco, bo jeżeli wszystko pójdzie zgodnie z planem, to jej premiera wraz z teledyskiem odbędzie się 1 grudnia 2019 r. O kulisach całego projektu zamierzam napisać właśnie w kolejnym wpisie. 

A czy w Was jest jakiś nieidealny pierwiastek kasjera? Koniecznie napiszcie mi o swoich słabościach.💬 Ciekawi mnie, czy macie jakieś przemyślenia na swój temat i czy próbujecie jakoś radzić sobie z nerwami, które na pewno towarzyszą w każdym dniu naszej pracy za kasą.

P.S. Dziękuję za każdą wiadomość i Wasz niepokój związany z niedziałającą grupą Jestem kasjerem. Niestety, nie mam żadnego wpływu na to, kiedy Facebook uraczy mnie zdjęciem blokady, która została nałożona z nieznanych mi przyczyn – pozdrawiam życzliwych. Jeżeli problem się nie rozwiąże – założę nową, o czym będę Was informować. 

Jesteś tu nowy? Poznaj moją kasjerską historię:
– Jestem kasjerem i zakładam bloga!

Zajrzyj także do wpisów gościnnych innych kasjerów:
https://jestemkasjerem.pl/wpisy-goscinne/

Masz ciekawą historię z sali sprzedaży? Napisz do mnie, a całkiem możliwe, że trafi ona na bloga, jako wpis gościnny.

[contact-form-7 id="1027" title="Mam ciekawą historię!"]

FANPAGE FACEBOOK

DOŁĄCZ DO GRUPY NA FB

Archiwa

Na pierwszy rzut oka: klient buc, świr i bezczelny?

atrybut alt jestem kasjerem

Wpis ten dedykuję wszystkim Klientom...

Podchodzisz do kasy i bez słowa oczekujesz szybkiej transakcji. Nie uraczysz mnie spojrzeniem i automatycznym uśmiechem. Nigdy nie wiem, jak mam się wtedy zachować. Wyczuwam bowiem, że taka transakcja powinna być niema. Nie mogę jednak tak postąpić. Każdy klient, to kolejno wypowiedziane formułki zdań, które niczym mantra wybrzmiewają z ust kasjera, tylko po to by dopełnić procedury obsługi klienta. BUC. Zawsze jako pierwsze skojarzenie na niemego klienta przychodzi mi słowo: BUC. Swoją drogą to taki śmieszny, trzyliterowy wyraz. Ale jak inaczej określić kogoś, kto nie potrafi nawet odpowiedzieć na “dzień dobry”? Odchodzisz od lady, zabierając produkty i kierujesz się do wyjścia. Bez słowa pożegnania wychodzisz. A ja jeszcze przez chwilę stoję przy kasie i zastanawiam się, co jest z ludźmi nie tak oraz gdzie podziały się dobre maniery i i kultura osobista.

Kojarzę Cię. Jesteś częstym gościem w naszym sklepie. Nieco częstszym niż potrzeby przeciętnego klienta. Nie zawsze przychodzisz po zakupy. Obsługa sklepu wymienia między sobą znaczące spojrzenia. W ten sposób sygnalizuje, że na sali sprzedaży jest ktoś, przed kim należy uciekać. Jednak nie wszyscy mogą schować się w pomieszczeniu służbowym. Jeden kasjer musi zostać na posterunku. To było pewne, że podejdziesz do mnie i kolejny raz (myślę, że już tysięczny) zapytasz o to samo – o to, co zwykle. Wyprzedzam Twoje pytanie i odpowiadam bez zawahania, doskonale wiedząc, że i tak w żaden sposób nie wykorzystasz uzyskanej informacji. ŚWIR. Zawsze wtedy, przychodzi mi na myśl słowo: ŚWIR. Bo jak inaczej określić kogoś, kto minimum 4 razy w tygodniu przychodzi do sklepu, tylko po to, by zaczepić kogoś z obsługi i zadać mu wciąż powtarzające się pytania? Gdy wreszcie wychodzisz, reszta załogi z uśmiechem na twarzy współczuję mi, że akurat dzisiaj wypadło na mnie. A Ty zapewne tu wrócisz jutro lub pojutrze – a my jak zwykle będziemy gotowi.

