DROGI CZYTELNIKU🛒

Mam nadzieję, że nie trafiłeś tutaj przypadkowo, a jeżeli tak, to zdecydujesz się zostać ze mną na dłużej.
Zapraszam Cię w podróż po świecie, który nie należy do najłatwiejszych.
Jestem kasjerem i codziennie walczę o przetrwanie. Powalczysz ze mną?
💪

Klient: A teraz ku*** wypakuj to i licz! Kasjer w opałach

Moja historia z klientem nie będzie wesoła, bo to nie komedia, lecz tragedia. Mały wstęp, żeby zrozumieć jakim typem osobnika jest klient, którego na potrzeby tej opowiastki nazwę IREK (wszystkich Irków bardzo przepraszam z tego tytułu). 

IREK to stary, brzydki, otyły, śmierdzący i bardzo, ale to bardzo niekulturalny jegomość, który notorycznie nawiedzał nasz sklep. Obrażał obsługę, przepychał innych klientów, głośno pomstował i wygadywał bzdury (do młodzieży szkoły średniej w kolejce) typu:

Uczcie się uczcie, bo będziecie na kasie siedziały jak te tu debilki, bo im się uczyć nie chciało i teraz grosze zarabiają. Ja mam emerytury trzy razy więcej, niż one wypłaty!😤

Młodzież oczywiście przerażona odsuwała się od niego z odrazą. Innym razem IREK do kasjerki, która szła na przerwę (tzn. do mnie):

Wracaj tu, ale już i mnie policz, bo jak nie to zaraz do kierowniczki pójdę i Cię wyleje na zbity ryj!

A teraz przejdźmy do konsensusu. Inwentaryzacja w sklepie, bo niedługo znów zmiana nazwy i barw. Czynna tylko jedna kasa, czyli monopolowa, stojąca całe życie i oczywista oczywistość, że moja. Obok mnie wszystkie trzy kierowniczki, które liczą alkohol  (bo niby co można liczyć na monopolowym). Do kasy kolejka,  bo ludzi nawet bałagan pod nogami nie zniechęci, żeby się pokręcić po sklepie. W biurze kierowniczka regionalna, żeby nikt nie czuł się zbyt swobodnie. Wszystko w miarę składnie i ładnie się toczy, chociaż w koło kipi jak to przy inwentaryzacji.

I nagle pojawia się on – IREK, jak zły sen z najgorszego koszmaru. Jedną ręką jak zwykle oparty o ladę – zasapany ledwo pierdzący dziadyga, a drugą wyrzucający na oślep produkty z wózka, gdzie popadnie na koniec standardowo okraszając je wymemłaną już chociaż ledwo z wieszaka zdjętą, czerwoną reklamówką. Reklamówka i wszystkie produkty pozbierane z lady, kasy i podłogi zeskanowane, kwota do zapłaty podana i pada z mojej strony retoryczne pytanie, a jakże trudne do ogarnięcia dla niektórych:

IREK otwiera portfel, sapie, grzebie po czym wyjmuje forsę i mówi…

Pieniądze przyjęte, reszta wydana, paragon wydrukowany. Zakupy przez IRKA byle jak  zapakowane do reklamówki aż tu nagle… 

Żadne tłumaczenie,  że za późno, że tak się nie robi i takie tam nic nie dało z racji tego, że trzeba by zrozumieć pokrętne wyczyny kadry kierowniczej, która dla miłych klientów była dziwnie nieprzychylna, a  wariatom i złodziejom dawała robić ze sobą co chcieli. Ale to już  inny temat. 

Więc IREK narobił wrzasku, że on nie wyjdzie, aż kierowniczka zmianowa poinformowała go, że idzie sporządzić odpowiedni protokół, który będzie musiał podpisać. Ale najpierw całe zakupy trzeba wypakować z torby i wycofać, następnie ponownie zeskanować i dopiero wtedy będzie mógł zapłacić kartą. Torbiszcze zostało przeze mnie i kierowniczkę opróżnione, towar wycofany i pieniądze IRKOWI wypłacone. Po czym, żeby znów udrożnić kasę dla klientów, którzy stali jak nigdy po cichutku i nawet nie drgnęli, zakupy zostały ponownie wepchnięte w nieszczęsną torbę i odstawione do wózka na bok, aby tam oczekiwać na ponowne wypakowanie i policzenie. Natomiast IREK został poproszony o cierpliwe czekanie. A, że do cierpliwych on nie należy na pewno, po 5 minutach zaczął pomstować na kierowniczkę. Złapał za reklamówkę z niezapłaconymi zakupami i galopem udał się w stronę wyjścia. W ostatniej chwili zawołałam koleżankę ze sklepu, która siłą odebrała łup złodziejowi.

W tym samym momencie przyszła kierowniczka z protokołem, IREK podpisał i został zaproszony do mojej kasy w celu policzenia zakupów.  I co zrobił IREK?! Podszedł do kasy rzucił wypchane torbiszcze na ladę i wrzasnął:

Po czym obiema rękami złapał mnie za koszulkę na wysokości piersi i zaczął mocno szarpać. Wyrwałam się, powiedziałam:

Spojrzałam w kierunku kierowniczek dokonujących inwentaryzacji obok mnie, licząc na pomoc z ich strony. Zobaczyłam jedynie wyraz konsternacji na ich twarzach i brak jakiegokolwiek pomysłu co w takiej sytuacji zrobić. Stały jak słupy, a słup to słup nie liczy się, rzecz martwa, nie pomoże.  A IREK w najlepsze darł się, że mam to liczyć, bo mnie… je*nie. W końcu szefowa popychana przez pozostałe kierowniczki ocknęła się z letargu i postanowiła wrócić do świata żywych oświadczając z pewną dozą nieśmiałości, że wezwie policję jak się IREK nie uspokoi. Powiedziałam wtedy, że odmawiam obsługi tego klienta. Ponieważ żadna nie rwała się do takiego poświęcenia, IREK poszedł do domu bez zakupów. 

