DROGI CZYTELNIKU

Mam nadzieję, że nie trafiłeś tutaj przypadkowo, a jeżeli tak, to zdecydujesz się zostać ze mną na dłużej.
Zapraszam Cię w podróż po świecie, który nie należy do najłatwiejszych.
Jestem kasjerem i codziennie walczę o przetrwanie. Powalczysz ze mną?

Tagged: odpis

Jak sklepy oszukują na datach ważności produktów?!

Oszukiwanie na datach ważności produktów spożywczych, to temat, który na tyle mnie zezłościł, że musiałam stworzyć coś bardziej obszernego, niż zwykły post na Facebook-u. Ci, którzy śledzą moje social media, widzieli zapewne post, w którym to zwracam uwagę na łamanie norm i zasad przez pracowników jednej z sieciówek spożywczych. Klientem tego sklepu może być każdy z nas. Każdy więc, narażony jest na uszczerbek na zdrowiu, a nawet i życiu…

W związku z tym, chciałabym opublikować moją rozmowę z czytelniczką bloga, która w tej sprawie wie na tyle dużo, żeby móc się z Wami podzielić cennymi informacjami. W artykule nie została ujęta nazwa sieci, ale chyba każdy jest świadomy, o którym sklepie mowa – liczę na Waszą spostrzegawczość. 

- Jak długo pracujesz w tej firmie?

– Nie pracuje tu długo, bo od dwóch lat, ale to wystarczyło, żebym mogła zobaczyć rzeczy, które nigdy nawet nie przyszłyby mi do głowy.

- Kiedy zauważyłaś jakieś nieprawidłowości, tak jak przeterminowane produkty, które z powrotem trafiają na sale sprzedaży po zatuszowaniu daty ważności?

– Jakoś w listopadzie ubiegłego roku. Najpierw kierowniczka poprosiła mnie, abym sprawdziła lodówkę z nabiałem. To było chyba po 11 listopada, więc dwa dni sklep był zamknięty. No i cały taki wózek rzeczy, 1-2 dni po terminie zebrałam. Zawiozłam je na magazyn, sądząc że trafią one do odpisu.

- Co się później stało z przeterminowanym towarem? Jak reagowała kierowniczka na ilość produktów po terminie?

– Kierowniczka była w szoku, że tyle rzeczy aż zebrałam. Ona nie odpisuje tych rzeczy po terminie. Robią to inne osoby, tak zwani zastępcy kierowniczki. Kiedy kierowniczka poszła do domu, to koleżanka z drugiej zmiany przeglądała te rzeczy i  zaczęła je sortować. Myślałam, że może coś wsadziłam tam z dobrym terminem, ale pół godziny przed moim końcem pracy, kazała mi połowę tych rzeczy wsadzić do lodówek z powrotem. Kiedy zobaczyłam zmienione daty, to aż ręce mi opadły.

- A czy kierowniczka jest w pełni świadoma tego, co zastępcy robią z przeterminowaną żywnością? Rozumiem, że cała załoga sklepu jest wtajemniczona w ten proces i stało się to dla Was niejako normą?

– Szczerze? Nie mam pojęcia. Nie wiem, kto to wie i czy w ogóle. Za bardzo nie chce pytać, bo nie mogę stracić pracy.

- Czy zdarzyło się, że klienci wracali i skarżyli się, że zakupili produkt po terminie?

– Tak. Raz byłam tego świadkiem. Produkty np. dzień przed końcem terminu, zostają przełożone do wózka i wystawiane na promocji. Zdarza się, że stoją tak nawet po kilka dni, więc ich data przydatności skończyła się jakiś czas temu. I kiedyś pewien klient, kupił śmietanę na takiej promocji, a ona była 2 dni po terminie. Przyjęli zwrot, a koleżanka co mu to sprzedała, aż czerwona się zrobiła.

- A czy w Waszym sklepie nie istnieje możliwość dogadania się z przedstawicielami handlowymi co do wymiany produktów z krótką datą? To częsta praktyka, dzięki której sklep nie odnotowuje straty.

– Wydaje mi się, że chyba jest taka możliwość, choć do końca nie wiem. Na pewno owoce i warzywa podlegają wymianie. Są odkładane te nadpsute i je wymieniają. Tak samo soki – te w szklanych butelkach, które mają krótką datę ważności. Też te niesprzedane zabierają i wymieniają. Nie dam sobie ręki uciąć, co do reszty towaru.