Nie widzę Cię jeszcze, ale słysze z drugiego końca sklepu. Bawię się więc w detektywa i podążam kolejno alejkami, by wreszcie Cię wytropić. Poruszasz się w bardzo chaotyczny sposób. W jednej dłoni trzymasz telefon, przystawiony mocno do ucha. Mam wrażenie, że uchwyt jest tak silny, że za chwilę włożysz go sobie do wnętrza głowy. Mogłabyś być speakerem – Twój ton głosu jest taki silny. Nie zwracam uwagi na treść rozmowy, bo sposób jej prowadzenia wywiera na mnie negatywne emocje. BEZCZELNA. Zawsze wtedy do głowy przychodzi mi słowo: BEZCZELNA. Przychodzisz do sklepu i bez najmniejszego wstydu pozostawiasz w nim ułamek swojego życia. Nie obchodzą Cię inni. Każdym kolejnym słowem taranujesz wszystkich dookoła. Nie sposób nie zwrócić na Ciebie uwagi. Nie szanujesz pracowników obsługi, której głowa pęka od harmideru panującego w sklepie. Jasne… dołóż jej jeszcze kolejne decybele, których siła mam wrażenie przekracza wybuch bomby atomowej. Ok, przesadzam. Ale nie znoszę osób, które przychodzą do sklepu i rozmawiają przez telefon. Ty i tak się nie skupiasz na zakupach. Zrobiłaś obchód wszystkich alejek. W końcu machasz ręką i wychodzisz, a w Twoich oczach dostrzegam jakby łzę. To pewnie alergia na klimatyzację.

Wbrew temu, co myślicie, nie będzie to kolejny wpis w obronie kasjerów, a jednocześnie przeciwko klientom. Zastanawiałam się długo, czasami sama nad sobą i swoim postępowaniem względem nich. Oczywiście wyżej wymienione przypadki, stanowią codzienność. Postanowiłam jednak przyjrzeć się temu zjawisku nieco bliżej, by choć trochę zrozumieć ich postępowanie. 

Ten niemy klient (BUC), którego wzrok nie uraczył moich oczu, a głos nie dotarł do mych uszu, być może – czysto hipotetycznie jest aspołeczny. Dla niego samo przyjście do sklepu jest niesamowitym wyzwaniem, a starcie przy ladzie stanowi sytuację niczym z filmu sensacyjnego. W jego głowie być może, już na dzień przed zakupami, klarują się obrazy i przypuszczenia ewentualnych zagrożeń. Zagrożeniem rzecz jasna jest obsługa klienta. Jego celem jest po prostu zakup niezbędnych produktów i jak najszybsza ewakuacja z niewygodnego dla niego miejsca. Wszelki dialog jest dla niego zbędny i właściwie nie do osiągnięcia. Choć być może, wciąż próbuje stawiać sobie wyzwania i któregoś dnia wróci, by samemu rozpocząć dyskusję – przezwyciężając lęk społeczny. Trzymam kciuki i nie mogę się doczekać!

Ten uprzykrzający wszystkim życie (ŚWIR) to klient, który być może w minionych miesiącach stracił osobę, która była dla niej najlepszym przyjacielem. Kimś, z kim mógł porozmawiać, wymienić się spostrzeżeniami, wyżalić, opowiedzieć po prostu o sobie. Jeśli człowiek zawęża swoje kręgi towarzyskie tylko i wyłącznie do partnera, pewnego dnia może się ocknąć i uświadomić sobie, że tak naprawdę poza nim nie ma nikogo, kto byłby dla niej przyjazny i bliski. Być może ten ŚWIR szuka wsparcia wśród obcych osób. Nie chce być szaleńcem w dosłowny sposób, dlatego nie zaczepia ludzi na ulicy. Przychodzi do sklepu, by choć przez chwilę skupić na sobie uwagę. Zadaje pytania o rzeczy, które tak naprawdę w ogóle go nie interesują. Chce zaspokoić potrzebę przynależności, która w ostatnich miesiącach jest na tak rozpaczliwym poziomie. Ten nazwany przeze mnie ŚWIR to osoba, od której bije wręcz poczucie samotności. Podczas 5 minutowej wizyty w sklepie pragnie zostać zauważony, bo tak bardzo tęskno mu za byciem potrzebnym.