Musiałam dalej na kasie obsługiwać klientów, jakby nigdy nic i uśmiechać się, chociaż wszystko się we mnie trzęsło. Żadna z kierowniczek, ani koleżanek nie puściła mnie z kasy na kilka minut, żebym się uspokoiła. Na koniec jeszcze musiałam wytłumaczyć się z całego zajścia regionalnej. Pozostałe kierowniczki zachowywały się jakby nic się nie stało, w końcu tolerowały zachowanie IRKA od wielu lat. Po tym zajściu już IRKA w sklepie nie widziałam, pewnie zmienił obiekt swoich chorych zachowań i poszedł się wyżywać na innych „nieukach”.

No więc tego… 

Życzę Wam drogie kasjerki zrównoważonych psychicznie klientów, empatycznych koleżanek i  ogarniętej kardy kierowniczej. Wiem, wiem, będzie ciężko , ale przecież niektóre życzenia się spełniają, więc zawsze jest jakaś szansa. Pozdrawiam i łączę się z Wami w bólu. 

Iwona

FANPAGE FACEBOOK

Dołącz do mojej społeczności

 

DOŁĄCZ DO GRUPY NA FB

Jestem kasjerem🛒

Archiwa

Podaj dalej!

4 komentarze

  1. Agusia35 pisze:

    Miałam Podobną sytuacje w wakacje w miejscowości nadmorskiej … Z tym że to było spięcie z kierowniczka … nie miałam drobnych więc zadzwonilam na kierownika raz pozniej drugi po czym łaskawie przyszła i jej tłumacze że nie mam drobnych chociaz pytam się ludzi ale ciężko cokolwiek było uzbierać, Kierowniczka zbluzgala mnie ,że co „ja sobie k….a myślę że będzie za nami latać ” miałam łzy w oczach ale jeden klient i się ogarnęłam z tych łez , kierownicy też są czasem nie wdzięczni do swoich pracowników bo myślą że są na wyższych stanowiskach to im wszystko wolno ….

  2. Maria pisze:

    Mialam podobną choć nie tak drastyczna sytuację z pewnym klientem ze środowiska lekarskiego. Niby wyuczony. Znany otoczeniu. Ale w sklepie nikt nie chxial go obsługiwać.. Nadużywal alkoholu. Od tego trzeba zacząć. Nie dość że przychodził 5 minut przed zamknięciem sklepu, wolno pakował zakupy, strasznje niecierpliwy, bo mu było wolno się nie śpieszyć, ale ja musiałam ruszyć dupsko a nie „kawki na magazynie spijac”, to na dodatek określał różnymi epitetami.

    Byla taka sytuacja, że przyszła do nas nowa koleżanka. Ustala koło mnie na monopolu na popołudniowej zmianie, oczywiście nie znała wszystkich kodów, więc zaraz były teksty typu „co tak wolno. Kodów pani nie zna? Trzeba bylo się w domu uczyć a nie przyszła nie zna kodów i mnie teraz będzie oszukiwać. Nie życzę sobie tego!” abstrahując od sytuacji, gdzie ja go obsługiwałam, prawie wszystkie kody mam ogarnięte i też byłam „nieudacznikiem”. Została wezwana zmianowa. Oczywiście stanęła w mojej i koleżanki obronie. Starała się „KLIENTA” uspokoić i kiedy postraszyła policja, musiała groźbe kilka razy powtórzyć to wtedy zmiękł. Inni co stali w kolejce zaczęli na niego też najeżdżać że nie powinien sie tak wyrażać i zachowywać. To też jest miłe. Wyszedł ze sklepu mruczac coś od nosem. Koleżanka została a ja poszłam się uspokoić na magazyn..

  3. paula pisze:

    Boszsz ile razy siedząc na kasie marzyłam, że wyciągnę z pod lady kałacha i pociągnę serią…Nie pracuję już w handlu, więc pozwalam sobie pojechać po upierdliwych klientach i uwierz mi robię to z wielką satysfakcją, bo wiem że ta nieszczęśnica na kasie tego zrobić nie może.

  4. Anna pisze:

    Nienawidzę ludzi, właśnie przez pracę w handlu. Od 2007r pracuję albo w odzieżówce, albo w zoologicznym (chociaż to najlepsza praca jaką miałam) ostatecznie od 4 lat siedzę na poczcie… Straciłam szacunek do starszych ludzi niestety, są okropni (nie wszyscy oczywiście), nienawidzę tej pracy z całego serca. Od października idę do biura, bez kontaktu z klientem (tzn jakiś kontakt będzie ale nie w takim stopniu jak na poczcie czyli 140oób w ciągu 11h i ja jedna 😐 ) wiec odliczam dniówki i godziny do końca miesiąca 😐
    Mam 33lata i jestem tak wypalona zawodowo, że leczę się u psychiatry. Nikomu nie życzę.
    Pozdrawiam wszystkich kasjerów <3

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.