DROGI CZYTELNIKU🛒

Mam nadzieję, że nie trafiłeś tutaj przypadkowo, a jeżeli tak, to zdecydujesz się zostać ze mną na dłużej.
Zapraszam Cię w podróż po świecie, który nie należy do najłatwiejszych.
Jestem kasjerem i codziennie walczę o przetrwanie. Powalczysz ze mną?
💪

Kasjer: Rozmiar ma znaczenie. O braku szacunku do pracowników

atybut alt kasjer: rozmiar ma znaczenie

Tytuł chwytliwy i niektórym może się jednoznacznie kojarzyć, ale tym razem chciałabym powiedzieć o braku szacunku przełożonych do pracowników. Ta złość kiełkowała we mnie od lat, w zasadzie od samego początku jak zaczęłam pracować w tym miejscu, a wydarzenia ostatniego tygodnia zdecydowanie przelały czarę goryczy.

Wszyscy doskonale zdajemy sobie sprawę z tego, jak dużą rolę w naszym życiu odgrywa wygląd zewnętrzny. Niektórzy będą oczywiście zaprzeczać, ale takie są fakty. Nikt na pierwszy rzut oka nie oceni przecież naszego charakteru. Zatrudniając się w sklepie jako kasjer sprzedawca nie musiałam przejść po wybiegu w najwyższych szpilkach, nie musiałam również dostarczyć serii zdjęć całej sylwetki w stroju kąpielowym. W zasadzie liczyły się tylko chęci do pracy i szybkie wdrażanie się do nowych obowiązków. Od początku miałam świadomość, że mimo wszystko jestem twarzą firmy i swoistą wizytówką, bo codziennie mam kontakt z różnymi klientami, którzy bardzo szybko potrafią wystawić surową ocenę. I w dużej mierze to ode mnie zależy, czy ponownie zechcą zrobić zakupy w moim miejscu pracy. Sama jako klientka zwracam uwagę na ceny, czystość w sklepie, jakość i świeżość produktów, ale mimochodem oceniam czasami wygląd ekspedientki i jako kobieta potrafię stwierdzić „ale fajna babka, aż chce się robić tu zakupy!”

O ile swoją urodę możemy nieco podrasować nawet prostymi zabiegami domowymi (w zależności oczywiście od naszych chęci i upodobań), o tyle na dress code w pracy nie mamy z reguły żadnego wpływu, szczególnie pracując w popularnych sieciówkach. Czy nam się to podoba, czy nie – dostosować się trzeba. Nie wiem, jak wyglądają procedury ubraniowe w innych sklepach, ale wewnętrznie czuję, że większość osób boryka się z tymi samymi problemami, co ja i moje koleżanki.

2 fartuchy w spadku po pracownicy

Gdy 9 lat temu zatrudniałam się w sklepie, w którym pracuję do tej pory na dzień dobry otrzymałam 2 fartuchy w spadku po jakiejś pracownicy. Już na starcie nie miałam łatwo. To była końcówka maja, zaczynały się upały, a fartuchy, które mi przydzielono były z grubszego materiału (jeszcze wersja zimowa), na długi rękaw i czarne jak święta ziemia (chociaż powinny być żółte jak słońce), bo ani moja poprzedniczka, ani Pani Kierownik nie zadbały o ich czystość. Jakby było mało nieszczęść to moje „nowe” ubrania robocze były o 2 rozmiary za duże. Byłam wściekła, zawstydzona i upokorzona. Niestety w tamtym okresie nawet nie śmiałam się odezwać, żeby zawalczyć o swoją godność. O coś, o co nie trzeba zresztą walczyć, bo każdy powinien w pracy wyglądać schludnie i to powinien zapewnić pracodawca. Nawet nie zliczę ile razy miałam ochotę schować się do mysiej dziury, żeby tylko nikt mnie nie widział. W sezonie zimowym też nie wyglądałam lepiej. Znowu dostałam używane ubranie, jeszcze większe niż te okropne fartuchy. W polarowej kamizelce wyglądałam bardziej żałośnie niż wcześniej. Czułam się prawie jak w dzieciństwie, gdy dostawałam ubrania po starszej siostrze. 

Wyglądam jak ruska baba

Najgorsze było jednak dopiero przede mną. Podczas wizyty przełożonej naszej Pani Kierownik usłyszałam, że wyglądam jak „ruska baba”.  To był dla mnie cios poniżej pasa, ale wiedziałam też, że to firma wystawia sobie kiepską wizytówkę, bo jak dbają o pracownika, tak mają. 

Po roku pracy zasłużyłam nareszcie na nowe ubrania i to nawet w swoim rozmiarze. Chciałam, żeby ta chwila trwała wiecznie ☺ Z przykrością obserwowałam, jak nowe koleżanki musiały przechodzić gehennę ubraniową, której ja doświadczyłam własnej skórze. Historia lubi się powtarzać, więc znowu na tapecie były ubrania za małe, za duże, poplamione czy dziurawe. Tak, jakby firma chciała powiedzieć: „Jesteś tu nowa i na razie nie zasługujesz na nic nowego/dobrego. Musisz udowodnić swoją wartość, wtedy zobaczymy, co da się zrobić”. Właśnie tak wtedy myślałam. Że muszę ciągle udowadniać swoją wartość. Teraz wiem, że jestem dobrym pracownikiem i nie potrzebuję akceptacji w oczach Pani Kierownik.

Będziesz miała motywację, żeby schudnąć

Lęk ubraniowy w sercu pozostał. Co sezon z niepokojem czekam, ja tym razem wystroi mnie firma. Bo nasze wymiary a wizja Pań szyjących nam ubrania często nie idą ze sobą w parze. I brakuje osoby decyzyjnej, która by się tą sprawą zajęła. Brak dobrej woli Pani Kierownik, by zadbała, żeby jej dziewczyny wyglądały jak należy, tak po ludzku dobrze. Potwierdzeniem tej sytuacji jest to, że znowu dostałam bluzę niedopasowaną do mnie, żeby nie powiedzieć za ciasną, a po zgłoszeniu tej uwagi złota rada: „Weź do domu i ją trochę porozciągaj”, „Będziesz miała motywację, żeby schudnąć”.

Czuję teraz złość i jestem zażenowana taką postawą (kobieta kobiecie wilkiem), ale na szczęście jestem też o kilka kilogramów mądrzejsza i nie czuję potrzeby, żeby zmieniać się dla kogokolwiek. Bluzę zostawiłam na biurku Pani Kierownik, żeby miała motywację do odchudzania, a sama zjadłam swoją dzienną rację słodkości.

Trzymajcie się! I pamiętajcie, że wyglądacie najlepiej, jak tylko możecie w danym czasie. ☺

PAULINA

Chcesz więcej takich historii? Zapisz się do newslettera, aby nic Cię nie ominęło⬇

Newsletter

FANPAGE FACEBOOK

Dołącz do mojej społeczności

 

DOŁĄCZ DO GRUPY NA FB

Jestem kasjerem🛒

Archiwa

NAPISZ DO MNIE, A BYĆ MOŻE TWOJA OPOWIEŚĆ TRAFI NA BLOGA.🖐🛒

    Podaj dalej!

    Dodaj komentarz

    Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.