A Pani BEZCZELNA? Wkurzam się, gdy wchodzisz z słuchawką przyklejoną do ucha i zapominasz o podstawowych formach savoir-vivre. Nie widzę jednak tego, że telefon, który otrzymałaś właśnie wywraca Ci świat do góry nogami. Zaplanowałaś sobie zakupy po ciężkim dniu w pracy. Realizujesz plan lecz po drodze dopada Cię nieszczęście. Dowiadujesz się, że Twoja Mama ciężko choruje i nie wiadomo, czy istnieje jakakolwiek forma ratunku. Przedzierasz się więc kolejno przez wszystkie alejki sklepu w poszukiwaniu wyjścia. Robisz to chaotycznie, nie zdając sobie z tego sprawy, bo najważniejsza dla Ciebie w tym momencie jest Twoja Mama. Masz w nosie obsługę i pozostałych klientów – i słusznie. Ja też miałabym ich w głębokim poważaniu, gdy w grę wchodzi zdrowie najbliższej osoby. Oczywiście, że wychodzisz z pustymi rękoma, bo jak do diaska można myśleć o płynie do wc lub kredce do oczu. A propos tych oczu… ta łza, która na pierwszy rzut oka wydawać by się mogła konsekwencją alergii na klimatyzator – wcale nią nie jest. To łza smutku i rozpaczy – ale tego kasjer nie widzi… tego kasjer nie dostrzega.

Myślę, że poczyniony przeze mnie wpis można przełożyć na wiele warstw życia. Takie sytuacje nie zdarzają się tylko nam kasjerom. Każdy, kto pracuje z drugim człowiekiem jest narażony na takie wypadkowe. I tylko od nas samych zależeć będzie, jak podejdziemy do tematu. Czy będziemy w myślach wyzywać danego człowieka, bo nie zachował się tak, jak my sami byśmy tego oczekiwali? Czy jednak wystarczy nam siły i zrozumienia na właściwą interpretację ludzkiego zachowania? Wszyscy jesteśmy równymi ludźmi. Bądźmy dla siebie dobrzy, tylko tyle. Z taką refleksją Was zostawiam… i do następnego wpisu. Trzymajcie się ciepło i dbajcie o siebie. 🤚

[player id=862]

Newsletter

FANPAGE FACEBOOK

DOŁĄCZ DO GRUPY NA FB

Archiwa

Newsletter

Dlaczego Pani jest taka zmęczona?

To dość niecodzienne pytanie, które zadał mi jeden z klientów, który właśnie podszedł do stanowiska kasowego. Być może w tym dniu nie wyglądałam zbyt dobrze lub po prostu zwyczajnie na mojej twarzy zabrakło uśmiechu. Trudno uśmiechać się do każdego klienta, gdy średnio obsługuje się ich ok. 250 w ciągu jednej zmiany. Pytanie klienta odebrałam bardzo pozytywnie. W jego głosie wyczułam coś w rodzaju troski.

Moja błyskotliwość, czasem mnie samą wprawia w osłupienie 😉, jednak była to jedyna odpowiedź, która przyszła mi do głowy.

Odparł klient, zabierając produkty z lady. Na pożegnanie rzucił jedynie znacząco, dziwne spojrzenie. Szkoda, że nasze życie nie jest filmowane 24h/dobę, by w dowolnym momencie móc przewinąć taśmę i przeanalizować pewne wydarzenia. Jeżeli przed obsługą tego klienta wyglądałam na zmęczoną, to jak mogłam wyglądać po jej obsłudze?

