DROGI CZYTELNIKU🛒

Mam nadzieję, że nie trafiłeś tutaj przypadkowo, a jeżeli tak, to zdecydujesz się zostać ze mną na dłużej.
Zapraszam Cię w podróż po świecie, który nie należy do najłatwiejszych.
Jestem kasjerem i codziennie walczę o przetrwanie. Powalczysz ze mną?
💪

Handel w niedzielę TAK! Pod warunkiem wyższej płacy

Wpis gościnny: Paulina Obara

Handel w niedzielę to temat, który wraca jak bumerang i wywołuje szereg skrajnych emocji.  A punkt widzenia zależy właśnie od punktu siedzenia. I tu słów kilka jak ja to widzę… Wiem, że pisząc to mogę się narazić na ostre słowa krytyki ze strony koleżanek i kolegów pracujących w handlu, jednak pamiętajcie, że każdemu z nas życzę jak najlepiej.

Gdy zatrudniałam się w sklepie prawie 10 lat temu pracująca niedziela nie była czymś nadzwyczajnym. Po prostu był to normalny dzień. Na kogo wypadło, na tego bęc! A że byłam wtedy samotna to jakimś dziwnym trafem z reguły pracowałam do 22:00. Jedynym plusem tej sytuacji było to, jak wracałam do domu przed 23:00 i miałam cały autobus do swojej dyspozycji, tylko ja i kierowca, bo normalni ludzie dawno siedzieli w domu. Potem w nowej pracy w niedzielę pracowało się jedynie do 18:00, co było odrobiną luksusu dla mnie, bo zawsze wieczór można było jakoś spożytkować. Nie mówię, że obsługiwanie klientów ostatniego dnia tygodnia to super przyjemność, ale człowiek z tym nie dyskutował. 

Wszystko zmienił zakaz handlu w niedziele i było mi to bardzo na rękę. Mogłam widywać się ze swoim chłopakiem i ogólnie fajnie spędzało się ten dzień na luzie. Wiadomo, że szybko przywiązujemy się do tego, co dobre. ☺ Taki błogostan trwał zaledwie rok…

Pewnego dnia rano w skrzynce z prasą zobaczyłam także 3 paczki i pomyślałam, że zostawił je przez przypadek jakiś zakręcony kurier („Jak można być tak nieodpowiedzialnym i zostawić paczki na pastwę losu?”). Sprawa bardzo szybko się wyjaśniła. Okazało się, że będzie można nadawać i odbierać u nas paczki, a co za tym idzie możemy również pracować w niedziele… Taki „prezent”🎁 od firmy, aby konkurencja nas nie zjadła (jesteśmy małym sklepem, a jak wiadomo mały może mniej). Rozmowy z nami trwały prawie 2 miesiące. Kierowniczka wracała do tematu. Pierwotnie proponowano nam dzień wolny w tygodniu, ale nasza reakcja była jednoznaczna: („Po moim trupie”). Dopiero, gdy była mowa o konkretnych pieniądzach to zmieniłyśmy zdanie.

Tym sposobem od 15 miesięcy dorabiam sobie w niedziele niehandlowe. Na firmę, która mnie zatrudnia mogłabym pewnie narzekać godzinami, ale ogromnym plusem jest to, że nikt nas do pracy w niedziele nie zmuszał, co jak się słyszy jest teraz nagminne (i to najczęściej pod groźbą utraty pracy). Akurat uzbierała się ekipa chętna, aby zarobić dodatkowe pieniądze i jesteśmy z takiego rozwiązania zadowolone. W naszym gronie jest koleżanka, która nie zdecydowała się na pracę w niedziele i nie ponosi z tego tytułu żadnych konsekwencji. Oczywiście w niedzielę funkcjonują nieliczne sklepy naszej sieci. Z góry mamy przypisane, kiedy pracujemy, jednak staramy się między sobą dogadywać, bo jak wiadomo nie samą pracą człowiek żyje i miło czasami gdzieś wyjechać lub pójść na imprezę.

Zdecydowałam się na pracę w niedzielę ze względów finansowych. Jestem zupełnie sama i ciężko ogarnąć wszystko z tej podstawowej pensji. Ze wszystkich sił staram się, żeby z tej „niedzielnej kasy” starczyło coś na drobne przyjemności i żebym miała dalszą motywację do przychodzenia w ten świąteczny dzień. Nie ukrywam, iż tylko pieniądze mnie tu motywują. Nie mam męża i dzieci (nie wiem, czy bym dorabiała sobie mając rodzinę), ale uwielbiam błogie lenistwo, gdy mam wolne. Kocham możliwość dłuższego wylegiwania się w łóżku, wypicie na spokojnie kawy, spacery z psem czy ogarnianie mieszkania po całym tygodniu. Kocham wtedy swoją wolność i robienie wszystkiego, na co mam ochotę.

Z niepokojem obserwuję wiadomości o tym, jak to kolejne sieci sklepów otwierają się w niedziele. I nie wiem jak długo jeszcze będę miała dodatkowy zastrzyk gotówki. Nie wiem jakim cudem w mojej miejscowości rozeszła się fama ile zarabiamy … („Boże, ile to kasy, ja też bym tak chciała zarabiać”) tylko szkoda, że wszyscy zazdrośnicy nie widzą tego, jaka to jest orka. Jest bardzo ciężko, trudno wyjść do toalety, czy cokolwiek zjeść. Po 3 godzinach nie wiem jak się nazywam i często obsługuje jak automat, bo na serio inaczej się nie da. Tłumy walą drzwiami i oknami. Cały czas dokłada się towar, a i tak sklep wygląda jakby przeszło potężne tornado. Taki oto miód pracy w niedzielę niehandlową, więc komentarz mojej Pani Kierownik wyprowadził mnie ostatnio z równowagi: „Dziewczyny jak zrobią niedzielę to zarobią więcej ode mnie” – tak, jakby zrobienie niedzieli było pierdnięciem.

Współczuję z całego serca wszystkim z branży, których zmuszą do pracy w niedziele, a nie będą mieć z tego żadnych profitów. Boję się o swój los, ale trzeba obserwować rozwój sytuacji. W tym kraju nie ma nic pewnego, no może oprócz czwartej fali koronowirusa…

Tak na margines. Skoro mój dziadek był naczelnikiem poczty, to może i ja będę panienką z okienka pocztowego?😅 Paczki już przyjmuję i wydaję.😉

Trzymajcie się dzielnie i nie dajcie się ! ☺

Autor wpisu: Paulina Obara
(⭐moderator grupy jestem kasjerem)

Ty także możesz współtworzyć tego bloga! Jeżeli tylko masz ciekawą historię z sali sprzedaży, z którą chciałbyś się ze mną podzielić, napisz do mnie! (Historia może być opisana zarówno z perspektywy kasjera, jak i klienta). Istnieje duża szansa, że nawiąże z Tobą kontakt, a Twój wpis trafi na bloga. Poniżej załączam formularz kontaktowy. 

    FANPAGE FACEBOOK

    Dołącz do mojej społeczności

     

    DOŁĄCZ DO GRUPY NA FB

    Jestem kasjerem🛒

    Archiwa

    atrybut alt kobiety na zakupach
    Kobiety na zakupach
    atrybut alt dzień z życia kasjera
    Dzień z życia kasjera
    Wyznanie byłej kasjerki - Walić to! Jutro piątek!

    Podaj dalej!

    Dodaj komentarz

    Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.