DROGI CZYTELNIKU

Mam nadzieję, że nie trafiłeś tutaj przypadkowo, a jeżeli tak, to zdecydujesz się zostać ze mną na dłużej.
Zapraszam Cię w podróż po świecie, który nie należy do najłatwiejszych.
Jestem kasjerem i codziennie walczę o przetrwanie. Powalczysz ze mną?

Przerwa w pracy, czyli o myślach głodnego kasjera

Polub i udostępnij bloga znajomym!

Michał, lat 29

W handlu pracuje ok. 6 lat. Interesuje się fantastyką, militariami, historią. W wolnej chwili pasjonat szeroko rozumianej gastronomii – szczególnie kuchni orientalnej.

18 stycznia Anno Domini 2019
Godzina: 20:17
Miejsce: Kasa w B. Gdzieś w Polsce.

Boże kochany, jaki ja jestem głodny...

(pik-pik-pik)

... serio, zaraz odgryzę sobie lewą rękę.

(pik-pik-pik)
– 85, 44 zł

(Jedynym powodem dla którego jeszcze nie obgryzam własnej kości ramiennej i nie przeżuwam ze smakiem własnych mięśni i ścięgien jest fakt, że bez jednej ręki, zbijanie kolejki zajęłoby mi o wiele więcej czasu.)

(pik-pik-pik)
– 34,15 zł

(O papierosie nawet nie wspominam, ironiczne nie? Cały podajnik zapchany fajkami – aż się z niego wysypuje, a ja marzę i odpływam na myśl o jednym papierosku.) 

- Pamiętaj Michał, to tylko stan umysłu, nie myśl o żarciu, nie myśl o nikotynie, uwolnij umysł, uwolnij trzecie oko i wszystkie czakramy. SKUP SIĘ! Może mała medytacja? OOOOM-OOOOM.

W tym momencie na taśmie ląduje świeżo wypieczona, pachnąca bagietka czosnkowa.⬇👀

... DOSYĆ TEGO, ZAMYKAM TEN INTERES, WON MI STĄD, WSZYSCY BEZ WYJĄTKU!

I za zakupami szybciutko znajduję się tabliczka z tymi dwudziestoma magicznymi literami: ZAPRASZAMY DO KASY OBOK

(pik-pik-pik-pik)

Fajno, dawaj siano i wypad.

– 21,13 zł

– ​​Proszę (stówka, a jakże.)

– ​​​Drobniej może nie będzie?

– ​​​Oj nie, z bankomatu właśnie wyciągnęłam.

(OOOOOOM!-OOOOOM! Spokojnie Majkel, spokojnie…)

TAP, TAP, TAP…TRZASK…

Mhmmm… nawet jakbym chciał dokonać kasjerskiej vendetty, polegającej na wydaniu reszty w grosiwie, to nawet nie mam z czego.

– Sekundkę, podejdę tylko do koleżanki rozmienić.

(Idąc, oczywiście mielę pod nosem klątwy i inwektywy, od których samemu Belzebubowi odpadły by uszy, czy co tam czarty mają.) Wymachuję tym zielonym papierkiem z wizerunkiem jednego z królów Polski z nadzieją, że ktoś się zlituję i zabierze to ode mnie. Jest, jest promyk nadziei, światełko w tunelu. Ale po chwili okazuję się, że tym światełkiem był rozpędzony pociąg jadący w kierunku: PIEKŁO GŁÓWNE. Ciuch… ciuch…🚂

– Sorry Misiek, mam tylko na pół.

Czekamy… oho, przy trzeciej kasie ktoś właśnie obdarował koleżankę pliczkiem banknotów o małym nominale.

Droga (nie chcę używać tutaj nawet prawdziwych imion współpracowników) Hildegardo. Właśnie zostałem uraczony tym o to banknotem o wysokim nominale. Tuszę, że zdajesz sobie sprawę z powagi zaistniałej sytuacji i raczysz zamienić mi go na parę innych. Zaznaczam że nie przyjmuję odmowy.

Hehe… nie, no tak naprawdę wyglądało to tak:

- Błagam, proszę, weź to (chlip, chlip). Chcę w końcu opuścić to zapomniane przez Boga miejsce! Miej litość (chlip).

Wymiana, reszta, paragonik. Dobra idziemy jeść.

– Mogę jeszcze ja? Mam tylko dwie rzeczy…

Starsza pani z bukiecikiem żonkili i paczką wkładów do zniczy. Zmęczona trudami długiego życia. Mimo, że moje serce wygląda już jak skamieniałe jajo dinozaura z okresu ery mezozoicznej, tlą się jeszcze – gdzieniegdzie odruchy człowieczeństwa.

– Tak, proszę.

(pik-pik… szlag, nie chce wejść, ale gdzieś tu był kod od tych kwiatków. O i proszę. PIK.)

– 11,98 poproszę.

– Już panu płacę, tylko portfel znajdę.