To nieprawdopodobne, w jaki sposób ludzie potrafią oceniać i jak nie boją się głośno wypowiadać swoich mądrości. Pozornie miło rozpoczynający się dialog, może w krótkim czasie okazać się pełnym niechęci i złych intencji. Zastanawiam się, jak potoczyłaby się nasza rozmowa, gdybym sformułowała swoją odpowiedź w inny sposób. Np. coś w stylu “boli mnie głowa”. Czy klient wyraziłby współczucie, czy może już z góry przewidział, że chce mi dowalić, bo np. ma gorszy dzień, a kasjer to najlepszy obiekt do wyładowania swoich frustracji? Po tej sytuacji doszłam do wniosku, że ludzie za nic mają zawód kasjera. Przykładów na to jest cała masa, ale pozostawię je sobie na kiedy indziej…

Pozytywnym wydźwiękiem tej sytuacji jest fakt, że ten jakże przemiły klient, stał się natchnieniem do poczynienia niniejszego wpisu. Jako, że moja pamięć bywa ulotna, momentalnie oderwałam kawałek papieru z rolki kasowej, by zanotować słowo w słowo zdanie klienta: DLACZEGO PANI JEST TAKA ZMĘCZONA?

A jaka mam być? Wypoczęta, zrelaksowana, pełna energii, uśmiechnięta, wdzięczna, bo klient robi zakupy? Poświęcił swój cenny czas specjalnie tylko po to, by kupić szampon do włosów za 13,99 zł. Jest bohaterem, bo udało mu się zapłacić drżącą ręką – kartą zbliżeniowo, a na koniec zadrwić z pracy kasjera. Drogi kliencie, mam małe marzenie, aby ten wpis jakimś cudem dotarł do Ciebie, byś może przez chwilę chociaż zastanowił się nad dziwnością swojego zachowania. I oczywiście za chwilę grupa klientów (bo przecież nie kasjerów 😉) z oburzeniem zacznie komentować i krytykować słuszność tego wpisu, bo przecież skoro już pracuje na kasie, to chyba znam swój zakres obowiązków. Tak, oczywiście że znam. Jednak nie przypominam sobie, by w tym zakresie istniał zapisek: “Tolerować, akceptować, wysłuchiwać, przytakiwać klientowi, gdy ten ma potrzebę wylania pomyj. Dla klienta – wszystko”.

Po drugie, jeśli już mowa o zakresie obowiązków, to warto podkreślić, że zawód kasjer, to nie tylko obsługa na kasie. To przede wszystkim ciężka, fizyczna praca, która często wiąże się z pracą na nogach. Podczas 8 godzinnej zmiany, mam prawo tylko do 15 minut przerwy, podczas której moje nogi mogą odpocząć w pozycji siedzącej. Podczas zmiany 12 godzinnej przywilej ten wydłuża się o kolejne 15 minut, czyli 30 minut w pozycji siedzącej vs 11 godzin 30 minut na nogach. No, ale… DLACZEGO PANI JEST TAKA ZMĘCZONA?

I brawo dla pracodawcy, który umożliwia siedzenie przy stanowisku kasowym i obsługę w tej pozycji. Niestety, mój pracodawca nie wpadł na pomysł, aby w ten sposób odciążyć kasjera. Być może dlatego, bo stwierdzenie “stanie na kasie” straciłoby dla niego jakże ważny sens znaczenia. 😉

Pewnego dnia, zupełnie eksperymentalnie wyposażyłam się w inteligentny zegarek (to nie jest artykuł sponsorowany, dlatego nie podaje marki :D), który monitoruje m.in. poziom tętna, ilość zrobionych kroków, ilość przebytych kilometrów, czy też ilość przebytych pięter. Wynik można oglądnąć poniżej na załączonych zdjęciach.

W czasie 12 godzinnej zmiany zrobiłam prawie 11 tys. kroków, co przekłada się na dystans blisko 8 km. Dla porównania norma dla mnie stanowić miała zaledwie 5920 kroków. Szybka kalkulacja, pozwala stwierdzić, że blisko dwukrotnie wykonałam tę normę. W czasie tej samej zmiany wspięłam się na wysokość 21 pięter (norma dla mnie w danym dniu to 10 pięter), ale przecież DLACZEGO PANI JEST TAKA ZMĘCZONA?