- Czyli można wysnuć wniosek, że wina leży po stronie kierownictwa, bo źle zarządza sprawdzaniem przydatności produktów? Czy w Twoim sklepie macie wyznaczony np. jeden dzień w tygodniu, w którym regularnie sprawdzacie towar pod względem dat ważności, czy robicie to z przypadku?

– Nabiał sprawdzany jest codziennie. Przynajmniej ja tego pilnuje w 100%. A reszta towaru np. długoterminowego, to nie wiem. Od początku tego tygodnia sprzątamy sklep. Mycie półek, nowe ceny. Ja właśnie myłam półki ze słoikami. Ogórki, surówki, dżemy itp. No i cały koszyk “kwiatków” zdjęłam. Ostatnio robiłam porządek z mąkami. Znalazłam 3 sztuki z roku 2018.

- Co będzie z tymi zdjętymi produktami? Rozumiem, że data ważności zostanie zamazana i zostaną one wystawione ponownie?

Pojęcia nie mam. Możliwe, że nie zostaną wystawione ponownie, bo niektóre strasznie w środku wyglądały. Przecież tam dużo chemii i innych. To nie domowe ogórki, czy inne takie. Aczkolwiek, co z tym się stanie nie wiem. Te słoiki, niektóre nawet pół roku były po terminie. 

- A jak jest z pieczywem?

Pieczywo jest dostarczane z kilku piekarni. Z jednej, czasem mrożą chleb. Na drugi dzień go rozmrażają i każą kroić i sprzedawać. U nas się kroi pieczywo na sklepie. Przeważnie po południu go rozmrażają. Z tej piekarni właśnie pieczywo 2 razy dziennie przychodzi. Rano i w południe, więc po co oni to robią, to ja pojęcia nie mam. Ja pracuje na środkowej zmianie, więc widzę takie rzeczy, a o chlebie niedawno się dowiedziałam.

- A czy są widoczne etykiety z informacją dla klientów, że dane pieczywo było mrożone?

Nie. To są całe bochenki bez żadnych etykiet, dlatego klient nie ma pojęcia, że pieczywo było wcześniej mrożone. Mięso też mrożą i potem rozmrażają, a mięsa się dwa razy nie mrozi przecież. A ktoś np. kupi nieświadomy i zamrozi drugi raz. Ryby tam w lodówce leżą zamrożone, niektóre od września 2019. Po etykietach widać, kiedy były drukowane ceny. A to mięso, jak oni rozmrażają, to skąd pewność, że klient, który to kupi, nieświadomy, że już było mrożone, nie zamrozi raz jeszcze. Pracowałam wcześniej w innym sklepie spożywczym. I tam było wszystko normalnie. Nikt nic nie mroził, żadnych przeterminowanych rzeczy. Owszem czasem coś się znalazło, ale na bieżąco było to ściągane. Dlatego, tu jak zobaczyłam co jest grane, to szczękę z podłogi zbierałam tydzień czasu. Z tego co słyszałam, to w tej sieci, to norma. Nie tylko u mnie w mieście. Ja wiem, że to sklepy, co czasy PRL pamiętają, ale bez przesady – szok, szok i jeszcze raz szok. U nas sklep położony jest na osiedlu przy blokach. Większość klientów to emeryci. Kurczę, słabo mi się robi. Czasami taka starsza pani czy pan, nie pomyśli, żeby sprawdzić datę ważności. Głównie o ten nabiał mi chodzi, bo tego jest najwięcej. I kto ma wziąć odpowiedzialność za ewentualny uszczerbek na zdrowiu?

Ty także możesz współtworzyć tego bloga! Jeżeli tylko masz ciekawą historię z sali sprzedaży, z którą chciałbyś się ze mną podzielić, napisz do mnie! (Historia może być opisana zarówno z perspektywy kasjera, jak i klienta). Istnieje duża szansa, że nawiąże z Tobą kontakt, a Twój wpis trafi na bloga. Poniżej załączam formularz kontaktowy. 

Jesteś tu nowy? Poznaj moją kasjerską historię:
– Jestem kasjerem i zakładam bloga!

FANPAGE FACEBOOK

DOŁĄCZ DO GRUPY NA FB

Archiwa