Mija minutaaaa… kolejna… i jeszcze jedna (SZURU-BURU-SZURU-BURU-SZUR-SZUR) PRZECIEŻ TAM NIE MOŻE BYĆ TYLE RZECZY! CZY ONA GWIZDNĘŁA TĘ TOREBKĘ PANU KLEKSOWI?!

– O mam! Proszę… (ta, już dobrze wiecie… Jagiełło…)

No to powtóreczka. Okej… tym razem nawet szybko poszło, spadam i to w trybie NOW, bo już widzę kolejny wózek na horyzoncie.

– Kierowniku, otworzy pan?

– Przykro mi, kasa zamknięta. (Jeśli Ci życie jeszcze miłe, to odpełznij stąd.)

– Ale tylko parę rzeczy, noo.

– Do kasy obok proszę. (Wyjdź, wyjdź, wyjdź…)

– No, nie otworzy pan?

– Kasa zamknięta. (WON!!!)

Biegiem po coś do żarcia, nawet nie patrzę co biorę – CHAPS, gdyby w podajniku z pieczywem w tym momencie znajdowała się agrowłóknina, bez wahania wszamałbym ją i się jeszcze oblizał. No dobrze, płacimy i idziemy jeść. Pamiętacie to uczucie ze szkoły, kiedy na ostatniej lekcji był zapowiedziany sprawdzian, a mamunia dała wam zwolnienie? Ta zawiść i zazdrość w oczach kolegów z ławki. Noo, to pomnóżcie to razy 100 i jeszcze raz, razy 100. Aż czuję na plecach te lodowate spojrzenia klientów, jak odchodzę od kasy ze swoją właśnie zapłaconą bułeczką. Szybciutko na socjal. Nie oglądaj się, szybciej, już prawie jesteś. Tuż, tuż. Jeszcze tylko parę metrów. PRAWIE!!!

– Przepraszam Pana?

(AAA! SKĄD ONA SIĘ TU WZIĘŁA?! Prawdziwy David Copperfield marketu. Ciekawe, jak sobie radzi z ucieczką z zamkniętego pojemnika, napełnionego wodą w kaftanie bezpieczeństwa?)

– Tak?
– Wie pan może gdzie znajdę ocet balsamiczny, bo w gazetce piszą że miał być, ale chyba nie ma, bo szukałam?
– Tak, oczywiście na tamtym regale.
– No właśnie nie ma, szukałam tam.

Chwilę później…

– Proszę.
– Ooo widzi pan, no ślepa jestem, dziękuje.

Dość! Choćby ktoś miał odwalić przy mnie kitę – idę na socjal. Udało się. Niech rozpocznie się uczta! Mimo, że mam tylko parę kawałków lekko czerstwego pieczywka, to podchodzę do nich jak do zacnej porcji udźca baraniego. Wpierdzielam moją bułkę, jak zawodowy wpierdzielacz bułek, aż nagle…

DZYYYYŃ

DZYYYYŃ

- Leję na to!

DZYYYYYYYYŃ

DZYYYYYYYYŃ

- No, jakby ten dzwonek się ze mną przedrzeźniał... Nie ma opcji!

DZYYYYYYYYYYYYYŃ

DZYYYYYYYYYYYYYŃ

- DAJCIE, ŻESZ ZJEŚĆ!

DZYŃ

DZYŃ

DZYŃ

DZYŃ

- Szlag, szlag, szlag, szlag. DOBRA, IDĘ PRZECIEŻ!

Wkładam całą bułkę do ryja, popijam soczkiem z marchewki i idę pomóc im z tą rzeszą zakupoholików. Dziwne, nie ma kolejek…

– Co jest? Przecież jest w miarę luźno.
– Aaa, bo już ktoś usiadł, spoko, spoko.

Gdybym posiadał kody do głowic nuklearnych, zrobiłbym teraz z nich użytek. No nic to… idę w końcu zapalić… a całą resztę wolnego czasu – czyli jakieś 6 minut, poświęcę na kontemplację nad własnym życiem. A dobrze że mi się przypomniało – muszę kupić żwirek dla kota.

- Michał

Ty także możesz współtworzyć tego bloga! Jeżeli tylko masz ciekawą historię z sali sprzedaży, z którą chciałbyś się ze mną podzielić, napisz do mnie! (Historia może być opisana zarówno z perspektywy kasjera, jak i klienta). Istnieje duża szansa, że nawiąże z Tobą kontakt, a Twój wpis trafi na bloga. Poniżej załączam formularz kontaktowy. 

A jeżeli nie chcesz przegapić żadnego wpisu, zostaw mi swój adres e-mail, a ja powiadomię Cię o każdej nowej aktywności.

Newsletter

FANPAGE FACEBOOK

DOŁĄCZ DO GRUPY NA FB

Archiwa

Podaj dalej!

Polub i udostępnij bloga znajomym!