Idąc dalej w statystyki, w tym samym dniu obsłużyłam 232 klientów na stanowisku kasowym i mam wrażenie, że drugie tyle na sali sprzedaży, odpowiadając na pytania:

Oprócz przedstawionych statystyk, podczas 12h zmiany zajmowałam się również rozkładaniem towaru, który nie został jeszcze uporządkowany po ostatniej dostawie i zalegał na strefie dostaw. Zawsze w takich sytuacjach musi wjechać kolejna, która uszczęśliwia pracowników jakże okazałymi i pękatymi paletami. W związku z cięciem etatów na zmianie jest tylko dwóch kasjerów, ale przecież DLACZEGO PANI JEST TAKA ZMĘCZONA?

I wiecie co jest najgorsze w całej tej sytuacji? Fakt, że gdy to piszę i odtwarzam sobie ten feralny dzień, to naprawdę jestem zmęczona i już nawet nie samą pracą fizyczną, a ludźmi, którzy bez chwili zastanowienia potrafią zdenerwować kasjera dziwną uwagą, zachowaniem, miną, tzw. “sapiechą”, tak by cała reszta zmiany, była już totalnie nieudana. Na szczęście po każdym nieciekawym dniu w pracy przychodzi kolejny, pełen energii i dobrego nastawienia. Wszystko to aż do momentu pojawienia się klienta, który “uszczęśliwi” nas na całą resztę dnia – a to niewątpliwie nieuniknione. Taka jest właśnie praca kasjera, ale no… 

A jak Wy radzicie sobie z docinkami klientów? Chętnie przeczytam o Waszych nieprzyjemnych sytuacjach z sali sprzedaży, bo zakładam że jest ich całe mnóstwo. Czekam na komentarze. Trzymajcie się ciepło!

P.S. Istnieje (jakieś na pewno) prawdopodobieństwo, że jeżeli wpis ten będzie przez Was udostępniany, to Klient od “Dlaczego jest Pani taka zmęczona?” go przeczyta  – podobno marzenia się spełniają… POMOŻECIE?😉

[player id=858]

FANPAGE FACEBOOK

DOŁĄCZ DO GRUPY NA FB

Archiwa

Newsletter

Jestem kasjerem i zakładam bloga!

Przeciętny człowiek za głowę się złapie, gdy usłyszy, że kasjer zdecydował się prowadzić bloga.

– Kasjer? O losie! Świat zszedł na psy. Co takiego kasjer może mieć do powiedzenia? Co za czasy! Współcześnie każdy może uprawiać publicystykę, ale na szczęście nie każdy się do tego nadaje – np. taki kasjer – powiedział klient.

Powyższy, przypuszczalny komentarz przeciętnego klienta, nie został przeze mnie dodany ze względu na brak wysokiej samooceny lub problem wynikający z posiadanych kompleksów. Z całą pewnością znam swoją wartość, dlatego przeciwstawiam się wszystkim osobom, które twierdzą, że zawód sprzedawcy musi być kojarzony z brakiem wykształcenia i ambicji. W społeczeństwie tkwi głęboko zakorzenione przeświadczenie, o tym że praca na kasie jest konsekwencją braku zaangażowania i słabych wyników w nauce. Nie od dziś wiadomo, że nauczyciele, wprost straszą swoich uczniów następującym stwierdzeniem:

“Kowalski Ty nieuku! Jak tak dalej pójdzie, to skończysz na kasie, albo będziesz zamiatał ulice.”

I trudno tutaj winić samego nauczyciela. Każdy, bowiem wypracowuje sobie swój system motywacyjny. Być może ów nauczyciel nie ma w sobie zbyt wiele z kreatywności, dlatego powiela stwierdzenie, które trwać będzie jeszcze przez wieki.

Z drugiej jednak strony, nie chciałabym generalizować. Zawód kasjer, tak jak i szereg innych: listonosz, pracownik biurowy, policjant lub trener na siłowni – wcale nie wymaga od ludzi wyższego wykształcenia. Wystarczy co najmniej średnie, aby móc spełniać się w tym, w czym dana osoba czuje się najlepiej. Wobec tego, dlaczego nie ma nic wdzięcznego, gdy mówimy o tym, że jesteśmy kasjerami, podczas gdy listonosz lub pracownik biurowy mówi o swoim zawodzie z uśmiechem na twarzy, często chełpiąc się wykonywaną profesją? Bywa, że “stanie na kasie” jest dla niektórych czymś gorszym i godzi w ludzkie ambicje. Tak było i ze mną. Moja historia nie jest nadzwyczajna. Jestem przypuszczalnie taka sama, jak Wy – odbiorcy, którzy być może poświęcą trochę swojego czasu na przeczytanie moich przemyśleń.

Pamiętam doskonale moment, gdy ukończyłam szkołę średnią. Następnie studia, podczas których podejmowałam się różnych prac. Rozpoczęłam fenomenalnie – staż w Prokuraturze Rejonowej jako pracownik biurowy. Ktoś mógłby powiedzieć, że całkiem niezły początek. Rodzina pękała z dumy, ja sama zresztą też. Staż jednak szybko się skończył, a ze względu na brak wolnych etatów, nie było możliwości stałego zatrudnienia. Szukałam więc dalej, by móc poczuć choć odrobinę niezależności finansowej. I znalazłam. Praca w jednej z galerii handlowych. To było moje pierwsze zetknięcie się z pracą na kasie i obsługą klienta. Jako 19 letnia dziewczyna doznałam swoistego szoku, który wynikał z nieświadomości, jak wiele pracy należy włożyć, aby sklep funkcjonował na zadowalającym poziomie.

Myślałam stereotypowo: kasjerka trochę sobie zeskanuje produktów, porozmawia z klientem, poplotkuje z koleżankami – żyć, nie umierać! Nic nadzwyczajnego, a już na pewno nic wymagającego. Oj, szybko się zorientowałam, w jak olbrzymim błędzie byłam. W sieciówce wytrzymałam 6 miesięcy. Odeszłam stamtąd z wielką ulgą, obiecując sobie, że już nigdy, ale to przenigdy nie będę kasjerem

Życie jednak lubi płatać figle. Obietnica, którą sobie złożyłam przetrwała całe 5 lat. Podczas 5 lat pracowałam w różnych branżach, szeroko omijając sektor handlu. Nadszedł jednak moment, w którym postanowiłam rzucić całe swoje dotychczasowe życie i przenieść się do innego miasta, w którym miałam rozpocząć wszystko od nowa. Setki rozesłanych CV,  kilka telefonów zwrotnych, kilka rozmów kwalifikacyjnych, kilka dni próbnych i wszystko to po to, by drugi raz w życiu rozpocząć swoją przygodę jako kasjer. Przygodę, która trwa do dzisiaj.

Pamiętam doskonale rozmowę kwalifikacyjną, która otworzyła mi drzwi do jednej z sieciówek. Targały mną skrajne emocje. W końcu przyrzekłam sobie, że już nigdy więcej nie stanę po drugiej stronie lady. Jednak Trener i Manager, którzy prowadzili rekrutację wywarli na mnie tak pozytywne wrażenie, że postanowiłam zerwać z obietnicą i spróbować raz jeszcze. Z dnia na dzień poznawałam zasady funkcjonowania sklepu, które znacznie różniły się od tego, w którym pracowałam wcześniej. Tysiące procedur, obsługa klienta na którą kładziono mocny nacisk i towar, którego nie było końca. Mimo wszystko przetrwałam trudny początek, a wszystko to za sprawą ludzi, którzy tam pracowali. Po 6 miesiącach pracy na kasie dostałam szansę na rozwój. Już nie musiałam stać na kasie, ale masa innych obowiązków, które spadają na kierownika zmiany, czasami powalała z nóg. Nadal jednak miałam stały kontakt z klientem.

I tak było przez 3 lata, kiedy to dopadł mnie wewnętrzny kryzys. Wiadomo, obsługa klienta, praca zmianowa nie należą do najłatwiejszych. W dodatku z miesiąca na miesiąc wprowadzano u nas zmiany, które ciężko było zaakceptować, bo wiązały się one z dodatkowymi obowiązkami. Jako, że nigdy nie miałam szansy na pracę w zawodzie wyuczonym, postanowiłam złożyć swoje CV do pracodawcy, z nadzieją że być może zostanę zaproszona na rozmowę kwalifikacyjną. I tak też się stało. Rozmowa poszła gładko. I kolejny raz w moim życiu przyszedł moment, gdy targały mną emocje i do końca nie byłam pewna, czy podejmuje słuszną decyzję.

Zwolniłam się. Na szczęście rozstałam się w pozytywnych emocjach, a ówczesny Manager zapewnił, że gdybym jednak stwierdziła, że praca którą podejmuje nie jest dla mnie, mam możliwość powrotu. To było budujące i dało mi olbrzymi komfort psychiczny.

Praca w wyuczonym zawodzie miała być czymś, czym zajmę się już do końca życia. Rodzina po raz drugi pękała z dumy. Po raz kolejny rozpoczęłam nowy etap w życiu. Etap, który trwał zaledwie 4 miesiące.

Zwolniłam się (jestem w tym naprawdę dobra 😉 ) i zrozumiałam, że nie tylko rodzaj wykonywanej pracy się liczy, ale także (a może przede wszystkim) ludzie, którzy z nami pracują. Bez dobrej atmosfery w pracy, nie da się wytrzymać na dłuższą metę. Czułam, że z dnia na dzień staje się bardziej zgorzkniała – wszystko za sprawą bezdusznych współpracowników, których wywierana presja wpędzała mnie w bliżej nieokreślony stan. Niestety, moje doświadczenie z “budżetówką” nie zaliczam do udanych, a wszystko za sprawą wewnętrznie panujących układów i mentalności przysłowiowych pań z urzędów. Niestety, mimo głowy pełnej pomysłów i zapału do pracy uniemożliwiono mi działanie, które wybiegało poza schematy typowego, biurowego myślenia. W związku z brakiem planu awaryjnego, zdecydowałam się wrócić do poprzedniej firmy, z olbrzymim dystansem do pracy i z wielką pokorą, bo łatwo wrócić nie było. Powrót dla mnie znaczył tyle samo co porażka. Na szczęście przerobiłam ten temat sama ze sobą i aktualnie w wyniku restrukturyzacji firmy i cięć etatów, wylądowałam z powrotem na kasie. Tysiące stresujących sytuacji z trudnym klientem, spowodowały że mało, która jest w stanie wyprowadzić mnie z równowagi. To nie znaczy jednak, że wszystko spływa po mnie jak po kaczce. Czasami potrzebuję odreagować, bo Klienci bywają różni.

Stąd pomysł na napisanie artykułu “Z życia kasjera, czyli codzienność na sali sprzedaży”, który odbił się szerokim echem i przyniósł wiele pozytywnych informacji zwrotnych. Postanowiłam pójść o krok dalej. Założyłam grupę na Facebooku “Jestem Kasjerem”, w której razem z pozostałymi Użytkownikami dzielimy się historiami, anegdotami i wspieramy się wzajemnie. To miejsce, które otwarte jest dla wszystkich tych, którzy związani są z sektorem handlu. Wkrótce wpadł mi do głowy kolejny pomysł, aby stworzyć niniejszego bloga. Zapraszam do odwiedzenia zakładki “O mnie”, aby dowiedzieć się, jakie cele przyświecają niniejszemu blogowi. Wpisy mam zamiar dodawać regularnie w bliżej nieokreślonych odstępach czasowych. 😉 

Zachęcam do dołączania do naszej społeczności. Stwórzmy wspólnie przyjazne miejsce, w którym będzie można dzielić się historiami z życia kasjera. 
Niech wreszcie zawód kasjer przestanie kojarzyć się negatywnie! 

To tyle tytułem wstępu, który miał na celu przybliżenie Wam mojej osoby. W końcu najważniejsza sprawa, to wiedzieć z kim ma się do czynienia. Czekam na Wasze komentarze pod niniejszym wpisem. Być może ktoś, będzie chciał się podzielić ze mną swoją historią – jestem otwarta na różne formy kontaktu.  Możecie także zamieszczać propozycje tematów, o których chętnie przeczytacie w kolejnych wpisach. No i oczywiście jesteśmy w stałym kontakcie na naszej Facebook-owej grupie.  

[player id=848]

FANPAGE FACEBOOK

DOŁĄCZ DO GRUPY NA FB

Archiwa

Newsletter